Europejskie Puchary pod lupą: Jak radziły sobie polskie drużyny i jak wypadają na tle innych sportów?

Za nami runda zasadnicza Orlen Basket Ligi, a przed nami dla wielu kibiców najciekawsza część sezonu. Czas na fazę play-off oraz debiutujące w tym sezonie play-iny. W tym artykule cofniemy się jednak na chwilę, aby podsumować występy polskich drużyn w europejskich pucharach. Sprawdzimy także, jak radziły sobie zespoły z innych dyscyplin, takich jak siatkówka czy piłka nożna.

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

Trefl Sopot

Zaczynamy od aktualnych mistrzów Polski, którzy przyjęli zaproszenie do udziału w rozgrywkach EuroCupu. Ich występ nie należał jednak do udanych. Sopocianie trafili do bardzo wymagającej grupy z takimi rywalami jak: Gran Canaria, Hapoel Tel Aviv, Bahcesehir z Mateuszem Ponitką, BC Wolves, Besiktas, Buducnost Podgorica, Ratiopharm Ulm, Joventut Badalona oraz Dolomiti Trento. Zespół prowadzony przez Žana Tabaka zakończył rywalizację na ostatnim miejscu w tabeli, odnosząc jedno zwycięstwo. Udało im się pokonać litewskie Wilki w styczniu na wyjeździe 97 do 74. Najlepszym graczem tamtego spotkania był Jarosław Zyskowski, który zdobył 20 punktów, 9 zbiórek i 3 asysty. Warto zaznaczyć, że Treflowi często brakowało niewiele do wygranej, lecz koniec końców tylko raz zdołali wyjść zwycięsko z parkietu.

W trakcie sezonu doszło do istotnych zmian kadrowych. Klub opuścił Tarik Phillip, lider zespołu i najlepszy strzelec zarówno w lidze, jak i w EuroCupie. Został wykupiony przez Hapoel Jerozolima, z którym dotarł do ćwierćfinału rozgrywek, przegrywając z Gran Canarią. Z Sopotu odszedł również Andy Van Vliet. Belg, który sezon wcześniej był kluczowym ogniwem w mistrzowskim składzie, tym razem nie spełnił oczekiwań i sam przyznał, że stać go na więcej. Po rozwiązaniu kontraktu przeniósł się do greckiego Maroussi BC. Drużynę opuścił także Robert McGowens, który zawiódł pod względem formy i nie spełnił pokładanych w nim nadziei.

Wzmocnienia przyszły w postaci takich zawodników jak Nick Johnson, Keondre Kennedy, Nahiem Alleyne oraz dobrze znany w Sopocie Darious Moten, który powrócił do klubu po rocznej przerwie.

Dla porównania warto przypomnieć wcześniejsze występy WKS Śląska Wrocław w EuroCupie:

NazwaSezonBilans
Trefl Sopot2024/251:17
WKS Śląsk Wrocław2023/242:16
WKS Śląsk Wrocław2022/231:17
WKS Śląsk Wrocław2021/223:13

Dzięki trzem zwycięstwom w sezonie 2021/22 Śląsk awansował wówczas do dalszej fazy rozgrywek, tam jednak uległ drużynie Gran Canari.

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

Basketball Champions League

W tym sezonie Basketball Champions League miała dwóch reprezentantów Polski, co jest najlepszym wynikiem od rozgrywek 2019/2020, kiedy to grały Anwil Włocławek i Polski Cukier Toruń. W tym roku oglądaliśmy Kinga Szczecin oraz Śląsk Wrocław. Obie ekipy jednak nie zdołały przejść fazy grupowej.

King trafił do grupy B, gdzie mierzył się z Unicają Malaga, Aliagą Petkimspor i Filou Oostende. Nie wygrał żadnego z sześciu meczów i zakończył rywalizację z bilansem 0:6. Śląsk w grupie F zdołał odnieść jedno zwycięstwo – z Falco Szombathely, wygrywając 74 do 67. Liderem punktowym był wtedy Ajdin Penava z dorobkiem 18 punktów i 3 zbiórki.

Niestety, tendencja nieprzechodzenia fazy grupowej przez polskie drużyny trwa od lat:

DrużynaSezonBilans
King Szczecin2024/250:6
WKS Śląsk Wrocław2024/251:5
King Szczecin2023/242:4
Legia Warszawa2022/231:5
Stal Ostrów Wlkp.2021/221:5
Start Lublin2020/210:6
Anwil Włocławek2019/205:9
Polski Cukier Toruń2019/202:12
Anwil Włocławek2018/194:10

*Wyjątkiem był Stelmet Zielona Góra w sezonie 2017/18, który z bilansem 6:8 awansował do TOP 16, kończąc przygodę na tym etapie.

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

FIBA Europe Cup

W tych rozgrywkach również oglądaliśmy dwie polskie drużyny: Anwil Włocławek oraz Spójnię Stargard. Spójnia zakończyła rywalizację na fazie grupowej, choć do awansu zabrakło naprawdę niewiele. Z bilansem 3:3 zajęła trzecie miejsce, ustępując rumuńskiemu FC Argeș tylko przez bezpośrednią porażkę 63:77 w kluczowym meczu. Można się zastanawiać, czy udział w europejskich rozgrywkach nie wpłynął na słabą postawę zespołu w lidze, która zakończyła się spadkiem. Teraz Spójnię czeka gra w 1. lidze, ale ten sezon z pewnością zapisze się w pamięci jej kibiców.

Anwil natomiast najpierw spokojnie wyszedł z grupy, mierząc się m.in. z portugalskim Sportingiem i włoskim Dinamo Sassari, gdzie grał Michał Sokołowski. Z bilansem 4:2 zajął drugie miejsce, ale w kolejnej rundzie nie potrafił odnaleźć formy i zakończył rozgrywki z bilansem 1:5, zajmując ostatnie miejsce w grupie.

Trudno jednak nie wrócić do sezonu 2022/23, kiedy Anwil odniósł historyczny sukces i wygrał rozgrywki FIBA Europe Cup. W finale pokonując francuskie Cholet, gdzie grali m.in. Dominic Artis, znany z występów w Polsce, a także były gracz NBA Justin Patton. Zwycięstwo odbiło się szerokim echem — gratulacje płynęły z całego kraju, a sam prezydent Andrzej Duda pogratulował klubowi na X’ie (ówczesnym Twitterze) tego wyczynu. Był to pierwszy europejski triumf (takiej rangi) polskiego zespołu od lat, który miał nie tylko sportowe, ale też wizerunkowe znaczenie.

Po takim sukcesie spodziewano się, że Anwil otrzyma zaproszenie do prestiżowej Ligi Mistrzów, jednak decyzja organizatorów była inna. Miejsce przyznano mistrzowi Polski, Kingowi Szczecin.

Foto: Andrzej Romański / plk.pl

ENBL – European North Basketball League

Rozgrywki ENBL to stosunkowo nowe, ale dynamicznie rozwijające się zawody, w których polskie kluby bardzo chętnie biorą udział. Przykładowo, dwa lata temu w lidze tej grały aż cztery zespoły z Polski: Start Lublin, King Szczecin, Stal Ostrów Wielkopolski oraz Trefl Sopot. Trzy pierwsze drużyny awansowały do Final Four, a turniej finałowy rozegrano w Ostrowie Wielkopolskim. Gospodarze wykorzystali atut własnego parkietu i sięgnęli po trofeum, pokonując w finale litewski BC Wolves. Start Lublin wywalczył trzecie miejsce, pokonując Kinga Szczecin w meczu o brąz.

W sezonie 2024/25 do rozgrywek dołączyły oba zespoły ze stolicy — Legia Warszawa i Dziki Warszawa. Obie ekipy zakończyły fazę grupową na trzecich miejscach z bardzo dobrym bilansem 6:2, co zapewniło im awans do fazy pucharowej. Dla Legii rywalizacja zakończyła się w ćwierćfinale, gdzie dwukrotnie przegrała z rumuńskim CSO Voluntari, czyli późniejszym triumfatorem całych rozgrywek. Dużo więcej emocji dostarczyła walka Dzików, którzy po efektownej wygranej w pierwszym meczu z Bambergiem ulegli w rewanżu, ale decydujący był rzut Comithiera, który dał stołecznej drużynie historyczny awans do Final Four. W meczu o trzecie miejsce Dziki pokonały gospodarzy turnieju, czyli Inter Bratysława.

Warto przypomnieć, że to właśnie polska drużyna wygrała pierwszą edycję ENBL. Anwil Włocławek sięgnął wtedy po tytuł, co było pierwszym z dwóch europejskich triumfów z rzędu. Rok później włocławianie sięgnęli, po puchar FIBA Europe Cup.

Foto: Andrzej Romański

Euroligowy sen…

Ostatni raz, kiedy drużyna z Polski występowała w Eurolidze, był sezon 2015/16, kiedy nasz kraj reprezentował PGE Turów Zgorzelec. Ich przygoda zakończyła się już na fazie grupowej. Warto przypomnieć, że w latach 2000–2016 co roku mieliśmy przedstawiciela w tych prestiżowych rozgrywkach, a najlepszym wynikiem była 1/8 finału, co jest solidnym osiągnięciem, szczególnie porównując do obecnej sytuacji.

