Szalona końcówka w Szczecinie. King pokonał Legię po thrillerze do ostatniej sekundy!

Mecz w Szczecinie dostarczył kibicom ogromnych emocji i zwrotów akcji, a losy zwycięstwa ważyły się do samego końca. King pokazał charakter w decydujących momentach i po dramatycznej końcówce ograł Legię 83:81.

Pierwsza połowa

Efektownie chcieli zacząć zawodnicy Kinga, lecz nie udało im się to, tak samo zresztą jak rzut za 3 po chwili oddany przez Freidela. Po minucie pierwsze punkty z linii rzutów wolnych zdobył Jayvon Graves. Trafił on drugi z rzutów, a po chwili na linii stanął z drugiej strony Anthony Roberts i wykorzystał oba rzuty. Jednak zarówno jedna, jak i druga drużyna miała od początku problemy ze skutecznością rzutów zza łuku. W grze Legii dominowała jednak świetna tranzycja i rewelacyjne wykorzystywanie kontr. Niemoc strzelecką zza linii 6,75 przełamał dopiero Roberts po ponad trzech minutach gry.

Swoją przewagę przyjezdni budowali głównie za sprawą dobrej dyspozycji Shane’a Huntera, ale po dobrej akcji Jeremy’ego Roacha, przy wyniku 10:15 na korzyść gości, o czas poprosił właśnie ich trener Heiko Rannula. Po tym time oucie od razu rzut za 3 oddał Ponsar i trafił. Szczecinianie mieli spore problemy z obroną, co wykorzystywała Legia, atakując głównie słabszych obrońców.

Jednak po dobrym fragmencie gospodarzy i serii 9:0 zdołali oni odrobić całe straty i na minutę przed końcem pierwszej kwarty obie drużyny miały po 21 punktów. Nie trwało to jednak długo, ponieważ błąd obrońcy wykorzystał Roach, wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie, a po chwili, powtarzając swoją akcję, zwiększył ich przewagę. Na koniec kwarty faul przy rzucie za 3 wymusił Andrzej Pluta i, wykorzystując dwie z trzech prób, zamknął tę część gry. Po dziesięciu minutach na prowadzeniu był King, 25:23.

Od razu na początku drugiej kwarty w kontrze rozpędził się Żołnierewicz i zdobył łatwe punkty, dając gospodarzom dodatkowy impuls do jeszcze agresywniejszej gry. Chwilę później cztery kolejne punkty z rzędu dorzucił Kostrzewski, który dobrze odnajdywał się w ofensywie i wykorzystywał przewagę tempa. W tej sytuacji przerwę na żądanie postanowił wziąć Rannula, ponieważ King napędzał się z akcji na akcję i zanotował serię 21:3.

Legia próbowała wszystkiego, zarówno rzutów za 3, jak i ataków spod kosza, jednak przez długi czas nie potrafiła znaleźć drogi do kosza. Dopiero po pięciu minutach bez punktów z gry tę niekorzystną passę przełamał Hunter, który skutecznie wykończył jedną z akcji ofensywnych. W kolejnych fragmentach goście zaczęli odrabiać straty i w pewnym momencie dwiema celnymi trójkami Graves zniwelował różnicę do zaledwie czterech punktów.

Chwilę później dołożył on jeszcze dwa oczka, co zmusiło trenera Majcherka do natychmiastowej reakcji i wzięcia przerwy na żądanie. Po niej gospodarze uspokoili grę, a łatwe punkty spod kosza zdobył Popović. Po chwili powtórzył on swoją akcję, tym razem po zbiórce w ataku, co ponownie pozwoliło Kingowi zbudować bezpieczniejszą przewagę. Ostatecznie po pierwszej połowie na prowadzeniu byli gospodarze, 44:38. Mimo korzystnego wyniku nie wykorzystywali oni jednak wszystkich swoich szans.

Foto: Malwina Sidor / PGE Start Lublin

Druga połowa

Pierwsze punkty po minucie gry zdobył Shane Hunter po celnym wjeździe pod kosz, wykorzystując błędy w obronie rywali, na co akcją jeden na jeden odpowiedział Freidel. Niemal od razu o swoich umiejętnościach strzeleckich przypomniał Ojars Siliņš, trafiając daleką trójkę, której pozazdrościł mu Anthony Roberts, odpowiadając niemal identycznym rzutem zza łuku.

Po długiej pogoni w wykonaniu legionistów udało im się doprowadzić do remisu po 51, wykorzystując mnóstwo błędów w defensywie rywali. Przy takim stanie meczu o czas poprosił Maciej Majcherek. W drużynie Kinga bardzo dobrze na ofensywnej tablicy spisywał się Nemanja Popović, lecz po drugiej stronie parkietu przyjezdni również potrafili wykorzystywać swoje warunki fizyczne. Kolejną przewagą mistrzów Polski było osiągnięcie limitu przewinień rywali, co skrzętnie starali się wykorzystywać, regularnie wymuszając faule.

Znakomity moment Race’a Thompsona dał gościom prowadzenie, jednak niezwykle ważny rzut zza łuku, dodatkowo z faulem, trafił Tomasz Gielo, przełamując niemoc strzelecką gospodarzy. Po kolejnym trafieniu Roacha z ośmiopunktowego prowadzenia Legii zrobiły się zaledwie dwa punkty. Na 30 sekund przed końcem kwarty przerwę na żądanie wziął Rannula. Ostatecznie część tę zamknął Jovan Novak, który trafił za dwa punkty w kontrze spod samej obręczy, doprowadzając do remisu. Po trzydziestu minutach gry na tablicy widniał wynik 63:63.

Ostatnia kwarta rozpoczęła się od przewinienia Novaka, a w ataku Legii świetnie pod koszem odnalazł się Thompson, który dobił piłkę, po czym kolejne dwa punkty dorzucił Ponsar. King po raz kolejny miał jednak spore problemy w defensywie. Gdy nie karał ich Thompson, czynił to Graves, trafiając trójki lub kończąc efektowne akcje indywidualne. Legia grała bardzo mądrze w ataku, a gospodarze nie potrafili tego zatrzymać. Warszawianie dobrze prezentowali się również w obronie, kontrolując wydarzenia po obu stronach parkietu.

Szczecinianie stracili koncepcję gry, a straty próbowali odrabiać za wszelką cenę rzutami zza łuku. Ich ofensywa wyraźnie jednak zgasła i przez ponad pięć minut byli w stanie zdobyć zaledwie jeden punkt. Gdy w jednej z akcji King zdobył cztery oczka, a przewaga rywali stopniała do siedmiu punktów, po kolejnej stracie Legii trybuny w Arenie Szczecin wyraźnie się ożywiły. Chwilę później o ofensywną zbiórkę powalczył Roberts i dołożył kolejne punkty.

Na 120 sekund przed końcem różnica wynosiła już tylko pięć oczek, lecz szybko odpowiedział Roach, trafiając za dwa, po czym o czas poprosił estoński trener Legii. W kolejnej akcji przy rzucie za 3 Freidel zablokował Plutę, a w kontrze swoją szansę wykorzystał Roach, niwelując straty do zaledwie jednego punktu. Po kolejnym niecelnym rzucie gości zbiórkę przejęli gospodarze, a najszybszy w kontrze był Gielo. Skrzydłowy Kinga został sfaulowany i na linii rzutów wolnych zachował zimną krew, wykorzystując oba i wyprowadzając swój zespół na prowadzenie na 36 sekund przed końcem.

Na 14 sekund przed syreną końcową, zdaniem sędziów, faulowany był Pluta, który również trafił oba rzuty wolne i to Legia ponownie objęła prowadzenie. O czas poprosił Maciej Majcherek. Na pięć sekund do końca błąd w postaci faulu popełnił Hunter, a na linii stanął Popović. Serb okazał się bezbłędny. W ostatniej akcji meczu katastrofalny błąd popełnił Graves, pozwalając wyrwać sobie piłkę, co doprowadziło do rzutu sędziowskiego dla Kinga. Gospodarze nie zmarnowali już tej szansy i po pełnej emocji końcówce wygrali z Legią 83:81.

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

About Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *