26 września 2022

Projekt Kosz

TWOJE ŹRÓDŁO KOSZYKÓWKI

Michał Wielechowski: „Tegoroczny sezon uważam za naprawdę niezły” [WYWIADOWNIA #1-3]

Redakcja Projektu Kosz udała się do Nysy. O ciężko zapracowanym wyniku IgnerHome AZS Basket Nysa w obecnej kampanii, podróżach po wielu polskich miastach i początkach swoje przygody z basketem porozmawialiśmy ze skrzydłowym nyskiej ekipy, Michałem Wielechowskim. Zapraszamy Was do ciekawej lektury.

Redakcja: Cześć Michale. Na początku opowiedz o swojej pierwszej miłości do basketu – skąd wzięła się ta pasja w Twoim życiu?

Michał Wielechowski: Witam serdecznie. Cała moja przygoda ze sportem i z basketem zaczęła się od rodziny. Zamiłowanie do sportu było przekazywane od taty, który w czasach młodości grał w piłkę ręczną. Natomiast koszykówka wzięła się od dwóch starszych braci, którzy jak ja reprezentowali Pyrę Poznań. Początkowo próbowałem swoich sił w piłce nożnej, ale szybko podpatrując braci, zakochałem się w koszykówce i tak już zostało na zawsze.

R: W przekroju Twojej całej kariery występowałeś m.in. w Poznaniu, Rawiczu, Prudniku, Białymstoku, a w trakcie obecnej kampanii zamieniłeś inowrocławską Noteć na AZS Basket Nysa. Można by rzec, że jesteś koszykarskim wędrownikiem.

M.W.: To prawda parę klubów już zwiedziłem, jednak muszę przyznać, że osobiście nie lubię takich zmian. Gdybym mógł cofnąć czas wolałbym na dłużej zatrzymać się w jednym miejscu. Moje zmiany często nie wynikały z mojego widzi mi się, lecz z chęci rozwoju osobistego, awansie do 1 ligi lub niestety co gorsze problemami klubów z płatnościami.

R: Wróćmy na moment do sezonu sprzed dwóch lat, gdzie byłeś zawodnikiem Żubrów Białystok. Twój były zespół był bardzo blisko osiągnięcia awansu na zaplecze ekstraklasy. W decydującym starciu przegraliście u siebie z Zetkamą Doral Nysa Kłodzko 80:92. Czego Twoim zdaniem zabrakło, aby wprowadzić ekipę na pierwszoligowe salony?

M.W.: To był bardzo długi i ciężki sezon. Grając w Białymstoku trzeba się liczyć z tym, że każdy wyjazd po rundzie zasadniczej będzie bardzo daleki. Wiele godzin spędzonych w busie dały się we znaki pod koniec sezonu. Mimo wszystko i tak nie w tym szukałbym głównie winy. Bardziej uważam, że zabrakło nam tak zwanej „luźnej” głowy. Ostatni mecz graliśmy 31 maja, gdy wszystkie inne rozgrywki (PLK, 1 liga) już dawno się skończyły. Do ostatniego treningu ciężko pracowaliśmy, a czasem warto w takim czasie jest już trochę spuścić z tonu. Mimo wszystko sądzę, że to był udany sezon we wspaniałym mieście, dobrze zarządzanym klubie i wśród przemiłych ludzi.

R: Twoja obecna ekipa bardzo ciężko zapracowała na tak znakomity rezultat jakim jest ćwierćfinał fazy play-off, choć początek rundy zasadniczej w wykonaniu nyskiej ekipy był dość niemrawy. Powiedz nam, jak czynniki zadecydowały o bardzo pozytywnym rezultacie w historii tego klubu?

M.W.: Myślę, że nasz skład budował się na przestrzeni całego sezonu. Były momenty w trakcie kampanii gdzie ktoś dochodził, ktoś odchodził z klubu – to wszystko zaburzało nam proces treningowy. Przytrafiały się również drobne urazy i zawodnicy musieli pauzować na parę tygodni. To wszystko nie pozwalało nam, aby wszystkie trybiki zaskoczyły. Natomiast, gdy sytuacja ustabilizowała się, każdy poznał swoją rolę w zespole i co najważniejsze poznaliśmy się jako ludzie, a nie tylko zawodnicy, uwierzyliśmy w to co robimy, zaufaliśmy sobie nawzajem i przyszły tego efekty.

R: Podczas Twojej kariery przewijało się wielu szkoleniowców, którzy to byli i jak ich wspominasz?

M.W.: Wiadomo, jak jest z trenerami, każdy ma swoją wizję gry i rozwijania zawodników. Trenerzy w okresie kadeta czy młodzika, kiedy w Pyrze trenował mnie Tomasz Błaszak, czy Maciej Piekarczyk mają strasznie ciężkie zadanie, bo często poziom zawodników jest mocno zróżnicowany, a oni muszą starać się zaszczepić w każdym tę miłość do koszykówki. W moim przypadku podziałało to bardzo dobrze, nauczyłem się wszystkich podstaw, za co jestem im bardzo wdzięczny. Przez cały okres juniora i początkach seniorskiej koszykówki byłem pod skrzydłami trenera Przemysława Szurka, gdzie uważam, że najbardziej się rozwinąłem. Na treningach panowała atmosfera pracy — nie było miejsca na śmiechy czy stracony czas. Każda minuta treningu była wykorzystywana tak, abyśmy się stawali lepszymi graczami. Uważam, że właśnie w ten sposób to powinno wyglądać. W Białymstoku trafiłem na szkoleniowców, którzy wcześniej byli bardzo dobrymi koszykarzami. Zarówno Tomek Kujawa, jak i Krzysztof Kalinowski mieli swój złoty okres gry i mimo iż zaczynali karierę trenerską z ich rad boiskowych można było wiele wyciągnąć. Myślę, że od każdego trenera można się czegoś nauczyć. Wystarczy chcieć ich słuchać i nie myśleć, że wie się na temat tego sportu już wszystko.

R: Jak według Ciebie zmienił się basket na drugoligowych boiskach w ciągu ostatnich kilku lat?

M.W.: Ciężko tak naprawdę stwierdzić, ponieważ każdy rok w drugiej lidze jest inny. Jest duża rotacja zespołów, co roku kto inny ma ambicje na awans, ktoś spada z pierwszej ligi, ktoś awansuje z trzeciej ligi. Bywały lata gdzie poziom nie był zbyt wysoki, natomiast tegoroczny uważam za naprawdę niezły. Na parkietach drugiej ligi można było spotkać wielu zawodników, którzy bez najmniejszego problemu poradziliby sobie w pierwszej lidze. Żałuje, że mój sezon się skończył, ale polecam śledzić rozgrywki do końca, bo można popatrzeć na naprawdę dobra koszykówkę.

R: Co będziesz robił w okresie roztrenowania?

M.W.: Jak wyżej zostałem nazwany wędrownikiem, więc muszę trochę podróżować po Polsce i odwiedzić Białystok. Kończę tam w tym roku studia, więc mam do nadrobienia trochę zaległości czy chociażby czas na napisanie pracy. Potem chwila wakacji i zabieram się, jak co roku za treningi przedsezonowe z Tomkiem Błaszakiem, który naprawdę daje fajne możliwości do rozwoju w okresie wakacyjnym.

R: Czego sobie oraz całej ekipie życzysz w przyszłym sezonie ligowym?

M.W.: Skoro ćwierćfinał mamy już na swoim koncie, to uważam, że jedynym słusznym podejściem będzie awans. I oczywiście więcej wiary w Nysę ze strony portalu.

R: Dziękujemy za rozmowę, życzymy wszystkiego dobrego i spełnienia swoich marzeń.

fot. IgnerHome AZS Basket Nysa (fanpage)