W niedzielę oficjalnie zakończył się tegoroczny EuroBasket. Najpierw w meczu o 3. miejsce Grecja zmierzyła się z Finlandią. Spotkanie dostarczyło wielu emocji, a ostatecznie to Giannis Antetokounmpo poprowadził swoją kadrę do zwycięstwa 92:89 i zapewnił Grekom miejsce na podium.
W wielkim finale zmierzyli się Turcy – nasi pogromcy z ćwierćfinału – oraz obecni mistrzowie świata, Niemcy. I to właśnie nasi zachodni sąsiedzi pokazali, że są dziś absolutną potęgą w koszykówce. Wygrali 88:83, kończąc turniej jako jedyna niepokonana drużyna i sięgając po mistrzostwo Europy.
W dalszej części artykułu przyjrzymy się zarówno reprezentacjom, jak i indywidualnym zawodnikom, którzy na tym turnieju zachwycili formą, ale też tym, którzy zawiedli oczekiwania kibiców.

Hiszpania – od mistrzów do wielkiego rozczarowania
Triumfatorzy EuroBasketu z 2022 roku tym razem wyraźnie zawiedli swoich kibiców. Choć wielu ekspertów przewidywało, że „La Roja” może nie dotrzeć do strefy medalowej, mało kto spodziewał się aż tak słabego występu. Hiszpanie, rywalizując w grupie z Grecją, Bośnią i Hercegowiną, Włochami, Gruzją i Cyprem, zakończyli fazę grupową dopiero na 5. miejscu, które nie dawało awansu do 1/8 finału. Bilans dwóch zwycięstw (z Cyprem i Bośnią) oraz trzech porażek mówi sam za siebie.
Po nieudanym turnieju z posady zrezygnował Sergio Scariolo – szkoleniowiec, który prowadził reprezentację od 2015 roku (wcześniej także w latach 2009–2012). Jego dorobek jest imponujący: mistrzostwo świata z 2019 roku, trzy złote medale EuroBasketu (2009, 2011, 2015), srebro olimpijskie z Londynu 2012 oraz brąz z EuroBasketu 2017. Jak sam przyznał, tegoroczny EuroBasket był jego ostatnim w roli selekcjonera – od nowego sezonu obejmie stery w Realu Madryt.
Na boisku najlepiej prezentował się Santi Aldama, notując średnio 14 punktów, 6.6 zbiórki, 1.8 asysty i 0.8 bloku. Solidne zawody rozegrał także Willy Hernangómez (10 pkt i 4.6 zbiórki na mecz). Największym rozczarowaniem był jednak Juancho Hernangómez – bohater EuroBasketu 2022, który tym razem notował zaledwie 7 punktów i 3.4 zbiórki, wyraźnie odstając od poziomu, do którego przyzwyczaił kibiców dwa lata wcześniej.

Serbia – od faworyta do zawodu.
Serbowie jechali na EuroBasket jako główny kandydat do złota. W składzie mieli największą gwiazdę współczesnej koszykówki, trzykrotnego MVP NBA – Nikolę Jokicia, a obok niego całą plejadę znanych nazwisk. „Orły” były typowane do złota przez 73,9% dziennikarzy, a aż 91% uważało, że zakończą turniej z medalem. Jokić miał zostać MVP imprezy – tak wskazywało 72,2% głosów. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna – Serbia odpadła już w 1/8 finału, przegrywając z Finlandią, którą do zwycięstwa poprowadził znakomity Lauri Markkanen.
W fazie grupowej Serbowie ulegli jedynie Turkom, ale kluczowy okazał się pech w losowaniu – Finlandia okazała się jednym z rewelacji turnieju i dotarła aż do jego końcowych etapów. Dodatkowym ciosem dla drużyny Svetislava Pesicia była kontuzja Bogdana Bogdanovicia, który musiał przedwcześnie zakończyć udział w mistrzostwach.
Najlepszym zawodnikiem zespołu był oczywiście Nikola Jokić, notujący średnio 22,3 punktu, 9 zbiórek, 4,2 asysty i 1,8 przechwytu na mecz. Wyróżniał się także młody Nikola Jović z Miami Heat, ze statystykami na poziomie 12,8 punktu, 4 zbiórek i 1,8 asysty. Niestety, poza tą dwójką nikt w kadrze nie przekroczył średniej 10 punktów na spotkanie.
Jednym z największych rozczarowań był Vasilije Micić. Rozgrywający, który w poprzednich turniejach był jednym z filarów reprezentacji, tym razem kompletnie zawiódł – kończąc mistrzostwa ze średnimi 4 punktów i niespełna 2 asyst na mecz. To pokazuje, że nawet największe gwiazdy i szeroka kadra nie wystarczą, jeśli w kluczowych momentach brakuje balansu i wsparcia drugiego planu.

Turcja – finaliści, którzy zachwycili, ale nie postawili kropki nad „i”
Obok Niemców to właśnie Turcja była jedną z największych rewelacji EuroBasketu 2025. Choć ostatecznie zakończyli turniej jako wicemistrzowie, ich droga do finału pokazała ogromny potencjał drużyny. Pierwszej porażki doznali dopiero w meczu o złoto – wcześniej przeszli przez rozgrywki bezbłędnie, udowadniając, że należą do ścisłej czołówki europejskiej koszykówki. Sport jednak bywa bezlitosny, a w finale lepsi okazali się Niemcy, którzy zwyciężyli 88:83.
Turcy rozpoczęli od fazy grupowej, w której pokonali kolejno: Łotwę, Czechy, Portugalię, Estonię i Serbię. W 1/8 finału trafili na waleczną Szwecję i choć zwycięstwo nie przyszło łatwo, zdołali zameldować się w ćwierćfinale. Tam czekali już Polacy – mimo kilku fragmentów, w których to biało-czerwoni wyglądali lepiej, mecz zakończył się triumfem Turków. Jeszcze mocniej swoją dominację pokazali w półfinale, rozbijając Grecję 94:68. Dopiero finał przyniósł ich pierwszą i zarazem najboleśniejszą porażkę.
Największą gwiazdą zespołu był bez dwóch zdań Alperen Şengün z Houston Rockets. Środkowy notował imponujące średnie: 21,6 punktu, 10,1 zbiórki i 6,6 asysty na mecz. To właśnie w meczu z Polską popisał się triple-double (19 pkt, 12 zbiórek, 10 asyst). Świetnie wspierali go Cedi Osman (16 pkt, 2,8 zbiórki, skuteczność zza łuku 52,7%, w tym 6 trójek w samym finale) oraz Shane Larkin, który w kluczowych momentach brał ciężar gry na siebie (11,6 pkt, 3,7 zbiórki, 5,1 asysty). Wysoką formę zaprezentował również Ercan Osmani z Anadolu Efes – 11,4 pkt i 5,2 zbiórki.
Choć wielu ekspertów zwracało uwagę, że Şengün w finale próbował wziąć na siebie zbyt duży ciężar gry, trudno nie docenić całokształtu. Kadra Ergina Atamana imponowała stylem, ofensywną pewnością siebie i szeroką rotacją, dzięki czemu niemal do samego końca wyglądała jak drużyna nie do zatrzymania. Jednym z niewielu rozczarowań był występ Furkana Korkmaza, który zanotował regres formy w porównaniu do EuroBasketu 2022.
Mimo to turniej w wykonaniu Turków można uznać za bardzo udany. Ich gra mogła się podobać kibicom i dała jasny sygnał – to zespół, który w kolejnych latach wciąż będzie liczył się w walce o medale.

Finlandia – poza podium, ale w sercach kibiców
Trzeba to powiedzieć wprost: gra Finów to była czysta przyjemność do oglądania. Koszykówka w ich wykonaniu była szybka, widowiskowa i pełna efektownych akcji. Ostatecznie zakończyli EuroBasket na 4. miejscu, zaskakując wielu ekspertów i będąc naprawdę blisko wywalczenia brązowego medalu.
Oczywiście liderem zespołu był Lauri Markkanen, który wytrzymał presję i notował imponujące statystyki – 23,1 punktu, 8,1 zbiórki, 4,6 asysty i 2,1 przechwytu na mecz. Nie był jednak osamotniony, bo swoje robił także Mikael Jantunen z Fenerbahce – drugi strzelec kadry z dorobkiem 12,1 punktu, 4,8 zbiórki i 2,3 asysty. Trzecim filarem był Olivier Nkamhoua, dający solidne 10,8 punktu, 5,3 zbiórki i 2,9 asysty, mimo że spędzał na parkiecie średnio zaledwie 21 minut.
Na szczególne wyróżnienie zasłużył też Miikka Muurinen, wybrany najlepszym młodzieżowcem turnieju. 18-latek stał się prawdziwym odkryciem EuroBasketu – jego efektowne wsady obiegały media społecznościowe, a pseudonim „Slim Jesus” zyskał spore grono sympatyków. Mimo że grał średnio tylko 11 minut na mecz, potrafił wykręcić 6,6 punktu i 1,9 zbiórki, a przede wszystkim dostarczył mnóstwo emocji.
Finowie pokazali, że choć nie zdobyli medalu, to zyskali coś więcej – sympatię kibiców i opinię jednej z najciekawszych drużyn turnieju.

Polska – #DziękiZaDobryBasket
Na koniec nie mogło zabraknąć naszej reprezentacji! Choć niektórzy mogą uważać, że w gronie pozytywnych zaskoczeń nie powinniśmy się znaleźć, to jednak rzeczywistość pokazała co innego. Przed turniejem niewielu stawiało, że Polska aż tak dobrze zaprezentuje się na EuroBaskecie. W 2022 roku wielkim sukcesem było 4. miejsce, a w tym roku celem minimum był awans z grupy. Ostatecznie Biało-Czerwoni znów sprawili kibicom mnóstwo radości.
Świetny początek dało zwycięstwo nad Słowenią 105:95 – popis Jordana Loyda (32 punkty), Mateusza Ponitki (23) oraz efektowna trójka Andrzeja Pluty nad Luką Dončiciem, która zostanie w pamięci na długo. Później przyszła trudna, ale wygrana batalia z Izraelem, a następnie pełne nerwów zwycięstwo nad Islandią. Te trzy mecze zapewniły awans z grupy, choć końcówka fazy nie była idealna – porażka z Francją i szokująca przegrana z Belgią po rzucie Manu Lecomte sprawiły, że nastroje mocno się zmieszały.
W 1/8 finału Polacy zmierzyli się z Bośnią i Hercegowiną. Początek nie układał się dobrze, bo rywale prowadzili nawet dwucyfrową różnicą, ale kadra Milicicia pokazała charakter i wygrała 80:72. Ćwierćfinał z Turcją zakończył się porażką, ale po meczu pełnym walki, z którego możemy być dumni. Hasztag #DziękiZaDobryBasket pasował tu idealnie.
Turniej miał też swój kibicowski wymiar. W Katowicach wiele grup postanowiło odłożyć na bok klubowe podziały, by razem stworzyć wyjątkową atmosferę na trybunach. Doping niósł się przez pierwsze spotkania, choć później – niestety – organizatorzy i ochrona skutecznie popsuli klimat.
Indywidualnie największą gwiazdą był Jordan Loyd – 22,4 punktu, 3,3 zbiórki i 2 asysty na mecz, co czyniło go jednym z najlepszych strzelców całego turnieju. Był jedynym zawodnikiem spoza NBA w czołowej dziesiątce klasyfikacji punktowej. Świetny turniej rozegrał też kapitan Mateusz Ponitka (18,1 punktu, 8,1 zbiórki, 4,1 asysty), który zebrał uznanie nawet od oficjalnych mediów EuroBasketu. Swoje zrobił również Michał Sokołowski – defensywnie zatrzymywał graczy NBA, a Andrzej Pluta wielokrotnie ratował drużynę swoimi trójkami. Nie można zapomnieć o Kamilu Łączyńskim – jego efektowne asysty między nogami rywali czy podania nad kosz sprawiły, że kibice wielokrotnie przecierali oczy ze zdumienia.
Na minus można zapisać występy podkoszowych. Aleksander Balcerowski nie wykorzystał swojego potencjału, a Dominik Olejniczak – mimo solidnych momentów – miał problem z faulami. Pozytywne epizody mieli natomiast Żołnierewicz, Gielo, Dziewa, Michalak czy Zapała, którzy wchodząc z ławki wnosili energię i dobre akcje.
Na koniec warto podkreślić ogromny wkład sztabu szkoleniowego. Igor Milicić wraz z asystentami – Arturem Gronkiem, Marcinem Woźniakiem i Andrzejem Urbanem – wykonali kapitalną pracę. I choć zatrzymało nas dopiero ćwierćfinał, to po tym turnieju możemy z pełnym przekonaniem powiedzieć: #DziękiZaDobryBasket.

