24 września 2022

Projekt Kosz

TWOJE ŹRÓDŁO KOSZYKÓWKI

Suzuki 1 Liga: Plot-Twist w Stolicy, udany rewanż krośnian

Wielkie emocje mieliśmy w czterech sobotnich rywalizacjach rozgrywanych w 18.serii gier w Suzuki 1 Lidze Koszykówki Mężczyzn. Koszykarze AZS-u UMCS Start II Lublin w rewanżowym pojedynku w Łowiczu pokonali miejscowego Księżaka. Fenomenalna druga połowa w wykonaniu graczy Politechniki Opolskiej zaprowadziła podopiecznych trenera Kamila Sadowskiego do zwycięstwa w Stolicy z Dzikami Warszawa. Łańcucianie po raz kolejny udowodnili, że w siedmioosobowym składzie potrafią zwyciężać mecze. Tym razem podopieczni Dariusza Kaszowskiego zatrzymali po raz drugi w obecnym sezonie koszalińskiego Żaka. W lepszych nastrojach ze Starogardu Gdańskiego pojadą z dwoma punktami gracze Miasta Szkła Krosno, którzy ograli Kociewskie Diabły.

Księżak Łowicz – AZS UMCS Start II Lublin 82:87

STATYSTYKI

Sobotni wieczór otworzyło spotkanie w sportowej hali OSiR. Łowiczanie we własnej hali chcieli odegrać się za wpadkę na inaugurację sezonu z AZS-em UMCS Start II Lublin. Podopieczni trenera Łuszczewskiego wygrali wtedy 88:80. Lublinianie jak w poprzedniej kolejce wystąpili w składzie zasilonym zawodnikami z ekstraklasowego Startu. Dodatkowym smaczkiem tego meczu był powrót do łowickiej hali Mikołaja Stopierzyńskiego, który przez trzy sezony grał w barwach Księżaka.

Premierową odsłonę otworzyli lublinianie od trójki Karola Obarka oraz 2+1 Mikołaja Stopierzyńskiego (6:2). Chwilę później do wyrównania doprowadziły punkty spod kosza Daniela Dawdo (6:6). Ponownie na czteropunktową zaliczkę wyszli przyjezdni po punktach Stopierzyńskiego i Pelczara (8:12). W następnych fragmentach meczu gracze w czarnych strojach powiększyli swój dystans do siedmiu „oczek” po m.in. paczce z góry Myśliwca oraz celnych wolnych Stopierzyńskiego (11:18). Do końca tej dziesiątki akademicy trzymali taką przewagę, prowadząc po niej 23:17.

Drugą kwartę kapitalnie otworzyli łowiczanie od serialu punktowego 11:0. Dzięki pięknym akcjom Fatza i wolnym Staniosa to zespół Rafała Knapa objął pięciopunktowe prowadzenie (28:23). Tę serię przerwał trzypunktowym trafieniem Obarek, lecz Kobus oraz Stanios odpłacili się kolejnymi punktami. W ten sposób gospodarze podwyższyli swoją przewagę do ośmiu punktów (34:26). Goście w następnym fragmencie zdobyli pięć punktów z rzędu za sprawą Obarka i Pelczara. Po trójce tego drugiego gracza oraz Stopierzyńskiego z powrotem rezultat był w granicach wyrównania (39:39). Taki stan utrzymał się do końca pierwszej połowy, gdzie wynik był otwarty dla obu zespołów (43:43).

Drugą połowę spotkania otworzyły punkty spod kosza Jankowskiego i Dawdo. Jednak lubelscy zawodnicy zdobyli osiem punktów z rzędu. Po trójce Jeszke i Ciechocińskiego z powrotem na kilkupunktowym prowadzeniu byli przyjezdni (47:51). W kolejnych minutach trzeciej kwarty Księżak odzyskał prowadzenie dzięki punktom Robaka oraz trójce Jankowskiego (54:53). Prowadzenie w następnych akcjach przechodziło z rąk do rąk aż do końcowych fragmentów tej ćwiartki. Po trzydziestu minutach rezerwy Startu prowadziły z Księżakiem dwoma punktami (62:64).

Czwarta ćwiartka rozpoczęła się od gry kosz za kosz. Po trójce Obarka i punktach spod tablicy Pelczara koszykarze w czarnych koszulkach wrócili do pięciopunktowej zaliczki (66:71). Jednak z dystansu dla łowiczan trafili Jankowski i Kobus, co dało im bliski kontakt z przeciwnikiem (72:73). Szybko ten pomysł wybił z głów Pelczar, zdobywając pięć punktów z rzędu (72:78). Sprawy w swoje ręce wziął Michał Jankowski, trafiając zza linii 6,75 m oraz spod kosza (77:80). Po celnej próbie zza łuku Maksymiliana Motela, Księżak przegrywał na 1:03 sekundy do końca meczu dwoma oczkami (80:82). Niemal do końcowych fragmentów pojedynku wszystko jeszcze było możliwe. W kluczowym momencie cenne punkty z wolnych dla Koziego Grodu zdobyli Jeszke oraz Pelczar. W ten sposób gracze AZS-u UMCS Start II Lublin przerwali niemoc na wyjazdach, pokonując Księżaka Łowicz 87:82.

Rawlplug Sokół Łańcut – MKKS Żak Koszalin 96:79

STATYSTYKI

Przed rozpoczęciem meczu w łańcuckim zespole do końca aktualnego sezonu nie zagra Jacek Jarecki. 33-letni rzucający wczoraj ogłosił w mediach społecznościowych, że jest po operacji kolana. To nieco skomplikowało sprawę składu personalnego na rywalizację z Żakiem Koszalin. Jednak po raz kolejny zawodnicy Dariusza Kaszowskiego znowu pokazali, że mimo przeciwności losu są w stanie pokazać charakter na boisku.

Pierwsze minuty premierowej odsłony należały do zawodników Piotra Ignatowicza. Dobrze spisywali się wówczas Jakub Dłoniak, Mateusz Pryć oraz Fineto Lungwana. Po trzypunktowym trafieniu tego gracza oraz półdystansie Sewioła to koszalinianie mieli kilkupunktowe prowadzenie (10:16). Do akcji w obozie gospodarzy włączył się Mateusz Szczypiński. Po ośmiu zdobytych przez niego oczek to Sokół wyszedł do przodu (21:18). Jednak końcowe fragmenty wpadły w ręce koszalinian za sprawą trójki Naczelnisa i wykorzystanych 2 z 4 wolnych Mikołaja Czyża. Po tej części zawodnicy z Koszalina prowadzili dwoma punktami (23:25).

W następnej odsłonie mecz nieco bardziej się wyrównał. Za każdym razem, gdy koszalińska ekipa wychodziła na kilkupunktową zaliczkę, to ta natychmiastowo została odrobiona przez zawodników z Podkarpacia przez m.in. Nowakowskiego, Struskiego oraz Bręka. Trzypunktowy rzut Struskiego oraz kolejne oczka Szczypińskiego zamknęły pierwszą połowę rywalizacji. Koszykarze Sokoła prowadzili z Żakiem 48:43.

Po dłuższej przerwie przewaga graczy w żółtych strojach została powiększona do 10 punktów za sprawą celnych rzutów Pisarczyka i Wrony (53:43). Rękę na pulsie w zespole przyjezdnych miał Lungwana wraz z Tomaszewskim. W ciągu sześciu minut koszalinianie dzięki agresywniejszej defensywie pozwolili graczom Sokoła zdobyć jedynie trzy oczka. Po celnym półdystansie Lungwany przewaga Sokoła została zniwelowana do jednego punktu (56:55). Bardzo dobry fragment gry pod koniec tej części zagrali Michał Lis oraz Filip Struski. Dwie trójki 19-letniego rozgrywającego oraz punkty skrzydłowego sprawiły, że Rawlplug Sokół po trzech częściach osiągnął ośmiopunktową przewagę (66:58).

Ostatnia kwarta była festiwalem trzypunktowych rzutów z jednej jak i z drugiej strony. Ciągle wynik pod kontrolą mieli łańcucianie, którzy po trójce Nowakowskiego prowadzili w połowie tej ćwiartki 10 punktami (82:72). Chwilę później zespoły grały kosz za kosz. Po akcji 2+ Harrisa Żak miał 7-punktową stratę do gospodarzy (84:77). W ważnym momentach pojedynku punktował Struski. To dzięki jego celnym akcjom Rawlplug Sokół Łańcut bezpiecznie dowiózł rezultat do końcowej syreny, który w ostatecznym rozrachunku wyniósł 96:79.

Dziki Warszawa – Weegree AZS Politechnika Opolska 69:76

STATYSTYKI

Dwie twarze meczu zobaczyliśmy w warszawskiej hali „Koło”. Warszawskie Dziki stały przed szansą na rehabilitację z pojedynku z Politechniką Opolską. W pierwszej połowie podopieczni trenera Krzysztofa Szablowskiego grali wręcz koncertowo. Fantastycznie w premierowej odsłonie spisywał się Bartosz Majewski, a wraz z nim jego koledzy: Karol Nowakowski, Przemysław Kuźkow czy Rafał Komenda – to po ich celnych rzutach Dziki wyraźnie prowadziły po tej części 30:14. Opolanie odrobinę lepiej zagrali w drugiej części, zwłaszcza w defensywie. Skutecznie trafiał Dominik Rutkowski wspomagany przez swoich kolegów. To jednak nie powstrzymało zapędów warszawian, którzy za każdym odpowiadali trzypunktową akcją lub punktami spod kosza. W ten sposób Dziki Warszawa prowadziły zasłużenie po 20 minutach 49:30.

