24 września 2022

Projekt Kosz

TWOJE ŹRÓDŁO KOSZYKÓWKI

Paweł Krefft: „Chciałbym kiedyś powtórzyć wyjazd za granicę w celach koszykarskich… ” [WYWIADOWNIA #1-13]

Redakcja Projektu Kosz przeniosła się do Opola. O przygotowaniach do nowego sezonu ligowego, początkach przygody z basketem, zdobytych medalach w młodzieżowych rozgrywkach szczebla centralnego, krótkiej przygodzie w czeskim Kolinie rozmawiamy z rzucającym Weegree AZS Politechnika Opolska, Pawłem Krefftem. Zapraszamy do lektury.

Redakcja: Cześć Pawle. Powiedz mi, jak mijają przygotowania do zbliżającego się sezonu ligowego?

Paweł Krefft: Cześć. Wydaje mi się, że na to pytanie odpowiedź w każdym klubie będzie podobna. Czyli ciężkie i długie treningi. Wszyscy musimy się poznać i ustalić zasady na sezon. Mamy dosyć młody skład i każdy wie, po co tutaj jest, więc widać, że w wakacje wszyscy wykonali dobrą pracę i są gotowi na cały sezon.

R: Na co kładzie nacisk Wasz obecny szkoleniowiec Marcin Grygowicz w okresie przygotowawczym?

P.K.: Trener na pewno kładzie duży nacisk na obronę i agresywną presję na całym placu przez cały mecz, a także rotacje i obrony pick and roll. W ataku mamy swoje założenia, ale możemy grać z większą swobodą.

R: Do tej pory Twoja obecna drużyna rozegrała pięć sparingów, przegrywając na razie jeden z Dzikami Warszawa 68:76. W ten weekend byliście najlepszym zespołem na turnieju w Tychach, wygrywając z Miastem Szkła 92:86. Czy Twoim zdaniem, Wasza forma już doszła w miarę do takiego poziomu do jakiego sami by sobie tego życzyli czy jeszcze przed nimi wiele pracy by wdrożyć pomysły trenera?

P.K.: Z tygodnia na tydzień jesteśmy coraz lepiej zgrani i lepiej się rozumiemy na boisku. Jeszcze potrzebujemy trochę czasu, aby forma doszła do optymalnej. Borykamy się z drobnymi kontuzjami, więc nie zagraliśmy jeszcze żadnego spotkania w pełnym składzie. Wygrane sparingi na pewno cieszą, bo pokazują, że praca, którą wykonujemy nie idzie na marne. Wyglądamy z meczu na mecz coraz lepiej oraz popełniamy mniej błędów. Trzeba też pamiętać, że są to jednak tylko sparingi i nie popadamy w huraoptymizm, tylko pracujemy coraz ciężej, aby w pierwszym meczu być jak najlepiej przygotowanym.

R: W dalszej części wrócimy do tego tematu, ale zacznijmy od Twoich początków przygody. W którym momencie Twojego życia pojawiła się piłka do koszykówki?

P.K.: Wszystko zaczęło się od Gimnazjum sportowego w Gdyni. Po szkole podstawowej musiałem podjąć decyzję, do jakiego gimnazjum pójść. W tamtym czasie trenowałem pływanie, więc rozważałem dwie szkoły sportowe. Jedna o profilu pływackim, druga o profilu koszykarskim. Wybrałem tę drugą opcję, pomimo że z koszykówką miałem styczność tylko na sks w szkole podstawowej. Z biegiem czasu wydaje mi się, iż była to dobra decyzja.

R: Czy na początku swojej kariery wiedziałeś, że koszykówka stanie się Twoim życiem czy raczej traktowałeś to jako dobrą zabawę?

P.K.: Idąc do gimnazjum sportowego raczej nie miałem żadnych oczekiwań, że będzie to mój plan na kolejne lata. Z racji, że nie trenowałem tego sportu nigdy wcześniej traktowałem to jako dobrą zabawę. Do szkoły poszedłem rok wcześniej, więc wszystkie treningi miałem ze starszym rocznikiem i dodatkowo ze swoim, przez co musiałem zrezygnować z pływania. Na początku jeszcze łączyłem oba sporty. Okazało się, że na treningach ze starszym rocznikiem nie odstaję umiejętnościami, a dzięki treningom z nimi na treningach z rówieśnikami byłem jednym z lepszych. Wtedy zacząłem myśleć o tym sporcie na poważnie.

R: Pochodzisz z Gdyni, gdzie rozpocząłeś swoją drogę z koszykówką. Powiedz mi, jak wspominasz okres grania w tym klubie?

P.K.: Tak jak już wspomniałem był to okres połączony z nauką w gimnazjum gdzie poznałem super ludzi, z którymi mam kontakt do teraz. Byliśmy męską klasą, która liczyła 30 osób, więc nauczyciele nie mieli z nami łatwo. W tym czasie mieliśmy po dwa treningi dziennie. Jeden w trakcie lekcji a drugi od razu po lekcjach, dodatkowo chodziłem na treningi ze swoim rocznikiem, więc spędzaliśmy ze sobą czas od rana do wieczora. Tamten okres to kopalnia historii, które wspominamy zawsze jak się spotykamy. Ale wracając do tematu koszykówki był to równie dobry czas, bo zdobyłem wtedy kilka złotych medali mistrzostw Polski, bardzo wiele się nauczyłem i zrozumiałem, że chcę to robić, dopóki zdrowie pozwoli.

R: W młodzieżowych rozgrywkach szczebla centralnego odniosłeś bardzo dużo sukcesów m.in. złoty medal, MVP, król strzelców i najlepsza piątka turnieju do lat 14, złoty medal MP do lat 16 (MVP, król strzelców i najlepiej rzucający za trzy), dwukrotnie złoty medal MP do lat 18. Ponadto byłeś uczestnikiem turnieju EYBL-a do lat 16 we francuskim Amiens, gdzie sięgnąłeś po tytuł MVP. Jak wspominasz sukcesy odniesione w tym okresie?

P.K.: Te wszystkie sukcesy były bardzo motywujące i napędzały mnie do dalszych treningów. Dobrze wspominam MVP zdobyte w Amiens, bo miałem wtedy pierwszy raz okazję sprawdzić się w międzynarodowych rozgrywkach zarówno to wyróżnienie jak i medale mistrzostw Polski pokazały mi, że warto trenować koszykówkę i że może to zaowocować w fajną przygodę, jaką jest teraz.

R: Po bardzo dobrym okresie grania w gdyńskim GTK w sezonie 2013/2014 przeszedłeś 10 kilometrów do Trefla Sopot, gdzie zdobyłeś kolejne dwa MP w kat. do lat 18 (po raz trzeci) i MP w kat. do lat 20. Co Cię skłoniło do zmiany barw klubowych oraz jak wspominasz kolejne dwa tytuły z tą ekipą?

P.K.: Wydawało mi się, że będzie to najlepszy wybór. Miałem w perspektywie grę w rozgrywkach młodzieżowych, granie w drugiej lidze i w późniejszym czasie szanse na rozgrywki ekstraklasowe. Tak też się to potoczyło, więc uważam to za dobrą decyzję. Wspomnienia z tego czasu również są bardzo dobre. Jako jeden z nielicznych nie uczyłem się razem z kolegami z drużyny w jednej klasie, ponieważ wybrałem liceum w Gdyni. Nie mam więc aż tylu wspomnień, co z gimnazjum gdzie spędzaliśmy ze sobą po 14 godzin dziennie, ale na pewno były to bardzo dobre lata koszykarsko, które pozwoliły wejść na wyższy poziom i przygotować się do seniorskiej koszykówki.

R: Oprócz grania w młodzieżowych rozgrywkach powoli wchodziłeś do seniorskiego basketu, grając w drugoligowym Sopocie. Czy w tamtym momencie wiedziałeś, że jako młody zawodnik wkraczasz na wyższy poziom ligi?

P.K.: Tak, z roku na rok czułem się coraz lepiej przygotowany i potrzebowałem nowych wyzwań po kilku dobrych latach w młodzieżowej koszykówce trzeba było pójść krok dalej i zacząć grać w seniorskiej koszykówce. Miałem taką możliwość w Treflu dlatego też zdecydowałem się tam przejść. Moja rola w drugoligowej drużynie się zwiększała, dzięki czemu miałem szanse trenowania z drużyną ekstraklasową i na kolejny sezon byłem już na co dzień na treningach i meczach ekstraklasy a w dni wolne również drugiej ligi.

R: Bardzo dobry sezon 2014/2015 w drugoligowym Sopocie przełożył się w następnym sezonie na ogromny awans w Twojej karierze – zadebiutowałeś na parkietach Energa Basket Ligi. Jak wspominasz kampanię, w której zaliczyłeś swoje pierwsze kosze w tych rozgrywkach?

P.K.: Był to bardzo duży przeskok z drugiej ligi do ekstraklasy. Byłem bardzo zadowolony z tego sezonu myślę, że jak na pierwszy rok młodego zawodnika dostawałem dużo grania ( około 12 minut na mecz). Zebrałem tam dużo cennego doświadczenia i zobaczyłem jak wiele pracy jeszcze mam do zrobienia, aby być ważną postacią w ekstraklasie.

R: Po długich latach spędzonych w Sopocie kolejna przeprowadzka – tym razem przenosiny do pierwszoligowej Astorii, a w sezonie 2017/2018 wróciłeś na parkiety ekstraklasy, grając w Polskim Cukrze Toruń. Powiedz mi, jak wspominasz okres grania pod dowództwem trenera Dejana Mihevca?

P.K.: Okres ten wspominam bardzo dobrze, uważam Trenera Dejana za profesjonalistę od którego dużo się nauczyłem. Wiele też zawdzięczam bardziej doświadczonym i starszym kolegom, z którymi wtedy tam grałem bo dawali mi dużo wskazówek na treningach. Na treningach miałem wokół siebie bardzo dobrych graczy, dzięki czemu też czułem że staje się lepszy. Dostawałem swoje szanse w meczach i dobrze je wykorzystywałem.

R: We wspomnianym sezonie zdobyłeś Puchar Polski oraz brązowy krążek Energa Basket Ligi. Powiedz mi, jak zapamiętałeś sukces odniesiony w tamtej kampanii?

P.K.: Takie osiągnięcia zawsze cieszą, pomimo że nie byłem wiodącą postacią tej drużyny byłem bardzo szczęśliwy z tych osiągnięć i bardzo wiele mnie to nauczyło.

R: Po udanym sezonie w Toruniu przeniosłeś się do Krosna, który po sezonie 2018/2019 spadł na zaplecze ekstraklasy, a w kolejnym sezonie postanowiłeś zagrać za granicą w czeskim zespole BC Kolin. Powiedz mi, jak odnalazłeś się w całym zespole, nowym mieście i poza granicami naszego kraju?

P.K.: Myślę, że odnalazłem się dobrze i statystyki chyba to potwierdzają. Na początku było mi się ciężko przestawić, ponieważ koszykówka tam jest mniej poukładana niż w Polsce i bardziej opiera się na indywidualnych umiejętnościach niż na graniu zespołowym. Uważam ten sezon za udany i na chciałbym kiedyś powtórzyć wyjazd za granicę w celach koszykarskich. Mogłem doświadczyć jak to jest być tym zawodnikiem zagranicznym w drużynie i teraz mam na to inne spojrzenie. Miasto nie było duże, ale pojechałem tam w celach koszykarskich, więc mogłem się skupić na pracy. Klub miał trochę problemów organizacyjnych i nie do końca było wszystko profesjonalne. Mimo wszystko jestem zadowolony że spędziłem tam pół roku.

R: Po paru miesiącach grania w czeskiej lidze Twoimi usługami zainteresowali się włodarze radomskiego klubu. Jak zareagowałeś na wieść o tym, że zagrasz w ekstraklasowym klubie z Radomia?

P.K.: Przez problemy organizacyjne czeskiego klubu, ucieszyłem się na myśl o tym transferze. Byłem pozytywnie nastawiony na granie w Radomiu, lecz przez przerwanie sezonu spędziłem tam tylko około 3 tygodni.

R: Po dość krótkiej przygodzie spędzonej w Radomiu w ostatnim sezonie grałeś w pierwszoligowych Dzikach Warszawa, gdzie byłeś jednym z kluczowych graczy tej ekipy. Powiedz mi, czy w trakcie poprzedniej kampanii czułeś dodatkową presję, że na Tobie będzie spoczywała odpowiedzialność za wyniki?

P.K.: Nie czułem żadnej dodatkowej presji. Lubie jak spoczywa na mnie odpowiedzialność i dodatkowo mnie to motywuje. Idąc do Dzików byłem nastawiony na bardzo dobry sezon jednak kontuzje w drużynie trochę nam to uniemożliwiły. Wydaje mi się, że mogliśmy zrobić lepszy wynik jednak wiele rzeczy nie funkcjonowało tak jak powinno. Nie do końca były ustalone zasady na kim ma spoczywać ta odpowiedzialność i gdy chciałem wziąć ciężar gry na siebie, każdy próbował gry indywidualnej.

R: Jaki sezon w Twojej dotychczasowej karierze był dla Ciebie przełomowym lub najważniejszym?

P.K.: Chyba nie mam takiego, który byłby przełomowy, ale dwa sezony są istotne. Pierwszym z nich jest ten spędzony w Toruniu, bo tak jak już wspomniałem dzięki bardzo dobrym zawodnikom i całemu sztabowi dużo się tam nauczyłem i zrozumiałem koszykówkę. Drugim sezonem jest sezon w Krośnie ponieważ był to mój pierwszy cały sezon który rozegrałem jako poważny zawodnik ( prawie 20 min na mecz). Tam zebrałem dużo doświadczenia już bardziej meczowego niż treningowego.

R: Już za parę chwil rozpoczną się rozgrywki pierwszoligowe i w nadchodzącym sezonie będziesz reprezentował barwy Weegree AZS Politechnika Opolska. Powiedz mi, czemu zdecydowałeś się na grę w Opolu oraz jakie były powody opuszczenia zespołu z Warszawy?

P.K.: Na grę w Opolu zdecydowałem się ponieważ rozmawiałem z Trenerem i Prezesem i bardzo poważnie podchodzą do tematu koszykówki. Były zapewnienia że wszystko będzie dobrze zorganizowane i profesjonalnie. Przekonała mnie również wizja składu i taktyki. Najważniejsze dla mnie jest to że chcemy walczyć o medal w tym sezonie, pomimo że wiele osób na nas nie stawia to po pierwszych tygodniach treningu jestem zdania, że możemy ich zaskoczyć. Powodów odejścia z Warszawy było kilka między innymi nieuregulowane płatności i wizja trenera.

R: Czego życzyłbyś sobie oraz swojej ekipie w nadchodzącym sezonie ligowym?

P.K.: Zdrowia i medalu.

R: Bardzo dziękuję za rozmowę.

P.K.: Dziękuje bardzo.

fot. Michał Osiak/Dziki Warszawa (fanpage)