Po awansie Dzików Warszawa do Orlen Basket Ligi, prezes klubu, Michał Szolc, w rozmowach z mediami podkreślał swoje ambitne cele, w tym marzenie, aby Dziki kiedyś zagrały w Eurolidze. Jak sam powiedział: „Staramy się mieć ambitne cele w różnych obszarach działalności klubu (…). Tymczasem to brak ambitnego celu i skupianie się na ‘tu i teraz’ grozi popadnięciem w przeciętność”.

Szolc nie tylko mówi – działa. Dziki są dziś wzorem dla innych klubów, jeśli chodzi o pozyskiwanie sponsorów. Obok InPostu, jednego z największych partnerów, klub wspiera także Zondacrypto, które aktywnie inwestuje w sport (m.in. Raków Częstochowa).

Oczywiście realny udział polskiego klubu w Eurolidze w ciągu najbliższych 3–5 lat wydaje się mało prawdopodobny, jednak Dziki dają powody do optymizmu. Może to właśnie one, albo inna ambitna drużyna staną się kiedyś rozpoznawalną marką europejskiej koszykówki? Czas pokaże, ale jedno jest pewne: kibice w Polsce wciąż czekają na powrót naszej drużyny do Euroligi.

Foto: Interia Sport

Siatkówka dominuje, piłka zaskakuje:

Choć często mówi się o piłce nożnej, to właśnie siatkówka pozostaje sportem, w którym Polska na arenie międzynarodowej odnosi największe sukcesy klubowe. W tym sezonie PlusLigi poznaliśmy nowego mistrza, czyli Bogdankę LUK Lublin, klub założony w 2013 roku, który dokonał ogromnego skoku jakościowego. Zespół sięgnął nie tylko po Mistrzostwo Polski, ale również wygrał Puchar Challenge – europejskie rozgrywki trzeciego szczebla, porównywalne do koszykarskiego FIBA Europe Cup. Duży wpływ na ten sukces miało sprowadzenie Wilfredo Leona, jednego z najlepszych siatkarzy na świecie.

Równie pozytywnie zaprezentowała się Resovia Rzeszów w Pucharze CEV, gdzie dotarła do finału, ulegając dopiero zespołowi z Ankary. Z kolei w najważniejszych klubowych rozgrywkach – Lidze Mistrzów, Polskę w Final Four (17 maja) reprezentować będą aż dwie drużyny: Jastrzębski Węgiel oraz Aluron CMC Zawiercie, co pokazuje siłę naszej ligi.

Foto: Dawid Wąsala

Zmieńmy klimat i z hal sportowych przenieśmy się na piłkarskie stadiony, bo sezon 2024/2025 był bez wątpienia wyjątkowy również dla klubowej piłki nożnej w Polsce. Legia Warszawa i Jagiellonia Białystok sprawiły kibicom ogromne emocje, docierając aż do ćwierćfinałów Ligi Konferencji Europy.

Legia rozpoczęła swoją europejską przygodę jeszcze latem i z każdym kolejnym meczem zyskiwała na pewności siebie. Kulminacją tego był sensacyjny wyjazdowy triumf nad Chelsea – warszawianie pokonali angielski zespół 2:1 na Stamford Bridge, czym zaskoczyli całą piłkarską Europę. Niestety, wcześniej na stadionie przy Łazienkowskiej to londyńczycy zwyciężyli 3:0, co oznaczało, że mimo efektownego rewanżu to oni awansowali dalej. Mimo odpadnięcia z rozgrywek Legia pokazała dojrzałość, odwagę i potencjał, który może procentować w przyszłości.

Równie interesującą historię napisała Jagiellonia Białystok, dla której był to historyczny sezon nie tylko w Ekstraklasie, ale także w Europie. Drużyna z Podlasia trafiła w ćwierćfinale na silny zespół z Hiszpanii – Real Betis. Choć pierwszy mecz w Sewilli zakończył się porażką 0:2, to na własnym stadionie Jagiellonia wywalczyła remis, który mimo wszystko nie wystarczył do awansu. Jednak już sam udział na tym etapie rozgrywek jest ogromnym sukcesem.

Sezon 2024/2025 z pewnością zapamiętamy jako jeden z najlepszych w ostatnich latach, jeśli chodzi o występy polskich klubów w europejskich pucharach. Dwie drużyny w ćwierćfinałach to wynik, który nie tylko daje powody do dumy, ale też nadzieję na jeszcze lepsze występy w kolejnych sezonach.

Foto Dawid Wąsala

About Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *