Powiedzieć, że Krośnianie zawiedli w tym sezonie, to jak nie powiedzieć nic. W tym artykule przyjrzymy się przebiegowi całych rozgrywek i spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego beniaminek po raz pierwszy od wielu lat spadł z Orlen Basket Ligi. Miasto Szkła Krosno zakończyło sezon z bilansem 4:26, zajmując 16. miejsce w tabeli.
Zawirowania z trenerem na początku sezonu
Warto rozpocząć od tego, że drużynę z Podkarpacia do awansu poprowadził Edmunds Valeiko. Zarząd początkowo postanowił dać mu szansę, aby zbudował po swojemu zespół na miarę Orlen Basket Ligi, którego celem miało być utrzymanie. Łotysz robił, co mógł, lecz po ośmiu meczach i bilansie 1:7 w klubie uznano, że potrzebne są zmiany.
Postawiono na rozstanie z Valeiką, mimo że to właśnie z nim drużyna wróciła do najwyższej klasy rozgrywkowej. W jego miejsce sprowadzono szkoleniowca z doświadczeniem w PLK, czyli Marosa Kovacika. Słowacki trener prowadził wcześniej GTK Gliwice, jednak większość kariery spędził w żeńskiej koszykówce, między innymi w CCC Polkowice, gdzie osiągał bardzo dobre wyniki.
Wiele osób ze środowiska było zaskoczonych zwolnieniem Valeiki, a za słabe wyniki częściej obwiniano nietrafione transfery niż samego szkoleniowca. Czas pokazał, że zmiana trenera nie przyniosła oczekiwanego efektu. Kovacik wygrał zaledwie trzy z pozostałych 22 spotkań, podczas gdy Edmunds Valeiko szybko znalazł zatrudnienie w drużynie z Poznania.

Duża aktywność na rynku transferowym
Warto wspomnieć, że Krosno wydało na same licencje zawodników około 320 tysięcy złotych, co było najwyższym wynikiem w całej lidze. Miasto Szkła wyróżniało się również liczbą zagranicznych zawodników, których przewinęło się przez klub aż jedenastu.
Jako podstawowego rozgrywającego wybrano Javontae Hopkinsa, który miał za sobą bardzo udany sezon w lidze szwajcarskiej, gdzie notował średnio 24,9 punktu, 4,3 zbiórki i 3,1 asysty na mecz. Wydawało się więc, że poprowadzi beniaminka do spokojnego utrzymania. Ostatecznie rozegrał jednak tylko sześć spotkań. Choć punktował całkiem solidnie, miał duże problemy z kreowaniem gry i dublował się pozycją z Charlsem Jacksonem, który był jednym z liderów drużyny awansującej do PLK.
Co ciekawe, po odejściu z Krosna Hopkins trafił do Serbii, gdzie notował niemal 20 punktów, 4 zbiórki i 4 asysty na mecz. W Krośnie kończył rozgrywki ze średnią 10,3 punktu i zaledwie 1,5 asysty.
W jego miejsce sprowadzono Maurice’a Watsona, czyli dobrze znane w Polsce nazwisko. Wydawało się, że ustabilizuje sytuację na rozegraniu, jednak również ten ruch okazał się nietrafiony. Watson zdobywał średnio 13 punktów i 7,5 asysty, ale ogromnym problemem były straty, których notował ponad cztery na mecz. Jego niechlubnym rekordem było spotkanie z Legią Warszawa, w którym zanotował aż 11 strat. Po 11 meczach opuścił jednak drużynę, ponieważ został wykupiony przez zagraniczny klub.
Na początku sezonu szansę otrzymał także 26-letni Jarrett Hensley, dla którego był to debiut w Europie, a pod kosz sprowadzono Terrella Browna-Soaresa. Hensley po słabszym początku zaczął prezentować się lepiej w ofensywie, jednak z czasem jego forma ponownie spadła i po 17 spotkaniach klub zdecydował się zakończyć współpracę. Średnie na poziomie 6,4 punktu i 3,8 zbiórki były po prostu za słabe jak na zawodnika pierwszej piątki.
Brown-Soares rozegrał z kolei 11 spotkań i zanotował kilka naprawdę bardzo dobrych występów. Przeciwko Górnikowi Wałbrzych zdobył 11 punktów i 13 zbiórek, pomagając drużynie w zwycięstwie. Jeszcze lepiej wyglądał w starciu z Treflem Sopot, kiedy zakończył mecz z dorobkiem 16 punktów i 11 zbiórek.
W trakcie sezonu dość niespodziewanie do drużyny dołączył Martins Laksa, jednak Łotysz po pięciu spotkaniach doznał kontuzji, która wykluczyła go z gry do końca sezonu.
Do zespołu trafili także Ben Shungu i Jairus Hamilton, którzy jako jedni z nielicznych mogą uznać ten sezon za udany. Shungu po odejściu z Legii Warszawa przeniósł się na Podkarpacie i był jednym z liderów drużyny. W 12 spotkaniach notował średnio 18,9 punktu, 7,6 asysty i 4,8 zbiórki, będąc ważną postacią między innymi w wygranych meczach z GTK Gliwice i PGE Startem Lublin.
Hamilton z kolei dawał dużą jakość na skrzydle, choć kilka spotkań opuścił z powodu urazu. Mimo tego rozegrał 14 meczów, zdobywając średnio 18,6 punktu i 6,6 zbiórki. Na długo zapamiętany zostanie jego występ przeciwko Anwilowi Włocławek, kiedy zdobył 35 punktów i 8 zbiórek.
Do drużyny dołączył również Ivica Radić, który wniósł pod kosz doświadczenie i jakość. Z kolei kolejnym transferem, który ostatecznie nie spełnił oczekiwań, było sprowadzenie Marcusa Shavera Jr.

Zacięty bój o utrzymanie
Choć ostatecznie to Krośnianie pożegnali się z ligą, mając na koncie tylko cztery zwycięstwa, walka o utrzymanie długo pozostawała otwarta.
Przez większą część sezonu GTK Gliwice miało dwie wygrane przewagi nad Miastem Szkła, jednak sytuacja zmieniła się 21 marca. Wtedy oba zespoły zmierzyły się w Krośnie i choć wydawało się, że goście spokojnie wygrają, beniaminek zdołał przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Kluczowa była ostatnia akcja meczu. Ivan Almeida zamiast szukać rzutu za trzy lub podania do partnera zdecydował się zakończyć akcję wsadem, co dało GTK tylko dwa punkty, choć potrzebowali trzech do doprowadzenia do dogrywki. Dzięki temu Miasto Szkła wygrało spotkanie i przedłużyło swoje nadzieje na utrzymanie.
Podopieczni Marosa Kovacika potrzebowali jednak jeszcze dwóch zwycięstw przy jednoczesnych porażkach GTK. Ostatecznie, mimo kilku bardzo wyrównanych spotkań między innymi z MKS Dąbrowa Górnicza czy Kingiem Szczecin, nie udało im się wyprzedzić gliwiczan w tabeli.

Problemy z urazami
Nie sposób pominąć także problemów zdrowotnych, z którymi przez cały sezon zmagał się beniaminek. Już po dziewięciu spotkaniach z gry do końca sezonu wypadł Przemysław Wrona. Później kontuzji doznał również Martins Laksa, a kolejne mecze opuszczali Jairus Hamilton oraz Ivica Radić.
Warto wspomnieć również o Benie Shungu, który mimo niewyleczonego urazu postanowił dograć sezon. Rozgrywał spotkania, korzystając ze środków przeciwbólowych i zastrzyków, próbując pomóc drużynie w walce o utrzymanie.
Trudno powiedzieć, jak wyglądałby sezon Miasta Szkła bez tylu problemów zdrowotnych i przy bardziej trafionych decyzjach kadrowych od początku rozgrywek.

Podsumowanie
Choć sezon zakończył się spadkiem, w Krośnie było kilka pozytywów. Bardzo dobrze oglądało się w barwach Miasta Szkła takich zawodników jak Ben Shungu czy Jairus Hamilton, którzy mimo trudnej sytuacji prezentowali wysoki poziom. Na pochwałę zasługuje również Leemet Bockler, który momentami bywał niewidoczny, ale przez cały sezon był ważną częścią rotacji i zdobywał średnio niemal 13 punktów na mecz.
Wśród polskich zawodników warto wyróżnić przede wszystkim kapitana drużyny, Michała Jankowskiego. Jego średnie na poziomie 6,4 punktu nie oddają tego, jak dużą rolę odgrywał w trudnych momentach spotkań. Często brał ciężar gry na siebie i trafiał ważne rzuty z dystansu, próbując odmienić losy meczu.
Zawiódł natomiast Jan Wójcik, który wydawał się idealnym kandydatem do dużej roli w beniaminku. Ostatecznie jednak w ponad 17 minut na parkiecie notował średnio 6,1 punktu i 3,8 zbiórki, a w wielu momentach zwyczajnie nie dawał drużynie oczekiwanej jakości.
Teraz Krosno wraca do 1 ligi. Jak zapowiada prezes klubu, celem ma być szybki powrót do Orlen Basket Ligi, co w ostatnich latach nie udawało się wielu spadkowiczom. Z pewnością jednak warto będzie obserwować, jak drużyna poradzi sobie po tak trudnym sezonie.

