2 października 2022

Projekt Kosz

TWOJE ŹRÓDŁO KOSZYKÓWKI

Dziki i WKK w Play-Offach, Słodko-Gorzki triumf Diabłów

To niewątpliwie była wyjątkowa niedziela w Suzuki 1 Lidze. Po 34. seriach oraz 272 rozegranych meczów znamy już osiem zespołów, które 19 kwietnia rozpoczną walkę o awans do Energa Basket Ligi w przyszłym sezonie. Zdecydowanie interesująco było w Kozim Grodzie, gdzie Dziki Warszawa pokonali AZS UMCS Start II Lublin. Tym samym podopieczni trenera Krzysztofa Szablowskiego zagrają po raz pierwszy w decydującej rozgrywce. Awans do play-offów wywalczyli również gracze WKK Wrocław, ogrywając Politechnikę Opolską. Słodko-gorzki smak zwycięstwa odczuli gracze Diabłów, gdyż zwycięstwo z Decką nie zapewniło im biletu do najlepszej ósemki. Krakowianie po wyczerpującej walce uznali wyższość łańcuckiego Sokoła. W pozostałych meczach triumfy odnieśli koszykarze: Miasta Szkła Krosno, Sensation Kotwicy Kołobrzeg, PGE Turowa Zgorzelec oraz MKKS-u Żak Koszalin.

AZS UMCS Start II Lublin – Dziki Warszawa 72:84 STATYSTYKI

Obydwa zespoły potrzebowały zwycięstwa, aby wywalczyć bezpośrednio miejsce w play-offach. Niedzielny wieczór należał do warszawskich Dzików, którzy po raz drugi ograli akademików z Koziego Grodu w hali Globus. Jeszcze trzy miesiące temu jak na ironię losu warszawianie okupowali dolne rejony tabeli, lecz ten czas przepracowali na tyle, by wystarczyło na historyczny dla klubu awans do play-off.

Stołeczni dobrze otworzyli mecz od trójek Grzegorza Grochowskiego i punktach Bartosza Majewskiego. Jednak lublinianie zdołali odkręcić rezultat dzięki trafieniom Karola Obarka, Krzysztofa Wąsowicza i Bartosza Ciechocińskiego. Później do ofensywy włączyli się Mateusz Szwed oraz Piotr Pamuła, dając ponownie inicjatywę Dzikom. Miejscowi znowu wyszli na przód dzięki punktom Gospodarka i trójce Obarka, ale goście podgonili wynik dzięki Kopyckiemu i Grochowskiemu. Po 10 minutach minimalnie lepsi byli akademicy z Lublina (20:19), gdy jeden z trzech rzutów wolnych wykorzystał Myśliwiec. Drugą kwartę dwiema celnymi trójkami otworzył Pelczar, lecz po przeciwnej stronie skutecznie punktował Pamuła. Po akcji 2+1 32-letniego skrzydłowy prowadzenie wróciło do Dzików (28:30). Chwilę później wynik podwyższyli celnymi rzutami Kopycki oraz Kuźkow. Gospodarze starali się do końca pierwszej połowy podgonić swoich rywali, lecz skutecznie utrudniał ten zamiar Bartosz Majewski. W ten sposób Dziki po 20 minutach wygrywali 44:35.

Po dłuższej przerwie lubelski zespół wrócił do gry dzięki dobrej dyspozycji Obarka i trójce Pelczara. Po pięciu punktach z rzędu Mikołaja Stopierzyńskiego rezerwy Startu objęli prowadzenie (54:50). Złą passę w grze stołecznych przerwali swoimi punktami Pamuła oraz Majewski. Jednak w dobrą porę zareagowali Wąsowicz oraz Myśliwiec, trafiając odpowiednio: pierwszy z rzutów wolnych, drugi spod obręczy. Trzypunktowa akcja Pamuły zamknęła trzecią kwartę, po której mieliśmy remis (58:58). Zatem wszystko zaczęło się od nowa. Stołeczni ostatnią część rozpoczęli od serii 8:0. Następnie Rafał Komenda i Piotr Pamuła dołożyli następne siedem punktów, a przewaga Dzików wyniosła już 13 „oczek” (60:73). Szalę starali się przechylić celnymi rzutami z dystansu Obarek oraz Pelczar, lecz ostateczny cios zadał Szwed punktami spod kosza oraz z rzutów wolnych. W ten sposób koszykarze Dziki wygrali całe spotkanie 84:72.

Najlepszym zawodnikiem gości był Piotr Pamuła, który zgarnął 26 punktów. W zespole pokonanych brylował Karol Obarek, autor 18 punktów i 8 zbiórek. Tym samym lublinianie pożegnali się z grą w play-offach, zajmując 10. pozycję (16-16).

WKK Wrocław –  Weegree AZS Politechnika Opolska 86:82 STATYSTYKI

Wrocławianie jako ostatni zespół zapewnił sobie udział w fazie postsezonu po wygranym spotkaniu z Politechniką Opolską. Opolanie niezależnie od rezultatu tego starcia wiedzieli, że przystąpią z czwartej pozycji. Natomiast losy podopiecznych Łukasza Dziergowskiego w play-offach ważyły się niemal do teraz. Jednak niedzielny triumf sprawił, że w najważniejszej części sezonu wejdą z 6. lokaty.

Wrocławianie genialnie otworzyli mecz, a bardzo dobrze w ofensywie spisywał się Łukasz Uberna. Chwilowo opolanie podgonili rezultat za sprawą celnych rzutów Dominika Rutkowskiego oraz Szymona Kiwilszy. Następnie zza linii 6,75 m pocelowali Tomasz Ochońko oraz Michał Chrabota. Od tego czasu gospodarze w białych strojach trzymali 6-7 punktów w zapasie. Opolanom udało się nieco nadgonić miejscowych za sprawą wolnych Adama Kaczmarzyka i Marcela Kapuścińskiego. Po pierwszej kwarcie gracze z Dolnego Śląska prowadzili 23:18, a kwartę zamknął efektowną paczką Nick Madray. Druga odsłona była w miarę wyrównana. W opolskim zespole szalał Kapuściński, lecz po stronie WKK aplikowali punkty Patoka, Ochońko, Wilczek oraz Madray. Dwie trzypunktowe próby Jakuba Koelner pozwoliły odskoczyć miejscowym na 39:27. Parę chwil później gra zrobiła się bardziej zacięta, a Kiwilsza i Kaczmarzyk zaczęli mozolnie odrabiać straty. Trafienie z dystansu Tomasza Ochońko zamknęło pierwszą połowę meczu, po której zasłużenie prowadzili wrocławianie 49:39.

Po pauzie wrocławianie trzymali zarówno dobry rytm w ofensywie, a ponadto dwucyfrową zaliczkę. Po punktach z wolnych Chraboty było 58:45. W następnym fragmencie obie ekipy złapał słabszy fragment w ataku, z którego lepiej wytaraskali się goście. Punkty spod kosza Kobla, Kreffta, trzypunktowy rzut Piszczatowskiego i następne cztery „oczka” Kapuścińskiego zmniejszyły przewagę WKK do trzech „oczek”. Jednak pod sam koniec tej części Tomasz Prostak i Tomasz Ochońko dodali po jednej trójce. Zawodnicy z Dolnego Śląska prowadzili po trzech kwartach 67:58. Miejscowi wrócili do wyższej zaliczki na początku ostatniej kwarty, gdy do Prostaka i Ochońko swoje trzy punkty dołożył Koelner (77:62). Gracze z Opolszczyzny nie zamierzali składać broni, a przy pomocy punktów Kaczmarzyka i Kreffta na 9 sekund przed zakończeniem rywalizacji było 85:82. Cenne „oczko” na wagę zwycięstwa dał Jakub Koelner. Ostatecznie WKK Wrocław ograli Weegree AZS Politechnikę Opolską 86:82.

Dla WKK 18 punktów rzucił Tomasz Ochońko, z kolei Michał Chrabota zakończył mecz z double-double (17 punktów i 12 zbiórek). Po przeciwnej stronie boiska 16 punktów i 6 zbiórek uzbierał Adam Kaczmarzyk, punkcik mniej miał Marcel Kapuściński (15 punktów).

AZS AGH Kraków – Rawlplug Sokół Łańcut 74:80 STATYSTYKI

Krakowianie stoczyli twardy bój z łańcuckim Sokołem, lecz po bardzo dobrych zawodach lepsi okazali się podopieczni trenera Kaszowskiego. Dla łańcucian było to potwierdzenie bardzo dobrej formy przed decydującymi rozgrywkami, ponieważ po 17 latach zaczną fazę play-off z fotelu lidera. Krakowska drużyna mimo porażki w ostatnim meczu również z obecnego sezonu wyjdą z twarzą, ponieważ ciężką pracą i zaangażowaniem znaleźli się w najlepszej ósemce.

Na samym początku meczu na prowadzeniu byli zawodnicy Sokoła, gdy solidnie punktował Marcin Nowakowski i Mateusz Bręk (0:6). W paru kolejnych akcjach miejscowi zdołali doprowadzić do wyrównania, a głównym autorem przyczyniającym się do nadrobienia strat był Wojciech Fraś. Chwilę później oddech Sokołowi dali Mateusz Szczypiński oraz Przemysław Wrona. Rywalizacja toczyła się w dość niezłym tempie, lecz brakowało po obu stronach skuteczności z gry. Trafienie zza łuku Filipa Struskiego dało po premierowej odsłonie 6-punktowy zapas dla Sokoła (11:17).

Drugą kwartę rozpoczęły trójki Michała Lisa dla Sokoła oraz Kacpra Majki dla AGH. Ciągle z przodu nadal byli przyjezdni dzięki sześciu punktom zdobytym przez Bartosza Czerwonkę (17:26). Straty do swoich rywali próbowali nadgonić Szymon Pawlak oraz Wojciech Leszczyński, ale po drugiej stronie uaktywnił się Mateusz Szczypiński oraz Wojciech Pisarczyk. Pod koniec pierwszej połowy udało się nadrobić wszystkie zaległości przy pomocy celny rzutów Dyrdy, Zmarlaka, Pawlaka i Frasia. Pierwszą połowę meczu zamknął alley oopem Mateusz Bręk (36:38).

W trzecią kwartę krakowianie weszli zmotywowani. Z półdystansu nie mylił się Fraś, a połowicznie z wolnych trafiali Rojek oraz Leszczyński. Po celnym koszu Zmarlaka i Frasia AGH wysunął się prowadzenie. Bardzo szybko zripostował Struski, trafiając dwie trójki. Tą samą bronią odpowiedział po chwili Pawlak. Ta odsłona była najbardziej wyrównaną rywalizacją, ponieważ zespoły wymieniały się prowadzeniem i były ciągle blisko siebie. Po 30 minutach meczu dostaliśmy remis 57:57, co sprowadziło się do ostatniej dyszki.

Zawodnicy z Podkarpacia otworzyli tę część od ośmiu punktów pod rząd, co po lay-upie Szczypińskiego dało im 8-punktowe prowadzenie (57:65). Pokrótce Majka i Rojek odnajdywali drogę do kosza, punktując z pola trzech sekund. Po trójce Szymona Pawlaka ponownie mieliśmy rywalizację na styku (68:69). Jednak sytuację uspokoili swoimi punktami Szczypiński i Wrona. Paweł Zmarlak oraz Kacper Rojek zdołali w crunch time napsuć trochę krwi Sokołom (74:76). Ostatecznie punkty Szczypińskiego oraz połowiczne wolne Nowakowskiego i Struskiego dały zasłużone zwycięstwo dla ekipy z Podkarpacia 80:74.

Najskuteczniejszym graczem Sokoła był Bartosz Czerwonka, inkasując 15 punktów. 14 punktów i 15 zbiórek dodał Filip Struski, natomiast Marcin Nowakowski rozdał w meczu 11 asyst. W zespole AGH najlepiej spisał się Szymon Pawlak, zdobywca 19 punktów. Krakowscy zawodnicy rozpoczną play-offy z siódmej pozycji.

Decka Pelplin – SKS Starogard Gdański 65:78 STATYSTYKI

Słodko-gorzkie zwycięstwo odnieśli koszykarze SKS-u Starogard Gdański. Słodko, ponieważ okazali się lepsi w derbach Kociewia od Decki Pelplin. Gorzko, bo przy jednoczesnym zwycięstwie WKK, Dzików i porażce AGH to oni kończą przygodę na 9.pozycji po rundzie zasadniczej. Starogardzianom po prostu zabrakło jednego kompletu punktów, aby wejść do najważniejszej części kampanii. Jednak warto zaznaczyć, że od rywalizacji w Pruszkowie pieli się już tylko wyżej w pierwszoligowej tabeli. Z pewnością włodarze klubu będą w trakcie off-seasonu chcieli zawiązać dłuższą współpracę ze szkoleniowcem Markiem Popiołkiem.

Derbowy pojedynek rozpoczął się dość nerwowo po obu stronach parkietu. Jednak emocje początkowo opanowali gracze Diabłów, gdzie po trójce Szymona Ryżka i punktach spod kosza Michała Sadło prowadzili 8:3. Różnicę zaczęli nadrabiać Karol Michałek oraz Dawid Sączewski, lecz po przeciwnej barykadzie z rzutów wolnych punktowali Michał Kierlewicz oraz Filip Stryjewski. Pelplinianie za moment byli na prowadzeniu, gdy zza łuku przymierzył Sączewski, a Pułkotycki zdobył punkty z pomalowanego pola. Równie tym samym zagraniem zareagował Bartłomiej Pietras, zdobywając sześć punktów z rzędu. Po tej kwarcie gracze SKS-u prowadzili trzema punktami (17:20).

Drugą część otworzyli swoimi trafieniami Sadło oraz Karolak, wyprowadzając gości na osiem punktów. Jednak miejscowi zredukowali stratę do zera dzięki trójce Sączewskiego i 2+1 Kulisa. Nieco później zawodnikom w niebieskich strojach udało się uzyskać kilkupunktową zaliczkę po udanych próbach z rzutów wolnych Kierlewicza oraz Ryżka. Gospodarze zdołali rzucić pod koniec pierwszej połowy osiem punktów pod rząd. Michał Kierlewicz zamknął pierwsze dwadzieścia minut celną trójką. Do przerwy był remis 35:35.

Po przerwie ekipa Marka Popiołka zabrała się poważnie za robotę, zwłaszcza w defensywie. Starogardzianie mocno ograniczyli pole manewru w ataku pelplinianom, a sami doskonale dopisywali następne celne rzuty. W ofensywie nie mylił się Kierlewicz, a Stryjewski wraz z Sadłem wspomagali go punktami spod tablicy. Chwilę później dołączyli się także Ryżek, Burczyk oraz Pietras, którzy punktowali niemiłosiernie z pomalowanego pola. Skuteczna akcja 2+1 Ryżka dała po 30 minutach 18-punktowe prowadzenie dla Diabłów (43:61). Przyjezdni odrobinę spuścili z tonu w ostatniej części, ale mieli sporą kontrolę nad wszystkimi wydarzeniami. W końcowym rezultacie koszykarze Kociewskich Diabłów wygrali z Decką 78:65.

Niemal bezbłędne zawody zagrał Michał Kierlewicz, autor 17 punktów. 16 punktów i 6 zbiórek zaaplikował Filip Stryjewski. Dla Decki 15 punktów i 11 zbiórek zainkasował Mariusz Konopatzki.

Sensation Kotwica Kołobrzeg – GKS Tychy 77:47 STATYSTYKI

Tyszanie postanowili w Kołobrzegu przysłowiowo „zatankować” przed najważniejszą częścią rozgrywek, gdyż już w ćwierćfinale walczą z Weegree AZS Politechniką Opolską. To z kolei zapowiada nam bardzo interesującą rywalizację w tej parze. Szkoleniowiec tyskiej ekipy, Tomasz Jagiełka postanowił każdemu dać szansę w tym mecz. Podobnie zachowali się kołobrzeżanie, którzy mają pewne 3. miejsce po sezonie zasadniczym i też zagrali pełną rotacją.

Już w pierwszej połowie rywalizacji było jasne, że Czarodzieje z Wydm bez większych kłopotów rozprawią się z tyszanami. Bardzo dobrze spisywał się Wojciech Jakubiak, aplikując trzy trójki. Ponadto przyzwoicie zameldowali się w meczu Damian Pieloch, Szymon Pieloch oraz pozostali koledzy z kołobrzeskiej drużyny. Po pierwszej połowie zasłużenie prowadzili 42:21. Druga połowa nie miała większego znaczenia, ponieważ miejscowi dyktowali warunki rywalizacji. Jednakże koszykarze GKS-u postawili niezły opór w trzeciej dziesiątce, gdzie pod jej koniec zza łuku pocelował Patryk Stankowski, a Jakub Nowak z Bartoszem Chodukiewicza trafiali spod obręczy. To było w zasadzie na tyle, co mogli zrobić w tej konfrontacji.

Liderem zespołu Kotwicy był Szymon Długosz, autor 13 punktów. Po 11 „oczek” dodali Mateusz Itrich, Damian Pieloch i Wojciech Jakubiak. W tyskim zespole nikt nie przekroczył bariery dwucyfrowej. Najwięcej, bo osiem punktów rzucił Patryk Stankowski.

Miasto Szkła Krosno – Księżak Łowicz 101:77 STATYSTYKI

Spotkanie „o pietruszkę” rozstrzygnięte na korzyść Miasta Szkła Krosno. Krośnianie w ten sposób zakończyli rundę zasadniczą na 11. pozycji, wygrywając na ostatnie pięć spotkań aż cztery. To z pewnością graczy z Podkarpacia napawa optymizmem na przyszły sezon, o ile szkoleniowcem krośnieńskiej drużyny pozostanie Roman Prawica. Łowiczanie kończą ostatecznie na 16. miejscu z dorobkiem zaledwie 8 zwycięstw i 24 porażek i zaczną od przyszłego sezonu na drugoligowych boiskach.

Po całkiem równym początku meczu trzypunktowe trafienie Arkadiusza Kobusa i punkty spod kosza Piotra Robaka dały przyjezdnym prowadzenie (6:10). Wówczas z dystansu pocelowali Damian Ciesielski oraz Julian Jasiński, a spod kosza Szymon Szymański. Chwilę później do ataku dołączyli się Konrad Dawdo oraz Dariusz Oczkowicz. Celne rzuty wolne Ciesielskiego i lay-up Szymańskiego dały po 10 minutach pięciopunktowe prowadzenie dla Szklanego Teamu (23:18). Krośnianie kapitalnie otworzyli następną kwartę od serialu 16:2. Po następnych punktach Ciesielskiego było 39:20. Rezultat w późniejszym okresie gry podwyższyli Roman Janik, Sebastian Rompa oraz Adam Głowacki. Łowicką drużynę pobudziły „oczka” Fatza, Robaka, Motela i Jankowskiego. Po pierwszej połowie gracze Miasta Szkła mieli 18-punktową zaliczkę (50:32).

Obraz nie zmienił się także w drugiej połowie. Kapitalnie wówczas spisał się Jasiński, a wtórowali mu Janik, Rompa czy Ciesielski. Łowiczanom już brakowało pomysłu jak zatrzymać naoliwioną grę w ofensywie miejscowych, którzy po 30 minutach prowadzili 81:55. Ostatnia kwarta była najbardziej wyrównaną odsłoną meczu, która padła na pocieszenie Księżaka (20:22). Ostatecznie Miasto Szkła Krosno zasłużenie wygrali z Księżakiem Łowicz 101:77.

Krośnianie mogli liczyć na Juliana Jasińskiego, zdobywcę 22 punktów i 12 zbiórek. Damian Ciesielski do 16 punktów rozdał 10 asyst. Dla Księżaka 15 punktów i 6 zbiórek uzyskał Arkadiusz Kobus, 14 „oczek” dodał Michał Jankowski.

PGE Turów Zgorzelec –  Znicz Basket Pruszków 92:72 STATYSTYKI

Kolejna rywalizacja „o pietruszkę” miała miejsce w Zgorzelcu. Zarówno zawodnicy Turowa jak i Znicza chcieli pozytywnym akcentem zakończyć pierwszoligowe parkiety, odnosząc na otarcie łez wiktorię. Wiadomo było, że obydwie ekipy regulaminowo spadną do niższej ligi. Jednak w lepszych nastrojach wyszli podopieczni trenera Wojciecha Szawarskiego, który wygrali z pruszkowskim zespołem dwudziestoma punktami.

Obie ekipy poważnie podeszły do meczu, a po punktach spod kosza Kamila Czosnowskiego i Antoniego Michalskiego to Znicz prowadził (5:9). Cezary Fudziak swoimi punktami na moment obudził zawodników Turowa do gry, lecz Michalski wraz z Bodychem i Kamińskiego dodali następne trafienia. Po punktach z półdystansu Błażeja Sowy było 19:9 dla pruszkowskiej drużyny. Zgorzelczanie w ponad trzy minuty odmienili rezultat dzięki punktom Fudziaka, Kordalskiego oraz Marka, co dało im prowadzenie (21:19). Jednak dość szybko zareagowali Karol Dębski oraz Błażej Sowa swoimi punktami. Znicz po tej części minimalnie prowadził w Zgorzelcu 24:23. W drugiej odsłonie mieliśmy znacznie defensywniejszą grę, ale zespoły na zmianę przejmowały inicjatywę. Skutecznie w Turowie grał Bochno oraz jego koledzy, zaś w Zniczu dobrze prezentował się Michalski z Dębskim. Miejscowi zdołali odskoczyć na sześć punktów, gdy z wolnych punktował Marek, a spod kosza Pruefer. Do przerwy pruszkowianie odrobili większość zaliczki, a trzypunktową akcją zamknął pierwszą połowę Adrian Suliński (41:40).

W trzeciej kwarcie ekipy znowu zmieniały się na przodzie, lecz szybciej sytuację Turowa ustabilizowali Kordalski oraz Stawiak. Po trzypunktowym rzucie Bartosza Bochno było 53:44. Grę pruszkowskiego Znicza uruchomili trzypunktowymi trafieniami Łukasz Bodych i Damian Tokarski. Jednak przewaga Turowa wciąż była w granicach 8-9 punktów, gdy skutecznie odpowiadali Marcinkowski oraz Marek. Gościom pod koniec tej części udało się podgonić gospodarzy za sprawą punktów Kamińskiego i Sulińskiego (62:59). Czwartą i zarazem ostatnią ćwiartkę meczu Turów otworzył 11-punktowym serialem, który po punktach Kordalskiego i Fudziaka dały wyraźne prowadzenie (73:59). Po następnych trójkach Kordalskiego i Stawiaka stało się jasne, że Turów zdobędzie swój ostatni komplet punktów. Finalnie PGE Turów pokonał Znicza 92:72.

Dla zwycięzców 21 punktów, 11 zbiórek i 9 asyst miał Adrian Kordalski. Po 14 punktów dopisali Cezary Fudziak (11 zbiórek) oraz Michał Marek. Dla Znicza 12 punktów i 5 zbiórek zdobył Antoni Michalski.

MKKS Żak Koszalin – TBS Śląsk II Wrocław 84:80 STATYSTYKI

Koszaliński Żak miłym akcentem zakończyli regularny sezon na zwycięstwie z rezerwami Śląska. Plan minimum jaki był założony przed rozpoczęciem sezonu (utrzymanie w lidze) został zrealizowany w stu procentach przez włodarzy klubu. Wrocławianie z kolei mają czego żałować, bo gdzieś pod koniec rundy rewanżowej zaczęło się coś psuć i w paru meczach brakło chłodniejszej głowy oraz rozsądniejszych decyzji w grze.

Goście z Dolnego Śląska lepiej otworzyli spotkanie, gdzie po punktach Sebastiana Bożenko i Maksymiliana Zagórskiego prowadzili czterema punktami (6:10). Niebawem Mateusz Pryć z Wiktorem Sewiołem swoimi zagraniami doprowadzili do wyrównania, lecz po chwili trójka Miłosza Góreńczyka i następne punkty Maksa Zagórskiego dały znowu czteropunktowy zapas dla podopiecznych trenera Stojkova. Gospodarze potrafili odpowiedzieć dobrą akcją zza łuku Zarzecznego. Pierwszą część meczu zakończyły punkty Szymona Walskiego (21:24). W drugiej kwarcie przyjezdni zdołali uzyskać sześć punktów, gdy zza łuku pocelował Bożenko, zaś Zagórski i Góreńczyk dodali punkty z wolnych. W ripoście Jakub Dłoniak dodał do koszalińskiego konta pięć punktów, zmniejszając straty do jednego punktu (31:32). Koszykarze z Dolnego Śląska, gdy ponownie uzyskali większą zaliczkę to ją momentalnie tracili. Do końca pierwszej połowy wynik orbitował na granicy remisu. Punkty Marcina Tomaszewskiego zakończyły pierwsze dwadzieścia minut gry. W Koszalinie dostaliśmy remis (47:47).

Drugie dwadzieścia również było bardzo wyrównane. Pod koniec trzeciej części koszalinianom udało się uciec na sześć „oczek” po celnych koszach Tomaszewskiego i Prycia. Jednak gracze rezerw Śląska zdołali odrobić pięć punktów przy pomocy trafień Kacpra Gordona. W ten sposób zakończyła się trzecia kwarta pojedynku i wszystko musiało się rozstrzygnąć w ostatniej kwarcie (64:63). Dzięki pięknym zagraniom Sewioła oraz jego partnerów Żakowi udało się uzyskać 9-punktowe prowadzenie (75:66). Wrocławscy gracze jednak postanowili powalczyć o zwycięstwo, a dzięki punktom Leńczuka, Zagórskiego i Gordona do gospodarzy dzieliło ich dwa punkty (82:80). W kluczowym momencie zespołom brakowało skuteczności z gry, ale Tomaszewski zamienił faul Leńczuka na ważne punkty z rzutów wolnych. Koszalinianie nie dali sobie wydrzeć zwycięstwa, pokonując rezerwy Śląska 84:80.

Najlepiej dla koszalińskiego zespołu zaprezentowali się Marcin Tomaszewski oraz Jakub Dłoniak – obaj rzucili po 18 punktów. Dla rezerw Śląska 18 punktów i 7 zbiórek rzucił Maksymilian Zagórski. Koszalinianie kończą ligowy sezon na 12. lokacie, zaś TBS Śląsk II Wrocław pozycję niżej (13.miejsce).

W ten sposób mamy już pary ćwierćfinałowe w Suzuki 1 Lidze Koszykówki Mężczyzn:

Rawlplug Sokół Łańcut (1) – Dziki Warszawa (8)

Górnik Trans.eu Wałbrzych (2) – AZS AGH Kraków (7)

Sensation Kotwica Kołobrzeg (3) – WKK Wrocław (6)

Weegree AZS Politechnika Opolska (4) – GKS Tychy (5)

Decydująca faza rozgrywek rozpocznie się 19 kwietnia…

KW