Podobnie jak w przypadku beniaminka z Krosna, gliwiczanie mimo wszystko tego sezonu nie zaliczą do udanych, ale z pewnością mogą odetchnąć z ulgą, bo po raz kolejny udało im się utrzymać w najwyższej klasie rozgrywkowej, choć momentami wydawało się, że może być inaczej. Ostatecznie Tauron GTK Gliwice zakończył sezon na 15. miejscu z bilansem 7:23.
Hiszpański sen
Trener Boris Balibrea, który sezon wcześniej po zwolnieniu z Dąbrowy Górniczej prowadził GTK w końcówce sezonu z pewnością mógł zaliczyć tamten okres do udanych, bo z bilansem 12:18 jego drużyna otarła się o grę w fazie Play-In, a zabrakło jedynie jednego zwycięstwa. Kampania 2025/26 była jednak dla Katalończyka katastrofą i trzeba to jasno przyznać. Zwolniony został 10 stycznia, a pod jego wodzą GTK rozegrało 15 spotkań, z których wygrało zaledwie trzy. Część porażek była bardzo dotkliwa, co ostatecznie przelało czarę goryczy i władze klubu postanowiły pożegnać się z Balibreą. Decyzja była o tyle ważna, że w tamtym momencie i przez długi czas sezonu ostatnie w tabeli Krosno miało zaledwie jedno zwycięstwo mniej, więc sytuacja mogła zrobić się bardzo niebezpieczna. W środowisku krążyły także informacje, że prezes klubu nie był zadowolony z faktu, iż Hiszpan nie dawał więcej minut młodemu Piśli, co później zmieniło się już na korzyść zawodnika.
Budując skład praktycznie od zera, Balibrea nie trafił z transferami zagranicznych zawodników. Pierwszym nazwiskiem, które rzuca się w oczy, jest Florent Thamba, który miał być podstawowym centrem drużyny i robić różnicę pod koszem. Kongijczyk mierzący 208 cm wzrostu kompletnie jednak nie spełnił oczekiwań. W barwach Granatowo-Biało-Pomarańczowych rozegrał zaledwie sześć spotkań, notując średnio 3.2 punktu i 5 zbiórek na mecz. Fatalnie wyglądała jego skuteczność z gry, wynosząca zaledwie 29.4%. Środkowy miał również ogromne problemy z faulami, bo średnio popełniał ich aż cztery na spotkanie.
GTK przez dużą część sezonu wyglądało bardzo słabo i często odstawało poziomem od rywali. W pamięci kibiców na pewno zostanie porażka z początku sezonu, gdy gliwiczanie przegrali we Włocławku różnicą aż 35 punktów, by już kolejkę później ulec Zastalowi na własnej hali 26 oczkami. Wyniki i budowa składu ewidentnie nie broniły hiszpańskiego szkoleniowca. Jego następcą został Nebojsa Vidić, który wprowadził do zespołu potrzebny impuls i dzięki temu GTK utrzymało się w lidze bez większych problemów, choć momentami robiło się naprawdę nerwowo.

Ważna rola Polaków
W drużynie z Gliwic można było narzekać na wiele rzeczy, ale z pewnością bronili się zawodnicy z polskiej rotacji. Szczególnie mowa tutaj o 21-letnim Piśli czy 24-letnim Kacprze Gordonie. Końcówkę sezonu do udanych może zaliczyć również mający zaledwie 18 lat Kajetan Misztal.
Rozpocznijmy jednak od Piśli, który początkowo był pomijany przez trenera Balibreę, lecz z czasem, między innymi po interwencji władz klubu, zaczął dostawać swoje szanse i bardzo dobrze je wykorzystał. Mierzący 197 cm rzucający obrońca pokazał się jako zawodnik z bardzo dobrym rzutem zza łuku, a momentami udowadniał również, że potrafi brać ciężar gry na swoje barki. Sezon zakończył z dorobkiem 23 spotkań, w których zdobywał średnio 11.9 punktu na mecz, dokładając do tego 1.7 zbiórki oraz 1.2 asysty. Za trzy trafiał ze skutecznością 36.9%. W pamięci szczególnie zostaje jego mecz przeciwko Anwilowi Włocławek, gdy zdobył 19 punktów i trafił akcję 2+1 w końcówce, która dała jego drużynie zwycięstwo. Najlepszy ofensywnie występ zanotował jednak przeciwko Twardym Piernikom, zdobywając aż 28 punktów i trafiając sześć razy zza łuku. Biorąc pod uwagę, że rok wcześniej przy podobnych minutach notował średnio 6.9 punktu, widać bardzo wyraźny progres.
Na podobnym poziomie względem poprzedniego sezonu utrzymał się Kacper Gordon, który zdobywał średnio 8 punktów, dokładając 2 zbiórki i 2.8 asysty na mecz. W jego grze, podobnie jak w statystykach, brakowało skuteczności, ale poza tym był solidną opcją jako rezerwowy rozgrywający. Warto dodać, że bez niego gliwiczanie mieli ogromne problemy, szczególnie gdy zmagał się z kontuzją, a zespół musiał grać z Jacksonem na rozegraniu.
Ostatnim zawodnikiem, którego warto wyróżnić, jest Kajetan Misztal. Mimo że nie dostał wielu szans i wystąpił zaledwie w dziewięciu spotkaniach, to dwa ostatnie mecze sezonu może zaliczyć do bardzo udanych. W Lublinie, gdzie dostał 14 minut gry, zdobył 9 punktów i 8 zbiórek. Z kolei w Toruniu zanotował 11 punktów i 3 zbiórki. Jak na 18-letniego zawodnika są to naprawdę obiecujące liczby. Na pochwałę zasługuje także trener, który dał mu szansę pokazania się na parkiecie.
Mówiąc o polskiej rotacji, nie można zapominać również o Dominiku Grudzińskim. Choć rozegrał w barwach GTK tylko 13 spotkań, robił sporą różnicę pod koszem. Spędzając na parkiecie niespełna 26 minut, notował średnio 7.9 punktu, 4.9 zbiórki i 1.1 asysty na mecz. Nie dokończył sezonu w Gliwicach, ponieważ pod koniec grudnia wygasł jego kontrakt, a sam zawodnik przeniósł się do Łodzi, gdzie obecnie walczy z ŁKS-em o awans do Orlen Basket Ligi.

Ivan Almeida na ratunek
27 stycznia pojawiła się informacja, która zaskoczyła wiele osób. Ivan Almeida, dwukrotny mistrz Polski z Anwilem Włocławek, MVP sezonu i MVP finałów, został zawodnikiem GTK. Mimo upływu lat był to bardzo mocny ruch zarówno wizerunkowo, jak i sportowo.
Almeida rozegrał w barwach GTK 13 spotkań, podczas których zdobywał średnio 15.2 punktu, 6.8 zbiórki i 4 asysty na mecz, stając się liderem drużyny. Co ciekawe, trafiał zza łuku ze skutecznością wynoszącą 44.4%, trafiając 32 z 72 oddanych rzutów, co jest najlepszym wynikiem w jego karierze.
Z Almeidą w składzie GTK wygrało trzy spotkania, czyli praktycznie tyle samo, co przez resztę sezonu. Nie można jednak pominąć meczu w Krośnie, gdzie to właśnie bohater tego akapitu popełnił fatalny błąd w końcówce. Zamiast rzucać za trzy i doprowadzić do dogrywki, wszedł pod kosz i zdobył dwa punkty. Po meczu opublikował przeprosiny, a w rozmowie z nami tak tłumaczył tę sytuację:
Patrzę na to po prostu jak na akcję koszykarską, nic więcej. Moim pierwszym zamiarem było podanie, tak samo jak akcję wcześniej. Kiedy wszedłem pod kosz, żeby ściągnąć obronę, rywale odcięli wszystkie linie podań. W tamtym momencie, przy takim pędzie akcji, zostałem tylko ja i obręcz. To wydarzyło się w okresie, kiedy moja rola w drużynie oddaliła się od moich naturalnych atutów. Wziąłem odpowiedzialność za tę sytuację, ale to nie ta akcja była powodem naszej porażki.
Mimo wszystko Almeida bardzo pomógł drużynie w utrzymaniu. Wystarczy spojrzeć na zwycięstwo we Wrocławiu przeciwko Śląskowi, gdzie GTK sprawiło jedną z większych niespodzianek sezonu.

Podsumowanie
Tak jak wspomnieliśmy we wstępie, sezon 2025/26 w wykonaniu Tauronu GTK Gliwice trudno uznać za udany. Drużyna rozpoczęła rozgrywki od wysokich porażek, a przez długi czas pod wodzą Borisa Balibreii jej gra kompletnie nie przekonywała. Dopiero przyjście Nebojsy Vidicia sprawiło, że zespół zaczął wyglądać zdecydowanie lepiej, choć oczywiście nadal nie brakowało słabszych momentów.
W przypadku Granatowo-Biało-Pomarańczowych warto wyróżnić jeszcze dwóch zagranicznych zawodników. Pierwszym z nich jest Wesley Gordon, który okazał się ostoją podkoszową drużyny i został sprowadzony jako zastępstwo za fatalnie prezentującego się Thambę. Były zawodnik między innymi Spójni czy Trefla rozegrał w tym sezonie 23 mecze, notując średnio 8.5 punktu, 8.8 zbiórki i 1.3 bloku na spotkanie. Był to jego najlepszy sezon w Polsce. Aż osiem razy kończył mecze z double-double, potrafiąc zbierać nawet po 16 czy 17 piłek.
Drugim zawodnikiem jest Jaiden Delaire, który miał być liderem zespołu i w pewnym sensie rzeczywiście nim był. Amerykanin zdobywał średnio 14.8 punktu, 5.8 zbiórki, 1.4 przechwytu i 1.2 bloku na mecz.
Pozytywów w Gliwicach można szukać przede wszystkim w polskiej części rotacji, ale cały klub będzie chciał jak najszybciej zapomnieć o tym sezonie. Po raz kolejny GTK zamiast walczyć o miejsca dające fazę Play-In, musiało drżeć o utrzymanie do samego końca rozgrywek.

