Zimna krew Gotchera! Wałbrzyszanie wyrównują stan rywalizacji

Podchodząc do tego meczu, drużyna Andrzeja Adamka z pewnością liczyła na rehabilitację po ostatnim blamażu na Bemowie. Pierwsza połowa miała defensywny charakter, a obie drużyny zdobyły w niej zaledwie 57 punktów. Druga część spotkania dawała nadzieję na bardziej ofensywną koszykówkę i tak rzeczywiście się rozpoczęła. Z czasem jednak atak nieco się zatrzymał, choć po trzeciej kwarcie to Górnik prowadził. Ostatnia odsłona wymknęła się przyjezdnym spod kontroli, lecz ostatecznie to oni triumfowali dzięki decydującej trójce Gotchera.

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

W mecz identycznie jak dwa dni wcześniej wejść chciał Mate Vucić, którego pod obręczą zatrzymał Dariusz Wyka. W grze Górnika było widać ewidentną poprawę i chęć jak najszybszego zapomnienia o poprzednim spotkaniu. Mimo wszystko, to dzięki trójce Andrzeja Pluty Juniora gospodarze wygrywali po pięciu minutach pierwszej kwarty 7 do 5.

Stan meczu zdołał jednak wyrównać Maciej Bojanowski po ofensywnej zbiórce. Co warto przyznać Legii, to fakt, że grali bardziej cierpliwie i dominowali pod własnym koszem, co za wszelką cenę starał się zmienić, tuż po wejściu, Joshua Patton. Wałbrzyszanie w pierwszych dziesięciu minutach wykonywali rzuty wolne z tragiczną skutecznością, tylko jeden na sześć był celny. Biało-Niebiescy, podobnie jak w pierwszym meczu, mieli również problem ze skutecznością rzutów z gry, wynoszącą zaledwie dwadzieścia osiem procent. Ostatecznie kwarta zakończyła się prowadzeniem Legionistów osiemnaście do dwunastu.

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

Świetnie w pierwszej akcji drugiej kwarty wyczekał swoją szansę na rzut Ike Smith, który skutecznie wjechał pod kosz. Tym samym po chwili odpowiedział Radanov. Po zablokowanym rzucie Andrzeja Pluty przez Joshuę Pattona doszło do małej sprzeczki, zawodnicy przez chwilę się stykali, jednak po krótkim czasie sytuacja się uspokoiła i obyło się bez przewinień technicznych. Postrachem pod własną obręczą ponownie był EJ Onu, który w zaledwie pięć minut gry zanotował cztery bloki. Świetnie swoje okazje wykorzystywał także McGusty, który potrafił wyczekiwać błędy w obronie przeciwników i skutecznie je wykorzystywał. Jednak MVP naszej ligi miał dobrego konkurenta w postaci Ike Smitha, który imponował zarówno w obronie, naciskając rywali, jak i w ataku, dokładając cenne punkty. Tego samego nie mógł powiedzieć o sobie Alterique Gilbert, który w tej serii nie potrafił się wstrzelić.

Kameron McGusty w ofensywie miał świetnego partnera w osobie Andrzeja Pluty, będącego ostoją ofensywy stołecznej drużyny. Górnicy szukali szybkich punktów z kontrataków i potrafili dobrze bronić, jednak ich głównym problemem była skuteczność spod kosza. W przeciwieństwie do pierwszego meczu serii było widać, że Górnik podszedł do spotkania z odpowiednim nastawieniem i był gotów walczyć o każdą piłkę, co bez dwóch zdań mogło się podobać kibicom beniaminka. Kwartę skutecznie zakończył punktami MVP rundy zasadniczej, a pierwsza połowa, zdecydowanie defensywna, zakończyła się prowadzeniem Wojskowych 31:26.

Agresywnie w drugą połowę wszedł Gilbert, który od razu przejął piłkę przeciwnikowi. Z kontry wynikły rzuty wolne, które były piętą achillesową drużyny Górnika, jednak Gotcher trafił oba. Przyjezdni szybko zniwelowali stratę do zaledwie jednego punktu po celnym rzucie Kulki. Długo nie trzeba było czekać na pierwsze prowadzenie podopiecznych Andrzeja Adamka, bo wyprowadził ich na nie właśnie Gilbert, zdobywając swoje pierwsze punkty w meczu i kompletując serię 6 do 0, którą przerwał McGusty. Nawet on nie był jednak w stanie zatrzymać świetnie grających po przerwie Biało-Niebieskich, którzy dobrze biegali w kontrach i po raz drugi w tym meczu objęli prowadzenie.

Trzecia odsłona zapowiadała się znacznie lepiej ofensywnie, szczególnie po wymianie trafień zza łuku. Biało-Niebiescy nakręcali się mocną defensywą, choć ich problemem wciąż była niska skuteczność z linii rzutów wolnych. Tempo meczu nieco spadło, ale to Górnik prezentował się lepiej w tej części gry, zdobywając aż 22 punkty. Po trzydziestu minutach to zdobywcy Pucharu Polski prowadzili 47 do 48.

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

Pierwsze punkty w ostatniej kwarcie zdobył Gilbert, który świetnie wyczekał i trafił nad obrońcą. Na boisku nie było piłek straconych, bo o każdą “piłkę niczyją” walczyli jedni i drudzy, co mogło się podobać kibicom. Atak gości nieco się zatrzymał, ale nawet przy słabszej skuteczności w ofensywie Legia nie potrafiła wyjść na większe niż kilku punktowe prowadzenie. O swoim istnieniu przypomnieli niestety sędziowie, podejmując momentami niezrozumiałe decyzje. Mimo to Górnik nie zamierzał oddać meczu bez walki. Arcyważną trójkę na niemal wyrównanie stanu meczu trafił Ike Smith.

Kulminacyjnym momentem był poważny błąd Sykesa, który niesportowo faulował biegnącego w kontrze Gotchera. Na 67 sekund przed końcem faulowany przy wjeździe pod kosz był Gilbert, który trafił tylko jeden rzut, ale zebrał piłkę po sobie. Akcja zakończyła się jednak niecelnym rzutem Kulki. Po tym Legia świetnie podwoiła McGusty’ego, który nie wiedział, co zrobić z piłką, co doprowadziło do błędu 24 sekund.

Świetnie ostatnie sekundy meczu rozegrali Gotcher i Gilbert. Choć ten drugi najpierw spudłował, to chwilę później zrehabilitował się, wyrywając piłkę rywalom i wyprowadzając kontrę. W jej trakcie trójkę trafił Gotcher. Ostatniej trójki, która mogła doprowadzić do dogrywki, nie trafił Andrzej Pluta. Tym samym Wałbrzyszanie wygrali ten szalony mecz 59 do 62.

About Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *