Dziki Warszawa nie pozostawiły żadnych złudzeń w starciu z Energą Treflem Sopot. Goście od pierwszych minut narzucili swoje tempo i całkowicie zdominowali gospodarzy, zwyciężając aż 104:64.
Energa Trefl Sopot 64:104 Dziki Warszawa
Spotkanie w Sopocie rozpoczęło się od sporej nieskuteczności obu drużyn. Impas przełamał faulowany wcześniej Addae Wusu, który wykorzystał swoją fizyczność i trafił jeden rzut wolny. Chwilę później odpowiedział Krzysztof Kempa, kompletując akcję 2+1, a następnie prowadzenie Dzików powiększył trójką Rivaldo Soares. Goście nie zwalniali tempa — po dobrej obronie zza łuku trafił także Landrius Horton.
Warszawianie prezentowali się bardzo solidnie, podczas gdy Trefl sprawiał wrażenie zagubionego i pozbawionego pomysłu na grę. Serię 12:0 przerwał dopiero Paul Scruggs, trafiając dwukrotnie z linii rzutów wolnych, jednak gospodarze wciąż nie mogli zdobyć punktów z gry. Po pięciu minutach trener Mikko Larkas miał dość postawy swojej drużyny przy stanie 3:14 i poprosił o czas. Dopiero po ponad sześciu minutach pierwsze punkty z gry dla Żółto-Czarnych zdobył Szymon Nowicki. Do końca kwarty obraz gry się nie zmienił — Dziki kontrolowały wydarzenia na parkiecie i prowadziły po 10 minutach 25:8.
Drugą kwartę celną trójką otworzył Darnell Edge, a po chwili spod kosza odpowiedział 20-letni Szymon Kiejzik. Sopocianie zaczęli grać skuteczniej w ataku, lecz nadal nie potrafili znaleźć sposobu na nowy nabytek Dzików. Po czterech minutach tej części gry Marco Legovich poprosił o czas, zirytowany utratą koncentracji i prostymi błędami swoich zawodników. Kwarta była bardziej wyrównana, ale nie wpłynęło to na różnicę punktową — do przerwy Dziki prowadziły pewnie 52:32.
Drugą połowę od punktów spod kosza rozpoczął Kempa, a chwilę później akcją 2+1 wynik powiększył Horton. Serię 7:0 przerwał Jakub Schenk, trafiając spod obręczy, a zaraz potem jego wyczyn powtórzył Witliński. Były to jednak jedynie pojedyncze zrywy — świetnie dysponowane Dziki biegały do kontr i konsekwentnie wykorzystywały swoje okazje. Gra Trefla była pełna strat i nieskuteczności, a jedynym zawodnikiem utrzymującym przyzwoity poziom był Schenk. Po 30 minutach goście prowadzili już 74:50.
Ostatnia kwarta rozpoczęła się równie źle dla gospodarzy — Dziki zanotowały serię 7:0 w niespełna trzy minuty. Pierwsze punkty dla Trefla zdobył ponownie Wusu z linii rzutów wolnych, trafiając jednak tylko raz. Do końca spotkania obraz gry nie uległ zmianie i warszawianie przypieczętowali efektowne zwycięstwo 104:64.

