Zmienne szczęście panowało w środowych meczach na europejskich parkietach. Dziki Warszawa oraz King Szczecin odniosły wyjazdowe zwycięstwa w FIBA Europe Cup. Mniej szczęśliwe powiodło się zawodnikom Anwilu Włocławek, którzy musieli uznać wyższość rumuńskiego CSO Voluntari. Natomiast WKS Śląsk Wrocław odnotował wysoką porażkę w Chemnitz.
Keravnos BC – King Szczecin 65:78

Szczecinianie po wyjazdowej porażce w Wiedniu chciał powrócić na właściwe tory w rozgrywkach FIBA Europe Cup – tak właśnie się stało podczas wyjazdowej rywalizacji w Nikozji z Keravnosem BC (aktualny Wicemistrz Cypru). Podopieczni Macieja Majcherka wygrali tę potyczkę 78:65, lecz ta potyczka nie była przysłowiowym „spacerkiem”. Wiele o tym mówiła pierwsza połowa, gdy na celne trójki Ondreja Sehnala i punkty spod obręczy Mikołaja Witlińskiego oraz Tomasza Gielo sprawnie reagowali Trevon Allen czy później Nathaniel Grimes. Kilkupunktową zaliczkę dla szczecinian dawał jeszcze Mateusz Kostrzewski, ale po późniejszych punktach Charalamposa Giannarasa i trójce Nikosa Stylianou, cypryjska ekipa wyszła nawet na prowadzenie (29:28). Do końca pierwszej połowy oglądaliśmy bardzo zacięty pojedynek, który wytrzymali szczecinianie. Po następnych punktach spod obręczy Mikołaja Witlińskiego, King minimalnie prowadził 41:39.
Do pierwszych fragmentów trzeciej kwarty gra ponownie się wyrównała. Dopiero po trójkach Tomasza Gielo, Zahira Portera oraz Ondreja Sehnala, szczecińska ekipa umiała uciec na 10 punktów (50:60). Cypryjski zespół wcale nie miał zamiaru odpuszczać meczu, a za sprawą łatwych punktów Simona Michaila oraz Tyrna Flowersa przegrywali po 30 minutach jedynie pięcioma punktami. Ostatecznie Wilki Morskie opanowały sytuację w ostatniej części, gdy raz za razem trafiał Zahir Porter przy wsparciu Tomasza Gielo oraz Mikołaja Witlińskiego. Głównie dzięki nim szczeciński zespół triumfował w Nikozji 78:65.
W szczecińskim zespole najlepiej punktowali Zahir Porter (17 punktów, 5 zbiórek i 4 asysty) oraz Tomasz Gielo (17 punktów i 5 zbiórek). U gospodarzy 20 punktów i 8 zbiórek zainkasował Jaye Crockett, a 17 punktów dopisał Trevon Allen. Obecnie zespół Macieja Majcherka z dorobkiem 2 zwycięstw i 1 porażki zajmuje 2.lokatę w grupie D.
Iraklis BC Saloniki – Dziki Warszawa 85:86

Warszawianie ponownie podbili Saloniki i ponownie wygrali zaledwie jednym punktem. Początkowo po trafieniach Quana Jacksona oraz punktach spod obręczy Łukasza Frąckiewicza i Krzysztofa Kempy, Dziki miały już zapas 10 punktów (3:13). Zaległości w późniejszych minutach nadrabiali Cleveland Melvin, Jalen Lecque oraz Cole Syllas, doprowadzając do wyrównania. Następne punkty z udanych wjazdów Lecque sprawiły, że minimalnie z przodu po 10 minutach byli Grecy (20:19). To jednak nie zmartwiło stołecznych, którzy po trójkach Austina Luke’a i punktach spod obręczy Osuna Osunniyi powtórnie wyszli na prowadzenie. Celne dwie trójki Amerykanina oraz następne punkty Frąckiewicza dawały warszawianom zapas 8 punktów (26:34). Mimo udanych rzutów Syllasa, Lecque czy Horchlera, Dzikom udało się utrzymać kilkupunktową zaliczkę głównie po wykorzystanych szansach przez Osunniyi’ego (34:41 do przerwy).
