Rollercoaster emocji w Toruniu. King wygrywa po dramatycznej końcówce

Mecz rozpoczął się od celnej trójki Jovana Novaka. Torunianie weszli w spotkanie dość chaotycznie, jednak pierwsze punkty zdobył Divine Myles, a następnie wynik poprawił Grzegorz Kamiński. Tempo gry było wysokie i mogło się podobać kibicom, choć to gospodarze przez większość czasu byli o pół kroku z przodu. Goście nie zamierzali odpuszczać i odpowiadali niemal punkt za punkt. W składzie zabrakło Whiteheada, którego zastąpił Heron, choć nie rozpoczął meczu najlepiej. Torunianie prezentowali efektowną, zespołową koszykówkę, podczas gdy King opierał się częściej na indywidualnych akcjach, skutecznie wymuszając faule przy wjazdach pod kosz i zdobywając łatwe punkty z linii rzutów wolnych. Z czasem torunianie również zaczęli stosować ten element, jednak obu drużynom brakowało ofensywnych zbiórek. Agresywna gra w obronie i szybkie rozegranie po stronie gospodarzy pozwoliły im zakończyć pierwszą kwartę prowadzeniem 26:24.

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

Drugą kwartę mocnym akcentem otworzył Michael Ertel, trafiając za trzy, a chwilę później dokładając punkty z rzutów wolnych po wymuszeniu faulu. Choć dało to torunianom sześciopunktowe prowadzenie, przewaga szybko stopniała, ponieważ King odpowiedział dobrą serią i objął minimalne prowadzenie. Podopieczni Suboticia szybko jednak odzyskali rytm, dzięki kontratakom i skuteczności Ertela oraz Sowińskiego. Po tej dobrej serii nastąpił słabszy fragment w grze gospodarzy, co zmusiło trenera do wzięcia przerwy. Po niej torunianie nadal nie radzili sobie w defensywie, a King bezlitośnie wykorzystywał ich błędy. Kibice oglądali otwarty i ofensywny mecz, który w końcówce pierwszej połowy został przejęty przez gości, schodzących do szatni z prowadzeniem 51:46.

Trzecia kwarta rozpoczęła się nieskutecznie, a niemoc strzelecką przełamał po 80 sekundach Aleksander Dziewa, twardo kończąc akcję spod kosza. Dłużny nie był mu jednak Michael Ertel, który błyskawicznie odpowiedział celnym rzutem zza łuku. Podczas gdy drużyna ze Szczecina zdobywała punkty spod kosza, zespół z Torunia szukał swoich okazji na dystansie, co mimo niezbyt dobrej gry w innych aspektach pozwalało im trzymać się blisko rywali. Warto wspomnieć o kontrowersyjnych decyzjach sędziów, które nie były konsekwentne i wzbudzały frustrację kibiców gospodarzy. Na parkiecie przez moment dominował wszechstronny Gaddefors, dzięki któremu Pierniki doprowadziły do remisu, a po trójce Mylesa wyszły na prowadzenie przed końcem kwarty. Przyjezdni mieli problem z rzutami z dystansu, co wykorzystali gospodarze, trafiając dziewięć z dwudziestu dwóch prób przy zaledwie trzech trafieniach Kinga. Mimo to drużyna ze Szczecina miała aż dziesięć asyst więcej od przeciwników.

Czwarta kwarta rozpoczęła się od celnych rzutów zza łuku, najpierw trafił Dominik Wilczek, a po chwili odpowiedział Kassim Nicholson. Gwizdki sędziów Proca, Wierzmana i Gawrona nadal wzbudzały kontrowersje, co frustrowało zawodników czujących się poszkodowanymi decyzjami arbitrów. Sama gra była jednak od początku bardzo wyrównana, a już po niespełna trzech minutach King przekroczył limit fauli. Mimo tego goście byli w stanie objąć pięciopunktowe prowadzenie po skutecznych rzutach Woodarda i Brenka, co skłoniło trenera Torunian do wzięcia przerwy.

Niespodziewanym bohaterem gości jak się później okazało, został Mateusz Kostrzewski, który dwukrotnie trafił zza łuku i powiększył przewagę swojej drużyny, co okazało się być jednym z kluczowych aspektów. Torunianie musieli radzić sobie bez Michaela Ertela, który opuścił boisko z powodu przekroczenia limitu fauli. Zespół Arkadiusza Miłoszewskiego mimo wcześniej słabej skuteczności na dystansie właśnie trójkami budował przewagę w końcówce spotkania. Gospodarze nie zamierzali się jednak poddawać i na półtorej minuty przed końcem przegrywali tylko czterema punktami. Mimo straty szczecinian na czterdzieści sekund przed końcem Torunianie nie wykorzystali szansy na wyrównanie, a rywale po zbiórce w ataku powiększyli przewagę do czterech punktów na siedemnaście sekund przed końcem. W końcówce faul przy rzucie za trzy sprytnie wymusił Benson, trafiając dwa z trzech rzutów, następnie faulowany był Żołnierewicz, który spudłował oba wolne. Pierniki miały więc jeszcze ostatnią akcję, ale po nieudanym rzucie Kamińskiego przez ręce dwóch obrońców to King mógł świętować wygraną.

Foto: Andrzej Romanski / plk.pl

About Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *