Anwil bliżej brązu

Choć Trefl lepiej rozpoczął i imponował momentami grą zespołową, to Anwil wykazał się większym opanowaniem w decydujących momentach. Mimo sporego zmęczenia sezonem to włocławianie przełamali impas dzięki punktom Turnera i skutecznej defensywie. Zmarnowane przewagi i straty sopocian przesądziły o ich porażce 85:88. Anwil zrobił pierwszy krok w walce o trzecie miejsce.

Andrzej Romański / plk.pl

Pierwsze punkty w meczu zdobył po rzucie zza łuku Marcus Weathers, a po chwili wynik powiększył Groselle, trafiając swój firmowy rzut (5:0). Pierwsze punkty dla Rottweilerów zdobył Luke Petrasek, który trafił za trzy (5:3). Początek spotkania był dość bezbarwny – w zawodnikach było widać rozczarowanie faktem, że nie mierzą się w finale, lecz walczą o ostatnie miejsce na podium ligi. Fatalnie w mecz wszedł Luke Nelson, który w krótkim odstępie czasu zanotował dwie straty, przez co trener Selçuk Ernak zdecydował się zdjąć go z boiska. Im dalej w kwartę, tym większą przewagę zyskiwała drużyna z Sopotu. Jednak na niespełna trzy minuty przed końcem pierwszej części meczu to przyjezdni złapali lepszy rytm i zdołali zniwelować straty do trzech punktów. Przez chwilę utrzymywali się blisko, ale mimo wszystko nie zdołali ich całkowicie odrobić. Po dziesięciu minutach Trefl prowadził 25:22 i mógł się cieszyć lepszą skutecznością z gry – 61 procent wobec 47 procent Anwilu.

Druga kwarta rozpoczęła się nieskutecznie dla obu zespołów. Pierwsze punkty tej części meczu zdobył dopiero po stu sekundach Marcus Weathers, a chwilę później kolejne dwa oczka dołożył Mikołaj Witliński, dając Treflowi siedmiopunktowe prowadzenie. W dalszej części gry obie drużyny nie prezentowały szczególnie wysokiego poziomu. Ich gra nie była widowiskowa, a Anwil jedynie momentami zmniejszał straty do trzech punktów, po czym Trefl znów odskakiwał na sześć, siedem oczek. Tak wyglądała większość tej kwarty. Sytuacja zmieniła się na minutę przed końcem pierwszej połowy, gdy trzykrotni mistrzowie Polski doprowadzili do remisu 40:40. Chwilę później Deane Williams trafił za trzy, dając swojej drużynie prowadzenie 43:40. O czas poprosił trener Żan Tabak, jednak po tej przerwie gospodarze popełnili stratę, co natychmiast wykorzystał Justin Turner. Dzięki temu Anwil schodził do szatni z prowadzeniem 45:42.

Malwina Sidor / PGE Start Lublin

Po przerwie świetnie pierwsze zagranie wykorzystał DJ Funderburk, trafiając zza łuku. Po tym rzucie sopocianie byli w stanie w ciągu kilku akcji odrobić stratę sześciu oczek, jednak szybko przerwać tę mini serię potrafili Funderburk i Turner. Ich euforia oraz prowadzenie nie trwały jednak długo, bo trójkę na prowadzenie trafił Kennedy, który oczekiwał faulu, lecz sędzia nie był przychylny jego interpretacji i nie odgwizdał przewinienia. Chwilę później tym samym popisał się świetny Justin Turner. Gra mogła się momentami bardziej podobać niż w pierwszej połowie, jednak wciąż nie był to poziom, jakiego oczekiwaliby kibice. Po zawodnikach wyraźnie było widać zmęczenie sezonem. Na ponad dwie minuty przed zakończeniem trzeciej kwarty błysk formy zaprezentował Anwil, który szybko zdobył pięć punktów i objął prowadzenie 66:61. Wówczas o czas poprosił chorwacki szkoleniowiec Trefla. Po tej przerwie obraz gry nie uległ większej zmianie, a drużyny wymieniały się punktami. Sprytem w końcówce kwarty wykazał się Mikołaj Witliński, kompletując akcję 2+1. Jednak równo z syreną kończącą tę część meczu zza linii 6,75 trafił PJ Pipes. Ostatecznie trzecia kwarta zakończyła się prowadzeniem przyjezdnych 74:66.

Na początku ostatniej kwarty punktowanie rozpoczął Nick Johnson, trafiając swoją czwartą trójkę w meczu. Chwilę później odważnie przeciwko Petraskowi zagrał Witliński, kończąc akcję punktami, a w kolejnej akcji swoją firmową zagrywką popisał się Jarosław Zyskowski, trafiając za trzy i zmniejszając straty do zaledwie jednego punktu. Po tych akcjach to wciąż Trefl dominował w czwartej kwarcie bez dwóch zdań. Po ponad czterech minutach gry prowadził w tej części 11:1 i zdołał wyjść na prowadzenie 77:75. Mistrzowie Polski zaskoczyli przeciwników zarówno grą w ataku, jak i w obronie, na którą Selçuk Ernak nie miał odpowiedzi. Sytuacja zmieniła się jednak pomiędzy piątą a czwartą minutą gry, kiedy to Anwil szybko zdobył pięć punktów i wyrównał stan meczu na 80:80, zmuszając Żana Tabaka do poproszenia o przerwę na żądanie.

Po niej trójkami popisali się najpierw Jakub Schenk, a potem Justin Turner, i z pewnością kibice mogli być zadowoleni, że ofensywa obu drużyn się rozruszała. Po kilku nieskutecznych akcjach punkty zdobył Deane Williams, który po świetnej zbiórce w ataku dorzucił dwa oczka spod obręczy. Po tym biegnący do kontry Nick Johnson, zdaniem sędziów, flopował, próbując wymusić przewinienie, za co został ukarany faulem technicznym. Chwilę później, oprócz trafionego rzutu wolnego za przewinienie techniczne, Justin Turner świetnie zachował się w obronie, a następnie zakończył akcję punktami spod samego kosza. Na 35 sekund przed końcem meczu to Anwil prowadził 88:85. Wynik nie uległ już zmianie i to Rottweilery miały przewagę przed rewanżem na własnym parkiecie.

About Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *