Emocjonująca końcówka i walka do ostatnich sekund nie wystarczyły Czarnym, by przerwać serię porażek. Górnik zachował więcej zimnej krwi w decydujących momentach i wywiózł ze Słupska cenne zwycięstwo.
Pierwsza połowa
Pierwsza akcja spotkania od razu przyniosła punkty, a na listę strzelców wpisał się Szymon Tomczak. Wałbrzyszanie rozpoczęli mecz dość chaotycznie w ofensywie, jednak po dwóch nieudanych próbach zza łuku trafił Marc Garcia. W grze gospodarzy od początku było jednak widać dużą determinację i chęć przełamania serii siedmiu porażek z rzędu. Oprócz punktów spod kosza, trójkę dołożył Jordan Duffy, wykorzystując błędy w obronie rywali. Na jego trafienie szybko odpowiedział Marc Garcia, lecz chwilę później Duffy ponownie dał o sobie znać, trafiając zza łuku z faulem i kompletując akcję 3+1.
Dobrą grą przyjezdni zdołali szybko zniwelować straty z siedmiu do zaledwie jednego punktu. Rozkręcili się w ataku, a Czarni mieli spore problemy w defensywie, szczególnie na własnej tablicy, co skrzętnie wykorzystywali rywale. Skuteczna ofensywa podopiecznych Robertsa Stelmahersa sprawiła, że po siedmiu minutach gry prowadzili oni już dziewięcioma punktami. Ostatecznie kwartę punktami zamknął Carter i po 10 minutach gospodarze prowadzili 29–19.
Biało-Niebiescy, zdeterminowani, by odrobić straty, dobrze weszli w drugą kwartę, jednak wciąż nie potrafili zatrzymać skutecznej gry ofensywnej słupszczan, a dodatkowo mieli problemy na linii rzutów wolnych. Im dalej w kwartę, tym obraz gry pozostawał podobny, podopieczni Andrzeja Adamka gonili rywali, lecz po zdobytych punktach często popełniali proste błędy w obronie, które Czarni bezlitośnie wykorzystywali.
Po dobrym fragmencie w wykonaniu Cabbila, który popisał się dużym sprytem, Górnik zbliżył się na cztery punkty, co skłoniło Robertsa Stelmahersa do wzięcia pierwszego w meczu time-outu. Po przerwie od razu trójką popisał się Dominik Wilczek. Duet Cabbil–Garcia prezentował się jednak znakomicie i utrzymywał gospodarzy w grze. Po pięciu punktach zdobytych przez tę dwójkę łotewski trener Czarnych po raz drugi z rzędu poprosił o przerwę na żądanie.
Dużym sprytem imponował także Tauras Jogėla, dzięki któremu jego zespół wyrównał stan meczu na 100 sekund przed końcem pierwszej połowy. Po celnym rzucie Cabbila Górnik wyszedł nawet na prowadzenie, notując serię 9–1. Na niespełna osiem sekund przed końcem połowy, po dwóch celnych rzutach wolnych Penna, o czas poprosił Andrzej Adamek, chcąc rozrysować ostatnią akcję. Została ona rozegrana w dobrym tempie, lecz zabrakło skutecznego wykończenia. Ostatecznie po 20 minutach gry na prowadzeniu byli słupszczanie – 50–48.

Druga połowa
Po przerwie obraz gry był zupełnie inny niż w pierwszej połowie. Gospodarze rozpoczęli niemrawo, a w pierwszej akcji nie trafił Szymon Tomczak. Zresztą oba zespoły długo szukały rytmu, bo pierwsze punkty po wznowieniu gry padły dopiero po niemal dwóch minutach, gdy Tomczak wykorzystał rzuty wolne. Przez kolejne fragmenty oglądaliśmy wyrównane spotkanie, ale z dużą liczbą przewinień i przestojów w ataku. Z czasem tempo wyraźnie spadło, a skuteczność po obu stronach pozostawiała wiele do życzenia.
Na ten marazm zareagował Roberts Stelmahers, prosząc o przerwę na żądanie. Obie drużyny miały problemy z selekcją rzutową i egzekucją, aż w końcu ciężar gry wziął na siebie Ike Smith, będąc widocznym zarówno w ataku, jak i w obronie. Ostatnie słowo w tej kwarcie należało jednak do Penna, który trafił zza linii 6,75. Po 30 minutach Czarni prowadzili 65–63.
Ostatnią kwartę od wyrównania rozpoczął Smith, który wykorzystał dwa rzuty wolne, a chwilę później to samo uczynił Barret Benson, dając Górnikowi prowadzenie. Mimo dobrych momentów gospodarzy, w tym Tomczaka i Šķēle, po czterech minutach gry na prowadzeniu 74–70 byli przyjezdni po punktach Garcii i Smitha, co zmusiło Stelmahersa do kolejnego time-outu. Nerwowość rosła, a błędy zaczęły pojawiać się po obu stronach parkietu. Dzięki punktom Dominika Wilczka gospodarze pozostawali jednak w grze, tracąc zaledwie dwa punkty.
Sytuację Czarnych dodatkowo skomplikowało wyfaulowanie się Cabbila, który w drugiej połowie popełnił kilka niepotrzebnych przewinień. Na dwie minuty przed końcem trójkę trafił Ivory, dając gospodarzom nadzieję, lecz szybko odpowiedział Smith skutecznym wykończeniem akcji. Chwilę później parkiet musieli opuścić także Aigars Šķēle oraz Barret Benson. Emocji nie brakowało do samego końca, a Jorden Duffy trafił trójkę na remis na 46 sekund przed syreną.
Po przerwie na żądanie Andrzeja Adamka Górnicy dość zaskakująco rozpoczęli akcję z własnej połowy. Faul wymusił Andersson, który wykorzystał oba rzuty wolne, a przewinienie popełnił Penn, dla którego był to piąty faul. Kolejna akcja Czarnych zakończyła się niepowodzeniem, co wykorzystał Garcia, trafiając dwa razy z linii. Słupszczanie stracili przy tym Cartera. Na 14,6 sekundy przed końcem przyjezdni prowadzili 90–86. Gospodarze mieli jeszcze piłkę, lecz Wilczek nie wykorzystał kluczowego rzutu wolnego, a chwilę później Czarni popełnili stratę i musieli faulować. Andersson dołożył jeszcze jeden punkt, a po drugiej stronie faulowany był Ivory. Ostatecznie Biało-Niebiescy wygrali 92–88, a dla Słupska była to ósma ligowa porażka z rzędu.