Piętnastominutowa przerwa mocno zmotywowała graczy z Opola, ponieważ w dwóch następnych kwartach uszczelnili defensywę i lepiej dysponowali piłką w ataku. Zanim nastąpił plot-twist to warszawianie na początku trzeciej kwarty trzymali wypracowaną zaliczkę z dwóch kwarty dzięki efektownym akcjom Komendy. Wówczas zza łuku zaczęli przymierzać m.in. Kaczmarzyk, Wilk czy Rutkowski. Gospodarzom przestało cokolwiek wpadać do kosza. Jeszcze jedna trójka w wykonaniu Adama Skiby przybliżyła mocno przyjezdnych do Dzików na ostatnie dziesięć minut. Warszawianie wciąż prowadzili, lecz jedynie siedmioma punktami (61:54).

Ostatnią kwartę opolanie otworzyli runem 15:0. Dwie trójki Jodłowskiego i następna Kaczmarzyka dała ośmiopunktowe prowadzenie dla zawodników trenera Sadowskiego (61:69). W ciągu ponad pięciu minut warszawski zespół zdążył siedem rzutów z gry oraz cztery rzuty wolne. Złą passę przerwały punkty spod kosza Grochowskiego, Nowakowskiego oraz Majewskiego. To okazało się zbyt mało na graczy z Opolszczyzny. Punkty Szymona Kiwilszy okazały się w końcowym rachunku bardzo ważne w kontekście wygranej dla Politechniki Opolskiej 76:69.

SKS Starogard Gdański – Miasto Szkła Krosno 72:76

STATYSTYKI

Obydwa zespoły zdawały sobie sprawę z rangi tego pojedynku. Starogardzianie tym zwycięstwem mogli wskoczyć do górnej części tabeli. Krośnianie z kolei chcieli przełamać pasmo porażek na wyjeździe, a ponadto podłączyć się do zespołów ze środka tabeli. Podopieczni trenera Soji starciem w Starogardzie Gdańskim rozpoczęli wyjazdowe tourne po Polsce, które będzie trwało przez najbliższe trzy tygodnie.

Początek spotkania na Kociewiu był dość wyrównany, lecz w późniejszym czasie przewagę zaczęli uzyskiwać zawodnicy z Krosna. Po punktach zdobytych przez Konrada Dawdo oraz Romana Janika prowadzili 18:11. Na te wydarzenia próbowali zareagować Filip Stryjewski oraz Bartłomiej Pietras trafieniami z półdystansu. Jednak trzypunktowy rzut Juliana Jasińskiego i połowiczne wolne Dawida Zaguły sprawiły, że goście prowadzili po pierwszej dyszce różnicą ośmiu oczek (15:23).

Krośnianie dobrze otworzyli drugą odsłonę za sprawą dobrych trafień duetu Dawdo-Rompa (15:28). Gracze w białych strojach starali się odnaleźć rytm w ofensywie. Dopiero w czwartej minucie tej części trójkę trafił Burczyk (18:28). Przyjezdni wówczas zaczęli gubić skuteczność z gry, co skrzętnie wykorzystywali miejscowi. Po punktach Michała Sadło, Diabły zbliżyły się na pięć oczek do krośnian (23:28). Dłuższą niemoc w ataku zawodników z Podkarpacia przełamał dwiema trójkami Jasiński. Po 20 minutach obydwie ekipy schodziły na dłuższą przerwę przy dziewięciopunktowej zaliczce dla Szklanej drużyny (25:34).

Gracze SKS-u zabrali się po przerwie do solidnej pracy. Po skutecznych rzutach Bartłomieja Karolaka miejscowi skrócili dystans do rywali na trzy oczka (33:36). Jednak równie szybko odpowiadali swoimi trafieniami Roman Janik oraz Damian Ciesielski. Tym razem krośnianie z powrotem mieli kilkupunktowe prowadzenie (33:41). Po dłuższym fragmencie ponownie uaktywnił się Janik, a zaraz po nim Jasiński. Dzięki jego trzypunktowej akcji goście mieli dwucyfrową przewagę (35:46). Pałeczkę od tego stanu przejęli miejscowi za sprawą dobrych rzutów Ryżka, Stryjewskiego oraz Ćwiklińskiego. W ten sposób zawodnicy ze Starogardu Gdańskiego na ostatnie dziesięć minut schodzili z czteropunktową stratą do gości tej konfrontacji (50:54).

Przyjezdna drużyna otworzyła czwartą odsłonę od siedmiu punktów pod rząd. Kolejna celna trójka Janika pozwoliła znowu odskoczyć zawodnikom w czarno-zielonych barwach na jedenaście „oczek” (50:61). Do głosu doszli w późniejszym czasie gospodarze. W dobrej dyspozycji rzutowej był Ryżek, a pomagali mu Stryjewski, Szymański oraz Karolak. Celne trafienie z półdystansu Karolaka wyprowadziło koszykarzy SKS-u na prowadzenie (69:67). Jednak po chwili znów krośnianie wrócili na minimalne prowadzenie po punktach Szymańskiego i Jasińskiego (69:71). To zwiastowało nam duże emocje już do końca pojedynku. Chłodniejszą głowę zachowali przyjezdni, gdy na zwycięstwo przypieczętowały oczka z wolnych Janika. Tym samym koszykarze Miasta Szkła Krosno zrewanżowali się Diabłom, pokonując ich we własnej hali 76:72.

fot. Zbigniew Łaziński