Rasta Vechta za mocna. BCL jednak nie dla Dzików.

Przed Dzikami stała wielka szansa. Klub z Warszawy przeszedł przez kolejne rundy kwalifikacji, aby znaleźć się w koszykarskiej Lidze Mistrzów, lecz do osiągnięcia celu pozostał im już tylko jeden krok – pokonanie w wielkim finale kwalifikacji niemieckiej Rasty Vechta. Niestety, mimo walki do samego końca, Warszawianie musieli uznać wyższość rywali. Dziki zagrają zatem w FIBA Europe Cup.


Dziki Warszawa 82 : 93 Rasta Vechta

Spotkanie rozpoczęło się od punktów Zane’a Watermana, a kolejne 4 punkty po stronie drużyny z Polski dołożyli Ashton i Krasuski. Przeciwnicy nie byli jednak bezradni i w tym czasie zdobyli 5 oczek. Po dwóch minutach tej kwarty Vechta prowadziła 7:6, lecz wówczas po zbiórce w obronie świetnie zachował się Michał Krasuski, który wymusił przewinienie niesportowe. Z dwóch rzutów wolnych wykorzystał oba i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie.

Na parkiecie od początku wyróżniał się Waterman, który brał na siebie rzuty, choć nie zawsze trafiał, ale dawał też sporo energii i jakości w obronie. Warszawianie prezentowali świetną defensywę, która uniemożliwiała rywalom zdobywanie punktów, z kolei sami świetnie radzili sobie w ofensywie. Pokazał to Austin Luke, który trafił zza łuku, wyprowadzając swoją drużynę na 8-punktowe prowadzenie. Vechta w końcu przełamała swoją niemoc po wjeździe na kosz, zdobywając punkty po blisko 5 minutach bez trafienia. Przez większość czasu Niemcy mieli jednak problem ze skutecznością, nawet z czystych pozycji. Mimo tych problemów końcówka kwarty należała do Niemców, którzy trafiając zza łuku na 26 sekund do końca, zniwelowali straty do zaledwie 3 oczek. Po 10 minutach na prowadzeniu wciąż były jednak Dziki, prowadząc 19:16.

Drugą kwartę od wejścia na kosz rozpoczął Łukasz Frąckiewicz, który był faulowany, a z tego przewinienia zrodziły się rzuty wolne. Tam „Frącek” trafił jeden raz. Niemcy zmienili obronę i byli bliżej zawodników Dzików, co momentami sprawiało im problemy. Martwić mogła przede wszystkim skuteczność Girarda, który po pierwszej kwarcie był bez punktów i miał na koncie pięć niecelnych rzutów. Po dwóch minutach tej kwarty efektowną kontrą popisał się grający z numerem 11 Matt Lewis, który kończąc akcję 2+1, wyprowadził Rastę na prowadzenie. Od tamtej pory to jednak podopieczni Marco Legovicha ponownie przejęli kontrolę nad meczem i serią 9:0 powrócili na prowadzenie, a wówczas o time-out poprosił trener przeciwników.

Po przerwie na żądanie oglądaliśmy wyrównane zawody, a żadna z drużyn nie potrafiła wyraźnie zaznaczyć swojej przewagi. Przypomniał o sobie natomiast Girard, przełamując swoją złą passę. Po raz kolejny jednak Vechta w końcówce trafiła trójkę i zmniejszyła straty. Podobnie było w pierwszej kwarcie, lecz tym razem na 28 sekund przed końcem o przerwę na żądanie poprosił Marco Legovich.

Ostatniej akcji, mimo jej rozrysowania, nie udało się jednak skutecznie wykonać i po pierwszej połowie Dziki prowadziły 43:40.

Drugą połowę Niemcy rozpoczęli tak, jak skończyli poprzednią, czyli od celnej trójki, która wyrównała stan meczu. Na tę akcję jednak niemalże natychmiast odpowiedział dobrym wejściem pod obręcz Makai Ashton. Gdy jednak Warszawianie pogubili się w obronie, wykorzystał to Justin Edler-Davis, trafiając zza linii 6,75 m, a po chwili prowadzenie Rasty podwyższył Armaan Franklin. Vechta prowadziła 48:45.

Dziki dość szybko odrobiły straty. Najpierw ich środkowy Osun trafił jeden rzut wolny, a po chwili Joseph Girard wykorzystał wolną przestrzeń po step-backu i trafił z półdystansu. Przeciwnicy nie dawali jednak za wygraną i ponownie Edler-Davis trafił za 3. Z ulgą mogli jednak w końcu odetchnąć kibice Dzików, bo przebudził się Joseph Girard i dołożył celną trójkę, nieco uspokajając sytuację. W grze drużyny prowadzonej przez Marco Legovicha z czasem pojawiły się podstawowe błędy, które zawodnicy wielokrotnie powtarzali. Widać było po nich zmęczenie, a proste błędy wykorzystywali rywale, wychodząc na 6-punktowe prowadzenie. Na 2 minuty do końca tej kwarty wynosiło ono już 8 „oczek”, a time-out wziął wówczas włoski szkoleniowiec. Na 30 sekund do końca kwarty spod kosza trafił Frąckiewicz, niwelując straty do zaledwie 4 oczek. Kwartę po raz trzeci trójką zamknęli jednak Niemcy i to oni prowadzili po tej odsłonie 67:60.

Ostatnia kwarta meczu rozpoczęła się od straty Austina Luke’a, co wykorzystał przeciwnik, kończąc akcję w kontrze „z góry”. Po tamtym wsadzie jednak 4 punkty z rzędu padły łupem Dzików – najpierw trafił Frąckiewicz, a następnie Krzysztof Kempa. 21-latek zresztą w tej kwarcie brał na siebie dużo odpowiedzialności w akcjach ofensywnych, co przynosiło efekty. Podstawowe błędy wciąż jednak gubiły Warszawian. Dodatkowo sędziowie w tym meczu pozwalali grać bardzo fizycznie, co także wykorzystywali zawodnicy Rasty. Po pięciu minutach tej kwarty rywale prowadzili 80:69, a polska drużyna nie miała na to odpowiedzi. Po time-oucie Legovicha jego drużyna zdobyła szybko 4 punkty w szybkim ataku, dając sygnał, że nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa w tym meczu. Na 2 minuty i 30 sekund do końca regulaminowego czasu Vechta prowadziła 82:77. Po powrocie do gry po time-oucie swojego trenera Niemcy świetnie wykorzystali pozycję na półdystansie i powiększyli swoje prowadzenie. Kropkę nad i niemalże postawił Edler-Davis, trafiając zza łuku na 100 sekund do końca.

Dziki nie zdołały już odrobić strat i to Rasta Vechta wygrała ten mecz 93:82. Dziki zagrają zatem w FIBA Europe Cup! Należą im się jednak brawa za walkę!

About Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *