Dziki Warszawa oraz Legia Warszawa rozpoczęły ćwierćfinałową batalię w rozgrywkach European North Basketball League. Więcej szczęścia miała warszawska Wataha, pokonując przekonująco Brose Bamberg 95:74. Znacznie gorzej poszło Zielonym Kanonierom, którzy na własnym parkiecie ulegli CSO Voluntari 81:95.
Dziki Warszawa — Brose Bamberg 95:74 Statystyki
Warszawskie zespoły do najważniejszej części sezonu rozgrywek ENBL przystępowały z dorobkiem 6 zwycięstw i 2 porażek, a także podobnej pozycji w swoich grupach (3.miejsce). Na pierwszy ogień poszli zawodnicy Dzików Warszawa, podejmując dziewięciokrotnego mistrza Bundesligi oraz stałego uczestnika Euroligi – Brose Bamberg. W pierwszej połowie ekipa Antona Gavela postawiła gospodarzom dość twarde warunki głównie dzięki udanym próbom Keyshawna Feazell’a, Ronaldowi Segu czy też Filipowi Staniciowi. Mimo wszystko ładnymi wjazdami pod obręcz popisywał się John Fulkerson, a w kluczowych momentach uruchomili swą skuteczność Janari Joesaar, a także Mateusz Szlachetka. Tym sposobem Dziki po pierwszej połowie prowadziły z niemieckim zespołem 43:39.
Po zmianie stron warszawianie wrzucili wyższy bieg, prowadząc po następnych zagraniach Joesaara, Anderssona i Szlachetki jedenastoma punktami. Tą dwucyfrową przewagę zespół Krzysztofa Szablowskiego trzymał do ostatnich fragmentów trzeciej części. W nich część strat odrabiali Filip Stanić, a także Noah Locke, dając po 30 minutach warszawianom zaliczkę sześciu punktów. Dopiero w ostatniej partii stołecznym udało się wykorzystać zmęczenie niemieckiej ekipy, rozpoczynając od serialu 12:2. Później po trójkach Nikoli Radicevicia oraz Denzel Anderssona „zamknęły” mecz. Do rewanżowego pojedynku w Bamberg, Dziki wejdą z 21-punktową zaliczką. Dla miejscowych 19 punktów i 10 zbiórek odnotował Janari Joesaar. W przyjezdnym zespole 16 punktów zaliczył Ronaldo Segu.
Legia Warszawa — CSO Voluntari 81:95 Statystyki
Łatwej przeprawy nie mieli z kolei Zieloni Kanonierzy, którzy zostali pokonani przez rumuński CSO Voluntari. W pierwszej części zawodów głównie dzięki trafieniom Kodiego Justice’a, a także Lee Skinnera przyjezdnym udało się wypracować ośmiopunktową zaliczkę. Nieco lepiej warszawianom szło w drugiej części, gdy za odrabianie zaległości zabrali się Kameron McGusty oraz Andrzej Pluta. Przez jakiś czas Rumunom udało się utrzymywać kilkupunktową zaliczkę po kolejnych udanych próbach Justice’a, Caffey oraz Olaha. Ostatecznie dzięki następnym siedmiu punktom McGusty’ego oraz trójce Grudzińskiego, Legia remisowała po 20 minutach z CSO 45:45.
Kluczowa okazała się trzecia kwarta, w której ponownie solidnie spisywał się duet Skinner-Justice. Straty starał się nadrabiać Pluta przy wsparciu Vucicia i McGusty’ego, lecz to było zdecydowanie za mało. Rumuński zespół po tej części prowadził dziesięcioma punktami. Niewiele zmieniło się również w ostatniej części, gdy goście także dyktowali w niej warunki. Wprawdzie legionistom po punktach McGustego dojść na sześć punktów do rywali, to przyjezdni reagowali łatwymi wejściami pod obręcz Sullivana, Caffey’a i Justice’a. Ostatecznie CSO Voluntari zwyciężyło 95:81 i tym samym są bliżej gry w finałowej czwórce. Dla gości 21 punktów rzucił Kodi Justice. W stołecznym zespole brylował Kameron McGusty, autor 28 punktów, 5 asyst i 4 zbiórek.
fot. Tomasz Markowski
Red.
