King i Zastal triumfują po emocjonujących końcówkach. Porażka Dzików w Wurzburgu

Zmienne szczęście panowało w środowych meczach na europejskich parkietach ekip PGE Basket Ligi. King Szczecin oraz Zastal Zielona Góra po emocjonujących końcówkach zdołali wygrać odpowiednio: z francuskim SLUC Nancy oraz Coretec Ostenda. Pierwszą porażkę w rozgrywkach FIBA Europe Cup odnotowały Dziki Warszawa, uznając wyższość Fitness First Wurzburg Baskets na wyjeździe. Natomiast czwartej porażki w rozgrywkach Europucharu doznał WKS Śląsk Wrocław, ulegając zawodnikom Tofasa Bursy.

WKS Śląsk Wrocław — Tofas Bursa 74:90 Statystyki

fot. FIBA

Wrocławianie po bardzo udanym występie na krajowym podwórku z Eneą Łaciate Astorią Bydgoszcz (100:77) liczyli na podobną dyspozycję w pojedynku z tureckim Tofasem Bursą. Podopieczni Massimo Canciellieri’ego w ubiegłej serii gier ulegli włoskiemu Napoli Basketball, ale wcześniej radzili sobie z Chemnitz, Bourg i Buducnostią. Początkowo zawodnikom Danny’ego Franca udało się narzucić swój styl gry głównie dzięki trafieniom Johna Egbunu oraz Devina Robinsona. Późniejsze trafienia Isaiha Moore’a oraz Anthony’ego Hickeya dawały gospodarzom nawet 8-punktową zaliczkę (14:6). Od tego momentu straty zaczęli nadrabiać Sadik Kabaca oraz Zach Nutall, dzięki którym Turcy nawet wyszli na przód. Jeszcze dzięki trójce Anthony’ego Wrzeszcza, Śląsk po 10 minutach prowadził 24:22. W następnej części inicjatywę przejęli przyjezdni, którzy po celnych próbach Bryce’a Jonesa oraz Tre’Shawna Thurmana uciekli na sześć punktów (29:35). Trójkolorowym kompletnie zatrzymała się gra w ofensywie, co jedynie nakręcało zawodników Tofasu. Głównie dzięki udanym poczynaniom Jonesa i Cartera, Tofas do przerwy prowadziło 55:38.

Druga połowa tak naprawdę niewiele zmieniła, lecz Śląsk jeszcze walczył o powrót do meczu. Bardzo aktywny był Devin Robinson, a zza łuku skutecznie celowali Błażej Kulikowski oraz Tymoteusz Sternicki. Zaraz po punktach spod obręczy Hickey’a, Śląsk miał do odrobienia tylko osiem punktów (52:60). Jednakże na nic więcej nie pozwalali już zawodnicy z Bursy, którzy po trafieniach Kabaci, Jonesa czy też McNeace’a odbudowali swoją dwucyfrową przewagę. Trochę później do punktowania włączyli się Thurman oraz Nutall, a Tofas Bursa w pełni kontrolowała rywalizację, triumfując we Wrocławiu 90:74. Wrocławianie z dorobkiem 1 zwycięstwa i 4 porażek na razie zamykają tabelę grupy C.

Zastal Zielona Góra — Coretec Ostenda 80:77 Statystyki

fot. FIBA

Ważne zwycięstwo przed własną publicznością odnotowali zawodnicy Zastalu Zielona Góra, pokonując belgijski Coretec Ostenda. Początek rywalizacji było bardzo wyrównany, bo na trafienia Veljko Brkicia, Jana Wójcika oraz Gauthiera Denisa skutecznie reagowali Pierre-Antoine Gillet oraz Adam Miller. Dopiero po celnych rzutach Beau Beecha i Trazariena White’a, biało-zieloni zaczęli budować swoją przewagę. Głównie dzięki duetowi Beech-Denis przy wsparciu od m.in. White’a, Garrisona czy też Mazurczaka, Zastal do przerwy prowadził z belgijską ekipą 50:38.

Po przerwie przewaga podopiecznych Arkadiusza Miłoszewskiego wzrosła nawet do 21 punktów po dobrze wykorzystanych szansach przez Filipa Matczaka, Beau Beech’a, Conleya Garrisona oraz Trazariena White’a (65:44). Od łatwych punktów zdobytych przez Andrew Claytona oraz Moussy Sylli zawodnicy Coretecu zaczęli nadrabiać zaległości. Na początku czwartej części udane próby Adama Millera oraz Simona Buysse’go sprawiały, że Zastal miał tylko 7-punktowy zapas (69:62). Niemniej jednak w ważnym momencie u biało-zielonych przebudzili się w ataku Denis oraz Brkić — dzięki nim Zastal odbudował dwucyfrową zaliczkę. Mimo pogoni ze strony Pierre-Antoine Gillet czy również Konstantina Kostadinova, Zielonogórzanie wytrzymali nerwową końcówkę, wygrywając całe zawody 80:77. Zielonogórzanie z bilansem 2 zwycięstw i 2 porażek znajdują się na 2.miejscu w grupie B.

King Szczecin — SLUC Nancy 90:87 Statystyki

fot. FIBA

Bardzo zaciętą rywalizację zobaczyliśmy w Szczecińskim Domu Sportu, gdzie rywalem szczecińskich Wilków Morskich był francuski SLUC Nancy. Widać było, że zespół Macieja Majcherka miał wymagającego oponenta, co wskazywał sam początek meczu. Na trafienia Tomasza Gielo, Alexandre Chassanga oraz Zahira Portera sprawnie odpowiadali Mohammad Amini, Marcus Hammond oraz Stephane Gombauld. Dopiero po celnych trójkach Chassanga i Gielo oraz łatwych punktów Portera, King wypracował sobie zapas 9 punktów (19:10). Sytuację Francuzów poprawiali Kevin Marsillon Noleo oraz Enzo Goudou-Sinha, dzięki czemu mieli bliski kontakt z Kingiem. Po 10 minutach szczecinianie prowadzili 22:21. Mocno wyrównany pojedynek trwał też w następnej części, gdzie często dochodziło do zmian prowadzenia. Przyjezdnych na przód wyprowadzali Brice Eyaga oraz Stephane Gombauld, natomiast Kinga na prowadzenie wypychały udane wejścia pod obręcz Mikołaja Witlińskiego. Dopiero po celnych trójkach Tomasza Gielo oraz Alexandre Chassanga, King ponownie miał kilkupunktową zaliczkę, prowadząc po pierwszej połowie 50:46.

Po zmianie stron dalej oglądaliśmy dość wyrównane widowisko, gdzie po zagraniach Noleo oraz Hammonda francuska ekipa ponownie była na przodzie. Bardzo szybko na podkoszowe okazje gości odpowiadali Noah Reynolds oraz Ondrej Sehnal. Mimo tego po celnych trójkach Marcusa Weathersa i Marcusa Hammonda, zespół Sylviana Lautie’go odskakiwał od Kinga na pięć punktów (62:67). Finalnie dzięki zagraniom Przemysława Żołnierewicza i Mateusza Kostrzewskiego, King po 30 minutach prowadził 68:67. W ostatniej kwarcie minimalną przewagę szczecinian powiększały ważne trafienia Sehnala, Gielo oraz Żołnierewicza. Po jego akcji 2+1, King na 3:18 sekund miał zapas ośmiu punktów (86:78). Mimo podgonionego wyniku przez celne rzuty wolne Enzo Goudou-Sinhy, Wilki Morskie zachowały zimną krew gdzie z rzutów wolnych nie mylili się Tomasz Gielo oraz Przemysław Żołnierewicz. W ten sposób King Szczecin odniósł trzecie zwycięstwo w grupowych rozgrywkach FIBA Europe Cup, pokonując SLUC Nancy 90:87. Zespół Macieja Majcherka ma podobny bilans zwycięstw i porażek jak SLUC Nancy oraz Keravnos BC, z którymi bezpośrednio wygrał pojedynki.

Fitness First Wurzburg Baskets — Dziki Warszawa 91:62 Statystyki

Pierwszą porażkę w tegorocznych rozgrywkach FIBA Europe Cup odnotowały Dziki Warszawa. Warszawianie bez Zane’a Watermana nie byli w stanie w jakikolwiek sposób nawiązać rywalizację w Niemczech z Fitness First Wurzburg Baskets. Zespół Sasy Filipovskiego już po pierwszej kwarcie wypracował sobie dwucyfrową zaliczkę, którą systematycznie powiększał. Mocno w tym na samym początku pomagali Brandon Tischler oraz Eddie Colbert. Mimo celnych trójek Austina Luke’a czy też udanemu wjazdowi pod obręcz Quana Jacksona, niemiecka ekipa odpowiadała udanymi próbami z gry Lukasa Herzoga, Maxa Jonesa czy też Calvin Wisharta (30:16).

W drugiej kwarcie po zagraniach Maxa Jonesa i Sama Griffina przewaga gospodarzy urosła do 20 punktów, co zawodnikom Dzików mocno utrudniło im w nawiązaniu rywalizacji z gospodarzami. Po przerwie niemiecki zespół podkręcił swoją grę w ataku, wygrywając trzecią kwartę szesnastoma punktami. Było więc jasne, że w Wurzburgu dojdzie po pierwszej porażki warszawskiego zespołu. Aktualnie zespół Marco Legovicha nadal przewodzi w grupie E do spółki z cypryjskim AEK Petrolina (3 zwycięstwa i 1 porażka).

fot. FIBA
Redakcja

About Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *