PLK przed nowym rozdaniem sezonu 2026/2027 (1/4)

Do rozpoczęcia rywalizacji o ligowe punkty w Polskiej Lidze Koszykówki zostało już półtora miesiąca. Jednakże przerwa między sezonami jest jak zwykle bardzo interesująca. Są zespoły, w których zmiany były kosmetyczne, a są też takie, w których przeszły rewolucje. Sprawdzamy, które ekipy najlepiej ułożyły koszykarskie puzzle na nadchodzący sezon PLK. W pierwszej części przyglądamy się: Dzikom Warszawa, PGE Startowi Lublin, Energa Czarnym Słupsk oraz Twardym Piernikom Toruń.

Nowe rozdanie w Słupsku

Trzeba przyznać, że ubiegłoroczny sezon w wykonaniu Energa Czarnych Słupsk był totalną klapą. Gdyby trener Roberts Stelmahers oraz włodarze klubu pozostawili trzon w postaci: Alexa Steina, Lorena Jacksona, Justice’a Suleinga czy Quince’a Forda, to rezultat z poprzednich rozgrywek byłby o wiele lepszy. Finalnie eksperyment w postaci budowania zespołu „od zera” zakończył się fiaskiem, a łotewski szkoleniowiec przepłacił to utratą pracy.

W Słupsku przed nadchodzącym sezonem postawiono ponownie na koszykarską rewolucję – czy tym razem przemyślaną, to okaże się już po pierwszych kolejkach meczów. Pierwszym szkoleniowcem słupskiej ekipy został 50-letni trener Krzysztof Szablowski. Ten ruch pozwala myśleć, że słupszczanie stawiają na bardziej spójny, polski trzon wsparty zagranicznymi graczami mającymi wyznaczone role. Dominik Grudziński oraz Jakub Stupnicki ponownie zagrają w ekstraklasie, wzmacniając głębię składu. 22-letni rozgrywający ma za sobą dwa dobre sezony przepracowane w Łańcucie i Rzeszowie, więc w Słupsku powinien wspomóc Djordje Dimitrijevicia na rozegraniu. Dominik Grudziński odbudował swoją dyspozycję w Łodzi, gdzie prócz fizycznej walki pod koszem potrafił także rozciągnąć grę zza łuku. 28-latek razem z Robertem Carpenterem oraz Kacprem Borowskim będą zabezpieczali deskę po obu stronach.

Wiele osób liczy na znakomitą dyspozycję Keevana Veinota, który w ubiegłym sezonie w barwach Heroes Den Bosch notował na spotkanie 15 punktów oraz prawie 4 zbiórki i 3 asysty. Kanadyjczyk może z powodzeniem grać zarówno jako rozgrywający jak i rzucający. Wsparciem na obwodzie bądź niskim skrzydle powinni być Mason Madsen, który świetnie spisywał się w szwedzkim Södertälje BBK (16,6 punktu na mecz) oraz Dominic Green, który po roku przerwy spowodowanej pechową kontuzją będzie głodny gry w słupskim zespole. Amerykanina dobrze pamiętamy z sezonu 2023/24, gdzie w barwach Dzików Warszawa był niekwestionowanym liderem u trenera Krzysztofa Szablowskiego. Duże wątpliwości pozostają przy Djordje Dimitrijeviciu, który może nie udźwignąć ciężaru podstawowej „jedynki” na rozegraniu. Jednakże 29-letni Serb doskonale czyta akcje pick&roll, a także generuje dla swoich partnerów czyste pozycje dla swoich kolegów. Mimo tego Czarni wyciągnęli wnioski z poprzedniego, chaotycznego sezonu i będą chcieli powrócić do zespołów walczących o play-off.

Czy stołeczne Dziki sięgną „po wszystko”?

Dziki Warszawa napisały w ubiegłym sezonie swoją „złotą kartkę” do swojej dotychczasowej historii w postaci zdobytego tytułu Północnoeuropejskiej Ligi Koszykarzy (ENBL) i brązowych medali Polskiej Ligi Koszykówki. A jak wiemy, apetyt na zdobycie Mistrzostwa Polski będzie na pewno miało parę ekip. Warszawska Wataha ponownie będzie grała na dwóch frontach – występy w Polskiej Lidze Koszykówki oraz europejskie parkiety (kwalifikacje do Ligi Mistrzów FIBA lub FIBA Europe Cup), które będą wymagały niezwykłej głębi składu oraz fizycznej wytrzymałości. Wiemy już, że polską rotację będą tworzyli: Łukasz Frąckiewicz, Michał Aleksandrowicz, Krzysztof Kempa, Michał Krasuski oraz Grzegorz Kamiński. 26-letni skrzydłowy z każdym następnym sezonem bierze większą odpowiedzialność po obu stronach parkietu. Frąckiewicz jest jednym z wartościowych środkowych, o czym przekonaliśmy się w trakcie trwania sezonu regularnego. Mimo wszystko włodarze klubu musieli szukać jakościowych obcokrajowców, bo z ubiegłorocznego zestawu nie został ani jeden.

Siłę podkoszową obok Łukasza Frąckiewicza będą tworzyli Osun Osunniyi oraz Zane Waterman. Waterman ostatnie trzy lata spędził na Litwie, grając najpierw najpierw w Nevėžis, a następnie w Neptunasie Kłajpeda. W ubiegłym sezonie pokazywał się regularnie zarówno na litewskim podwórku (9,2 pkt, 4,3 zb/mecz) oraz Europucharze (10,9 pkt i 4,6 zb/mecz), gdzie wykazywał się wszechstronnością – potrafi powalczyć pod koszem, ale również umie trafiać zza łuku. Natomiast Osunniyi ostatnie dwa lata spędził w niemieckim Heidelburgu, gdzie w ubiegłym sezonie był trzecim najlepiej blokującym Bundesligi i bardzo dobrze odnajduje w defensywie.

Nowymi reżyserami w kreowaniu gry dla kolegów zostali Austin Luke oraz Makai Ashton. Ashton w ubiegłym sezonie występował w BC Jonava Hipocredit, dając się poznać litewskim kibicom w łatwości zdobywania punktów, dynamiczności oraz intensywności po obu stronach parkietu. Luke z kolei wniesie na rozegranie więcej doświadczenia oraz znakomitego organizatora gry z bardzo dobrym przeglądem boiska. Dołóżmy do tego Josepha Girarda, który w sezonie 2024/2025 w barwach Nevėžisu Kėdainiai sięgnął po króla strzelców ligi litewskiej. Wygląda więc na to, że warszawska ekipa znów zbudowała zbalansowaną ekipę, która będzie groźna w defensywie i niebezpieczną zza linii 6,75m. Planem minimum będzie bezpośredni awans do play-off, a kto wie może czeka powtórka z ubiegłego sezonu, czyli walka o medale.

Czy PGE Start Lublin odrobił zadanie domowe z ubiegłego sezonu?

Powiedzieć, że lublinianie byli jednym z większych rozczarowań ubiegłego sezonu (poza zdobytym Superpucharem Polski), to jak nie powiedzieć nic. Zespół Wojciecha Kamińskiego nie był ekipą, która miałaby powtórnie zagrać o medale Mistrzostw Polski, ale wejściem do fazy play-off (w jakikolwiek sposób) było planem minimum. Wystarczyły jednak parę tygodni, aby wyszło ile rzeczy w lubelskim się nie zgadzało, o czym pisaliśmy w ubiegłorocznym podsumowaniu (link). Z ubiegłorocznego składu personalnego pozostali Courtney Ramey, Filip Put, Bartłomiej Pelczar oraz Patryk Kowalski, a włodarze klubu postawili na ogranych obcokrajowców w Europie. Polską rotację wzmocnił Grzegorz Kulka, który dysponuje dobrym rzutem zza łuku, boiskową mądrość w defensywie oraz większy spokój.

Lubelską siłę pod koszem będą tworzyli Matthias Tass, Anrijs Miska oraz Janari Jõesaar. Rola Tassa w lubelskim zespole będzie znacznie większa niż miała miejsce u aktualnych Mistrzów Polski. Estończyk daje dobrą grę tyłem do kosza i solidną ilość zbiórek. Natomiast Miska oraz Jõesaar są wszechstronnymi oraz atletycznymi graczami, którzy pomogą Tassowi w zabezpieczeniu tablicy po obu stronach parkietu oraz są sprawdzonymi graczami na europejskich parkietach. Co więcej prócz zatrzymania Courtney’a Ramey’a dołożono Jaizeca Lottiego oraz Lucasa Williamsona, którzy gwarantują agresywniejszą obronę na piłce oraz wszechstronność zza łuku. Lubelscy fani wierzą również, że o swojej dyspozycji w sezonu 2024/25 przypomni sobie Courtney Ramey, który miał wiele bardzo dobrych meczów.

Widzimy zatem, że zespół z Koziego Grodu stworzył mieszankę zagranicznej jakości oraz wartościowych Polaków, która powinna im pozwolić na włączenie się do gry o najważniejszą część sezonu. Jednakże Lublinianie już od pierwszego spotkania muszą ponownie ułożyć hierarchię w ataku oraz być jednym monolitem.

Torunianie „czarnym koniem” najbliższego sezonu Polskiej Ligi Koszykówki?

Jednym z najbardziej intrygujących składów personalnych na najbliższy sezon Polskiej Ligi Koszykówki zbudowały Arriva Lotto Twarde Pierniki Toruń. W ubiegłym sezonie zespół Srdjana Suboticia miał parę meczów, które mógł zamknąć na swą korzyść i liczyć się w stawce o turniej play-in, ale tak się stało. Mimo wszystko aktualny skład personalny jest najbardziej intrygujący i zarazem zbalansowany. Wiemy, że polską rotację obok Macieja Keniga, Pawła Sowińskiego i Huberta Lipińskiego będą tworzyli Damian Kulig oraz Maksymilian Wilczek. Przedłużenie umowy z Damianem Kuligiem okazała się mocnym ruchem, który gwarantuje spokój pod koszem oraz groźbę trafienia z dystansu. Z kolei Maksymilian Wiczek jest graczem, który dobrze odnajduje się w trafieniach zza łuku oraz posiada solidną obronę. To pozwala szkoleniowcom płynnie go dopasować między obwodem a skrzydłami. Co jeszcze ciekawsze w układance toruńskiej ekipy pozostał Isaiah Cousins, który okazał się udanym wyborem włodarzy klubu. 32-letni Amerykanin od razu stał się jednym z filarów torunian i umiał w końcówkach spotkań brać ważne rzuty.

Wraz z amerykańskim rozgrywającym siłę obwodu będą tworzyli: Chorwat, Luka Sakota oraz Łotysz, Kristaps Kilps. Chorwacki rozgrywający ma za sobą udany sezon w barwach Stali, w której kreował pozycje swoim kolegom, ale też samodzielnie zdobywał punkty spod obręczy bądź trafieniami zza łuku. Kilps jest z kolei dynamicznym obwodowym, który dzięki swoim warunkom fizycznym potrafi powalczyć na tablicach i zdobywać punkty na różne sposoby. Właśnie to trio ma dostarczać sporo punktów toruńskiej drużynie. Jednakże największymi nazwiskami pozyskanymi w letnim okienku transferowym zostali Viktor Gaddefors oraz Bennet Vander Plas.

Ściągnięcie 33-letniego Szweda po dobrym sezonie spędzonym na Tajwanie, to jeden z większych hitów w tym sezonie. Gaddefors doskonale zna polską ligę jak również system trenera Suboticia, w którym był wszechstronnym zawodnikiem zdobywającym pewne punkty w ataku pozycyjnym. Vander Plas natomiast jest idealnym przykładem nowoczesnej „czwórki”, która prócz twardej gry w obronie oraz na tablicach, dysponuje bardzo dobrą ręką zza linii 6,75m. Sądzimy, że obaj zawodnicy będą wzajemnie się uzupełniali (nawet w sytuacji, gdy jeden z nich będzie miał problem z przewinieniami). Z Gaddeforsem w roli lidera oraz stabilnym składem personalnym, Twarde Pierniki mogą być jednym z „czarnych koni” najbliższego sezonu PLK.

fot. Andrzej Romański (archiwum)
KW

About Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *