Krasuski to za mało. Kontuzja Steina i dominacja Czarnych, którzy nie składają broni!

Start Lublin lepiej rozpoczął spotkanie, głównie za sprawą aktywnego Michała Krasuskiego i Jamajczyka De Lattibeaudiere’a, jednak Czarni zdołali wrócić do gry i na przerwę schodzili z minimalnym prowadzeniem. W drugiej połowie gospodarze całkowicie przejęli kontrolę, narzucili tempo, trafiali z dystansu i rozbili lublinian serią punktową, której ci nie potrafili zatrzymać. Mimo zwycięstwa, cień na wygraną rzuciła kontuzja Alexa Steina, który opuścił parkiet z grymasem bólu.


Spotkanie rozpoczęło się od straty Startu, a pierwsze punkty zdobył Michał Nowakowski. Szybko odpowiedział CJ Williams, doprowadzając do remisu. Już w pierwszych minutach wyróżniał się zawodnik z Jamajki w barwach Startu, aktywny na całym parkiecie. Punktował, zbierał, asystował, a jego wszechstronność przełożyła się na prowadzenie gości. Wynik szybko podkręcił Michał Krasuski trafieniem z dystansu, co dało Startowi przewagę 9:2. Trener Stelmahers nie czekał i poprosił o czas.

Po wznowieniu słupszczanie wciąż popełniali błędy, a ich gra ofensywna wyglądała bardzo chaotycznie. Start nie wykorzystywał jednak w pełni okazji. Michał Krasuski wciąż robił różnicę, a jego aktywność utrzymywała Lublin na prowadzeniu. Gospodarze zaczęli popełniać proste faule, a dwa przewinienia szybko złapał Brown. Gra stawała się coraz bardziej szarpana.

Mimo to Czarni zdołali poprawić swoją grę w końcówce. Ramey przełamał niemoc akcją na kosz, a cierpliwa gra w ataku pozwoliła gospodarzom zmniejszyć straty do minimum. Po dziesięciu minutach Start prowadził już tylko 17:16.

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

Druga część meczu zaczęła się lepiej dla gospodarzy. Udana zespołowa akcja i punkty Steina dały im pierwsze od dawna prowadzenie. Gorsza defensywa gości zmusiła trenera Kamińskiego do kolejnego czasu. Po przerwie ponownie wyróżniał się Michał Krasuski, który szybko zdobył pięć punktów i doprowadził do remisu.

Słupszczanie zaczęli grać pewniej. Wykorzystywali swoje przewagi fizyczne pod koszem i trafiali z linii rzutów wolnych. Start odpowiadał, ale coraz trudniej było im zdobywać łatwe punkty. Po rozmowie z trenerem zespół z Lublina zdołał trafić z dystansu, a po przechwycie kolejne punkty dołożył Krasuski. To zmusiło Stelmahersa do kolejnej reakcji.

W końcówce gra stała się bardziej szarpana. Start doprowadził do remisu po wolnym Browna, ale chwilę później faul na Sueingu znów dał prowadzenie gospodarzom. W końcu do gry wrócił De Lattibeaudiere, który wcześniej był zupełnie niewidoczny. Ostatnie słowo w tej części należało jednak do Michała Nowakowskiego, który trafił zza łuku i ustalił wynik do przerwy na korzyść Czarnych, 38:37.

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

Po przerwie znów błysnął Jamajczyk w barwach Startu, najpierw zdobywając punkty, a chwilę później notując dobre zachowanie w obronie. Przez kilka minut obie drużyny grały punkt za punkt, jednak w pewnym momencie coś zacięło się w ofensywie lublinian. Czarni wyczuli moment i zaczęli przejmować inicjatywę, co zaowocowało ośmiopunktowym prowadzeniem, identycznym jak w drugim meczu serii.

Coraz więcej było nieprzemyślanych indywidualnych akcji po stronie Startu, szczególnie w wykonaniu Tyrana, który zamiast szukać lepszych pozycji, decydował się na rzuty z dystansu. Trener Stelmahers nie musiał nawet reagować — obrona Czarnych doskonale wiedziała, jak go sprowokować. Słupszczanie wykorzystywali każdy błąd, budując przewagę i kontrolując rytm gry. Choć Start miał jeszcze kilka momentów lepszej gry ofensywnej, to gospodarze całkowicie zdominowali tę część meczu. Seria dwunastu do jednego w samej końcówce kwarty ustaliła wynik po trzydziestu minutach na 67:51 dla Czarnych.

Na początku ostatniej odsłony próbę przebudzenia Startu podjął CJ Williams, trafiając zza łuku. Jego trafienie mogło być sygnałem do walki, jednak Czarni natychmiast odpowiedzieli i nie dali lublinianom żadnych złudzeń. Chwilę później z boiska musiał zejść kontuzjowany Alex Stein, który złapał się za kolano — sytuacja wyglądała poważnie i może oznaczać dłuższą przerwę w grze.

Pod jego nieobecność w ataku odżył Jackson, trafiając dwa rzuty z dystansu i utrzymując wysoką skuteczność zespołu. Ostatnie minuty spotkania nie miały już większego znaczenia. Obie drużyny oddawały rzuty zza łuku, jakby chcąc tylko dograć mecz do końca. Przeciętna gra Startu w drugiej połowie i brak odpowiedzi na dominację Czarnych sprawiły, że mecz zakończył się ich pewnym zwycięstwem 92:73.

About Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *