Sensacja w Gdyni! PGE Start Lublin ograł tamtejszą Arkę

PGE Start Lublin świetnie wszedł w mecz i odniósł przekonujące zwycięstwo w Gdyni. Choć Arka momentami potrafiła zmniejszać straty, to Czerwono-Czarni przez całe spotkanie trzymali rywali na dystans i ostatecznie wygrali 87:75. Bohaterami Lublinian była czwórka graczy: Griffin & O’Reilly & Tokoto & Wright, którzy zdobyli łącznie 67 punktów na 87 całego zespołu.

Pierwsza połowa

Od dwóch niecelnych rzutów spotkanie rozpoczęła Arka, a pierwsze punkty w meczu zdobył JP Tokoto. W mecz znakomicie weszli lublinianie, którzy dobrze bronili i bardzo sprytnie grali w ataku, podczas gdy gospodarze pierwsze punkty zdobyli dopiero po dwóch i pół minuty gry. Bardzo dobra postawa przyjezdnych i prowadzenie 9:2 wymusiły przerwę na żądanie Mantasa Cesnauskisa po czterech minutach gry.

Po tej przerwie zawodnicy Arki ponownie popełnili błąd, który bezlitośnie wykorzystał Liam, zdobywając kolejne punkty i powiększając przewagę Startu. Gospodarze drugi raz z gry trafili dopiero po sześciu minutach pierwszej kwarty, a bardzo solidną pracę w defensywie wykonywali gracze Czerwono-Czarnych. Żółto-Niebiescy próbowali grać agresywniej w obronie i poprawić skuteczność w ataku, co jednak przychodziło im z dużym trudem. Ratowali się rzutami wolnymi, które wykonywali skutecznie, natomiast po drugiej stronie parkietu faule bardzo umiejętnie wymuszał JP Tokoto.

Końcówka kwarty należała do Jordana Wrighta, który popisał się spokojem i dobrymi decyzjami w ataku, ustalając wynik po 10 minutach gry na 22:12 dla Czerwono-Czarnych. Arka, myśląc o odwróceniu losów spotkania, musiała wyraźnie poprawić skuteczność oraz grę w obronie. Start dominował na tablicach, notował wiele przechwytów i asyst, co tylko potwierdzało, jak zespołowo grał w tej części meczu.

Drugą kwartę tak samo jak zakończył pierwszą rozpoczął Jordan Wright, trafiając z półdystansu, a chwilę później powtórzył ten wyczyn. Bardzo dobre minuty notował także Bryan Griffin, który zdobył cztery punkty z rzędu, a seria 8:0 w wykonaniu gości dała im prowadzenie 30:12, co ponownie zmusiło Mantasa Cesnauskisa do wzięcia przerwy na żądanie. Serię 12:0 przerwali gospodarze dopiero po niespełna czterech minutach gry, gdy punkty zdobył Ljubicic.

Gdynianie nie potrafili wykorzystać nawet prostych sytuacji, co najlepiej obrazuje nieudany wjazd Zyskowskiego na czysty kosz. Przyjezdni natomiast wciąż grali zespołowo, a taka gra przynosiła im wymierne efekty. Świetnie prezentował się JP Tokoto, który był widoczny na całym parkiecie, wymuszał faule i regularnie punktował. Ostatnie dwie minuty pierwszej połowy to lepszy fragment gospodarzy, którzy zdołali zmniejszyć straty do 14 punktów, co skłoniło Wojciecha Kamińskiego do wzięcia czasu. Sędziowie również często dawali o sobie znać, a niektóre ich decyzje budziły zdziwienie nawet komentatora. Ostatecznie tuż przed przerwą dwa punkty dołożył jeszcze Liam O’Reilly i po 20 minutach gry Czerwono-Czarni prowadzili w Gdyni 44:27.

Foto: Malwina Sidor / PGE Start

Druga połowa

Od celnej trójki drugą połowę rozpoczął Okuaru, na co natychmiast odpowiedział skutecznym rzutem spod kosza JP Tokoto. Bardzo dobrze w tym fragmencie meczu prezentował się Bryan Griffin, którego zaangażowanie było widoczne po obu stronach parkietu. Pierwszą trójkę dla drużyny z Lublina w tej części spotkania trafił Liam O’Reilly.

Bliski wyfaulowania był Kresimir Ljubicic, a zawodnicy Arki popełniali sporo błędów zarówno w ataku, jak i w obronie. Gdy byli już blisko zdobycia punktów, piłka często dosłownie wykręcała się z obręczy. Po pięciu minutach gry lublinianie mieli już wykorzystany limit fauli, co mogło dać gospodarzom cień nadziei, jednak Arka nie potrafiła w pełni wykorzystać rzutów wolnych. Warto odnotować, że w meczu zaledwie sześć minut zagrał Kamil Łączyński, a jego nieobecność była wyraźnie odczuwalna, bo bez niego zespół nie funkcjonował już tak płynnie. Końcówka trzeciej kwarty należała jednak do Arki, która zdołała częściowo odrobić straty. Po 30 minutach gry Start prowadził 58:47.

Czwartą kwartę efektownie otworzył Griffin, popisując się potężnym wsadem nad Adamem Hrycaniukiem. Chwilę później trójkami wymienili się Garbacz i O’Reilly. Dobrą postawę notował również doświadczony Hrycaniuk, a dzięki jego punktom oraz lepszej grze gospodarzy Arka zbliżyła się na 11 punktów. W tym fragmencie lublinianie popełniali proste błędy, lecz w kluczowych momentach odpowiedzialność brał na siebie Liam O’Reilly, spokojnie zdobywając kolejne punkty.

Groźnie wyglądająca sytuacja miała miejsce, gdy Bryan Griffin niefortunnie stanął na nodze rywala i musiał opuścić parkiet z pomocą fizjoterapeuty. Chwilę później faul niesportowy popełnił Mike Okuaru na O’Reillym, który pewnie wykorzystał oba rzuty wolne. Następnie Okuaru szybko odpowiedział, zdobywając pięć punktów i dokładając asystę przy koszu Kowalczyka, dzięki czemu Arka zbliżyła się na osiem punktów. Wtedy niezwykle ważną trójkę dorzucił Jordan Wright, trafiając dosłownie znikąd i studząc zapędy gospodarzy.

Na dwie minuty przed końcem Start prowadził dziewięcioma punktami, a Arka próbowała agresywnego podwajania na całym boisku. Po faulu w ataku, który zdaniem sędziów popełnił Liam O’Reilly, o czas poprosił Mantas Cesnauskis, jednak akcja gospodarzy nie przyniosła efektu. Start grał cierpliwie, a na 69 sekund do końca, faulowany Ford wykorzystał oba rzuty wolne, praktycznie przesądzając losy spotkania. Końcówka toczyła się już głównie na linii rzutów wolnych. Ostatecznie PGE Start Lublin odniósł pierwsze zwycięstwo w nowym roku, wygrywając w Gdyni 87:75.

Foto: Malwina Sidor / PGE Start

About Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *