Po ośmiu ligowych porażkach z rzędu Czarni Słupsk w końcu sięgnęli po zwycięstwo. Kluczowa okazała się znakomita trzecia kwarta, w której całkowicie zdominowali GTK Gliwice i zbudowali bezpieczną przewagę, której nie oddali już do końca spotkania. Mimo, że nie zagrali oni najlepiej bo popełniali wiele błędów to wystarczyło to aby przełamać złą passę.
Pierwsza połowa
Od pierwszych punktów w meczu rozpoczął Aigars Skele, lecz bardzo cierpliwie i szybko odpowiedzieli na nie Jackson z Gordonem, który wykończył akcję z góry. Podobnie zresztą jak po chwili Jeffrey Godfrey, który najpierw przechwycił piłkę, a następnie efektownie zakończył akcję. Czarni w kolejnym meczu zaczęli się gubić i popełniać błędy w obronie, co nie wróżyło im dobrze w kontekście przełamania serii porażek. Z bardzo dobrej strony w drużynie z Gliwic od początku prezentował się Wesley Gordon, widoczny zarówno w ataku, jak i w defensywie, gdzie dominował. Z czasem jednak również Gliwiczanie zaczęli popełniać proste błędy, w tym bezsensowne przewinienia.
Spotkanie nie było najlepszym popisem skuteczności, bo z tym miały problem obie ekipy. Przełamać nieskuteczność próbował rzutami zza łuku Jeffrey Godfrey, co udało mu się dwukrotnie w tej kwarcie. Do problemów GTK z gry dochodziła także słaba skuteczność rzutów wolnych, zaledwie 4 na 8. Niezbyt dobre wejście w mecz zanotował Aleksander Busz, który popełnił kilka błędów. Ostatecznie po 10 minutach, mimo lepszych fragmentów gospodarzy i ich kilkupunktowego prowadzenia, to Czarni po celnych rzutach osobistych i punktach Penna równo z syreną prowadzili 16:14.
Drugą kwartę efektownie, bo od celnej trójki, rozpoczął KJ Jackson, który chwilę później napędził kontrę gospodarzy zakończoną dwoma punktami Dominika Grudzińskiego. Do remisu po minucie doprowadził jednak Donovan Ivory i na tablicy widniał wynik 19:19. W pewnym momencie ewidentny błąd popełnił sędzia Bartłomiej Kucharski, przyznając piłkę z boku Słupszczanom, z czym nie zgadzał się trener Balibrea oraz ławka rezerwowych. W efekcie to ławka GTK otrzymała przewinienie techniczne. Chwilę później za faul niesportowy dwa rzuty wolne wykorzystał Ivory, który następnie trafił także daleki rzut z półdystansu i sam wypracował siedmiopunktową przewagę dla swojej drużyny, zmuszając Borisa Balibree do wzięcia przerwy na żądanie.
Po niej trwał festiwal błędów Gieteku, a Czarni grali coraz pewniej, mądrze i cierpliwie w ataku, co przynosiło kolejne punkty. Po nieudanej serii akcji gości, Gliwiczanie zaczęli przejmować inicjatywę, wymuszając kilka strat rywali i odrabiając straty z dziesięciu do zaledwie jednego punktu. Na 80 sekund do końca połowy, przy trzypunktowym prowadzeniu przyjezdnych po celnej trójce, o czas poprosił trener Roberts Stelmahers. Nietrafionym rzutem za trzy połowę zakończył Dominik Wilczek, a ostatecznie po 20 minutach na prowadzeniu pozostawali goście 39:36.

Druga połowa
Tuż po przerwie od prostej, ale skutecznej akcji zaczęli Czarni, a Penn bez problemu wykorzystał swoją szansę i dołożył dwa punkty. Odpowiedział mu Michael Oguine, jednak to Słupszczanie całkowicie przejęli inicjatywę. Jak trafnie zauważył komentator, zawodnicy Balibrei jakby zostali w szatni, co skłoniło trenera gospodarzy do szybkiego sięgnięcia po przerwę na żądanie. Po trzech minutach gry Czarni prowadzili już 50:38.
Po wznowieniu gry gospodarze od razu popełnili stratę, co nie umknęło uwadze kibiców, którzy głośno reagowali na wydarzenia na parkiecie. Tragiczna postawa GTK doprowadziła do momentu, w którym przyjezdni prowadzili już różnicą 20 punktów. Trudno było się temu dziwić przy całkowitym braku obrony zespołu z Gliwic. Trzecia kwarta zakończyła się siedemnastopunktowym prowadzeniem Czarnych Słupsk, którzy trafiali z dużą łatwością i rozegrali najlepszy fragment tego spotkania. Gospodarze z kolei nie bronili niemal żadnej akcji, a do tego nie potrafili trafić ani z gry, ani z linii rzutów wolnych.
Ostatnią kwartę ponownie otworzyli Czarni, a Ivory skompletował akcję 2+1, choć nie wykorzystał rzutu wolnego. W tej części meczu, do czego można było się już przyzwyczaić, oglądaliśmy sporo błędów po obu stronach parkietu, jednak sytuację kontrolowali podopieczni Stelmahersa. Rywale próbowali gonić wynik, lecz robili to bez większych efektów. W pewnym momencie gospodarze próbowali jeszcze odmienić losy spotkania, a ważną rolę odegrał Kuba Piśla, po którego akcjach strata zmalała do jedenastu punktów. Gdyby GTK lepiej wykorzystywało rzuty wolne, sytuacja mogłaby wyglądać znacznie korzystniej.
Na ten fragment zareagował łotewski szkoleniowiec Czarnych, biorąc czas, po którym jego zespół szybko zdobył cztery punkty. Chwilę później o przerwę poprosił Boris Balibrea, jednak próby odrabiania strat nie przyniosły efektu. O wyniku przesądziła fatalna skuteczność gospodarzy zarówno z gry, jak i z linii rzutów wolnych. Czarni Słupsk przełamali serię porażek i wygrali w Gliwicach 85:73.

