26 września 2022

Projekt Kosz

TWOJE ŹRÓDŁO KOSZYKÓWKI

Dziki ogrywają Kotwicę, Ofensywny mecz dla Sokoła

Początek marca zwiastuje miesiąc ostatecznych rozstrzygnięć na pierwszoligowych boiskach. W sobotę zobaczyliśmy siedem spotkań, gdzie m.in. Sokół oraz Górnicy dopisali sobie po kolejnej wiktorii. Serię pięciu porażek z rzędu przerwali Trójkolorowi, pokonując pruszkowski Znicz. W środkowej strefie robi się bardzo interesująco. Po zwycięstwach: rezerw Startu w Koszalinie, warszawskich Dzików w Kołobrzegu czy domowym WKK z Decką wiele zespołów walczy o play-offy. Kto bliżej jest na tej drodze?

MKKS Żak Koszalin AZS UMCS Start II Lublin 68:81 STATYSTYKI

Jeszcze nie tak dawno, bo pod koniec maja ubiegłego roku zespoły walczyły o prymat w 2 Lidze. Tym razem zarówno koszalinianie i lublinianie pojedynkowali się o cenną wiktorię. Dla zawodników z Koziego Grodu zwycięstwo mocno przybliżyło do gry o najważniejszą część sezonu. Dla koszalinian triumf zabezpieczyłby miejsce na przyszły sezon na zapleczu ekstraklasy.

Rywalizacja rozpoczęła się od spokojnej gry kosz za kosz oraz zmiany prowadzenia z jednej strony na drugą. Lublinianom udało się choć na moment uzyskać 4-punktową zaliczkę (trójka Wąsowicza i 2/2 z wolnych Gospodarka), lecz ta została szybko nadrobiona przez gospodarzy po punktach Harrisa. Do końca tej części było nadzwyczaj równo. Premierową odsłonę wygrali goście po punktach Stopierzyńskiego i Ciechocińskiego (20:23). Drugą dziesiątkę przyjezdni otworzyli od siedmiu punktów z rzędu, lecz parę minut później koszalinianie odpowiedzieli runem 12:2. Po celnych koszach Dłoniaka i Prycia był remis (32:32). Graczom z Lubelszczyzny jeszcze raz udało się uciec na parę punktów za sprawą duetu Myśliwiec-Gospodarek. W taki sposób akademicy z Lublina prowadzili po 20 minutach gry z Żakiem 46:40.

Po przerwie obie ekipy rozpoczęły trzecią kwartę od nieskutecznych rzutów z gry, lecz lublinianie punktowali z rzutów wolnych. Po koszach Myśliwca i Ciechocińskiego przewaga lublinian urosła do pułapu 14 „oczek” (41:55). Koszalinianie tą odsłonę zagrali fatalnie pod względem nietrafnych decyzji w ataku. Lublinianie wprawdzie również nie błyszczeli w ofensywie to potrafili znaleźć wolne miejsce dla kolegi i oddać celną próbę. Punkty Adama Myśliwca na początku czwartej kwarty przesądziły o losach rywalizacji. Koszykarze Żaka w ostatniej kwarcie jedynie mogli zmniejszyć rozmiar klęski.

Najwięcej punktów dla rezerw Startu zdobył Adam Myśliwiec – 18 punktów i 10 zbiórek. Bartosz Ciechociński dołożył 16 „oczek”. Z kolei dla koszalińskiego Żaka 16 punktów trafił Jakub Dłoniak, 14 „oczek” dodał Wiktor Sewioł, a Darrell Harris skończył zawody z 13 (punktami oraz zbiórkami).

Górnik Trans.eu Wałbrzych Księżak Łowicz 85:78 STATYSTYKI

Pojedynek z dwóch różnych stron w pierwszoligowej tabeli. Górnicy walczą o jak najwyższą pozycję przed rozstawieniem w najważniejszej części sezonu, a Księżak walczy o pozostanie na zapleczu.

Wałbrzyszanie otworzyli rywalizację od m.in. trafień Marcina Dymały i Damiana Cechniaka (8:2). Wówczas łowiczanie zdołali doprowadzić do wyrównania dzięki dobrym zagraniom Michała Jankowskiego. Po akcji 2+1 goście wyszli na przód (11:12). Do końca premierowej kwarty prowadzenie jeszcze cztery razy zmieniło swe położenie. Trzypunktowa próba Huberta Kruszczyńskiego dała po tej części remis (21:21). W następnej części wałbrzyszanom parokrotnie udawało się zdobyć minimalną przewagę, lecz za każdym razem została zniwelowana przez zawodników Księżaka. Rywalizacja toczyła się w dość niezłym tempie. Akcja 2+ w wykonaniu Damiana Cechniaka zakończyła pierwszą połowę pojedynku. Górnik miał 4-punktowy zapas nad Księżakiem (40:36).

Po przerwie łowiczanie zbliżyli się na moment do Górnika, gdy spod kosza trafiali Robak oraz Krzywdziński (44:43). W następnych akcjach miejscowi odpowiedzieli skutecznymi rzutami Huberta Pabiana oraz Damiana Durskiego. Po kolejnym 2+1 Pabiana i punktach z pomalowanego pola Niedźwiedzkiego przewaga miejscowych wzrosła do 17 punktów (67:50). Księżakowi pod koniec trzeciej dyszki udało się odrobić parę „oczek”. Na początku czwartej części Maksymilian Motel zdobył punkty spod trumny, co pozwoliło zmniejszyć straty do ośmiu punktów (67:59). Za chwilę obydwie ekipy seryjnie zdobywały punkty – Górnik 5, Księżak 6. Rywalizacja niemal do ostatnich sekund była emocjonująca. Po rzutach wolnych wykorzystanych przez Staniosa oraz punktach Dawdo i Jankowskiego przewaga Górnika stopniała do pięciu punktów (81:76). W ważnym crunch-time zapunktował Dymała, dając zwycięstwo dla gospodarzy 85:78.

Hubert Pabian skończył mecz na 25 punktach i 7 zbiórkach. 16 „oczek” dodał Damian Durski, a Piotr Niedźwiedzki zaliczył double-double (11 punktów i 11 zbiórek). Dla łowiczan 16 punktów i 8 zbiórek zdobył Michał Jankowski. 13 punktów i 8 zbiórek dopisał Piotr Robak.

Rawlplug Sokół Łańcut TBS Śląsk II Wrocław 109:102 STATYSTYKI

Znakomity festiwal w ataku obejrzeli widzowie w Łańcucie. Szkoleniowiec łańcuckiej drużyny, Dariusz Kaszowski miał do dyspozycji szerszą ławkę w przeciwieństwie do wrocławskiego szkoleniowca. Koszykarze z Dolnego Śląska walczyli na całego w ósemkę, a kończyli w trójkę przez wzgląd na spaście za pięć fauli m.in.: Marchewki, Leńczuka, Walskiego czy Zagórskiego.

Na starcie mieliśmy równorzędny pojedynek, po czym po trafieniach Filipa Struskiego to miejscowi osiągneli kilkupunktowe prowadzenie (14:8). Wrocławianie próbowali dotrzymywać kroku gospodarzom za sprawą punktów spod obręczy, lecz do punktującego Struskiego dołączyli później Lis, Wrona oraz Załucki. Dzięki ich „oczkom” Sokoły wygrywali pierwszą odsłonę 28:19. W następnej kwarcie gospodarze systematycznie powiększali prowadzenie. Po dwóch trójkach Struskiego było 43:27. Druga połowa tej części należała do przyjezdnych, którzy zdołali zrobić serię 10:1. W ten sposób odrobili większą część strat, co skutkowało po pierwszej połowie 6-punktowym prowadzeniem dla Sokoła (44:38).

Po przerwie zespoły postawiły mocniej na ofensywę, co podniosło rangę widowiska. Skutecznie grali Marcin Nowakowski, Mateusz Szczypiński oraz Mateusz Bręk. Przewaga zawodników w żółtych strojach wzrosła do siedemnastu „oczek” (65:48). Goście zaczęli mozolnie nadrabiać zaległości, trafiając punkty na różne sposoby. Jednak ciągle na wyraźnym prowadzeniu był Sokół po półgodzinnym meczu (80:66). Ostatnią dziesiątkę otworzyli łańcucianie po punktach duetu Załucki-Pisarczyk (90:72). Wrocławscy gracze w ciągu 5:14 złapali sekwencję 22:8. Po celnych akcjach Walskiego i Gordona gracze trenera Stojkova tracili jedynie cztery punkty (98:94). W decydującym fragmencie Sokoły punktowały niemal bezbłędnie z rzutów wolnych. Punkty Załuckiego, Szczypińskiego czy Nowakowskiego poprowadziły do zwycięstwa 109:102.

Filip Struski dla zwycięzców zdobył 23 punkty i 7 zbiórek, 16 „oczek” dopisał Aleksander Załucki, a Marcin Nowakowski do 14 punktów dołożył 11 asyst. Dla wrocławskiego klubu, 19 punktów i 13 zbiórek zainkasował Jan Wójcik.

GKS Tychy Znicz Basket Pruszków 89:64 STATYSTYKI

Trójkolorowi bardzo pewnie pokonali we własnej hali Znicza Basket Pruszków, przerywając tym samym serię pięciu kolejnych porażek. Rywalizacja istniała jedynie w premierowej odsłonie, gdzie dzięki dobrym akcjom Szymona Walczaka, Łukasza Bodycha i trójce Adriana Sulińskiego wyszli na minimalne prowadzenie (12:13). Gaz do dechy w późniejszej fazie meczu włączyli Radosław Trubacz, Kacper Mąkowski, Maciej Koperski oraz Andrzej Krajewski. W ten sposób tyszanie zbudowali sobie ponad 20-punktowe prowadzenie, które mieli do przerwy (51:29). Druga połowa nie miała większej historii i w zasadzie dała odpowiedź kto dopisze komplet punktów do swojego konta.

Radosław Trubacz zakończył zawody na 25 punktach, a Kacper Mąkowski dorzucił do tyskiego konta 16 „oczek”. Dla Znicza 13 punktów rzucił Szymon Walczak, 11 – Karol Dębski.

Sensation Kotwica Kołobrzeg Dziki Warszawa 58:67 STATYSTYKI

Gracze warszawskich Dzików po raz kolejny pokazali jak należy pracować solidnie w obronie. Efekt? Zatrzymanie na tylko 58 punktach Czarodziejów z Wydm, a to w dodatku przed własną publicznością. W zespole Rafała Franka zabrakło Wojciecha Jakubiaka oraz Remona Nelsona.

Przez pierwsze minuty rywalizacja była mocno wyrównana (11:11), lecz za moment warszawianie wyszli na +9 po trójce Grzegorza Grochowskiego i punktach spod kosza Bartosza Majewskiego. Witalij Kowalenko oraz Karol Kutta trafili po trójce, co dało po 10 minutach trzypunktowe prowadzenie dla Dzików (17:20). Druga oraz trzecia kwarta były bardzo wyrównane, a zespoły na zmianę wychodziły na prowadzenie. Kołobrzeżanie na 5-punktową zaliczkę wyprowadzili swoimi trafieniami Piotr Śmigielski oraz Damian Pieloch (47:42). Przed końcem trzeciej kwarty akcję 2+1 zaliczył Kuźkow, a trójkę dołożył Kopycki. W ten sposób Dziki na decydujące 10 minut przystępowali z jednym punktem do przodu (47:48).

W ostatniej części kołobrzeżanie zdobywali „oczka” z rzutów wolnych, a skuteczność z gry im kompletnie siadła. Ten fakt wykorzystali Kopycki, Grochowski, Szwed oraz Majewski, rzucając swoje punkty. Efektowna paczka z góry Komendy oraz punkty spod kosza Pielocha zakończyły rywalizację w hali Millenium. Korzystnie z tego spotkania wyszli Dziki, ogrywając Czarodziejów z Wydm 67:58.

W warszawskim obozie brylował Przemysław Kuźkow – zdobywca 13 punktów, Karol Nowakowski dowalił 11 „oczek” i 12 zbiórek. Dla Sensation Kotwicy 17 punktów i 5 zbiórek rzucił Damian Pieloch.

WKK Wrocław Decka Pelplin 90:82 STATYSTYKI

Bez żadnej niespodzianki w WKK Sport Center. Podopieczni trenera Dziergowskiego bardzo chcieli wygrać to starcie, aby nadal przekazać wiadomość pozostałym zespołom, że będą walczyli o miejsce w play-offach. Cel pelplinian na ten sezon jest jakże oczywisty, czyli pozostanie na pierwszoligowych salonach. W wyjściowej piątce pod nieobecność Mateusza Kaszowskiego pojawił się Aleksander Szczerbatiuk.

W premierowej odsłonie drużyny szły łeb w łeb, a inicjatywa przechodziła z rąk do rąk. Minimalnie w lepszych nastrojach schodzili gospodarze, gdy spod kosza zaaplikował Jakuba Patoka (28:27). Na początku następnej ćwiartki było bardzo równo, a żaden z zespołów nie wyszedł na większy dystans. Miejscowi w kolejnych fragmentach konfrontacji zdołali zrobić run 15:3. Po dobrych akcjach Prostaka, Wilczka i połowicznych wolnych przez Madraya zawodnicy z Dolnego Śląska prowadzili po pierwszej połowie 52:42.

W drugiej połowie meczu wrocławianie uciekli na wyraźniejszą przewagę dzięki celnym trafieniom Prostaka i Patoki (86:70). Pelplinianie do końcowej syreny zdołali odrobić osiem „oczek”, lecz to było wszystko co mogli zrobić w tej rywalizacji. Nick Madray zdobył dla WKK 21 punktów i 10 zbiórek, 18 punktów dodał Tomasz Prostak. W pelplińskim zespole najlepszym zawodnikiem był Patryk Pułkotycki – autor 21 punktów. Hubert Wyszkowski dołożył 19 „oczek” i 6 zbiórek.

AZS AGH Kraków Weegree AZS Politechnika Opolska 65:72 STATYSTYKI

Najciekawszy mecz w sobotni wieczór. Krakowianie mieli więcej czasu na przygotowania, aby powalczyć o korzystny wynik z Weegree AZS Politechniką Opolską. Zawodnicy Kamila Sadowskiego zdawali sobie sprawę z rangi spotkania, gdyż zwycięstwo utrzymałoby ich 4.pozycję i znacznie przybliżyliby się do kołobrzeżan.

Krakowianie otworzyli mecz od 10:0 po trzypunktowym rzucie Kacpra Rojka i punktach Kacpra Majki. Taką różnicę gospodarze trzymali przez większość trwania tej części. Jednak to opolskiego zespołu nie złamało. Adam Kaczmarzyk wraz ze swoimi kolegami odnajdywali sposób na zdobywanie punktów. Po 2+1 Dominika Rutkowskiego oraz trójkach Pawła Kreffta i Adama Skiby przewaga zawodników AGH-a stopniała do zaledwie punktu w połowie drugiej kwarty (28:27). Sprawy w swoje ręce wziął wówczas Paweł Zmarlak, zdobywając pięć oczek pod rząd. Po przeciwnej stronie aktywny był duet Rutkowski-Kaczmarzyk. Za sprawą ich trafień to zawodnicy Politechniki prowadzili po dwóch kwartach 36:35.

Po zmianie stron krakowianom skończyły się jakiekolwiek sposoby na zatrzymanie gry Rutkowskiego, który rozgrywał kapitalne zawody. Swoją robotę odwalił również Szymon Kiwilsza, punktując gospodarzy spod obręczy. Miejscową ekipę do gry próbował pobudzić Kacper Rojek, lecz było to nieskuteczne. Zawodnicy Politechniki Opolskiej prowadzili po trzydziestu minutach różnicą 11 punktów (43:54). Gracze w białych strojach w połowie czwartej kwarty wrócili jeszcze do konfrontacji. Po półdystansie Zmarlaka tracili zaledwie trzy „oczka” (53:56). W ważnym momencie spotkania odpalił ponownie Kaczmarzyk, a po nim dołączyli Kiwilsza, Wilk oraz Rutkowski. Ich punkty przechyliły szalę triumfu na stronę gości, wygrywając w Krakowie 72:65.

Dominik Rutkowski oraz Adam Kaczmarzyk byli głównymi architektami zwycięstwa dla Politechniki Opolskiej. Rzucili odpowiednio: 23 punkty i 9 zbiórek oraz 21 punktów. W krakowskim zespole najskuteczniejszy był Wojciech Fraś (15 punktów i 9 zbiórek).

Autor: KW