Europejskie emocje w FIBA Europe Cup: Trefl w następnej rundzie, Anwil i Start żegnają się z pucharami

Po emocjonujących meczach we wtorek, dzień później kolejne trzy polskie drużyny rozgrywały swoje spotkania w ramach FIBA Europe Cup. Na parkiet wybiegli Trefl Sopot, Anwil Włocławek oraz PGE Start Lublin. Sopocianie przegrali w Estonii, ale mimo porażki awansowali do dalszej fazy rozgrywek. Anwil wygrał u siebie, choć zwycięstwo okazało się niewystarczające do wyjścia z grupy. Podobny los spotkał Start, który do samego końca walczył z Murcią o utrzymanie się w pucharach. Zapraszamy do lektury.


Anwil ze zwycięstwem, jednak to za mało

W pierwszej kwarcie spotkanie nie zdążyło jeszcze wejść na pełne obroty, jednak w drugich dziesięciu minutach Anwil dzięki dobrej skuteczności i płynnej ofensywie zbudował sobie wyraźną przewagę, której nie oddał już do końca meczu. Najlepszym strzelcem gospodarzy był Isaiah Mucius, zdobywając 16 punktów oraz dokładając 6 zbiórek i 2 asysty. Samo spotkanie miało jednak bardziej charakter formalności, bo brak awansu włocławian był przesądzony już przed pierwszym gwizdkiem. W grupie, w której rywalizował PAOK z bilansem 5-1 czy Brunszwik z bilansem 4-2, o awans było niezwykle trudno, choć nie był on niemożliwy. Najsłabiej wypadła ekipa z Kosowa, BC Trepca, kończąc grupę z bilansem 0-6.

Co ciekawe, po stronie gości najlepszy występ zanotował Chad Brown, który zdobył 19 punktów i 6 zbiórek. W Anwilu sporo minut otrzymał młody Bartosz Łazarski – w 28 minut na parkiecie dołożył 4 punkty, 2 zbiórki i 2 przechwyty.

Dla Anwilu jest to koniec tegorocznej przygody w FIBA Europe Cup. Z bilansem 3-3 żegnają się z europejskimi pucharami i od teraz mogą w pełni skupić się na rozgrywkach ligowych.

Foto: FIBA

Trefl z przegraną, ale z awansem!

Sopocianie, mimo wyraźnej porażki w Estonii, jako jedyna drużyna ze swojej grupy awansowali do dalszej fazy rozgrywek. Sam mecz od początku układał się po myśli gospodarzy, którzy po pierwszych dziesięciu minutach prowadzili minimalnie, jednak kluczowa okazała się trzecia kwarta. Kalev wygrał ją różnicą trzynastu punktów i to właśnie ten fragment gry przesądził o końcowym wyniku. Jedyną częścią spotkania, którą Żółto-Czarni zdołali wygrać, była ostatnia odsłona zakończona wynikiem 22:20.

Estończycy opierali swoją ofensywę na rzutach zza łuku – oddali aż 38 prób i trafili 16 z nich. Sopocianie z kolei muszą patrzeć w kierunku poprawy skuteczności z rzutów wolnych, bo przeciwko Kalevowi wykorzystali tylko 16 z 26 wykonywanych prób. Wiedząc jednak, że to spotkanie nie miało znaczenia dla układu tabeli, trener Mikko Larkas dał sporo minut młodszym zawodnikom. Szymon Nowicki spędził na parkiecie 24 minuty, a Szymon Kiejzik 23, co na pewno można uznać za pozytywny akcent.

Najskuteczniejsi w drużynie Trefla byli Szymon Zapała, który zdobył 15 punktów i zanotował 8 zbiórek, oraz Raymond Cowels z dorobkiem 15 punktów i 6 zbiórek. Po stronie gospodarzy błyszczeli Anrijs Miska (24 punkty i 7 zbiórek) oraz Hugo Toom (20 punktów, 8 zbiórek i 4 asysty). Warto wspomnieć także znajomą kibicom w Polsce postać – Martu Rosenthala, który miał świetny okres w Ostrowie Wielkopolskim, zanim z gry wykluczyła go kontuzja. W starciu z Treflem dorzucił 10 punktów, 7 zbiórek, 5 asyst i 2 przechwyty.

Trefl zakończył fazę grupową z bilansem 4:2, zajmując pierwsze miejsce i jako jedyna drużyna z grupy awansował do dalszej części rywalizacji w FIBA Europe Cup.

W dalszej fazie rozgrywek, Trefl Sopot zmierzy się w grupie K z takimi drużynami jak: UCAM Murcia, Rostock Seamwolves (prowadzone przez Przemysława Frasunkiewicza) oraz Falco Szombathely. W każdej z drużyn są zawodnicy z przeszłością w Polsce, zatem Mikko Larkasa i jego drużynę czeka ciekawe wyzwanie.

Foto: FEC

Start bez happy-endu w Hiszpanii

Choć sytuacja Murcii była jasna jeszcze przed rozpoczęciem meczu, bo Hiszpanie mieli już pewny awans z pierwszego miejsca w grupie, nie zamierzali odpuszczać na własnym parkiecie Czerwono-Czarnym. Najlepszy fragment gry Startu przypadł na drugą kwartę, w której prowadzili momentami różnicą dziesięciu punktów. W tym okresie wyglądali jak zupełnie inna drużyna – grali zespołowo, skutecznie i konsekwentnie. Elijah Hawkins miał po dwóch kwartach cztery asysty, a sama gra Lublinian mogła wreszcie cieszyć kibiców z Lubelszczyzny.

Jak to jednak bywa, dobra passa nie trwała wiecznie. Murcia z czasem odzyskiwała kontrolę nad spotkaniem, a w czwartej kwarcie Start musiał gonić wynik. Na 22 sekundy przed końcem meczu Filip Put trafił za trzy, zmniejszając stratę do dwóch punktów. Chwilę później faulowany Michael Forrest wykorzystał jeden rzut wolny, dzięki czemu Lublinianie wciąż mieli szansę doprowadzić do dogrywki. W decydującej akcji piłkę otrzymał Hawkins, jednak jego próba – wykonywana w charakterystycznym, „tanecznym” stylu zakończyła się niepowodzeniem. Wynik ustalił jeszcze Toni Nakić i Murcia triumfowała 80:75.

W drużynie Startu nie zobaczyliśmy tego dnia Jordana Wrighta ani Liama O’Reilly’ego, który nie znalazł się nawet w protokole. Najlepiej zaprezentował się Quincy Ford notując 14 punktów i 7 zbiórek. Cenne minuty dali również Bartłomiej Pelczar (5 punktów) oraz Roman Szymański (4 punkty w 10 minut). Problemem Lublinian była jednak zbiórka – przegrali ją aż 55:35. Po stronie Murcii najskuteczniejszy był Michael Forrest, autor 26 punktów.

Mimo trudnej sytuacji Start miał jeszcze teoretyczne szanse na awans. Aby wydarzył się korzystny scenariusz, potrzebne były ich zwycięstwo w Hiszpanii oraz porażka KK Bosni. Nie spełnił się żaden z tych warunków, dlatego podobnie jak Anwil, lublinianie żegnają się z rozgrywkami.

About Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *