Emocje do ostatnich sekund, seria rzutów wolnych, faul przy próbie za trzy i minimalna różnica punktowa – mecz GTK Gliwice ze Stalą Ostrów Wielkopolski dostarczył kibicom wszystkiego, co najlepsze w koszykówce. Choć gospodarze walczyli do samego końca i byli o włos od dogrywki, to w dramatycznej końcówce więcej zimnej krwi zachowali goście, wygrywając 76:73.
Pierwsza połowa
Spotkanie rozpoczęło się od punktów Mejerisa, na co szybkim trafieniem odpowiedział Oguine. Pierwszą trójkę w meczu, otwierającą rywalizację zza linii 6,75, trafił Laster. Przyjezdnym wystarczyły niespełna dwie minuty, aby odskoczyć na sześć punktów, jednak warto pochwalić Kubę Piślę, który po trzech próbach w końcu trafił rzut zza łuku, zdobywając pierwsze punkty dla swojej drużyny po 120 sekundach gry.
Po świetnej akcji Gołębiowskiego i Mejerisa oraz prowadzeniu wynoszącym siedem oczek po niespełna czterech minutach gry o czas poprosił nowy trener GTK, Nebojša Vidić. Po tym time oucie gospodarze wzięli się do pracy i wyraźnie poprawili swoją grę. Cierpliwa ofensywa przyniosła efekt w postaci wyrównania stanu meczu, a bardzo dobrze w polu trzech sekund spisywał się Michael Oguine, który trafiając dwa rzuty wolne na cztery minuty przed końcem kwarty, wyprowadził GTK na dwupunktowe prowadzenie.
Zespół z Ostrowa miał ogromne problemy w ataku. Pierwsze punkty po dłuższej przerwie zdobyli dopiero na 120 sekund przed końcem kwarty, a ich niemoc trwała aż cztery minuty. Mimo wielu prób nie potrafili znaleźć drogi do kosza, co skutecznie wykorzystywali gliwiczanie. Gdy jednak drużyna Andrzeja Urbana zaczęła grać w swoim stylu, opartym na szybkim ataku i kontrach, gra Stali zaczęła wyglądać lepiej. Ostatecznie kwartę efektownym wjazdem pod kosz zamknął Godfrey i po 10 minutach GTK prowadziło 21:18.
Druga kwarta rozpoczęła się od rzutów wolnych po obu stronach parkietu. Najpierw Godfrey, a następnie Mejeris trafili po jednym osobistym. Później, mimo wielu prób, oba zespoły miały spore problemy ze skutecznością i przez dłuższy czas niewiele działo się na tablicy wyników. Na pochwałę zasługiwało jednak duże zaangażowanie i agresywna obrona gospodarzy, którzy prezentowali się znacznie lepiej niż w poprzednich spotkaniach. W ofensywie szczególnie wyróżniał się Piśla.
Żółto Niebiescy grali natomiast swobodniej w ataku, częściej dzieląc się piłką i szukając lepszych pozycji rzutowych. Na niespełna trzy minuty przed końcem pierwszej połowy o czas poprosił Vidić. Po tej przerwie niewiele zmieniło się w obrazie gry, a akcje obu zespołów wciąż były szarpane. Ostatecznie to Stal Ostrów Wielkopolski schodziła do szatni na prowadzeniu 38:35.

Druga połowa
Goście rozpoczęli tę połowę od straty, a w zespole z Gliwic, mimo niecelnych rzutów, na ofensywnej desce szalał Wes Gordon, który po raz kolejny dobił piłkę i otworzył worek z punktami. Po tym trafieniu zza łuku celnie przymierzył Delaire, a dwa oczka z linii rzutów wolnych dołożył ponownie Gordon. Gdy kolejne punkty zdobył tym razem KJ Jackson, o czas poprosił Andrzej Urban, a GTK mogło pochwalić się serią 9:0. Po przerwie niemoc swojej drużyny przerwał jednak Michał Pluta, trafiając zza linii 6,75.
Główną bronią zespołu gości pozostawały kontry, natomiast GTK grało zespołowo, co również przynosiło im punkty. Spotkanie było bardzo wyrównane, o czym przypomniał Luka Sakota, trafiając na 45 sekund przed końcem kwarty, a 20 sekund później powtórzył swój wyczyn. Dzięki temu Stal prowadziła po 30 minutach gry 57:55.
Ostatnia kwarta, ze względu na bardzo wyrównany przebieg meczu, zapowiadała się niezwykle emocjonująco. Pierwsze punkty w tej części gry zdobył Mejeris po zbiórce w ataku, a odpowiedział mu Wes Gordon, kompletując akcję 2+1. Po tej sekwencji inicjatywę przejęła jednak Stal, która szybko zdobyła siedem punktów z rzędu i wyszła na ośmiopunktowe prowadzenie.
W ekipie gospodarzy o jak najlepszy wynik i utrzymanie drużyny w grze nieustannie walczył Gordon, który był bardzo aktywny na tablicach, co przekładało się na kolejne punkty. Na cztery minuty przed końcem spotkania, na ich początku, o czas poprosił trener GTK, chcąc przerwać niekorzystną passę i odmienić losy meczu. Po tym time oucie, po przechwycie, do kontry ruszył Jackson, który podał nad kosz do Lastera, a ten efektownie wykończył akcję.
Z dobrej gry gospodarzy szybko jednak niewiele zostało, głównie przez pogarszającą się skuteczność oraz liczne błędy i straty. Na 120 sekund przed końcem zespół Andrzeja Urbana prowadził dziewięcioma punktami, a o czas poprosił trener gliwiczan. Tuż po przerwie celną trójką popisał się Kuba Piśla, dla którego było to już czwarte trafienie zza łuku w tym meczu. Chwilę później gospodarze pokazali dobrą obronę, a po długiej akcji i walce pod koszem na 60 sekund przed końcem dwa punkty zdobył Gordon. Wtedy o czas poprosił Andrzej Urban, ponieważ różnica stopniała do zaledwie czterech oczek.
Po wznowieniu gry wydawało się, że gliwiczanie po przechwycie zdobędą kolejne punkty, jednak pomylił się Delaire. Na 30 sekund przed końcem akcję 2+1 skompletował Jackson i strata GTK zmalała do trzech punktów. Na 15 sekund przed końcem, po wcześniejszym trafieniu jednego rzutu wolnego przez Gibsona, przy rzucie za trzy faulowany był Piśla, który wykorzystał wszystkie trzy próby i doprowadził do różnicy zaledwie jednego punktu. Chwilę później Sakota pewnie trafił jednak oba rzuty wolne, a próba rzutem za trzy na dogrywkę nie znalazła celu. Stal Ostrów Wielkopolski wygrała w Gliwicach 76:73.