Po zmianie stron w warszawskim zespole uaktywnił się Grzegorz Kamiński przy wsparciu Krzysztofa Kempy oraz Quana Jacksona. Dzięki ich udanym wejściom pod tablicę, Dziki miały w połowie trzeciej kwarty 15-punktową zaliczkę (40:55). Zawodnicy Iraklisu zdołali jeszcze nadrobić większą część strat przy pomocy m.in. trafień Lecque, Horchlera czy także Hutsona. Po wykorzystanych rzutach przez Dontreza Stylesa, Dziki po 30 minutach pojedynku prowadziły tylko 60:55. Ten sam zawodnik przy wsparciu Jacoba Hutsona pomógł greckiej ekipie zbliżyć się na punkt do warszawian. Korzystny wynik dla podopiecznych Marco Legovicha trzymali jeszcze Quan Jackson oraz Grzegorz Kamiński. Dopiero po odpowiedziach Hutsona i Melvina, Iraklis ponownie wyszedł na przód (80:78). Do końcowej syreny widowiska oglądaliśmy zażartą walkę o zwycięstwo jak i przewodnictwo w grupie E. Ostatecznie najważniejsze akcje wykańczali Austin Luke oraz Osun Osunniyi – jego celny rzut wolny przypieczętował sukces Dzików w Salonikach 86:85.
Do zwycięstwa warszawską ekipę poprowadzili Osun Osunniyi (17 punktów, 7/10 z gry), Quan Jackson (15 punktów, 6/9 z gry) oraz Austin Luke (14 punktów i 11 asyst). Dla Iraklisu 19 punktów i 5 asyst zaliczył Jalen Lecque, a 14 punktów i 8 asyst dopisał Sarantis Mastrogiannopoulos. W ten sposób ekipa Marco Legovicha przewodzi w grupie E z dorobkiem trzech zwycięstw.
Anwil Włocławek – CSO Voluntari 86:87

Środowa potyczka między Anwilem Włocławek a rumuńskim CSO Voluntari była szlagierem rozgrywek Północnoeuropejskiej Ligi Koszykarzy (ENBL). Włocławianie jako pierwsi wygrali te rozgrywki w 2022 roku, a rumuński zespół trzy lata później – w 2025 roku – jednocześnie obie ekipy należą do faworytów, a ich bezpośrednia rywalizacja może okazać się pojedynkiem na szczycie w grupie B.
Dobry początek zawodów mieli gospodarze, którzy głównie po trafieniach Sama Hinesa Jr., Lennarda Freemana oraz Manu Lecomte mieli zapas pięciu punktów. Późniejsze celne próby Tudora Somacescu i Ibrahima Durmy pomogły gościom nawiązać kontakt z Rottweilerami. Od tego momentu zespół Verdana Bosnicia grał już znacznie lepiej – pomogły w tym udane rzuty Lennarda Freemana, Sama Hinesa Jr. oraz celna trójka Adama Brenka. Finalnie po punktach spod obręczy Kodi Justice’a i Marcusa Azora, Anwil po 10 minutach prowadził 23:17. Wyrównany pojedynek zrobił nam się w następnej ćwiartce, gdy na zagrania Andre Jonesa oraz Lewisa Sullivana sprawnie odwdzięczali im się Deon Edwin i Hans Vanwijn. Dobry moment gry mieli również Lecomte oraz Freeman, utrzymując gospodarzy przy prowadzeniu, które po pierwszej połowie wyniosło sześć „oczek” (47:41).
Po zmianie stron punkty spod kosza Hinesa Jr. oraz trójka Lecomte pomogła gospodarzom w uzyskaniu 9-punktowej zaliczki (54:45). Rumuni przy pomocy punktów Durmy, Sullivana oraz Mukeby odrobili wszystkie zaległości z nawiązką, obejmując na 2:59 sekund przed końcem trzeciej odsłony prowadzenie (58:59). Anwil odpowiedział mini-serialem, w którym swój dobry fragment gry wykorzystał Hans Vanwijn. Dzięki temu po półgodzinnej rywalizacji włocławska ekipa prowadziła 67:64. Na początku czwartej kwarty oglądaliśmy wymianę kosz za kosz, lecz po punktach spod obręczy Azora oraz Sullivana, to goście ponownie byli z przodu (73:75). Sytuację gospodarzy w późniejszym czasie poprawiali łatwo zdobytymi punktami Freeman oraz Edwin – po jego punktach spod obręczy, Anwil na 1:02 sekund przed końcową syreną był na prowadzeniu (84:82). Jednakże swoje kluczowe rzuty wykorzystali Kodi Justice (trafiając zza łuku) oraz Lewis Sullivan (trafiając spod tablicy). Pojedynek mógł odmienić jeszcze Deon Edwin, ale przestrzelił spod obręczy. Tym samym CSO Voluntari triumfowało we Włocławku 87:86.
We włocławskiej ekipie 21 punktów i 9 zbiórek odnotował Lennard Freeman, a 18 punktów i 5 zbiórek dodał Deon Edwin. W rumuńskim zespole 24 punkty i 15 zbiórek uzyskał Lewis Sullivan, a Ibrahim Durmo do 15 punktów dopisał 6 zbiórek.
Niners Chemnitz – WKS Śląsk Wrocław 95:67
Wrocławianie po słabszym występie w Dąbrowie Górniczej chcieli za wszelką cenę odbić to dobrym występem z Niners Chemnitz w 4.kolejce meczów Europucharu. Początek pojedynku był w wykonaniu ekipy Danny’ego Franco bardzo dobry – po trafieniach Devina Robinsona i Paula Scruggsa prowadzili 9:3. Mimo ripost ze strony Bena Burnhama czy Phlandrousa Fleminga Jr., dobre akcje Malika Parsonsa i Kyrella Luca pomogły polskiej ekipie zbudować zapas 11 punktów. Gospodarze odpowiedzieli jednak serialem 11:2, który napędzali m.in. Cobe Williams czy też Urald King. Mimo tego po 10 minutach minimalnie z przodu był Śląsk, prowadząc 21:20. Po szybkim serialu 7-punktowym w wykonaniu m.in. Bena Burnhama czy Ryana Mikesella, Niners na początku drugiej części mieli prowadzenie. Pokrótce Devin Robinson przy wsparciu Anthony’ego Hickeya swoimi trafieniami odrobinę podgonili wynik, ale doskonale w późniejszym fragmencie gry odpłacali się Ben Burnham czy też Cobe Williams. W ten sposób Niners po pierwszej połowie prowadził ze Śląskiem 46:40.
Po powrocie na parkiet niewiele się zmieniało. Śląsk głównie dzięki trafieniom Scruggsa oraz Robinsona przy wsparciu Czerniewicza wciąż gonili gospodarzy. Mimo tego zespół Rodrigo Pastore’a mógł liczyć na dobry moment gry Nighaela Ceasera, Bena Burnhama czy również na łatwe punkty zdobyte przez Stefana Smitha, dzięki czemu prowadzili po 30 minutach 70:60. W czwartej kwarcie obie ekipy miały problem z przełamaniem słabszego fragmentu gry. Szybciej tę niemoc przełamał trójką Mateo Serić, a później kolejne trafienia dokładali Cobe Williams oraz Urald King. Wrocławianie ostatnią część przegrali 7:25, co przełożyło się na końcowy triumf Niners 95:67.
We wrocławskim zespole po 17 punktów i 5 zbiórek zaaplikowali Devin Robinson oraz Paul Scruggs. Dla Niners, 21 punktów rzucił Cobe Williams, a 16 punktów i 5 zbiórek dodał Ben Burnham. Zespół Danny’ego Franco z bilansem 1 zwycięstwa oraz 3 porażek zajmuje ostatnie, ósme miejsce w grupie C.
fot. FIBA
Redakcja
