Czarni bez przełamania. Dziki chwilowo „na szczycie”

Koszykarze Energa Czarnych Słupsk wciąż nie potrafią wyjść z kryzysu. W piątkowy wieczór we własnej hali przegrali z Dzikami Warszawa 96:102, notując piątą ligową porażkę z rzędu. Choć tym razem gospodarze pokazali więcej charakteru niż w poprzednich spotkaniach, to końcówka ponownie należała do stołecznych. Zespół Marco Legovicha zanotował swoją szóstą wygraną z rzędu, co daje im do sobotniego wieczoru pozycję lidera.

Energa Czarni Słupsk — Dziki Warszawa 96:102

Początek meczu dawał kibicom nadzieję. Czarni dobrze weszli w spotkanie, wygrywając pierwszą kwartę 25:22, a do przerwy wynik pozostawał sprawą otwartą. Problemy zaczęły się po zmianie stron. W trzeciej odsłonie to zespół z Warszawy przejął inicjatywę i w pewnym momencie zbudował nawet 13-punktową przewagę. Kluczową postacią tej części gry był Landrius Horton, który raz po raz trafiał z dystansu.

Słupszczanie nie zamierzali jednak składać broni. Na pięć minut przed końcem, po celnej trójce Michała Nowakowskiego, na tablicy pojawił się remis 87:87 i hala ponownie ożyła. Radość miejscowych kibiców nie trwała jednak długo — niemal natychmiast skuteczną odpowiedzią zza łuku popisał się Landrius Horton i od tego momentu Dziki nie oddały już prowadzenia. Wynik próbowali jeszcze zmieniać Chico Carter Jr. czy też Donovan Ivory, ale ważne rzuty wykańczali obok Landriusa Hortona, Rivaldo Suares, Thalik Chavez. A wykorzystane rzuty wolne przez Grzegorza Kamińskiego i Bennetta Vander Plasa przypieczętowały sukces Dzików w Słupsku.

Czarni mieli jeszcze swoje szanse w końcówce, lecz zabrakło skuteczności. Niewykorzystane akcje spod kosza oraz chybiony rzut wolny w kluczowym momencie przesądziły o losach spotkania. Po meczu trener Robert Štelmahers zwracał uwagę przede wszystkim na problemy w defensywie i koncentracji. Jego zdaniem drużyna potrafi dobrze bronić przez większość akcji, ale decydujące sekundy często przynoszą błędy, które rywale bezlitośnie wykorzystują.

Statystyki potwierdzają, gdzie leżały największe bolączki słupszczan. Choć gospodarze popełnili niewiele strat, to wyraźnie przegrali walkę na tablicach. Dziki zdominowały zbiórki, szczególnie w ataku, co przełożyło się na liczne ponowienia akcji i punkty z szybkiego ataku. W całym meczu wynik zmieniał się wielokrotnie, a remis pojawiał się na tablicy aż piętnaście razy.

Indywidualnie najlepiej w słupskich barwach zaprezentowali się Justin Duffy (18 punktów, 6 asyst, 4 zbiórki), Chico Carter Jr. (17 punktów, 7 asyst) czy również Eral Penn (14 punktów, 4 zbiórki). W warszawskim zespole prym wiedli Landrius Horton (26 punktów, 3 zbiórki, 3 asysty) oraz Rivaldo Soares (16 punktów, 4 zbiórki). Po tej rywalizacji Czarni z dorobkiem 4 zwycięstw i 7 porażek zajmują 11.lokatę. Dziki po tym triumfie umocnią się w czołowej szóstce, zajmując do sobotniego wieczoru fotel lidera.

fot. Energa Czarni
Miłosz Siuber

About Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *