Zyskowski przejął mecz, Trefl coraz bliżej półfinału!

Do meczu numer dwa w rywalizacji Trefla Sopot z Kingiem Szczecin, czyli starciu aktualnego mistrza Polski z wicemistrzem, sopocianie przystępowali bez swojego podstawowego rozgrywającego Jakuba Schenka, który został zawieszony na jedno spotkanie za bezmyślne zachowanie z poprzedniego meczu. Lepiej w spotkanie weszli goście ze Szczecina, narzucając swój rytm gry i szybko budując przewagę. Mimo to, po pierwszej kwarcie minimalnie prowadzili gospodarze, kończąc ją jednopunktową zaliczką. Trzecia odsłona meczu przebiegała pod dyktando Kinga, który prezentował się nieco lepiej, wykorzystując momenty słabszej koncentracji Trefla. Jednak to ostatnia kwarta okazała się decydująca. Na parkiet wrócił Jarosław Zyskowski, który poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa. Kapitan Żółto-Czarnych był bezbłędny w kluczowych momentach i to jego gra przesądziła o podwyższenie stanu ćwierćfinałowej serii.

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

Wynik meczu otworzył Aleksander Dziewa, który wykorzystał podanie od Novaka. Sopocianie w przeciągu 90 sekund zanotowali aż dwie straty. Oprócz strat gospodarze mieli problem z faulami, a najbardziej Aaron Best, który po dwóch minutach gry miał już dwa przewinienia na swoim koncie. Powiedzieć, że King rozpoczął lepiej niż przeciwnicy, to jak nie powiedzieć nic. Przyjezdni po czterech minutach gry prowadzili 3:9, na co nie mógł dłużej patrzeć Žan Tabak i poprosił o przerwę na żądanie. Po tej przerwie niewiele się zmieniło, bo grę wciąż prowadziła Wataha, której przewaga przez większość czasu wahała się w okolicach sześciu oczek. Mimo wszystko warto wspomnieć, że King przestrzelił aż pięć rzutów wolnych w tej kwarcie. Trefl Sopot, który przegrywał przez dziewięć minut pierwszej kwarty, ostatecznie to właśnie mistrzowie Polski minimalnie wyszli na prowadzenie po raz pierwszy w meczu, 14:13.

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

Druga kwarta rozpoczęła się od straty przyjezdnych, a z kibicami w hali świetnie przywitał się powracający do gry kapitan Trefla, Jarosław Zyskowski, trafiając zza łuku. Gorszy moment mieli natomiast przyjezdni, którzy nie potrafili wstrzelić się w sopockie obręcze, czym coraz bardziej frustrował się serbski rozgrywający Kinga. Ich niemoc zakończył dopiero Kassim Nicholson, zdobywając pierwsze punkty dla swojej drużyny po trzech minutach gry. Podczas zaledwie pięciu minut gospodarze byli w stanie odwrócić wynik meczu – ze stanu prowadzenia gości siedmioma oczkami na swoje prowadzenie tą samą różnicą punktów. Sfrustrowany takim rozwojem sytuacji był Whitehead, który chciał to zmienić. Trafił jedną trójkę, a kolejną dołożył Nicholson, tym samym niwelując straty do dwóch oczek, jednak chwilę później kolejne punkty dołożyli sopocianie, utrzymując prowadzenie.

Obie drużyny na ponad dwie minuty przed końcem połowy osiągnęły już limit fauli, co mimo wszystko nie sprzyjało Kingowi, ponieważ przestrzelili aż siedem takich prób. Pod nieobecność Jakuba Schenka, który z wiadomych przyczyn nie mógł zagrać w tym meczu, rewelacyjnie jego funkcje przejął Nick Johnson. Był liderem punktowym swojej drużyny z jedenastoma oczkami na koncie, kończąc kwartę celnym rzutem z linii. W pierwszej połowie oddano aż 34 rzuty wolne.

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

Worek z punktami po przerwie otworzył Marcus Weathers, trafiając spod samej obręczy, a w podobny sposób odpowiedział mu Aleksander Dziewa. Po kilku akcjach bez punktów szczecinianie zanotowali dwie udane akcje z rzędu, kompletując akcje 2+1 – najpierw w wykonaniu Whiteheada, a następnie Dziewy. Pozwoliło to zmniejszyć ich straty do jednego oczka, a po pierwszym trafieniu w serii Meiera przyjezdni wyszli na prowadzenie dwoma punktami, więc o przerwę na żądanie poprosił chorwacki szkoleniowiec Trefla.

Podobnie jak w pierwszym spotkaniu, również dzisiaj w meczu było wiele fauli, nawet mimo tego, że sędziowie często pozwalali na nieco twardszą grę. Po kilku minutach prowadzenia gości, podopiecznym Žana Tabaka udało się doprowadzić do remisu na ponad dwie minuty przed końcem kwarty. Ostatecznie, przed ostatnią syreną kończącą trzecią część meczu, to ponownie Trefl wyszedł na czteropunktowe prowadzenie 51:47, a to dzięki m.in. trafieniu Grossele’a równo z syreną. King natomiast był zagubiony i kilka razy popełnił błąd 24 sekund.

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

Nie pomylił się Aaron Best na początku ostatniej kwarty, trafiając z półdystansu i powiększając przewagę swojej drużyny. W grę wdała się nutka chaosu, co wyglądało dość dziwnie i doprowadziło do małego zamieszania, jednak lepiej z niego wychodził wciąż mistrz Polski. Zamieszanie, oprócz spraw sportowych, miało miejsce także między wcześniej wspomnianym Grosselem a Jovanem Novakiem, gdy doszło między nimi do krótkiej wymiany zdań. Po interwencji sędziego i kolegów z drużyny obyło się jednak bez większych kontrowersji.

Obie drużyny w pewnym momencie chciały jeszcze bardziej przyspieszyć grę, co doprowadzało do wielu sytuacji, w których oddawane były rzuty z niezbyt dobrze przygotowanych pozycji. Zarówno ten, jak i poprzedni mecz pokazały, że do końca serii nie będzie łatwej gry, a obie drużyny będą grały bardzo fizycznie, co skutkowało licznymi faulami. Brak gwizdków w niektórych sytuacjach działał momentami na korzyść obu ekip, ponieważ przewinienia indywidualne stanowiłyby jeszcze większy problem.

Po pogoni Kinga, szczecinianie odrobili wszystkie straty, łącznie jedenaście punktów, a dzięki trójce Meiera udało im się wyrównać stan meczu. Nie cieszyli się jednak długo, bo w taki sam sposób odpowiedział Jarosław Zyskowski, wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie. Na trzynaście sekund do końca spotkania faulowany był kapitan Żółto-Czarnych, trafiając oba rzuty z linii. O czas poprosił wówczas Arkadiusz Miłoszewski, przed którym stanęła trudna sytuacja. Na dziewięć sekund przed końcem faulowany był wcześniej Whitehead, który trafił tylko jeden rzut wolny. Ostatnie punkty w meczu również padły z linii i zdobył je ponownie Jarosław Zyskowski. Ostatecznie mecz wygrał Trefl Sopot, pokonując Kinga Szczecin, 72:66!

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

About Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *