25 września 2022

Projekt Kosz

TWOJE ŹRÓDŁO KOSZYKÓWKI

Mikołaj Kurpisz: „Z każdym rokiem liga idzie poziom wyżej i jest jeszcze silniejsza” [WYWIADOWNIA #22]

Kolej na 22. odcinek Wywiadowni. Tym razem gościem był Mikołaj Kurpisz, który wraz z Sensation Kotwicą Kołobrzeg wywalczył w ubiegłym sezonie brązowy medal Suzuki 1 Ligi. W 2021 roku wywalczył z Grupą Sierleccy Czarni Słupsk złoty medal w 1 Lidze. Jak wspomina swój pierwszy seniorski medal oraz jak pamięta swój udział na arenach międzynarodowych? Zapraszam do lektury.

Kamil Wróbel: W ostatnim tygodniu przeżyliśmy bardzo piękną chwilę. Jeremy Sochan wybrany w pierwszej rundzie draftu NBA z numerem 9 przez San Antonio Spurs. Jak zareagowałeś na tą wieść?

Mikołaj Kurpisz (Sensation Kotwica Kołobrzeg): Cały czas śledziłem poczynania Jeremiego w NCAA oraz moment, w którym zgłosił się do draftu NBA i jakie ma szansę. W pewnym momencie dostał zaproszenie do Green Roomu. Wiedziałem po przeczytaniu wielu artykułów, że ten, kto dostaje zaproszenie do „zielonego pokoju” NBA Draft zostanie wybrany. Wielkie gratulacje dla niego. Jest to doskonała okazja do promocji koszykówki w Polsce.

K.W.: Marzeniem każdego koszykarza jest gra w najlepszej lidze świata. Gdzieś w Twojej głowie krąży taka myśl, żeby pójść w Jego ślady?

M.K.: Na pewno gdzieś krąży taka myśl, ale skupiam się na tym, co jest przede mną i myślę realistycznie.

K.W.: Ubiegły sezon w Twoim wykonaniu solidny. Wywalczyłeś wraz z Sensation Kotwicą Kołobrzeg brązowy medal. Jednak niedosyt pozostał po półfinałowej serii z Górnikiem…

M.K.: Niedosyt pozostał. Nie przejmowaliśmy się tym, że po pierwszych dwóch meczach rozegranych w Wałbrzychu przegrywaliśmy 0:2. Koncentrowaliśmy się na każdym kolejnym starciu i wywalczyliśmy kolejne dwie wygrane u siebie. Niestety przed ostatnim decydującym pojedynkiem mieliśmy bardzo dużo minut w nogach, ale dawaliśmy z siebie wszystko. Niewiele brakowało, abyśmy to my cieszyli się z awansu do finału.

K.W.: Komentatorzy zgodnie podkreślili, że Wasza seria z Górnikiem była najlepszą serią półfinałową jaką kiedykolwiek widzieliśmy na pierwszoligowych parkietach. Jak oceniasz poziom rozgrywek pierwszoligowych, które miesiąc temu dobiegły końca?

M.K.: Myślę, że z każdym rokiem liga idzie poziom wyżej i jest jeszcze silniejsza. Coraz więcej jest klubów oraz nowych zawodników, którzy chcą się bić o najwyższe cele.

K.W.: Jesteś pierwszym koszykarzem, który przedłużył kontrakt z Sensation Kotwicą Kołobrzeg. Czy po tym sezonie miałeś inne propozycje od pozostałych klubów?

M.K.: Miałem propozycje z innych klubów, ale ostatecznie wybrałem Kotwicę ze względu na stabilność, zawodników oraz trenera i całą otoczkę. I cele, jakie mamy zaplanowane na przyszły sezon.

K.W.: Udało Wam się stworzyć wspaniałą atmosferę wokół drużyny. Zatem jakie najbliższe cele stawiasz sobie w przyszłym sezonie?

M.K.: Mam parę elementów, które muszę poprawić indywidualnie. Jednak na pierwszym miejscu stawiam sobie dobro drużyny i chce jej pomóc na tyle, ile mogę, a także dać więcej niż w poprzednim sezonie, abyśmy osiągnęli jak najwięcej w nadchodzącym sezonie. Nie chce wybiegać w przyszłość, bo każdy mecz jest ważny, ale będziemy się bić o najwyższe cele.

K.W.: Spory sukces osiągnąłeś w sezonie 2020/2021 dokładając małą cegiełkę do złotego medalu w 1.Lidze dla Grupy Sierleccy Czarni Słupsk, którzy wygrali decydujące starcie o dziwo z Górnikiem Wałbrzych. Wracasz ze sporym sentymentem do złotego medalu?

M.K.: Tak, wracam. To było super przeżycie mieć pierwszy medal w seniorskiej koszykówce – i to w dodatku złoty. Mieliśmy super drużynę zarówno na boisku jak i poza nią. Brakowało nam tylko jednego elementu – kibiców w hali Gryfia.

K.W.: Na boisku potrafisz doskonale grać jednego na jednego z rywalem, a także zaskoczyć solidną trójką. Natomiast jaki na co dzień jest Mikołaj Kurpisz?

M.K.: Myślę, że spokojny między treningami lubię zrobić sobie drzemkę, obejrzeć jakiś film/serial pójść na spacer. Lubię też gotować i również pójść do restauracji i spróbować czegoś nowego. A gdy jest wolny dzień fajnie go spędzić aktywnie.

K.W.: Masz swoje ulubione miejsce, do którego od czasu do czasu wracasz odpoczywając od koszykarskiej codzienności?

M.K.: Po sezonie wszędzie mi jest dobrze. W trakcie sezonu mieliśmy parę miejsc wraz z moim przyjacielem drużynowym i zawsze szukaliśmy nowych miejsc, aby trochę odpocząć.

K.W.: Mógłbyś zdradzić, które poleciłbyś z wielkim przekonaniem na odpoczynek…

M.K.: Jeśli chodzi o Kołobrzeg to plaża w każdym miejscu byle tylko przy morzu (śmiech).

K.W.: Z którym z zawodników masz bardzo dobre relacje?

M.K.: Ze wszystkimi mam bardzo dobre relacje, ale najwięcej czasu spędzam z Witalijem Kowalenko.

K.W.: Witalij jest ogranym zawodnikiem na parkietach Energa Basket Ligi tak samo jak i Ty. Wymieniacie się czasami swoimi spostrzeżeniami, poradami?

M.K.: Zarówno na meczu, jak i w szatni zawsze ze sobą rozmawiamy i doradzamy sobie, co możemy zrobić lepiej. Jeśli coś jest nie tak, nie szczędzimy sobie słów.

K.W.: Wróćmy na moment do Twoich początków. Dlaczego koszykówka?

M.K.: Na początku mojej przygody uczęszczałem na treningi piłki nożnej w moim rodzinnym mieście Opalenica. Po kilku tygodniach trener z opalenickiego Basket Teamu zaprosił mnie na trening koszykówki. Bardzo mi się spodobały i tak już zostało. Moja rodzina jest mocno związana z koszykówką, moje siostry zaczynały od koszykówki, także kuzyni oraz reszta znajomych z Opalenicy. Bardzo się cieszę z tego, gdzie teraz jestem. Zawdzięczam przede wszystkim mojej rodzinie oraz znajomym. Dużo znajomych z Opalenicy gra teraz w różnych klubach i ligach w Polsce.

K.W.: Czyli innymi słowy w rodzinie nie brakuje tematów koszykarskich…

M.K.: Nie brakuje. Można powiedzieć, że wszyscy żyją koszykówką.

K.W.: Jak wspominasz swoje pierwsze treningi w klubie z Opalenicy pod okiem trenera Aleksandra Ziobry?

M.K.: Bardzo dobrze wspominam. Dużo się nauczyłem na jego pierwszych treningach, a to pomogło mi zrobić kolejne kroki. Treningi jak i obozy przed sezonowe były wymagające, a głównym tematem treningów na hali jak i w terenie było bieganie. Po dłuższym czasie przyniosło to pozytywne efekty, wygrywaliśmy bardzo dużo meczów, a także turniejów.

K.W.: Pierwszy krążek zdobyłeś podczas Mistrzostw Polski do lat 16, które odbywały się w Twojej miejscowości. W meczu o najniższy stopień podium pokonaliście MKS Smyk Prudnik. W perspektywy czasu był to dla Ciebie satysfakcjonujący rezultat?

M.K.: Zdecydowanie. Był to dla mnie pierwszy medal na szczeblu centralnym i był dla mnie bardzo satysfakcjonujący.

K.W.: Po jakimś czasie dostajesz telefon, w którym otwierają się drzwi do młodzieżowej kadry narodowej U-16. Twoja pierwsza reakcja na ten telefon…

M.K.: Byłem w szoku. Bardzo się ucieszyłem, że dostałem taką szansę, aby zagrać i sprawdzić się na arenie międzynarodowej. Uważam, że sprawdzenie się na tle innych zawodników z różnych zakątków świata też bardzo dużo mi dało. Bardzo dobrze wspominam czasy, gdzie parę lat później udało mi się osiągnąć sukces, awansując do dywizji A z kadrą U20 prowadzona przez trenera Przemysława Frasunkiewicza

K.W.: Jaka wg Ciebie jest różnica między graniem w klubowych rozgrywkach, a reprezentowaniem kraju na arenie międzynarodowej?

M.K.: Myślę, że w klubowych rozgrywkach jest normalne życie – treningi, czas wolny ma się dla siebie, można również odpocząć trochę od siebie. Natomiast na arenie międzynarodowej można by rzec, że jest się ze sobą dzień w dzień 24/7 i jest ten czas wolny, ale większość poświęca go na treningi i skupia na tym, aby osiągnąć jak najlepszy wynik. Nie mówię, że tak też nie jest w klubowych rozgrywkach.

K.W.: W wieku 17 lat prócz grania na młodzieżowym szczeblu centralnym zacząłeś pomału pojawiać się już w 1 Lidze. Łatwo było pogodzić grę w młodzieżowych rozgrywkach z ligową grą o punkty, a do tego wszystkiego jeszcze naukę? Dla wielu jest to potrójne combo…

M.K.: Było bardzo ciężko. Czasami zdarzało się tak, że kończyliśmy półfinały Mistrzostw Polski U-18 w niedzielę, po czym trzeba było jechać od razu na mecz, który był zaplanowany w poniedziałek w 1 lidze i grać o punkty. Jednak z drugiej strony myślę, że tyle lat grania dało mi większe doświadczenie na pierwszoligowej arenie. Gdy zacząłem grać w 1 lidze ze starszymi kolegami było mi znacznie łatwiej w młodzieżowych rozgrywkach, ponieważ miałem styczność ze starszymi, silniejszymi i bardziej doświadczonymi zawodnikami.

K.W.: Po wielu latach sukcesów z Biofarmem Basket Poznań zarówno w młodzieżowych rozgrywkach jak i 1 Lidze „pukają” włodarze sopockiego klubu oznajmując, że chcą Cię zobaczyć w pierwszym składzie Trefla. Moment wręcz bardzo dobry na otworzenie sobie furtki na grę w EBL.

M.K.: Kiedy usłyszałem tą propozycję ani chwili się nie zastanawiałem. Bardzo się cieszę, że trafiłem do sopockiego zespołu. Miałem wszystko, czego potrzebowałem.

K.W.: Jakie lekcje wyciągnąłeś z debiutanckiego sezonu w Energa Basket Lidze?

M.K.: Przede wszystkim pracę na siłowni oraz nad techniką indywidualną. Przez to, że jestem dosyć wysoki zawodnikiem, „biłem się” w sportowym słowa znaczeniu z większymi zawodnikami pod koszem. Było to dla mnie nie lada wyzwanie, aby z nimi walczyć.

K.W.: Mikołaj Kurpisz za 2-3 lata będzie…?

M.K.: Tym samym człowiekiem z większym doświadczeniem. W miejscu, które będzie najlepsze na dany moment.

K.W.: Czego sobie oraz kołobrzeskiemu zespołowi życzysz na przyszły sezon ligowy?

M.K.: Życzę jak najwięcej wygranych oraz zdrowia.

K.W.: Bardzo dziękuję za rozmowę.

M.K.: Dziękuję.

fot. Sensation Kotwica Kołobrzeg

KW