Trzy sobotnie spotkania była kontynuacją 19.kolejki meczów Orlen Basket Ligi! Górnik Zamek Książ Wałbrzych po szalonym rollercoasterze w Warszawie poskromił miejscowe Dziki. Mocna druga połowa w wykonaniu Anwilu Włocławek pozwoliła im odnieść zwycięstwo w Dąbrowie Górniczej. Z roli faworyta wywiązał się Energa Trefl Sopot, pokonując aktualnego beniaminka — Miasto Szkła Krosno.
Energa Trefl Sopot 94:81 Miasto Szkła Krosno
Sopocianie w porównaniu do WKS Śląska Wrocław (przegrana z Tauronem GTK 84:85) oraz Kinga Szczecin (przegrana ze Stalą 81:76) wywiązał się z roli faworyta meczu, narzucając w trzeciej części swój styl gry. Krośnianie jedynie przez 23 sekundy po trójce Leemeta Bocklera (16 pkt, 5/9 z gry w tym 4/8 zza łuku) zdołali jedynie objąć prowadzenie, ale 12-punktowy serial gospodarzy z końcówki pierwszej kwarty ustawiła sopocką ekipę jako kontrolera spotkania. Mimo tego obok estońskiego skrzydłowego skrzętnie udzielał się również Benjamin Shungu (17 pkt, 8 as, 4 zb), który dzielnie trzymał Krośnian w grze.
Jednakże zespół z Trójmiasta dużo lepiej dzielił się piłką, co dało sporą różnicę w trzeciej dyszce (33:17). W konsekwentnym budowaniu dwucyfrowej zaliczki pomagali Mindaugas Kacinas, Szymon Zapała, Kasper Suurorg, a także Dylan Addae-Wusu. Kacinas oraz Suurorg zakończyli zawody z podobnym dorobkiem 21 punktów, 5 zbiórek i 3 asyst. Ponadto na uwagę zasłużyli również Paul Scruggs, który mógł ponownie skompletować triple-double (10 punktów, 10 asyst, 6 zbiórek) oraz Jakub Schenk, który rozdał swoim kolegom 10 asyst. Ekipa Mikko Larkasa po tym zwycięstwie wskakuje na 3. miejsce, a Miasto Szkła obecnie zamyka tabelę z dorobkiem 3 zwycięstw i 16 porażek.
MKS Dąbrowa Górnicza 85:94 Anwil Włocławek
W Dąbrowie Górniczej, włocławskie Rottweilery po znakomitej drugiej połowie poradził sobie z MKS-em. Już od jakiegoś czasu widzowie przyzwyczaili się do tego, że Anwil w jednym spotkaniu pokazuje charakter i idzie w stronę mistrza Polski, a w następnym wygląda jakby chciał dołączyć do „Igrzysk Śmierci” jak kto miało miejsce w Gliwicach. Tym razem w sobotni wieczór fani włocławskiego zespołu obejrzeli dwie różne połowy. W pierwszej pozwolili Dąbrowianom nagminnie zdobywać punkty z ponowienia, a imponującą skutecznością wykazywał się Luther Muhammad inkasując do przerwy aż 19 punktów (7/9 z gry). Co więcej obok 26-letniego rzucającego w pierwszej połowie pomagali również Martin Peterka, Ron Curry oraz Jamarii Thomas.
Mimo tego w drugich dwudziestu minutach główną przyczyną porażki okazała się słabość na rozegraniu. Z tej broni skorzystali m.in. AJ Slaughter czy też Elvar Fridriksson, dając po celnych trójek prowadzenie dla przyjezdnych. Jeszcze przez pewien moment rezultat umieli odwrócić Martin Peterka, Adrian Bogucki czy Ron Curry. Jednakże łatwo zdobywane punkty spod tablicy Trevona Allena, Mate Vucicia czy także Michała Kołodzieja pomogły Rottweilerom w uzyskaniu 14-punktowej zaliczki w połowie czwartej kwarty (69:83).
Jeszcze jedną szansę dla gospodarzy dawały trójki Marka Piechowicza oraz trafienia Jamariego Thomasa, które mocno przybliżyły MKS-u na trzypunktową stratę. Ostateczny cios zadał zza linii 6,75m A.J Slaughter, który przypieczętował Anwilowi jedenaste zwycięstwo. Dzięki tej wygranej zespół Ronana Ginzburga ma podobną ilość zwycięstw jak Zastal Zielona Góra oraz Dziki Warszawa.
Dziki Warszawa 78:84 Górnik Zamek Książ Wałbrzych
„Rollercoaster w Warszawie” – takimi słowami można krótko opisać pojedynek między Dzikami Warszawa a Górnikiem Zamek Książ Wałbrzych, który skończył się zwycięsko po stronie. Podopieczni Marco Legovicha mimo 6-punktowej straty po pierwszej połowie na początku trzeciej kwarty zrobili run 27:3, który odwrócił role w meczu. Głównie dzięki trafieniom Rivaldo Soaresa (7 pkt, 4 zb, 3/11 z gry), Landriusa Hortona (24 pkt, 5 zb, 5 as, 8/19 z gry), a także udanym zagraniom Grzegorza Kamińskiego (11 pkt, 4 zb, 3 as, 4/12 z gry) i Thalika Cahveza, Dziki osiągnęły dwucyfrowe prowadzenie, które wydawało się niezagrożone.
Jednakże w decydującej partii rezultat odmienił Marc Garcia, który zdobył 14 z 21 punktów dla wałbrzyskiej ekipy. Przy wsparciu od Avery’ego Andersona, Ike’go Smitha oraz Barreta Bensona, Górnik odmienił mecz serią 25:4, która wyciągnęła im zwycięstwo. Na ten szturm starali się jeszcze reagować Darnell Edge, Grzegorz Kamiński oraz Landrius Horton, ale ich zagrania niewiele odmieniały w końcowym wyniku. Cztery punkty zdobyte w ciągu ośmiu i pół minuty czwartej kwarty i 27% skuteczność z gry w tej części były pogrążeniem stołecznej drużyny. Marc Garcia skończył mecz na 21 punktach i 5 zbiórkach, a 18 punktów, 5 asyst i 4 zbiórki dopisał Avery Anderson. W ten sposób Wałbrzyszanie dołożyli swoje dziesiąte ligowe zwycięstwo do swojego konta (10-8), Dziki zaś notują ósmą porażkę, która zwinduje ich na szóstą pozycję (po rozegranym meczu Czarnych z Legią).
fot. Dziki Warszawa
KW
