Lublin zaczyna z przytupem! Lecomte i zespołowa gra kluczem Startu do zwycięstwa

Pomimo że to mistrzowie Polski byli faworytem według ekspertów i dziennikarzy, Start Lublin zaskoczył wszystkich znakomitą postawą. Kapitalny mecz Manu Lecomte’a, wsparcie kolegów z drużyny i świetna zespołowa gra pozwoliły lublinianom efektownie rozpocząć serię i zrobić pierwszy krok w stronę awansu.


W mecz nieskutecznie wszedł Tyran, który nie trafił pierwszego rzutu, a wynik spotkania otworzył Kennedy, świetnie ścinając pod kosz i zdobywając punkty spod obręczy. Start szybko odpowiedział, najpierw kontrę po przechwycie wykończył Manu Lecomte, a chwilę później kolejne łatwe punkty dołożył Michał Krasuski. Trefl miał wyraźną przewagę w walce o zbiórki w ataku, co skutecznie wykorzystywał Aaron Best, trafiając najpierw z dystansu, a następnie punktując po ponowieniu. Mimo dobrej postawy wcześniej wspomnianego Kanadyjczyka to żadna z drużyn nie była w stanie przechylić szali spotkania na swoją korzyść.

Liderem ofensywy Startu był Manu Lecomte, zdobywając 8 z 16 pierwszych punktów drużyny, co zmusiło trenera Żana Tabaka do wzięcia przerwy przy wyniku 16 do 12 dla gości. Po przerwie sopocianie nadal popełniali błędy, podczas gdy lublinianie trafiali zza łuku i dobrze prezentowali się w obronie, a kwarta zakończyła się skutecznym rzutem za trzy Tevina Browna i prowadzeniem Startu 29:18.

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

Drugą kwartę otworzył Aaron Best, który wykorzystał błąd Browna i zdobył łatwe punkty, ale szybko odpowiedział mu CJ Williams, trafiając zza linii 6,75. W kolejnych minutach gra Startu nieco się posypała, co Trefl starał się wykorzystać, mądrze wymuszając faule i szukając punktów spod kosza. Lublinianie popełnili aż cztery przewinienia ofensywne w krótkim czasie, co dało miejscowym nadzieję na złapanie rytmu. Serię gospodarzy przerwał Lecomte, który trafił kolejną trójkę i udowodnił, że jest w doskonałej formie. Po tym rzucie trener Tabak znów poprosił o czas, ale nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. Chwilę później Jakub Schenk popełnił niesportowy faul na reprezentancie Belgi, który wykorzystał oba rzuty wolne i dodał punkty w kolejnej akcji, powiększając swój dorobek do 17 oczek.

Zespół z Lublina imponował intensywnością w obronie i luzem w ataku, a przy tym nie tracił kontroli nad grą. W samej końcówce kibice mogli zobaczyć ciekawe fragmenty – oba zespoły zanotowały przewinienia niesportowe, a chwilę później Kennedy i Krasuski trafili efektowne trójki z faulem. Na 35 sekund przed końcem połowy, faulowany przy rzucie za trzy był CJ Williams, który wykorzystał wszystkie rzuty wolne. Po stronie gospodarzy ostatnie słowo należało do Jarosława Zyskowskiego, który trafił z półdystansu. Po dwóch kwartach Start prowadził 56:41 i miał pełną kontrolę nad meczem.

Po rozpoczęciu drugiej połowy z czystej pozycji za trzy trafił Tevin Brown, wyprowadzając swoją drużynę na największe prowadzenie w meczu, wynoszące osiemnaście punktów. W miarę upływu minut trzeciej kwarty tempo meczu wzrosło, a drużyny wymieniały się ciosami, choć skuteczniejsi w tym fragmencie byli gospodarze, trafiając niemal w każdej akcji. Start miał coraz większe problemy z konstruowaniem ataku, a jedynym zawodnikiem, który regularnie zdobywał punkty, był Brown, który trafiał nawet bardzo trudne rzuty z dystansu.

Pomimo dobrej postawy lidera, lublinianie nie zdołali utrzymać przewagi, a coraz lepiej prezentujący się ofensywnie Trefl zaczął łapać rytm. Żółto-Czarni czuli się coraz pewniej w ataku, jednak mimo lepszych fragmentów nie potrafili zmniejszyć przewagi Startu poniżej bezpiecznego dystansu. Problemem gospodarzy były faule, które popełniali nagminnie, a to wpływało na rytm gry i pozwalało przyjezdnym utrzymać kontrolę. Końcówka trzeciej kwarty należała do Nahiema Alleyne’a, który trafił efektowną trójkę, zmniejszając nieco stratę Trefla, ale to Start Lublin kończył ten fragment prowadzeniem 78 do 63.

Czwartą kwartę oba zespoły zaczęły od fauli, ale pierwsze punkty zdobył Courtney Ramey po trudnym rzucie. Schenk wciąż nie mógł się wstrzelić, a ciężar gry przejęli Best i Johnson, choć to nadal nie wystarczało, by dogonić rywala. Lublinianie świetnie radzili sobie z presją, trafiali trudne rzuty i wykorzystywali fakt, że Trefl już po trzech minutach miał przekroczony limit przewinień.

Sopocianie próbowali podwojeń, jednak Lecomte radził sobie z nimi bez większego problemu. Johnson zbliżył jeszcze swój zespół na dwanaście punktów, co zmusiło trenera Startu do wzięcia czasu. Po przerwie lublinianie grali spokojnie, szanowali posiadanie i kontrolowali tempo. Ostatecznie mecz zakończył się wyraźnym zwycięstwem Startu Lublin 100 do 81, a drużyna z województwa lubelskiego objęła prowadzenie 1 do 0 w półfinałowej serii.

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

About Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *