Wywiad z Edgarsem Zandersem, Sekretarzem Generalnym European North Basketball League

Miałem przyjemność porozmawiać z Edgarsem Zandersem, Sekretarzem Generalnym rozgrywek ENBL, które od momentu powstania w 2021 roku zyskały sporą popularność i cieszą się dużym zainteresowaniem polskich klubów. Co więcej, przez dwa lata z rzędu trofeum trafiało do zespołów z naszej ligi — najpierw po tytuł sięgnął Anwil Włocławek, a rok później triumfowała Stal Ostrów Wielkopolski. W rozmowie poruszyliśmy temat rozwoju ligi, roli polskich drużyn w ENBL oraz wątek warszawskich Dzików. Zapraszam do lektury!

Jakub Baranowski: Skąd wziął się pomysł na stworzenie tych rozgrywek?

Edgars Zanders: Dziękuję za te pytania. Cieszę się, że polscy kibice koszykówki będą mieli okazję lepiej poznać European North Basketball League, a także kilka ciekawych historii związanych z tym projektem. Koszykówka od zawsze była bardzo ważną częścią życia mojej rodziny. Moja mama była zawodową koszykarką – grała między innymi u boku jednej z najwybitniejszych zawodniczek w historii, Uljany Siemionowej. W 1995 roku założyła jedyny prywatny klub koszykarski na Łotwie i przez ponad 25 lat nasza rodzina prowadziła ten klub.

Ja sam byłem koszykarzem, a później także sędzią koszykarskim – w tamtym czasie jednym z najmłodszych i najlepiej ocenianych na Łotwie. Około 30 lat temu, ponieważ posiadaliśmy prywatny klub koszykówki dziewcząt, moi rodzice stworzyli Europejską Ligę Koszykówki Dziewcząt dla zawodniczek w wieku od 12 do 20 lat. Dziś biorą w niej udział zespoły z całej Europy.

Czy wcześniejsze doświadczenia z rozgrywkami kobiecymi wpłynęły na decyzję o stworzeniu ligi męskiej?

Zdecydowanie tak. Od 2015 roku organizujemy rozgrywki kobiece, a w najlepszych sezonach grało w nich nawet 16 bardzo silnych zespołów – między innymi kluby z Gdyni, Good Angels ze Słowacji, Luleå ze Szwecji i wiele innych. Mając już ligę młodzieżową oraz ligę kobiet, naturalnym krokiem było rozważenie stworzenia rozgrywek męskich. Skoro coś działa dla dzieci i kobiet, dlaczego nie spróbować podobnego modelu w koszykówce mężczyzn? Oczywiście już w pierwszych latach zdaliśmy sobie sprawę, że liga mężczyzn musi funkcjonować na innym poziomie – bardziej dopracowanym i atrakcyjnym, ponieważ sam poziom sportowy jest inny. Dlatego też musieliśmy obrać nieco inne podejście.

ENBL z roku na rok wyraźnie się rozwija. Jakie to uczucie obserwować tak dynamiczny wzrost projektu?

Szczerze mówiąc, rozwój ligi nie był od początku dokładnie zaplanowany. Działo się to w dużej mierze w sposób naturalny. Kluby same zgłaszają chęć udziału, a choć my również aktywnie szukamy nowych zespołów, zainteresowanie przerosło nasze oczekiwania. To naprawdę bardzo nas cieszy.
W tym sezonie mamy 26 drużyn z 17 krajów i jesteśmy dumni z jakości klubów, które biorą udział w rozgrywkach. Poziom sportowy jest zróżnicowany i to uważam za jedną z największych zalet ENBL – są zespoły na różnych etapach rozwoju, o różnych stylach gry, od ambitnych po kluby z absolutnej europejskiej czołówki.

Którą edycję wspomina Pan najcieplej: tę pierwszą, pionierską, czy obecną – rekordową pod względem liczby drużyn?

To bardzo dobre pytanie. Mam wiele wspomnień z różnych sezonów. Pierwszy sezon jest oczywiście wyjątkowy, zwłaszcza inauguracyjny mecz z Anwilem. W tamtym roku format rozgrywek był inny – zamiast klasycznego systemu mecz–rewanż graliśmy turnieje etapowe. Anwil oraz trzy inne drużyny rywalizowały w Valmierze, a Anwil wystąpił w pierwszym meczu w historii ENBL.

Pamiętam to doskonale – atletyczność i poziom koszykówki mężczyzn były zupełnie inne niż to, do czego byłem przyzwyczajony w lidze kobiet. Byłem wręcz pozytywnie zszokowany, jak bardzo emocjonujące było oglądanie tej rywalizacji. Ten pierwszy sezon jest jednym z najbardziej pamiętnych, zwłaszcza że Anwil go wygrał. Nie ukrywajmy – to jeden z największych klubów w Polsce i byliśmy bardzo szczęśliwi, że wystąpił i zwyciężył w naszych rozgrywkach. Jeśli dobrze pamiętam, był to również ich pierwszy europejski tytuł, co było świetnym momentem dla obu stron.

Bardzo dobrze wspominam także sezon 2021/22, gdy w lidze grało pięć polskich zespołów: Lublin, Zielona Góra, King Szczecin, Stal Ostrów i Trefl Sopot. Wszystkie były bardzo silne – Trefl nie awansował nawet do ćwierćfinałów, co najlepiej pokazuje poziom rywalizacji. Ostatecznie Stal Ostrów wygrała ligę, pokonując w finale litewski BC Wolves, który był bardzo mocnym i bogatym klubem. Zeszły sezon również zapadł mi w pamięć, kiedy Dziki Warszawa wyeliminowały w ćwierćfinale Bamberg Basket – jeden z najbardziej utytułowanych klubów w Niemczech. To była ogromna niespodzianka, zwłaszcza że Bamberg od początku chciał organizować turniej Final Four. Tymczasem Dziki wygrały dwumecz i dodatkowo sięgnęły po brąz, zwyciężając w ostatnich sekundach z Interem Bratysława. To były naprawdę wielkie momenty dla naszej ligi.

Foto: Piotr Kieplin / Anwil Włocławek

ENBL cieszy się dużą popularnością wśród polskich klubów, a pierwszą edycję wygrał Anwil Włocławek. Spodziewał się Pan tak dużego zainteresowania ze strony Polski?

Bardzo cieszymy się, że ENBL jest popularna wśród polskich klubów i że przynosi im realną wartość sportową. Polska ma bardzo silną ligę krajową, składającą się z 16 zespołów, a każdy sezon jest niezwykle wyrównany i nieprzewidywalny. W rozgrywkach międzynarodowych zazwyczaj tylko cztery kluby z Polski mają możliwość gry, co oznacza, że aż dwanaście pozostałych zespołów szuka okazji do rywalizacji na arenie europejskiej. Szczerze mówiąc, nie spodziewaliśmy się, że już w drugim sezonie zagra u nas aż pięć polskich drużyn, ale dlaczego nie? Polskie kluby są silne i wnoszą bardzo wysoki poziom sportowy.

Co najbardziej zaskoczyło Pana podczas budowania i rozwijania ligi?

Największym zaskoczeniem było dla mnie to, jak wiele ciekawych i mocnych klubów w Europie nie ma możliwości regularnej gry międzynarodowej. W ENBL chcemy dać szansę zespołom, które niekoniecznie dopiero zaczynają swoją przygodę z Europą, ale z różnych powodów nie mogą grać w innych rozgrywkach. Czasem jest to kwestia sportowa, czasem finansowa, a czasem po prostu brak miejsca. Zrozumiałem, jak ogromne jest zapotrzebowanie na tego typu ligę i jak wiele klubów naprawdę chce w niej grać.

Jakie są krótkoterminowe plany rozwoju ENBL?

Naszym celem na przyszły sezon jest 27 drużyn, podzielonych na trzy grupy po dziewięć zespołów. Każda drużyna rozegrałaby osiem spotkań – cztery u siebie i cztery na wyjeździe. Chcemy także stopniowo podnosić średni poziom ligi. Co sezon około 25–30% zespołów zmienia rozgrywki lub rezygnuje z udziału, ale już teraz mamy kilka klubów zainteresowanych kolejnym sezonem. Jeśli chętnych będzie więcej, będziemy wybierać najsilniejsze zespoły, najlepiej z miast z dobrymi połączeniami lotniczymi.

Co najbardziej ceni Pan w polskich klubach grających w ENBL?

Polskie kluby zawsze dysponują mocnymi zagranicznymi zawodnikami oraz utalentowanymi polskimi graczami. Trenerzy stoją na bardzo wysokim poziomie, a mecze z udziałem polskich drużyn są niemal zawsze emocjonujące. Do tego dochodzą kibice – w większości hal panuje świetna atmosfera, trybuny są pełne, a wsparcie fanów robi ogromne wrażenie.

Jakie są największe wyzwania organizacyjne ligi? Logistyka czy raczej układanie terminarza?

Jednym z największych wyzwań jest to, że działamy w 17 krajach, z których każdy ma własny terminarz ligowy. Nie narzucamy terminów z góry, tylko ściśle współpracujemy z ligami krajowymi i klubami. Najpierw analizujemy kalendarz ligowy, potem dostępność hali, a dopiero na końcu ustalamy terminy meczów ENBL. Po ich zatwierdzeniu staramy się ich nie zmieniać, aby kluby mogły bezpiecznie rezerwować przeloty i noclegi.

Jaki jest długoterminowy cel ENBL? Czy liga może kiedyś rywalizować z FIBA Europe Cup?

Nie chcę porównywać ENBL z żadną inną międzynarodową ligą, ponieważ staramy się być zupełnie inni. Mamy wyjątkową liczbę drużyn, inny format rozgrywek i odrębny system playoffów. Chcemy się wyróżniać i oferować coś wyjątkowego. Skupiamy się szczególnie na klubach, które nie grają w innych międzynarodowych turniejach – jeśli drużyna bierze udział w Pucharze Europy FIBA, nie może grać w ENBL i taka jest nasza zasada. W pełni wspieramy kluby, które mają szansę grać w najsilniejszych rozgrywkach. Na przykład w tym roku Śląsk Wrocław z łotewskim trenerem Ainarsem Bagatskisem chciał zagrać w ENBL, ale kiedy pojawiło się dla nich miejsce w EuroCup, oczywiście przeniósł się do silniejszego turnieju – i naprawdę cieszymy się, gdy kluby mogą grać na najwyższym poziomie. Naszym celem jest silna, wyjątkowa pozycja w europejskiej koszykówce.

Ainars Bagatskis w poprzednim sezonie z drużyną CSO Voluntari wygrał rozgrywki ENBL

Czy widać różnice w stylu gry między zespołami z różnych krajów?

Zdecydowanie tak. Szczególnie zaskoczyły mnie drużyny z Wielkiej Brytanii – grają bardzo fizycznie, atletycznie, w szybkim tempie. To zupełnie inny styl niż bardziej taktyczna koszykówka kontynentalna. Ta różnorodność jest dla nas ogromną wartością.

Jak ważny jest marketing i media w rozwoju ENBL?

Marketing jest bardzo istotny. Rozwijamy się stopniowo i organicznie, bez dużych kampanii reklamowych. Każdy kraj ma swojego przedstawiciela odpowiedzialnego za promocję ligi. Wszystkie mecze są transmitowane na YouTube, a dodatkowo w lokalnych telewizjach oraz na platformach takich jak Go3 i Best4Sport TV.

Czy ENBL może w przyszłości rozszerzyć się na kolejne kraje?

Oczywiście, i na pewno tak się stanie. Obecnie zainteresowanie wyraża kilka krajów, które nigdy wcześniej nie grały w naszej lidze. Mogę wymienić kilka z nich – obecnie zainteresowane są Szwecja, Finlandia i Cypr
i jestem pewien, że przynajmniej jeden z nich dołączy do nas w przyszłym sezonie. Ponadto jest jeszcze jeden kraj – jeden z gigantów europejskiej koszykówki, którego nazwy jeszcze nie wymienię, ale jest to kraj duży. Koszykówka litewska również na pewno powróci do europejskiej ligi koszykówki North Basketball League. Tak więc, spodziewamy się kilku nowych krajów, a może nawet, pewnego dnia, drużyn spoza regionu europejskiego

Jaką radę dałby Pan klubom rozważającym udział w ENBL?

Moja główna rada to dokładne przemyślenie, czy klub stać na pełne zaangażowanie – to bardzo ważne.
Pod względem finansowym trzeba mieć pewność, że uda się pokryć koszty podróży i udziału w sezonie.
Należy również upewnić się, że dysponuje się wystarczającą liczbą graczy. Jeśli drużyna ma tylko ośmiu podstawowych graczy i kilku młodszych, którzy nie mają zbyt wielu okazji do gry, dotarcie do Final Four oznacza rozegranie nawet 13 meczów, co stanowi duże obciążenie. Należy więc dokładnie rozważyć te dwa aspekty i jeśli jesteś przekonany, że Twój klub jest silny i może rotować co najmniej 12 graczami, to zdecydowanie – zrób ten krok, dołącz do ENBL i mam nadzieję, że czekają Cię fantastyczne mecze i wspaniałe doświadczenia!

Z jakiego momentu w historii ENBL jest Pan najbardziej dumny?

Z samego faktu, że odważyliśmy się rozpocząć ten projekt. Pomysł dojrzewał latami, a potem przyszła pandemia. Mimo to ruszyliśmy. Dziś jesteśmy w piątym sezonie, z 26 klubami z 17 krajów i to napawa mnie ogromną dumą.

Jak ocenia Pan dotychczasowe występy Dzików Warszawa w ENBL?

Dziki Warszawa to bardzo dobry klub. Moim zdaniem z roku na rok stają się coraz lepsi i silniejsi. Każda
drużyna w naszej lidze powinna się ich obawiać – w zeszłym sezonie, jak już wspomniałem, wyeliminowali
prawdopodobnie najsilniejszy klub w naszej lidze, Bamberg Basket, w ćwierćfinale. W tym roku zagrali bardzo dobrze przeciwko kilku drużynom, w tym silnemu klubowi z Grecji Iraklis B.C. Mieli kilka
niewielkich porażek, jak na przykład dwupunktowy mecz przeciwko Riga Zelli na początku sezonu, ale ogólnie są silną i imponującą drużyną. Myślę, że Dziki Warszawa ma przed sobą świetlaną przyszłość – nie tylko w tym sezonie, ale i w kolejnych. Jak już powiedziałem: uważajcie, Dziki nadchodzą! To świetny klub i dziękuję im za udział w naszej lidze.

About Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *