Dziki Warszawa notują swoje trzecie zwycięstwo w rozgrywkach PGE Basket Ligi! W niedzielny wieczór w ramach 4.kolejki, zespół Marco Legovicha pokonał na własnym parkiecie Energę Czarnych Słupsk 91:81. Udany powrót po ponad miesięcznej absencji miał Zane Waterman.
Dziki Warszawa — Energa Czarni Słupsk 91:81
Początkowo obie ekipy dobrze radziły sobie w ataku — na trafienia Masona Madsena, Kacpra Borowskiego oraz Djordje Dimitrjevicia sprawnie reagowali Michał Krasuski, Krzysztof Kempa oraz Makai Ashton. Dopiero po celnych trójkach Madsena oraz Robinsona, Czarni w połowie premierowej odsłony mieli zapas 7 punktów (13:20). Warszawianie nadrabiali zaległości po udanych wejściach pod obręcz Quana Jacksona, Łukasza Frąckiewicza oraz Zane’a Watermana. Do końca tej części gry trwała równorzędna wymiana ciosów, lecz po m.in. punktach spod kosza Jana Pluty czy Aleksandra Kornackiego, Czarni po 10 minutach prowadzili 30:27.
Początek drugiej części był przeciwieństwem jej poprzedniczki — skutecznych akcji było jak na lekarstwo, lecz po odpowiedziach Madsena oraz Veinot w ciut lepszej sytuacji byli goście (27:34). Później słupska ekipa dała się wciągnąć w tą szarpaną grę gospodarzy, którzy pomału nadrabiali deficyt. Dobrymi wejściami pod tablicę popisywali się Makai Ashton, Łukasz Frąckiewicz, a także Grzegorz Kamiński. Po następnych punktach zdobytych przez Frąckiewicza, Dziki na 2:51 sekund przed końcem pierwszej połowy objęły prowadzenie (39:38). Do przerwy dorobek punktowy gospodarzy powiększali Waterman oraz Jackson, ale spod kosza odwdzięczył się Robinson. W ten sposób po pierwszej połowie Dziki minimalnie wygrywały z Czarnymi 43:41.
Po zmianie stron stołeczna ekipa znalazła odpowiedni rytm — po zagraniach pod tablicę Ashtona, Krasuskiego i trójce Girarda, Dziki uzyskały 7-punktową zaliczkę (52:45). Trochę później celnymi trójkami odpowiadali Mason Madsen oraz Keevan Veinot, ale tą samą bronią zareagował Joseph Girard. Dopiero po trzypunktowym rzucie Demonda Robinsona, a także łatwych punktach Keevana Veinota i Jakuba Stupnickiego, Czarni doprowadzili do remisu (59:59). Pod koniec tej części gry gospodarzy poderwały dobrze wykończone akcje spod obręczy Jacksona oraz Watermana. W ten sposób zespół Marco Legovicha po 30 minutach rywalizacji prowadzili 67:61.
Na początku decydującej części zaległości próbowali nadrabiać Pluta oraz Madsen, ale szybko ten pomysł wybili z głowy Ashton oraz Frąckiewicz — po ich wykorzystanych sytuacjach pod tablicą, Dziki miały zapas dziewięciu punktów. Słupszczanie nie rezygnowali z walki o swoje pierwsze zwycięstwo, a udany dunk Borowskiego czy trójki Veinota oraz Madsena dawały im tylko 2-punktową stratę (78:76). Warszawianie zaliczyli od tego stanu 10-punktowy serial, który był przełomowym momentem. Swoje „pięć minut” świetnie wykorzystał Osun Osunniyi i to dzięki niemu Dziki mogły spokojnie kontrolować pojedynek do końcowej syreny. Ostatecznie Dziki Warszawa po dobrej końcówce pokonały Energę Czarnych Słupsk 91:81.
Najlepszymi strzelcami warszawskiej ekipy byli Zane Waterman (18 punktów i 7 zbiórek), Łukasz Frąckiewicz (15 punktów i 7 zbiórek) oraz Makai Ashton (13 punktów, 6 asyst i 5 zbiórek). Dla Czarnych 23 punkty zaaplikował Mason Madsen, a 17 punktów i 4 zbiórki dołożył Keevan Veinot.
fot. Dziki Warszawa (fanpage)
KW
