26 września 2022

Projekt Kosz

TWOJE ŹRÓDŁO KOSZYKÓWKI

EBL: Dogrywka w Hali Stulecia, derby dla Kinga

No to mieliśmy wielkie emocje w czterech spotkaniach kończących 16.kolejkę meczów w Energa Basket Lidze. Zawodnicy Legii Warszawa bez większego trudu wygrali wyjazdowy pojedynek z Asseco Arką Gdynia. W derbach Pomorza Zachodniego King Szczecin okazał się lepszy od PGE Spójni Stargard Szczeciński. Emocje z kolei sięgnęły zenitu, gdy w konfrontacji w Hali Stulecia Enea Zastal BC Zielona Góra wygrał po dogrywce z WKS-em Śląsk Wrocław. W ostatnim zaplanowanym meczu gracze Enei Abramczyk Astorii Bydgoszcz byli bliscy sprawienia olbrzymiej sensacji, lecz ostatecznie górą byli koszykarze Argedu BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski.

Asseco Arka Gdynia – Legia Warszawa 70:88

Legioniści doskonale zdawali sobie sprawę, że ten mecz był w charakterze „musi być zwycięstwo”, aby ciągle być w grze o fazę play-off. Ponadto podopieczni trenera Wojciecha Kamińskiego chcieli zmazać ze swoich głów rywalizację w Zielonej Górze oraz brak awansu do Suzuki Pucharu Polski. Gdynianie z kolei mieli więcej czasu, aby przygotować się do tego pojedynku po zimnym prysznicu w Ostrowie Wielkopolskim.

Gdynianie dobrze weszli w to starcie, trafiając dwie trójki (Boykins, Wołoszyn), lecz przyjezdni odrobili straty, a po trzypunktowym rzucie Cowelsa lll byli na prowadzeniu (9:6). Na tę trójkę również zza łuku odpowiedział Boykins, a w późniejszym fragmencie oba zespoły grały punkt za punkt. Pierwsza kwarta padła łupem gości po trafieniu z półdystansu Skificia (21:22). Oba zespoły na początku drugiej części nie imponowały skuteczną grą w ataku, lecz w następnych akcjach gaz do dechy włączyli warszawianie. Dzięki serii dziesięciu punktów z rzędu zdołali wypracować sobie dość bezpieczny dystans po rzucie zza linii 6,75m Cowelsa III (25:38). Złą passę przerwał Adam Hrycaniuk, trafiając spod kosza. To jednak nie zatrzymało przyjezdnych, którzy dodali do końca pierwszej połowy pięć oczek. Po 20 minutach zawodnicy Legii wygrywali 43:30. Warszawska maszyna nie zatrzymała się po przerwie – spore spustoszenie wśród obrońców Arki zrobiły trafienia Koszarka, Cowelsa III oraz Abdura-Rahkmana. Gdynianie próbowali się ratować jedynie pojedynczymi akcjami, lecz to nie zrobiło wrażenia na drużynie ze Stolicy, która pewnie zmierzała do zwycięstwa. Koszykarze Arki wygrali ostatnią część (27:20), lecz niewiele ona zmieniła w ostatecznym rezultacie. Warszawscy legioniści zasłużenie pokonali Arkę Gdynia 88:70.

WKS Śląsk Wrocław – Enea Zastal BC Zielona Góra 85:88 (po dogrywce)

Był to hit kolejki. Obie drużyny były bojowo nastawione do tego spotkania. Wrocławianie wygrywając zbliżyliby się do ligowej czołówki. Zastal dzięki temu zwycięstwu przeskoczyłby wrocławian w ligowej tabeli. Był to niezwykle ważny mecz dla obu zespołów zwłaszcza, że w tym sezonie zielonogórzanie pokonali u siebie zawodników z Dolnego Śląska dziesięcioma punktami (81:71).

Pierwsza kwarta od początku była niezwykle wyrównana, lecz to Śląsk po celnym rzucie Dziewy prowadził 12:7. Wrocławianie w następnym fragmencie odnotowali serię 12:0, wychodząc po punktach Meiersa na 15-punktową zaliczkę (24:9). Wtedy przebudzili się zawodnicy Zastalu za sprawną celnych koszy Nenadicia, Zyskowskiego, Apicia oraz Josepha. Wynik tej części ustalił Trice celną trójką (33:24). Następna odsłona to powolne odrabianie strat przez zielonogórzan. Za sprawą celnych trójek Bremblya oraz Josepha goście przegrywali jedynie jednym punktem (35:34). W zespole trenera Urlepa sytuacje uspokajali Dziewa, Meiers oraz Justice. Ostatni z nich rzutami wolnymi ustalił rezultat po 20 minutach gry – 51:44 na korzyść Śląska Wrocław.

Zielonogórzanie po dłuższej pauzie rozpoczęli trzecią dyszkę od zdobycia siedmiu punktów pod rząd, które po trafieniu zza łuku Bremblya dał remis (51:51). Od tego momentu rywalizacja stała nieco na równiejszym poziomie, lecz pod koniec tej ćwiartki goście zdołali wypracować sobie kilkupunktowe prowadzenie za sprawą Jarosława Zyskowskiego. Trzypunktowy rzut z końcową syreną dał Zastalowi 5-punktową nadwyżkę, z którą schodzili na decydujące 10 minut. Ostatnia partia była bardzo nerwowa z obu stron. Nerwy lepiej opanowali gracze Śląska, którzy za sprawą Kolendy oraz Trice’a odskoczyli na cztery punkty (76:72). Po rzutach wolnych Nenadicia na tablicy wyników widniał remis 76:76 na 3:19 sekund do końcowego gwizdka. Celną trójkę trafił jednak Karolak, co dało gospodarzom odrobinę lepszą sytuacje. Zepsuł ją jednak Langevine, który notorycznie notował połowicznie rzuty wolne. Niezwykle ważną trójkę na dogrywkę trafił Nenadić (81:81) i w ten sposób mieliśmy dodatkowe emocje.

W dogrywce i jedni i drudzy mieli problem ze zdobywaniem punktów – po połowicznie wykorzystanych wolnych przez Dziewę mieliśmy równowagę w tym pojedynku (84:84). Zielonogórzanie dali jednak radę lepiej trzymać nerwy na wodzy w końcówce i za sprawą rzutów wolnych Mazurczaka i Josepha przechylili szale meczu na swoją stronę. Zmienić to starał się jeszcze Trice, rzucając zza linii 6,75m na drugą dogrywkę. Jego trzypunktowa próba okazała się nieskuteczna. W ostateczności to Enea Zastal BC Zielona Góra pokonał Śląsk Wrocław 88:85.

autor: Dominik Zielmachowicz

Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz – Arged BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski 83:86

O krok od wielkiej sensacji byli koszykarze Enei Abramczyk Astorii Bydgoszcz, lecz w ostateczności musieli uznać wyższość Mistrzów Polski. Przyjezdni na dobry początek objęli kilkupunktowe prowadzenie po punktach spod kosza Simmonsa (2:8), lecz później do głosu dorwali się bydgoszczanie i dzięki lay-upowi Mateusza Zębskiego objęli minimalne przewagę (9:8). Prowadzenie w tej części zdążyło się zmienić jeszcze z pięć razy, a ostatecznie wylądowało w ręce Stali. Po trójce Simmonsa ekipa Igora Milicicia prowadziła w Bydgoszczy 27:25. Przyjezdni w drugiej odsłonie próbowali za każdym razem uciec na parę punktów, lecz podopieczni Artura Gronka notorycznie odrabiali swój deficyt. W końcu po pięknej paczce z góry Herndona i półdystansie Nizioła bydgoszczanie po 20 minutach byli z przodu (44:43).

Po zmianie stron mistrzowie szybko odzyskali prowadzenie głównie za sprawą punktów Simmonsa oraz Younga. Trzypunktowy rzut Dreschela wyprowadził Stal nawet na 10-punktową zaliczkę (49:59). W bydgoskim zespole ciężar gry swojego zespołu wziął na swoje barki Andrzej Pluta Jr., trafiając m.in. dwie trójki. Kolejna paczka Alana Herndona sprawiła, że Astoria pozostawała nadal w grze. Po trzech kwartach przegrywali różnicą pięciu punktów (60:65). Początek czwartej części był stosunkowo równy, a ostrowianie ciągle mieli kilkupunktową przewagę nad bydgoską drużyną. Na 3:48 sekund przed zakończeniem meczu dla gości z dystansu walnął Simmons, dając aż 11-punktowe prowadzenie (71:82). Sprawę w bydgoskim zespole wziął Rod Camphor, trafiając dwie trójki. Następnie kolejne punkty spod kosza dodali Pluta, Zębski oraz Cavars, co dało na 30 sekund jedynie punkt straty do Mistrzów (83:84). W kluczowym momencie akcję spod kosza wykończył Denzel Andersson. Trafienie zza łuku miał na dogrywkę Pluta Jr., lecz rzut został spudłowany co oznaczało zwycięstwo ostrowian 86:83.

autor: Miłosz Siuber

King Szczecin – PGE Spójnia Stargard 93:81

W derbach Pomorza Zachodniego emocji nie zabrakło. Szczecinianie do meczu ze Spójnią Stargard Szczeciński podeszli bez: Sherrona Dorseya-Walkera, Jaya Threatta oraz Djoko Salicia, a na chwilę na boisku pojawił się Kacper Borowski. Mimo problemów kadrowych podopiecznym Arkadiusza Miłoszewskiego udało się wygrać to starcie. Szczecińska drużyna weszła w ten mecz z wysokiego „C”- dzięki punktom Stacy’ego Davisa i Jakuba Schenk, King prowadził w połowie premierowej odsłony 15:10. Nieco później gospodarze przyspieszyli swoją grę w ofensywie, a do punktujących wcześniej wymienionego Davisa i Schenka dołączył Kikowski, który dołożył lay-up oraz trójkę. Punkty spod kosza Schenka zamknęły pierwszą dyszkę, po której wyraźnie prowadzili miejscowi 32:17. Sytuacja odwróciła się w następnej kwarcie, ponieważ tym razem to Spójnia była w gazie. Raz po raz skuteczni byli m.in. Daniel Szymkiewicz, Erick Neal czy Admon Gilder, co pozwalało im pomału odrabiać straty (47:40). Jednak nie do powstrzymania był Davis, który nadal punktował obrońców Spójni jak chciał. Pod koniec pierwszej połowy słowa należały do Młynarskiego i Neala – za sprawą ich trafień, King wygrywał po 20 minutach 51:48. Po przerwie goście za wszelką cenę chcieli być blisko gospodarzy dzięki trafieniom Steela i Spiresa, lecz po przeciwnej stronie Richardson strzegł kilkupunktowej zaliczki dla szczecińskiego Kinga (68:61). Wówczas Erick Neal dopisał do konta Spójni celny lay-up plus trzy rzuty wolne, przybliżając swoją ekipę na dwa oczka do gospodarzy (70:68). Rezultat trzeciej dziesiątki ustalił punktami z pomalowanego pola Michał Kroczak (72:68). Ostatnia część spotkania na samym początku toczyła się w dość niezłym tempie, lecz zespoły straciły skuteczność z gry. Szybciej z niej wybudzili się szczecinianie za sprawą trójki Schenka i punktów spod kosza Davisa (84:72). Admon Gilder oraz Erick Neal starali się, aby przyjezdni jeszcze wrócili do gry, lecz zabrakło im czasu oraz zatrzymanie wyżej wymienionej dwójki. W ten sposób King Szczecin wygrał z PGE Spójnią Stargard 93:81.

autor: Kamil Wróbel

fot. King Wilki Morskie Szczecin SA (archiwum)