Dziki lepsze od Dubravy, wyraźna porażka Trefla w Rostocku

Dziki Warszawa jako jedyne wyszły zwycięsko z europejskich potyczek. Zespół Marco Legovicha po dość ciężkim boju poradził sobie z chorwacką Dubravą. Energa Trefl Sopot bardzo wyraźnie uległ na wyjeździe w Rostocku Wilkom Morskim. Śląsk Wrocław po dogrywce musiał uznać wyższość w Kłajpedzie, Neptunasa.

Dziki Warszawa — BC Dubrava 72:67

fot. ENBL League

Warszawianie zaliczyli swoje czwarte zwycięstwo w rozgrywkach European North Basketball League, lecz ta nie przyszła tak łatwo jak w ubiegłym weekend z PGE Startem Lublin. Głównie dzięki udanym próbom Mateja Perkovicia i Andreja Maticia chorwacka drużyna miała zapas siedmiu punktów (5:12). Od tamtej pory sygnał do nadrobienia strat nadawali Dontay Caruthers oraz Landrius Horton. Po świetnej serii 19:0 w wykonaniu m.in. Rivaldo Suareza, Łukasza Frąckiewicza czy również Thalika Chaveza, Dziki po tej części prowadziły 26:14. W następnej części dwucyfrową zaległość zaczęli nadrabiać Perković oraz Wright, ale skrzętnie wtórowali im Frąckiewicz, Caruthers czy też Oguama. Dopiero po celnych trójkach Cody’ego Schwartza i Toma Rukavina, Dubrava zmniejszała dystans do gospodarzy. Tym samym po pierwszych dwudziestu minutach stołeczna ekipa prowadziła jedynie 42:35.

Po zmianie stron łatwo zdobyte punkty spod kosza przez Perkovicia i Wrighta pomogły chorwackiemu zespołowi uzyskać kontakt z Dzikami (46:43). Warszawian trzymali jeszcze na przodzie Grzegorz Kamiński oraz Łukasz Frąckiewicz, lecz w tej części zespół Marco Legovicha wpadł w ofensywną „niemoc”. Ten fakt wykorzystał Emir Sabić, trafiając raz za razem trójki, które po 30 minutach dawały Dubravie minimalne prowadzenie (52:53). Wszystko sprowadzało się do decydującej części, która była nadzwyczaj wyrównana. Jednakże większy spokój mieli warszawianie, którzy w kluczowych momentach mogli liczyć na podkoszowe punkty Frąckiewicza oraz rzuty wolne Kamińskiego i Vander Plasa. To oznaczało, że Dziki Warszawa triumfowały z BC Dubravą 72:67, co znacznie przybliża je do gry w decydującej części rozgrywek.

Pełne statystyki meczu

Neptunas Kłajpeda — WKS Śląsk Wrocław 103:87 (po dogr.)

„Z koszykarskiego nieba do koszykarskiego piekła” — tak w skrócie można określić wyjazdowy mecz Śląska Wrocław do Kłajpedy, który zakończył się porażką po dogrywce. Mimo tego wrocławski szkoleniowiec, Ainars Bagatskis zaczął od ustawienia Gray – Nizioł – Nunez – Urbaniak – Coleman-Jones. To mocno rozproszyło Litwinów, którzy z takim zestawieniem mieli olbrzymi kłopot, a Śląsk grał bardzo dobrze. Głównie dzięki zagraniom Kadre Gray’a, Jareda Colemana-Jonesa oraz Noah Kirkwooda, Trójkolorowi prowadzili po tej dyszce 30:16. Jednakże od następnej części zawodów wrocławianie mierzyli się… ze swoimi słabościami oraz błędami. Okazje wykorzystywali m.in. Arnas Velicka, Riharda Lomazs czy również Zane Waterman. Dzięki nim Neptunas nawiązał równorzędną rywalizację, lecz Śląsk wciąż prowadził po pierwszej połowie jedynie 46:40.

Litewska ekipa znacznie lepiej zaprezentowała się po zmianie stron, aby po celnych próbach Lomazsa i Girdziunasa objąć prowadzenie (49:48). Od tamtej pory pojedynek stał się równorzędny, a na skuteczne wejścia pod obręcz Velicki tą samą bronią odpowiadał Djordjević. Finalnie dzięki trójce Błażeja Kulikowskiego oraz rzutach wolnych Kadre Gray’a, Śląsk był bliżej zwycięstwa, prowadząc po trzeciej ćwiartce 65:64. Czwarta odsłona kontynuowała zaciętą grę z obu stron. Jednak tym razem bliżej wygranej byli gracze Neptunasu, którzy po udanych rzutach Rihardsa Lomazsa i Arnasa Berucki mieli pięciopunktową zaliczkę (83:78). Do remisu na 26 sekund przed końcem meczu doprowadził swoimi zagraniami Kadre Gray. Okazję na zamknięcie meczu miały obie ekipy — najpierw mocno z dystansu chybił Velicka, a próbę wznowienia zza linii bocznej zakończyli stratą wrocławianie. To doprowadziło do dodatkowych pięciu minut, w których trójki trafiali Berucka, Kozys i Velicka. Wrocławskiemu zespołowi zabrakło sił oraz skuteczności, dzięki czemu Neptunas triumfował 103:87. W ten sposób Śląsk zaliczył swą szóstą porażkę, która legitymuje ich na 9.miejscu (4-6).

Pełne statystyki meczu

Rostock Seawolves — Energa Trefl Sopot 97:72

fot. FIBA Europe Cup

Sopocianie rozpoczęli drugą rundę FIBA Europe Cup od „zimnego prysznicu” w Rostocku, przegrywając dość znacznie z Wilkami Morskimi. Po dobrym wejściu w mecz Mikołaja Witlińskiego, niemiecka ekipa przejęła kontrolę nad meczem. Dzięki zagraniu 3+1 TJ Crocketta i trójce Kassima Nicholsona, Seawolves miały zapas sześciu punktów. Rezultat starali się jeszcze zmieniać Kasper Suurorg, Dylan Addae-Wusu i Szymon Zapała. Jednakże obok Nicholsona nie mylił się Schwartz, dzięki którym niemiecki zespół prowadził 21:20. Później ekipa Przemysława Frasunkiewicza znacznie odskoczyła od sopocian. Mocno pomogły trójki Łukasza Kolendy oraz zagrania D’Shawna Schwartza dające dwucyfrową zaliczkę. Później serial 12:2 po m.in. rzutach wolnych Benta Leuchtena pozwoliły gospodarzom osiągnąć pułap 24 punktów. Finalnie po trafieniach Cowelsa i Scruggsa, ekipa z Rostocku wyraźnie prowadziła po pierwszej połowie 51:32.

Druga połowa niewiele już zmieniała w przebiegu rywalizacji. Mimo, że w trzeciej części na -10 ekipę Mikko Larkasa przybliżały celne próby Szymona Zapały i Paula Scruggsa, to skutecznie odpowiadali po nich Kassim Nicholson i TJ Crockett. Co więcej, w czwartej części trzema trójkami częstował ekipę z Trójmiasta Kolenda. Niemiecki zespół kontrolował przebieg wydarzeń, wygrywając zasłużenie 97:72.

Pełne statystyki meczu

fot. FIBA Europe Cup
Miłosz Siuber

About Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *