Dziki Warszawa rozpoczęły spotkanie od piorunującej serii 9:0 i przez długi czas kontrolowały przebieg gry, jednak w drugiej połowie inicjatywę przejęła Ryga. Mimo fantastycznego występu Landariusa Hortona (22 pkt w samej pierwszej połowie), gospodarze nie zdołali dowieźć zwycięstwa – goście trafiali w kluczowych momentach i ostatecznie wygrali po emocjonującej końcówce 93:91. Do meczu gospodarze podchodzili bez Rivaldo Soaresa i Grzegorza Grochowskiego.
Pierwsza połowa
Pierwsze punkty w spotkaniu zdobył Ody Oguama, który po własnym niecelnym rzucie zebrał piłkę i dołożył dwa oczka spod kosza. Chwilę później przewagę gospodarzy powiększył Vander Plas, a następnie faulowany przy rzucie zza łuku Horton wykorzystał wszystkie trzy wolne. Serię otwarcia zwieńczył ponownie Oguama celną akcją pod obręczą, co zmusiło szkoleniowca ekipy z Łotwy do wzięcia przerwy na żądanie – Dziki prowadziły już 9:0. Podopieczni Legovicha imponowali fizycznością i skutecznością z dystansu, co dawało im kontrolę nad meczem, choć przyjezdni stopniowo zaczynali odrabiać straty po fatalnym początku. Warszawianie w końcówce kwarty popełnili kilka błędów w obronie i na przerwę schodzili prowadząc 21:17, jednak musieli poprawić defensywę, bo ofensywa gości zaczęła nabierać rozpędu.
Drugą kwartę celną trójką otworzył Grzegorz Kamiński. Oba zespoły starały się narzucić szybkie tempo, co nie zawsze przynosiło efekty. Kapitalnie prezentował się Oguama, który dzięki znakomitym warunkom fizycznym dominował na tablicach. Ofensywnie błyszczał też Vander Plas – regularnie trafiający zza łuku, z półdystansu i spod kosza, a jego wszechstronność była dużym atutem Dzików. Nie można też pominąć Hortona – lidera strzeleckiego pierwszej połowy, który zdobył aż 16 punktów, w tym trzy razy z dystansu. Końcówka tej części gry była niezwykle efektowna – najpierw Fidler z Rygi trafił z obwodu z faulem, kompletując akcję 3+1, a w odpowiedzi Horton popisał się jeszcze bardziej widowiskowym rzutem. Trafił zza 8. metra, będąc dodatkowo faulowanym, podnosząc swój dorobek do 20 oczek i rozgrzewając publiczność do czerwoności. Podwyższając prowadzenie Dzików, którzy prowadzili po tej akcji 53:46.

Druga połowa
Trzecią kwartę od celnej trójki rozpoczęli Łotysze, redukując stratę do czterech punktów, a po chwili, dzięki wykorzystanym rzutom wolnym, zbliżyli się już tylko na dwa oczka. Gospodarze odpowiedzieli efektowną akcją – Vander Plas znakomicie wykorzystał zasłonę i dołożył punkty z faulem, kompletując akcję 2+1. Oba zespoły grały wówczas cierpliwie i bardzo zespołowo, wymieniając się trafieniami niemal kosz za kosz. Żadna drużyna nie potrafiła wyjść na większe prowadzenie niż pięć punktów, a na trzy minuty przed końcem tej odsłony na tablicy widniał remis. Po faulu Frąckiewicza inicjatywę przejęli goście – Janis Berzins wykorzystał swoje szanse i wyprowadził Rygę na prowadzenie. Mimo kolejnych punktów Hortona, najlepszego strzelca warszawian, to Łotysze po 30 minutach byli minimalnie z przodu – 75:72.
Czwartą kwartę otworzył Kamiński, pewnie trafiając oba wolne, ale rywale natychmiast odpowiedzieli. Wyrównanie na 77:77 dał efektowny stepback za trzy Vander Plasa, po czym trener gości poprosił o czas. Po kilku minutach gry punkt za punkt gospodarze wreszcie wyszli na prowadzenie – uczynił to Kamiński, jednak radość nie trwała długo. Ryga odpowiedziała dwiema trójkami z rzędu i znów zyskała cztery oczka przewagi. Po przerwie na żądanie trenera Legovicha show rozpoczął Berzins – dobrze znany polskim kibicom, bo przez lata występujący w Orlen Basket Lidze. Jego dwie kolejne trójki dały gościom sześciopunktowe prowadzenie na cztery minuty przed końcem.
Dziki popełniały błędy, które rywale zamieniali na łatwe punkty. Nadzieję dał faul niesportowy na Oguamie – choć spudłował pierwszy wolny, drugi zamienił na punkt i przewaga Łotyszy zmalała do 92:89. Na 20 sekund przed końcem Horton wjechał pod kosz i zdobył dwa oczka, ale gospodarze wciąż przegrywali jednym punktem. Gdy Fidler spudłował oba wolne, szansę na zwycięstwo miał Horton – jednak jego rzut z dystansu nie doleciał nawet do obręczy. Na 3 sekundy przed końcem Berzins trafił jeszcze jeden rzut wolny, ustalając wynik meczu. Ostatnia akcja Dzików nie przyniosła efektu i to Ryga, mimo fatalnego początku, cieszyła się z wygranej 93:91.

