Pierwszym przeciwnikiem reprezentacji Polski na EuroBaskecie 2025 była Słowenia, której liderem jest Luka Dončić. Ostatnie spotkanie z tym rywalem polscy kibice wspominają szczególnie dobrze – w 2022 roku Biało-Czerwoni sensacyjnie pokonali Słoweńców w ćwierćfinale mistrzostw Europy i awansowali do półfinału turnieju.
Pierwsza połowa meczu Polska – Słowenia
Spotkanie Polaków ze Słowenią na EuroBaskecie 2025 rozpoczęło się w następujących składach: Andrzej Pluta, Jordan Loyd, Mateusz Ponitka, Michał Sokołowski oraz Aleksander Balcerowski po stronie biało-czerwonych, natomiast u rywali od pierwszych minut wystąpili Luka Dončić, Klemen Prepelic, Rok Radović, Gregor Horvat i Alen Omić.
Polacy dobrze weszli w mecz – po akcji Sokołowskiego objęli prowadzenie 2:0, jednak szybko odpowiedział Dončić. W początkowych minutach na wyróżnienie zasługiwał Mateusz Ponitka, który trafił dwa razy z dystansu i odważnie podejmował rywalizację z gwiazdorem NBA. Po drugiej stronie Dončić nie tylko zdobywał punkty, ale również skutecznie pracował w obronie, notując dwie efektowne bloki. W ofensywie reprezentacja Polski dobrze wykorzystywała błędy rywali, punktując spod kosza, a ciężar organizacji gry brał na siebie Jordan Loyd. Amerykanin z polskim paszportem imponował zarówno w ataku, jak i w defensywie. W końcówce kwarty najpierw trafił z dystansu, a chwilę później rzut z półdystansu równo z syreną dołożył Kamil Łączyński. Dzięki temu Polacy prowadzili po pierwszych dziesięciu minutach 29:25.

Drugą kwartę Słoweńcy rozpoczęli bez Dončicia, ale szybko trafili zza łuku. Polacy długo szukali pierwszych punktów w tej części spotkania – dopiero po ponad dwóch minutach na linii rzutów wolnych skuteczny okazał się Ponitka. Nasza drużyna miała problemy w walce na tablicach, zwłaszcza po zbiórkach ofensywnych rywali, jednak świetnie dysponowany był Jordan Loyd, który utrzymywał Polskę na prowadzeniu. W pewnym momencie przewaga wzrosła do siedmiu punktów (37:30), co zmusiło trenera Aleksandra Sekulića do przerwy na żądanie.
Po powrocie na parkiet Słoweńcy zaczęli odrabiać straty. Krótkie zejście Ponitki i Loyda osłabiło ofensywę Polaków i przeciwnicy zbliżyli się na dwa punkty. W końcówce połowy wyróżniał się Michał Sokołowski, który dobrze krył Dončicia, choć nawet jego wysiłki nie były w stanie całkowicie zatrzymać lidera Los Angeles Lakers. Podobnie jak w pierwszej kwarcie, równo z syreną punkty zdobył Kamil Łączyński – tym razem po efektownym wejściu pod kosz. Ostatecznie Polacy schodzili do szatni z minimalną przewagą 47:46.

Świetnie w drugą połowę wszedł Michał Sokołowski, trafiając zza łuku. Już w pierwszych minutach tej części gry Słoweńcy złapali trzy przewinienia, co Igor Miličić starał się wykorzystać. Po dwóch skutecznych akcjach indywidualnych Andrzeja Pluty nasza kadra wyszła na najwyższe w meczu, siedmiopunktowe prowadzenie.
Po stronie rywali narastała nerwowość – w krótkim odstępie czasu otrzymali dwa przewinienia techniczne: najpierw Luka Dončić, który dyskutował z sędziami po swojej nieudanej akcji, a chwilę później cała ławka trenerska Słowenii. Po kolejnych udanych akcjach Polaków trener Aleksander Sekulić poprosił o przerwę na żądanie, próbując uspokoić atmosferę.
Tymczasem Pluta kontynuował świetną grę, regularnie trafiając zza łuku i powiększając przewagę, a reszta zespołu grała z ogromną pewnością siebie. Co istotne, nawet przy nieobecności Jordana Loyda na parkiecie, Polacy radzili sobie znakomicie. Dončić wyraźnie oszczędzał siły w obronie, co nasi zawodnicy umiejętnie wykorzystywali, wymuszając faule i zamieniając je na punkty z linii rzutów wolnych.
Im bliżej końca kwarty, tym Polacy grali coraz swobodniej, napędzając się dobrą defensywą i skuteczną grą w ataku. Kapitalnie tę część spotkania zamknął Pluta – trafił efektowną trójkę prosto w twarz Dončicia. Po 30 minutach prowadziliśmy ze Słowenią 80:69.

Ostatnią część spotkania rozpoczęliśmy od próby podwajania Dončicia. Gwiazdor Słowenii świetnie jednak wychodził z takich sytuacji, znajdując wolnych kolegów. Nasi rywale grali bez nominalnego środkowego, obniżając skład, co miało dać im więcej mobilności.
Polacy w tym fragmencie gry mieli kłopoty z faulami, ale trener Miličić korzystał z szerokiej rotacji. Podobnie Słoweńcy – a na niespełna 8 minut przed końcem boisko musiał opuścić z powodu piątego przewinienia Rok Radović. Chwilę później, po trójce Ponitki, doszło do spięcia na parkiecie. Nerwowe starcie wymagało interwencji sędziów, którzy ostatecznie przyznali faul niesportowy jednemu z graczy Słowenii.
Na 6 minut przed końcem Igor Miličić poprosił o czas po celnym rzucie zza łuku Dončicia. Wrócili wtedy na boisko Sokołowski, Loyd i Balcerowski, wszyscy z czterema przewinieniami. Niestety, chwilę później Sokołowski opuścił boisko po przekroczeniu limitu fauli. Waleczny Balcerowski zdobył punkty po zbiórce w ataku, jednocześnie wymuszając faul niesportowy, jednak sam po tej akcji doznał urazu i musiał zejść z parkietu.
Ciężar gry wzięli na siebie Ponitka i Loyd, którzy utrzymywali bezpieczne prowadzenie. Trener Sekulić próbował reagować przerwą na 4 minuty przed końcem, ale Polacy zachowali zimną krew. Kolejnym zawodnikiem, który opuścił boisko z powodu fauli, był Dominik Olejniczak.
W decydujących momentach błyszczał Jordan Loyd – na 80 sekund przed końcem trafił trudny rzut z odchylenia, a chwilę później dołożył kluczową trójkę, definitywnie zamykając spotkanie.
Słowenia 95 – 105 Polska
Punktowali: Loyd 32, Ponitka 23, Pluta 15, Balcerowski 11, Sokołowski 8, Żołnierewicz 6, Gielo 4,
Łączyński 4, Olejniczak 2, Michalak 0. Nie zagrał: Szymon Zapała

