25 września 2022

Projekt Kosz

TWOJE ŹRÓDŁO KOSZYKÓWKI

Suzuki 1 Liga: Hit dla Sokoła, Kotwica nowym liderem 1 Ligi

Kilka ciekawych hitów kolejki oraz mecze za tzw. cztery punkty – tak właśnie było w środowej serii spotkań na pierwszoligowych parkietach. W dolnej części tabeli Księżak Łowicz pokonał wyraźnie Turów Zgorzelec, Dziki Warszawa po ciężkim boju ograł Deckę Pelplin, a Żak Koszalin wygrał na Kociewiu z SKS-em Starogardem Gdańskim w samej końcówce. Taki sam scenariusz był we Wrocławiu, gdzie Kotwica Kołobrzeg zwyciężyła w najważniejszym fragmencie z TBS-em Śląsk II Wrocław. Pewne zwycięstwa odnieśli z kolei akademiccy koszykarze z Krakowa i Lublina, pokonując odpowiednio Znicz Basket Pruszków i WKK Wrocław. W wielkim hicie Sokół Łańcut rozprawił się z Górnikiem Wałbrzych.

AZS UMCS Start Lublin – WKK Wrocław 83:67

Brak niespodzianki w lubelskiej hali MOSiR. AZS UMCS Start Lublin wzmocniony zawodnikami z ekstraklasowego zespołu poradził sobie z WKK Wrocław. Już od pierwszych minut w tym pojedynku mieliśmy wymianę ciosów oraz prowadzenia, lecz to miejscowi po trafieniach Karola Obarka, Damiana Jeszke czy Bartłomieja Pelczara mieli 12-punktową zaliczkę (32:20). Wrocławska ekipa do rywalizacji wróciła w następnej części, gdy lublinianie mieli sporo kłopotów ze skutecznością. Trzypunktowe trafienia Jakuba Patoki, punkty Tomasza Prostaka oraz 2+ Tomasza Ochońki niemal odrobiły stratę do zawodników z Koziego Grodu (40:39). Celny rzut z półdystansu Obarka zamknął pierwszą połowę, po której miejscowi prowadzili 42:39. Początek trzeciej dziesiątki miał podobny przebieg, co początek rywalizacji czyli grę punkt za punkt do stanu 50:47. Od tego momentu koszykarze z Koziego Grodu zanotowali punktowy serial 17:0 – po trójce Obarka i Nycza różnica wyniosła 20 punktów (67:47), a na ostatnie dziesięć minut akademicy prowadzili 71:49. Wrocławianie w ostatniej ćwiartce mogli jedynie liczyć na zmniejszenie rozmiaru porażki, co w ostateczności wyniosło 16 „oczek”.

Lublinianie awansowali dzięki tej wygranej na 8.lokatę (7 zwycięstw i 7 porażek), a WKK Wrocław obecnie zajmują 6.miejsce, mając na koncie jeden mecz rozegrany więcej (8 zwycięstw i 7 porażek).

Księżak Łowicz – PGE Turów Zgorzelec 97:76

W łowickiej hali OSiR spotkały się ekipy, które jak na razie znajdują się w strefie spadkowej. Zarówno Księżak jak i Turów chciały zapomnieć o sobotnich klęskach. Ponadto rolę pierwszego szkoleniowca łowickiej ekipy objął Maciej Siemeńczuk po dymisji z funkcji pierwszego trenera Piotr Trepka po bolącej porażce z MKKS Żak Koszalin (84:85). Z kolei do obozu zgorzelczan dołączył Filip Pruefer, lecz tym razem podopieczni Wojciecha Szawarskiego pojechali walczyć o drugie zwycięstwo w ośmioosobowym składzie. Obydwa zespoły walczyły o zwycięstwo za tzw. cztery punkty, które mogą zaważyć o pozostaniu na zapleczu.

Spotkanie rozpoczęło się bardzo wyrównanie bez wskazania na żadną z drużyn. W zespole gości dobry początek miał Bartosz Bochno, co dało po kilku minutach remis (9:9). Po trójce Michała Jankowskiego i celnym lay-upie w wykonaniu Piotra Robaka gospodarze prowadzili (16:11). Zespoły szły w późniejszym fragmencie na zasadzie cios za cios (21:17), lecz Turów zdołał odrobić straty dzięki punktom spod kosza Filipa Pruefera i Michała Marka oraz połowicznie wykorzystanych wolnych przez Kacpra Traczyka (25:25). W drugą część gry lepiej wszedł Księżak (37:32), a znów szalał kapitalny Michał Jankowski. Do wyrównania doprowadziły punkty Stanisława Helińskiego (37:37). Do przerwy mieliśmy równorzędny pojedynek, co pokazała nam tablica wyników po 20 minutach – 46:45 dla Księżaka Łowicz. Przez większą część trzeciej kwarty wynik oscylował wokół remisu (64:63), lecz gaz do dechy wrzucił Księżak. Do świetnego dysponowanego w tym meczu Jankowskiego dołączyli Kobus oraz Robak, którzy dali cenne kosze. W ostatniej części wzmocnili swoją defensywę, co pokrzyżowało plany w ataku zawodnikom Turowa. Łowiczanie wykonywali swoje założenia taktyczne i zasłużenie wygrali 97:76.

Łowiczanie tym samym umocnili się na 15.pozycji (4 zwycięstwa i 10 porażek), a Turów okupuje nadal ostatnie miejsce w tabeli (1 zwycięstwo, 13 porażek).

Weegree AZS Politechnika Opolska – Miasto Szkła Krosno 72:61

Opolska drużyna po ostatnim zwycięstwie w Pelplinie bardzo chciała dopisać kolejną wygraną na swoje konto. Taki sam plan mieli krośnianie, którzy tym zwycięstwem włączyli by się do gry o pozycję w strefie 6-8. Początek zdecydowanie lepszy po stronie gospodarzy, którzy po trafieniu zza łuku Jakuba Kobla prowadzili 7:2. Krośnianie po chwili odrobili część strat (9:6), lecz zespół z Opola po sześciu punktach z rzędu miał dziewięciopunktową zaliczkę (15:6) po trójce Rutkowskiego. Krośnianie nie dali jednak za wygraną – za sprawą 2+1 Romana Janika i punktom Sebastiana Rompy był po pierwszej dyszce remis (21:21). Początek drugiej ćwiartki to równa walka obu zespołów oraz zmian na prowadzeniu – na większe wyszli gospodarze po oczkach zdobytych przez Rutkowskiego i 2/2 z rzutów wolnych Kobla. To dało po dwóch dziesiątkach siedmiopunktowe prowadzenie dla Weegree (44:37). Druga połowa była pod kontrolą koszykarzy Opolskiej Politechiki, którzy po dwóch trójkach Pawła Kreffta zdołali odjechać na 16 punktów (58:42). Do odwrócenia szali na stronę przyjezdnych zachęcały jeszcze celne trafienia spod kosza Konrada Dawdo i Damiana Ciesielskiego (65:57), lecz zwycięstwo Szklanego Szkła wybili z głowy Krefft, Kobel oraz Kiwilsza.

Opolanie bardzo mocno przybliżyli się do czołowej czwórki, tracąc do GKS-u Tychy (pauza) już jedno zwycięstwo – zajmują aktualnie 5.miejsce (10 zwycięstw i 4 porażek). Krośnianie natomiast są na 10.miejscu z dorobkiem 20 punktów (6 zwycięstw i 8 porażek)

TBS Śląsk II Wrocław – Sensation Kotwica Kołobrzeg 87:88

Pierwsza połowa we wrocławskiej Kosynierce była mocno równa, zwłaszcza ze koszykarze TBS-u Śląsk II Wrocław grają we własnej hali jak natchnieni. Przez większą część pierwszej połowy drużyny grały punkt za punkt i obie nie potrafiły wyjść na większą przewagę. Dopiero w połowie drugiej kwarty po półdystansie Wojciecha Jakubiaka i trójce Damiana Pielocha, Kotwica miała 8-punktową zaliczkę (17:25). Wrocławianie bradzo szybko odrobili straty dzięki punktom Szymona Tomczaka, 2+1 Maksa Zagórskiego i trójce Sebastiana Bożenko (27:27). Po dwóch rozegranych kwartach zarówno rezerwy Śląska jak i Kotwica miały podobną ilość punktów (31:31). Po zmianie stron zobaczyliśmy ofensywny kunszt obydwu zespołów – po dwóch trójkach Zagórskiego podopieczni trenera Stojkova prowadzili dziewięcioma punktami (46:37). Od tego momentu zespoły postawiły mocniej na atak niż defensywę, co dało nam sporą dawkę emocji. Szczególnie, że coraz lepiej spisywali się m.in. Nelson, Jakubiak oraz Pieloch. Dzięki trzypunktowym akcjom tych zawodników po 30 minutach było minimalne prowadzenie rezerw Śląska – 67:66. Wszystko zatem sprowadziło do wojny nerwów w samej końcówce, bo wrocławianie mieli po koszu Szymona Tomczaka już siedmiopunktową zaliczkę (80:73). Ta z kolei trzymała się na 2:34 sekund do końcowej syreny po trójce Marchewki (87:80). Kołobrzeżanie zagrali fenomenalną końcówkę – po trójce trafili Jakubczak i Wieczorek (87:86), a wykorzystane wolne przez Nelsona dały prowadzenie Kotwicy (87:88). Na zwycięstwo próbował z półdystansu trafić Bożenko, ale rzut był nie skuteczny. Tym samym Sensation Kotwica Kołobrzeg wywiozła z Wrocławia cenne dwa oczka.

Sensation Kotwica Kołobrzeg tym samym stała się nowym liderem Suzuki 1 Ligi Koszykówki Mężczyzn, mając najlepszy bilans małych punktów (12 zwycięstw i 2 porażki, +246 w małych punktach). Wrocławianie spadli z kolei na 9.lokatę (6 zwycięstw i 8 porażek), lecz mają lepszy bilans małych punktów od Miasta Szkła Krosno.

Rawlplug Sokół Łańcut – Górnik Trans.eu Wałbrzych 101:76

Wielki hit 15.kolejki mieliśmy w Łańcucie. Zarówno Sokół jak i Górnik sytuują się w górnej części tabeli i miały na swoim koncie przed konfrontacją po 11 zwycięstw, lecz wałbrzyszanie grali o jeden mecz więcej. W zespole gospodarzy zabrakło Rafała Kulikowskiego oraz Jacka Jareckiego, a do zespołu Górnika dołączył ze Stargardu Szczecińskiego – Piotr Niedźwiedzki. Rywalizację na dobry początek rozpoczęli Górnicy, którzy po trafieniach Huberta Pabiana prowadzili odpowiednio (2:7 oraz 10:13). Jednak łańcucianie włączyli wyższy tryb w ofensywie, a dzięki celnym koszom Mateusza Szczypińskiego, 2+1 Mateusza Bręka oraz trójce Marcina Nowakowskiego prowadzili po tej części 25:15. W kolejnej po punktach Przemysława Wrony i Michała Lisa przewaga Sokoła wzrosła do 15 „oczek” (32:17). Wówczas przyjezdni wzięli się do pracy i dzięki trójkom Kruszczyńskiego i Dymały przewaga stopniała do stanu 36:28. Jednak w zespole gospodarzy aktywni byli Lis, Wrona oraz Pisarczyk – za sprawą zdobytych punktów przez wymienionych graczy z powrotem mieliśmy dwucyfrową zaliczkę (45:30). Taka różnica utrzymywała się do końca pierwszej połowy, na którą w lepszych nastrojach schodził Sokół (51:35).

Miejscowi po dłuższej przerwie trzymali przez parę minut dwucyfrową przewagę nad Górnikiem, lecz ten zaczął podganiać wynik dzięki trójce Ratajczaka i punktom z półdystansu Jakóbczyka (58:52). Jednak rękę na pulsie Sokoła miał kapitan łańcuckiej ekipy – Wojciech Pisarczyk, a kolejne trafienie z dystansu trafił Filip Struski i znów Sokół miał wyraźne prowadzenie (75:57). Wałbrzyska drużyna była kompletnie bezsilna na tak zespołowy basket jaki zaprezentował Sokół. Ostatecznie Sokół rozwalił Górnika aż 101:76.

Górnik z kontem 11 zwycięstw i 4 porażek na razie jest na fotelu wicelidera. Sokół zajmuje trzecie miejsce z kontem 26 punktów (12 zwycięstw i 2 porażki), lecz z gorszym bilansem małych punktów od Górnika.

SKS Starogard Gdański – MKKS Żak Koszalin 75:82

Kolejna rywalizacja, która dla jednych oraz drugich miała duże znaczenie. Kociewskie Diabły podobnie jak krośnianie mogli tym zwycięstwem podłączyć się do zespołów, które miały po tej serii po 7 zwycięstw i 7 porażek. Żak natomiast liczył na czwartą wygraną z rzędu i przeskoczenie w tabeli właśnie Diabły oraz Deckę. Mecz mocno rozpoczęli starogardzianie, a fantastycznie w ofensywie grał Filip Stryjewski. Po jego punktach oraz 2+1 Michała Sadły podopieczni trenera Sarzały prowadzili (12:4). Jednak po stronie gości brylował Jakub Dłoniak – to dzięki niemu koszalinianie nieco odrobili straty. Po pierwszej dziesiątce rezultat wskazywał na gospodarzy (20:16). Przyjezdni na początku drugiej kwarty zdołali doprowadzić do wyrównania po koszu Dłoniaka (22:22) i od tej pory przez chwilę walka toczyła się kosz za kosz. Po celnym rzucie zza linii 6,75m Witalija Kowalenko, Diabły odskoczyły na osiem oczek, a po kolejnych trójkach Stryjewskiego i Burczyka na (44:32). Do końca pierwszej połowy Marcin Tomaszewski dopisał sześć punktów do koszalińskiego konta, a następne dwa oczka dopisał Darrell Harris. W ten sposób SKS Starogard Gdański prowadził nad Żakiem Koszalin 47:38. Trzecia odsłona niewiele wniosła do rywalizacji, ponieważ była ona na remis obu zespołów – wszystko zatem musiało się sprowadzić do decydującej kwarty. W niej celnie przymierzali Tomaszewski z Dłoniakiem, co dało po upływie 3:13 sekund już tylko punkt straty (69:68). Sytuację miejscowych uspokoiły rzuty Śpicy i Stryjewskiego, lecz nie na długo. W najważniejszych momentach spotkania zaczął w koszalińskiej drużynie trafiać Fineto Lungwana – dzięki jego ośmiu punktom w samej końcówce, Żak przechylił zwycięstwo na swoją stronę.

Koszalinianie w tym momencie podłączyli się do walki o miejsca 9-11 – jak na razie zajmują 12.pozycję z dorobkiem 20 punktów (6 zwycięstw i 8 porażek). Oczko wyżej są Kociewskie Diabły.

Dziki Warszawa – Decka Pelplin 71:65

Następne spotkanie, które miało duże znaczenie zarówno dla Dzików oraz Decki. Warszawianie tym zwycięstwem mogli przeskoczyć zarówno Żaka jak i właśnie Deckę (układ 12-14). Pelpliniaie tą wygraną mogli podpiąć się do Szklanego Teamu oraz rezerw Śląska. Warszawianie po dość równym początku rozpoczęli z mocnego „C” – dzięki punktom Karola Nowakowskiego, Grzegorza Grochowskiego i Przemysława Kuźkowa prowadzili 17:7. Goście zdołali większą różnicę odrobić trzypunktowymi rzutami Damiana Szczepanika oraz Mateusza Kaszowskiego, co dało po pierwszej części dwupunktowe prowadzenie dla podopiecznych trenera Szablowskiego (22:20). Podobny scenariusz był w drugiej odsłonie, gdy punkty dla Dzików zdobył Kuźkow oraz Łączyński dające ponownie dwucyfrową różnicę (32:22). Wówczas z dystansu dla gości trafiali Szczepanik oraz Kaszowski, lecz rękę na pulsie miał Kuźkow. Punkty zdobyte wjazdem przez Grzegorza Grochowskiego dały po dwóch częściach 7-punktowe prowadzenie dla warszawian (40:33). Po dłuższej pauzie obydwa zespoły mocno postawiły na defensywę aniżeli na atak, lecz ciągle rezultat był na korzyść gospodarzy (49:40). Pelplinianie w ciągu 1,5 minuty zdołali zdobyć sześć punktów z rzędu – po lay-upie Kaszowskiego tracili jedynie trzy oczka (49:46). Gracze ze Stolicy zdołali uciułać jeszcze cztery punkty na zamknięcie trzeciej kwarty, co dało taką samą przewagę jak po pierwszej połowie (53:46). Decka w czwartą kwartę weszła bardzo mocno, a zwłaszcza Dawid Sączewski – to po jego celnych akcjach zawodnicy z Pelplina wyszli w połowie czwartej ćwiartki na prowadzenie (57:59). Jednak trzypunktowym trafieniem odpowiedział Kuźkow i ponownie Dziki wyszły na przód (60:59). Niemal do końca spotkania mieliśmy wielkie emocje, a trzypunktowe trafienia Kuźkowa zamknęło rywalizację na korzyść Dzików Warszawa 71:65.

Tym samym obydwa zespoły zamieniły się na miejscach 13-14, mając po 5 zwycięstw i 9 porażek. Dziki mają lepszy bilans małych punktów od Decki Pelplin.

Znicz Basket Pruszków – AZS AGH Kraków 68:86

Coraz lepszą historię na pierwszoligowych parkietach piszą zawodnicy AZS-u AGH Kraków. W dwóch sezonach, w których występowali na tych boiskach w pierwszej rundzie fazy zasadniczej mieli na swoich kontach odpowiednio: 2016/2017 – 5 zwycięstw oraz 2018/2019 – 6 zwycięstw. Po tym zwycięstwie podopieczni trenera Wojciecha Bychawskiego mają na swoim koncie już 8 zwycięstw. Do pruszkowskiego zespołu dołączył Karol Dębski, lecz niewiele to pomogło. Choć początkowa faza meczu należała właśnie do Znicza, dzięki skutecznym koszom m.in. Szymona Walczaka, Łukasza Bodycha, Arkadiusza Adamczyka czy Damiana Tokarskiego. To sprawiło, że podopieczni trenera Michała Spychały prowadzili po tej części 22:16. Krakowianie szybko sprowadzili pruszkowian na ziemię w drugiej i trzeciej odsłonie. W tych częściach fenomenalnie spisywał się Wojciech Fraś, a swoje punkty dołożyli m.in. Szymon Pawlak, Patryk Wydra, Wojciech Leszczyński oraz Paweł Zmarlak. Przewaga krakowian po trójce Piotra Lisa sięgnęła ponad 20 punktów (49:70). Na taką różnicę pruszkowianie nie znaleźli recepty.

AZS AGH Kraków z 8 zwycięstwami i 6 porażkami są na 7.pozycji, a Znicz pozostaje na przedostatniej pozycji z 2 zwycięstwami i 12 porażkami.

fot. Sebastian Maślanka, źródło: Rawlplug Sokół Łańcut