Różnica dwóch klas! Energa Trefl Sopot deklasuje Czarnych Słupsk

Energa Trefl Sopot nie pozostawiła złudzeń rywalom ze Słupska, od pierwszych minut narzucając swoje warunki gry i konsekwentnie budując przewagę. Świetna zespołowa koszykówka, dominacja w defensywie i wysoka skuteczność sprawiły, że spotkanie było rozstrzygnięte na długo przed końcową syreną.

Pierwsza połowa

Początek spotkania był bardzo nerwowy – zarówno gospodarze, jak i goście mieli problemy ze skutecznością. Jako pierwsi na listę strzelców wpisali się jednak przyjezdni, a punkty spod kosza zdobywali kolejno Szymon Tomczak oraz Tim Lambrecht. Czarni od początku prezentowali dobrą energię, a do punktów z gry dwa oczka z linii rzutów wolnych dorzucił Dominik Wilczek. Trefl długo szukał swojego rytmu w ataku i pierwsze punkty zdobył dopiero po trzech minutach gry, kiedy do kosza trafił Kenny Goins, a chwilę później zza łuku odpowiedział Paulius Kacinas.

W zespole gości wyróżniał się Tim Lambrecht, który zdobył 6 z pierwszych 10 punktów swojej drużyny. Z czasem jednak Trefl zaczął wykorzystywać ofensywną niemoc rywali i głównie za sprawą aktywnego Goinsa zniwelował straty, wychodząc nawet na prowadzenie. Przy niespełna dwóch minutach do końca kwarty o czas poprosił Roberts Štelmahers, widząc problemy swojej drużyny z wykończeniem dobrze wypracowanych pozycji. W końcówce obie ekipy wymieniły się celnymi rzutami za trzy punkty, a Czarni dorzucili jeszcze dwa oczka po przechwycie. Po pierwszych dziesięciu minutach, mimo licznych strat gospodarzy, to Żółto-Czarni prowadzili minimalnie 22:21.

Drugą kwartę zdecydowanie lepiej rozpoczęli gospodarze, imponując zarówno skutecznością w ataku, jak i agresywną obroną. Seria 9:0 w wykonaniu podopiecznych Mikko Larkasa zmusiła łotewskiego szkoleniowca Czarnych do szybkiego time-outu. Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie – Trefl kontrolował tempo spotkania, a pod obręczą znakomicie pracował Mikołaj Witliński. Po drugiej stronie parkietu nieustępliwy był Szymon Tomczak, który swoją walecznością starał się utrzymać zespół w grze.

Dodatkowo gospodarze skorzystali z decyzji sędziów, którzy uznali faul na Schenku wychodzącym do kontrataku za niesportowy, co przełożyło się na kolejne punkty. Słupszczanie próbowali odpowiedzieć, jednak seryjnie pudłowali z otwartych pozycji, podczas gdy Trefl grał bardzo prostą, zespołową koszykówkę, choć momentami zawodziła go skuteczność rzutów wolnych. Wyraźnie wygrana druga kwarta (27:12) pozwoliła Żółto-Czarnym zbudować solidną przewagę i zejść do szatni przy prowadzeniu 49:33.

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

Druga połowa

Pierwszą akcję po przerwie mieli goście, jednak Aigarsowi Šķēlemu piłka niefortunnie wykręciła się z obręczy. Zupełnie inaczej było po drugiej stronie parkietu – Paulius Kacinas rozpoczął trzecią kwartę od celnej trójki, a chwilę później Żółto-Czarni dołożyli szybkie cztery punkty po kontratakach, budując już 23-punktowe prowadzenie. Gospodarze nie zamierzali zwalniać tempa i w pełni kontrolowali wydarzenia na parkiecie, potwierdzając swoją wyraźną dominację nad rywalem.

Gra sopocian wyglądała momentami wręcz koncertowo – świetnie dzielili się piłką, co potwierdzała duża liczba asyst. Sytuacja Czarnych była natomiast bardzo trudna – goście seryjnie pudłowali, a trener Roberts Štelmahers zdecydował się dać szansę młodemu Cezaremu Zabrockiemu. Po 30 minutach gry przewaga gospodarzy była ogromna – Trefl prowadził 73:42, wygrywając samą trzecią kwartę aż 24:9.

W ostatniej odsłonie meczu obraz gry nie uległ zmianie. Energa Trefl Sopot bawiła się koszykówką i z łatwością zdobywała kolejne punkty, podczas gdy Czarni Słupsk mimo starań wciąż „wbijali się w mur” defensywy gospodarzy. Pozytywem tego spotkania była z pewnością możliwość gry dla młodych zawodników po obu stronach parkietu. Ostatecznie Trefl odniósł bardzo wysokie i w pełni zasłużone zwycięstwo 97:61.

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

About Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *