Gdy wydawało się, że Legia Warszawa jest już o krok od obrony mistrzostwa Polski, koszykarze Orlen Zastalu Zielona Góra po raz kolejny pokazali charakter. Podopieczni Arkadiusza Miłoszewskiego wygrali przed własną publicznością 76:74, a bohaterem spotkania został Conley Garrison, który rzutem za trzy punkty na sekundę przed końcem zapewnił swojej drużynie zwycięstwo i doprowadził do siódmego meczu finałów Orlen Basket Ligi!
Orlen Zastal Zielona Góra 76 : 74 Legia Warszawa
Spotkanie rozpoczęło się od posiadania Legii, jednak po podwojeniu Andrzeja Pluty goście szybko stracili piłkę. Obie drużyny od początku postawiły na twardą obronę i przez pierwsze półtorej minuty nie potrafiły znaleźć drogi do kosza. Niemoc przełamał w końcu Jayvon Graves, dobijając niecelny rzut Carla Ponsara. Odpowiedział Krzysztof Sulima, a po chwili swoje pierwsze punkty zdobył także Conley Garrison, trafiając z półdystansu. Na jego trafienie szybko odpowiedział Andrzej Pluta.
Wykorzystując problemy ofensywne przyjezdnych oraz ich przewidywalność w ataku, Zielonogórzanie zaczęli stopniowo budować przewagę. Legia długo nie mogła znaleźć rytmu, a pierwszą skuteczną trójką dla gości popisał się dopiero Sillins. Na 44 sekundy przed końcem kwarty zza łuku trafił Chauvaughn Lewis, wyprowadzając gospodarzy na pięciopunktowe prowadzenie, po czym o czas poprosił Heiko Rannula. Do końca pierwszej odsłony wynik nie uległ już zmianie i po 10 minutach Zastal prowadził 17:12.
Drugą kwartę lepiej rozpoczęli gospodarze. Choć Dwight Wilson nie wykorzystał dwóch rzutów wolnych, chwilę później sam naprawił swój błąd, zbierając piłkę w ataku i zdobywając punkty. Legia popełniała mnóstwo strat, co bezlitośnie wykorzystywali podopieczni Arkadiusza Miłoszewskiego, odskakując nawet na dziesięć punktów. Serię gospodarzy przerwał Brewton, trafiając zza łuku, jednak odpowiedź przyszła błyskawicznie. Najpierw swoje umiejętności zaprezentował Andy Mazurczak, a chwilę później skuteczną trójką popisał się Chauvaughn Lewis.
Legioniści zaczęli jednak stopniowo odrabiać straty. Brewton trafił zza łuku z faulem, choć nie wykorzystał dodatkowego rzutu wolnego. W końcówce połowy ważne punkty zdobył Andrzej Pluta, a następnie Carl Ponsar dwukrotnie stawał na linii rzutów wolnych, wykorzystując po jednej próbie. Po 20 minutach Zastal nadal prowadził 35:30.
Po zmianie stron mocno rozpoczął Jakub Szumert, trafiając za trzy. Na pierwsze punkty Legii trzeba było czekać niemal dwie minuty, kiedy Race Thompson skutecznie przedarł się pod kosz mimo potrojenia. Chwilę później kibice obejrzeli efektowną akcję duetu Mazurczak – Szumert, zakończoną wsadem młodego zawodnika. Zielonogórzanie napędzali się z każdą kolejną akcją, podczas gdy Legia coraz częściej próbowała ratować się rzutami z dystansu.
W drugiej części trzeciej kwarty gra się wyrównała, a obie drużyny wymieniały się ciosami. Gospodarze utrzymywali jednak kilkupunktową przewagę i po 30 minutach prowadzili 58:50.
W decydującą odsłonę znakomicie weszli goście. Carl Ponsar już w pierwszej akcji zdobył punkty z faulem, kompletując akcję 2+1, a chwilę później Jayvon Graves trafił zza łuku i przewaga Zastalu stopniała do zaledwie dwóch punktów. Na te akcje świetnie odpowiedział Conley Garrison, który sam zdobył trzy punkty po akcji 2+1, a chwilę później Jakub Szumert popisał się efektownym blokiem.
Legia jednak nie odpuszczała. Świetnie spisywał się Ponsar, a na sześć minut przed końcem Hunter doprowadził do remisu, zmuszając Arkadiusza Miłoszewskiego do wzięcia czasu. Po przerwie szczęśliwie zza łuku trafił Szumert, ale odpowiedzialność za zdobywanie punktów po stronie gości przejęli Jayvon Graves i Brewton. To właśnie dzięki nim Legia wyszła na prowadzenie.
Na niespełna trzy minuty przed końcem kapitalną akcję 2+1 zaliczył Andy Mazurczak, lecz niemal natychmiast odpowiedział Ponsar. Na półtorej minuty przed końcową syreną kapitan Zastalu ponownie trafił do kosza, a chwilę później ważny blok zanotował Conley Garrison.
Na mniej niż minutę przed końcem odpowiedzialność na siebie wziął Jakub Szumert, który wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Heiko Rannula poprosił o przerwę na żądanie, a końcówka była prawdziwym rollercoasterem. Po niecelnym rzucie Szumerta gospodarze zebrali piłkę i starali się maksymalnie wykorzystać czas. Osiem sekund przed końcem faulowany został Matczak, jednak nie wykorzystał żadnego z dwóch rzutów wolnych.
Legia miała jeszcze swoją szansę. Po czasie dla Arkadiusza Miłoszewskiego piłka trafiła do Brewtona, który łatwo minął Matczaka i zdobył punkty, wyprowadzając mistrzów Polski na prowadzenie.
Ale ostatnie słowo należało do gospodarzy.
Conley Garrison dostał piłkę na sekundę przed końcem i trafił niesamowitą trójkę na zwycięstwo! Hala eksplodowała z radości, a Zastal wygrał 76:74, doprowadzając do siódmego meczu finałów!
