Trefl Sopot dowozi zwycięstwo z Dzikami!

Za nami emocjonujące spotkanie w Warszawie. Dziki na własnym parkiecie podejmowały Trefl Sopot, który po pierwszej połowie kontrolował przebieg gry. Choć gospodarze kilkukrotnie próbowali wrócić do meczu, skuteczność przyjezdnych zza łuku i dobra gra Paula Scruggsa okazały się kluczowe. Ostatecznie to Trefl wywozi z Koła zwycięstwo 86:80.


Pierwsza połowa

Mecz rozpoczął się od dwóch celnych rzutów za trzy punkty w wykonaniu Dzików — najpierw trafił Soares, a chwilę później Caruthers. W kolejnej akcji, przy rzucie zza łuku, faulowany był Kacinas, który wykorzystał dwa z trzech rzutów wolnych, a po chwili gospodarze stracili piłkę, co skutecznie wykorzystał Witliński. Niedługo potem Paul Scruggs popisał się serią pięciu punktów z rzędu, doprowadzając do remisu dla Trefla. Ostatecznie po pierwszych dziesięciu minutach gry Dziki prowadziły 19:15 — trafiając czterokrotnie zza łuku. Trefl mimo niezbyt wysokiej skuteczności z gry, utrzymywał się w meczu dzięki sześciu celnym rzutom wolnym.

Drugą kwartę od czterech punktów rozpoczął Paul Scruggs, doprowadzając do remisu. Chwilę później trójkę dołożył Ray Cowels, dzięki czemu przyjezdni w zaledwie minutę nie tylko odrobili straty, ale wyszli na prowadzenie 22:19, co zmusiło trenera Legovicha do wzięcia czasu. Po przerwie Trefl kontynuował dobrą grę, dominując na tablicach ofensywnych i zdobywając kolejne punkty spod kosza. To właśnie gra w pomalowanym oraz rzuty zza linii 6,75 stanowiły największą broń sopocian.

Po pięciu minutach tej kwarty doszło do małego spięcia między Frąckiewiczem a Scruggsem, które zakończyło się obustronnym przewinieniem technicznym. Im dalej w mecz, tym Żółto-Czarni coraz lepiej czuli się w ataku — gdy trafiali z dystansu, byli praktycznie nie do zatrzymania. Po stronie Dzików ciężar gry brał na siebie Landrius Horton, jednak gospodarze mieli po pierwszej połowie aż 10 strat, co znacząco odbiło się na wyniku.

Po 20 minutach gry Trefl Sopot prowadził 46:35, imponując skutecznością zza łuku (6/13) oraz aż 13 zbiórkami w ataku.

Druga połowa

Na pierwsze punkty po przerwie trzeba było czekać prawie minutę — Jakub Schenk trafił za trzy, ale chwilę później otrzymał przewinienie techniczne. Dziki mimo prób nie potrafiły zatrzymać dobrze dysponowanego ofensywnie Trefla, a same długo szukały skuteczności. Dopiero po sześciu minutach gry dobrą zmianę dał Horton, a dwie trójki dorzucił Chavez, dzięki czemu warszawianie złapali rytm. Po kontrze wykończonej przez Grzegorza Kamińskiego przewaga sopocian stopniała do dziesięciu oczek, co zmusiło trenera Larkasa do wzięcia czasu. Problemy Dzików potęgowały jednak faule — Schenk miał już cztery przewinienia, zanim zakończyła się trzecia kwarta. Na 15 sekund przed jej końcem Kamiński trafił zza łuku, ustalając wynik po 30 minutach gry na 62:53 dla Trefla.

Czwartą kwartę lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy po punktach z wolnych Kamińskiego i świetnej kontrze Hortona zredukowali straty do pięciu oczek. Wtedy jednak Kacinas trafił za trzy, a chwilę później Scruggs dołożył kolejne punkty, błyskawicznie przywracając dwucyfrową przewagę przyjezdnym. Trener Legovich wziął czas, ale mimo zaangażowania jego drużyna nie potrafiła wykorzystać otwartych pozycji. W końcówce Dziki walczyły o powrót, schodząc do ośmiu punktów różnicy, lecz dwa łatwe punkty Scruggsa skutecznie ostudziły ich nadzieje. Kropkę nad „i” postawił Kasper Suurorg, trafiając trójkę w końcówce. Warszawianie mieli jeszcze szansę na zmniejszenie strat, ale nie wykorzystali decydującej akcji.

Ostatecznie Trefl Sopot wygrał na Kole 86:80, notując kolejne zwycięstwo po solidnym, kontrolowanym występie.

About Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *