Dla naszej reprezentacji był to ostatni mecz fazy grupowej. Awans z drugiego miejsca mieliśmy już pewny, a dzięki układowi wyników w innej grupie wiedzieliśmy, że w 1/8 finału zmierzymy się z Bośnią i Hercegowiną. Dlatego to spotkanie było już tylko formalnością
Mecz rozpoczęliśmy w piątce, której nikomu nie trzeba przedstawiać: Pluta, Loyd, Ponitka, Sokołowski i Balcerowski. Po drugiej stronie w pierwszej piątce wybiegł m.in. Manu Lecomte – dobrze znany z parkietów OBL, gdzie w barwach PGE Spójni Lublin zdobył wicemistrzostwo. Spotkanie otworzyło się dla nas średnio – rzut Balcerowskiego zza łuku został zablokowany przez Bako, a chwilę później zanotowaliśmy stratę 24 sekund. Belgowie szybko wykorzystali okazję – Vanwijn trafił za trzy, ale odpowiedział Balcerowski. Po chwili faulowany przy rzucie zza łuku był Sokołowski, jednak trafił tylko 1 z 3 prób. Za to dobrze z dystansu trafiał Lecomte, który już w pierwszej kwarcie dał się we znaki naszej obronie. Na szczęście rewelacyjną trójką odpowiedział Pluta, a po wejściu Łączyńskiego swoje zrobił też Olejniczak – ta dwójka świetnie współpracowała, co już widzieliśmy w meczu z Francją. Pierwsze 10 minut zakończyliśmy minimalnym prowadzeniem, 17:16.
Drugą kwartę znów od trójki otworzyli Belgowie, ale szybka odpowiedź Michalaka po wejściu pod kosz utrzymała nas w grze. Niestety rywale regularnie karcili nas rzutami zza łuku, a dobrze kryty Jordan Loyd miał problem z dojściem do swoich pozycji. W połowie kwarty Belgia prowadziła już 5 punktami, a po nieudanym podaniu Ponitki (przy kontrze 3 na 1) Igor Miličić musiał prosić o przerwę. Po niej spróbowaliśmy ustawienia z dwoma wysokimi – Olejniczakiem i Balcerowskim – ale to nie przyniosło efektu, bo Belgowie dalej trafiali z dystansu. Na 150 sekund do końca połowy przegrywaliśmy 27:36. Dopiero w końcówce udało się poderwać drużynę – świetny blok Olejniczaka i wsad Sokołowskiego w kontrze dały nam impuls. Do szatni schodziliśmy jednak z 6-punktową stratą, 33:39.

Po przerwie Belgowie pokazali, że nie zamierzają tanio sprzedać skóry – zaczęli od serii 5:0, którą dopiero przerwał Andrzej Pluta. Rywale grali szybko i skutecznie, a nam nie siedziało z dystansu, przez co różnica punktowa zaczęła niepokojąco rosnąć. Całkowicie bez rytmu był Jordan Loyd – jeszcze bohater wcześniejszych meczów – w tym spotkaniu miał na koncie tylko 1 punkt. Dopiero punkty z linii rzutów wolnych Mateusza Ponitki pozwoliły zmniejszyć stratę z 16 do 8 oczek.
Spotkanie dodatkowo nabrało temperatury po bardzo brzydkim faulu Tumby na Michale Sokołowskim – już po gwizdku. Doszło do spięcia między obiema drużynami, a pod kosz przeciwników podszedł nawet Igor Milicić, ryzykując przewinienie techniczne. Na szczęście zimną krew zachował Sokołowski – trafił wszystkie cztery rzuty wolne, a chwilę później Ponitka wykorzystał kolejne dwa, co zmniejszyło różnicę do zaledwie 4 punktów. Jeszcze lepiej zrobiło się po akcji 2+1 naszego kapitana, choć wtedy doszło do kuriozalnej sytuacji – przy jednym z wejść Ponitka naruszył konstrukcję siatki, co spowodowało kilkuminutową przerwę techniczną.
Po wznowieniu gry świetnie spisywał się Olejniczak, który swoją aktywnością pozwolił nam wyrównać wynik, a po indywidualnym wejściu Łączyńskiego Polska objęła prowadzenie. Ostatecznie jednak po trafieniu z półdystansu dobrze znanego z OBL Manu Lecomte’a, trzecią kwartę zakończyliśmy remisem 58:58.

W czwartą kwartę weszliśmy bardzo niemrawo – Michał Michalak dostał aż dwa bloki w jednej akcji. Mimo to, wynik wciąż oscylował wokół remisu. Po faulu na Balcerowskim i jego dwóch celnych osobistych wyszliśmy na minimalne prowadzenie 60:59. Kamil Łączyński dalej błyszczał swoimi podaniami – „Profesor” raz po raz udowadniał, jak bardzo potrzebna była jego obecność w tej kadrze. Z kolei Ponitka próbował bawić się w podobne zagrania, ale niestety kończyło się to stratami.
Gra zrobiła się nerwowa – wymienialiśmy się z Belgami cios za cios, a każda akcja mogła przechylić szalę zwycięstwa. Na dwie minuty przed końcem prowadzenie dał nam Jordan Loyd po celnym rzucie z półdystansu. Ostatnie sekundy to jednak festiwal niewykorzystanych okazji – niecelne rzuty i zbiórki w ataku, aż w końcu zegar 24 sekund zatrzymał akcję Loyda. I wtedy, na 4 sekundy przed końcem, Manu Lecomte trafił zimną krwią półdystans, który okazał się decydujący. Polska przegrała z Belgią 69:70.

