Dwie wtorkowe rywalizacje na europejskich parkietach z udziałem ekip PGE Basket Ligi za nami. Zastal Zielona Góra dostał „solidny łomot” w Hiszpanii od FIATC Girona — nowego klubu Andrzeja Pluty Jr. Więcej szczęścia miała z kolei Legia Warszawa — aktualni Mistrzowie Polski byli lepsi od Mistrza Chorwacji — Cibony Zagrzeb.
FIATC Girona — Zastal Zielona Góra 109:68

Trzeba przyznać, że lanie od 12. zespołu ubiegłego sezonu ligi hiszpańskiej nie jest niczym przyjemnym. O tym na własnej skórze przekonał się aktualny Wicemistrz Polski — Zastal Zielona Góra, który dostał solidny wycisk w Gironie od nowego zespołu Andrzeja Pluty Jr.. Sam rozgrywający w ciągu 15-minutowego pobytu na parkiecie zainkasował 7 punktów i 6 asyst, a liderami hiszpańskiego zespołu byli Mac McClung (24 punkty, 8/11 z gry w tym 4/7 zza łuku), Jassel Perez (21 punktów i 5 zbiórek) oraz Aljaz Kunc (15 punktów i 6 zbiórek). Do tego wszystkiego zdobycz double-double dopisał Dominykas Stenionis w postaci 13 punktów, 11 asyst i 6 zbiórek.
Już po pierwszych dziesięciu minutach wyjaśniła się sprawa wygranej, w których gospodarze odnotowali serię 16:0 przy udziale Pereza, McClunga oraz Pluty. Od tamtego momentu zielonogórzanie nie potrafili już wrócić do gry. Jak zauważył rozgrywający zielonogórskiej ekipy, Andrzej Mazurczak w rozmowie z red. Karolem Waśkiem: „Girona pokazała, w jaki sposób powinno grać się w koszykówkę. Rywale budowali proste, ale bardzo skuteczne akcje. To dla nas cenna lekcja”. Liderami Zastalu w tym meczu byli Trazarien White (14 punktów, 5/12 z gry) oraz Gauthier Denis (13 punktów, 5/12 z gry). Zespół Arkadiusza Miłoszewskiego odnotował swoją drugą porażkę w rozgrywkach FIBA Europe Cup, a w najbliższą sobotę w ramach 4.kolejki PGE Basket Ligi podejmą Anwil Włocławek.
Cibona Zagrzeb — Legia Warszawa 77:95

Warszawianie zaliczyli udany wyjazd do Zagrzebia, triumfując nad aktualnym mistrzem Chorwacji — Ciboną. Zespół Heiko Rannuli wyciągnął wnioski z wysokiej porażki w Strasburgu i odnotował ważną wygraną w kontekście dalszego udziału w rozgrywkach koszykarskiej Ligi Mistrzów. Głównie dzięki dobrym trafieniom Argustera Danielsa IV oraz Györgya Golomána, stołeczna ekipa odskoczyła na 11 punktów (21:10). Jednakże przed końcem tej części Cibona mocno podgoniła wynik po celnych rzutach Lovro Gnjidicia i Kamaki Hepy. W ten sposób Legia prowadziła po 10 minutach tylko 26:22. Zespół Ivana Rudeza szedł za ciosem na początku drugiej kwarty, gdy po trafieniach Markusa Loncara, Kamaki Hepy i Viko Barta mieli już tylko do Legii punkt straty. Na nic więcej nie pozwalali im Daniels IV oraz Zoriks, zdobywając łatwe punkty. Trochę później do punktowania uaktywnili się Michał Kolenda oraz Zach Freemantle. Dzięki nim Zieloni Kanonierzy prowadzili do przerwy w Zagrzebiu 47:42.
Po zmianie stron legioniści zaczęli powiększać swoją przewagę głównie po trójkach Danielsa IV oraz Zoriksa. Jeszcze jedną celną próbę zza łuku dołożył Kolenda, dając Legii zapas czternastu punktów. Gospodarze przy pomocy trafień Lovro Mazalina i Lovro Gnjidicia próbowali zmniejszać przewagę warszawian, ale dwucyfrowej zaliczki dobrze pilnował Markus Ilver (54:66 po III kwarcie). Dopiero w decydującej części u gospodarzy zaczęli trafiać Markus Loncar i Rickey McGill, dzięki czemu w połowie czwartej kwarty Cibona miała do odrobienia siedem punktów (67:74). To było wszystko, na co było stać chorwacką ekipę, bo znów dobre momenty w ataku wykorzystali Arguster Daniels IV oraz Kristers Zoriks. Głównie dzięki nim legioniści wrócili na odpowiednie tory w ataku, a tym samym stało się jasne, że Legia odnotuje ważne zwycięstwo 95:77.
Statystyki meczu
fot. FIBA
KK
