Po bardzo intensywnym i momentami szalonym spotkaniu Anwil Włocławek wykorzystał atut własnego parkietu i w debiucie Ronena Ginzburga na ławce trenerskiej pokonał Dziki. Kluczowa okazała się zespołowa gra po przerwie oraz skuteczna końcówka, w której gospodarze nie pozwolili rywalom na odwrócenie losów meczu.
Pierwsza połowa
Od dwóch niecelnych rzutów zza łuku rozpoczęli gospodarze, ale po dwóch zbiórkach w ofensywie pierwsze punkty po ponowieniu dorzucił Tyler Wahl. Na to szybko odpowiedział Landrius Horton celną trójką, a po chwili świetnie pobiegł do kontry i wymusił faul, stając na linii rzutów wolnych i wykorzystując oba. Był to debiut w roli trenera Ginzburga i widać było pewne różnice, jak chociażby lepsze krążenie piłki. Samo spotkanie miało bardzo dobre tempo, które mogło podobać się kibicom, nie brakowało zarówno szybkich, jak i efektownych zagrań. Po pięciu minutach na prowadzeniu byli przyjezdni po trójce Soaresa 14:10, a po chwili kolejną trójkę dołożył Tahlik Chavez i po raz pierwszy w meczu o czas poprosił Ronen Ginzburg. W pewnym momencie zawodnicy Anwilu podejmowali jednak złe decyzje rzutowe i nie mieli zbiórek w ataku, mieli za to problem z faulami i przez ostatnie trzy minuty byli ponad limit, co skutkowało rzutami wolnymi Dzików przy każdym przewinieniu. Nawet bez rzutów wolnych goście zdobywali punkty, gdy gospodarze popełniali błędy w obronie, szczególnie gdy w rogu parkietu nie był kryty Chavez. Na koniec kwarty jeszcze za dwa trafił Grzegorz Kamiński, a gra Dzików i ich energia mogły zaskakiwać. Po dziesięciu minutach na prowadzeniu byli goście 29:17.
Drugą kwartę od razu od punktów rozpoczął Michał Michalak, lecz Kamiński nie zamierzał odpuszczać i dołożył kolejne dwa oczka. Po dobrym wjeździe na kosz w wykonaniu Locketta, przy wyniku 31:23, czas wziął Leggovich. Po przerwie atak jego zespołu nie przyniósł punktów, a z drugiej strony świetną akcją popisał się Elvar Fridriksson, kompletując akcję 3+1, choć nie trafił rzutu wolnego. Chwilę później Islandczyk dołożył celny rzut za dwa, a następnie asystował przy punktach Locketta. Anwil grał w tym fragmencie bardzo dobrą obroną, co skutkowało przechwytami, a po jednym z nich za trzy trafił Nijal Pearson i Rottweilery wyszły na prowadzenie 33:31 po serii 14:0. Do reakcji zmuszony był trener Dzików, który poprosił o time out. Dwie akcje wystarczyły Warszawianom, by ponownie objąć pięciopunktowe prowadzenie, a przerwę na żądanie wziął wówczas Ginzburg. Po niej było widać efekt, ponieważ Anwil zanotował serię 7:0, którą przerwał Soares, kompletując akcję 2+1. Na koniec kwarty szansę na punkty z linii rzutów wolnych miał Landrius Horton, jednak najlepszy strzelec ligi nie trafił ani jednego rzutu, a dobitki nie było. Po dwudziestu minutach gry na prowadzeniu byli gospodarze 46:43.

Druga połowa
Dobrze po przerwie rozpoczęli Anwilowcy, dzieląc się piłką, a następnie Tyler Wahl wykorzystał przewagę fizyczną nad rywalem i dorzucił dwa oczka. Chwilę później świetnym przechwytem popisał się Nijal Pearson, który sam wykończył akcję. W pewnym momencie faul niesportowy popełnił Ody Oguama, wysyłając Pearsona na linię rzutów wolnych. Skrzydłowy Anwilu trafił jeden raz, lecz po chwili zza linii 6,75 przymierzył Michał Michalak i to trafienie dało gospodarzom dziesięciopunktowe prowadzenie. Odpowiedział na to Landrius Horton, zdobywając pierwsze punkty z gry dla Dzików w tej kwarcie.
Z boiska musiał zejść Borowski, który po starciu z Oguamą ucierpiał w okolice nosa. Trójkami Dziki wróciły do gry i z dziesięciu punktów przewagi Anwilu pozostały zaledwie cztery, co skłoniło Ginzburga do wzięcia przerwy na żądanie. Po niej Pearson nie trafił rzutu, a faulowany był Słupiński. Przy przekroczonym limicie fauli Vander Plas stanął na linii i wykorzystał oba rzuty wolne. Serię rywali przerwali Elvar Fridriksson i Wahl akcją dwupunktową, jednak chwilę później seria 13:2 oraz akcja 2+1 Hortona wyprowadziły przyjezdnych na prowadzenie. Zaraz potem identycznym zagraniem popisał się Caruthers i Dziki miały już cztery punkty przewagi.
Wielkim nieobecnym punktowo był w tym meczu Slaughter, który długo nie mógł znaleźć drogi do kosza. Po jednym z jego niecelnych rzutów za trzy piłkę zbił jednak Lockett, dopadł do niej Michał Kołodziej i trafił zza łuku, wyprowadzając Anwil na prowadzenie 67:65 na dwie minuty do końca kwarty. Chwilę później celnymi trójkami wymienili się Chavez i Slaughter, dla którego były to pierwsze punkty w meczu. Trzecia kwarta była bardzo intensywna i zakończyła się wynikiem 28:27 na korzyść Anwilu, który po trzydziestu minutach prowadził 74:70.
Ostatnią część spotkania od czterech punktów rozpoczął Caruthers, szybko doprowadzając do remisu. Chwilę później Rottweilery zanotowały szalony fragment, zdobywając osiem punktów w niespełna czterdzieści sekund. Mimo prób odpowiedzi ze strony Dzików, Anwil utrzymywał prowadzenie, poprawił skuteczność i na trzy i pół minuty przed końcem Tyler Wahl dołożył kolejne punkty, wyprowadzając gospodarzy na dziesięciopunktowe prowadzenie. Wówczas o czas poprosił Marco Leggovich. Mecz do samego końca był bardzo intensywny i pełen walki, jednak Dzikom zabrakło już argumentów, by odwrócić losy spotkania. Ostatecznie Anwil Włocławek wygrał 105:96.

