Za nami 9. kolejka Orlen Basket Ligi — ostatnia przed zgrupowaniem reprezentacji, podczas którego KoszKadra zmierzy się z Austrią i Holandią. Zanim jednak przejdziemy do meczów kadry, przyjrzyjmy się temu, co wydarzyło się na ligowych parkietach.
Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski – Miasto Szkła Krosno 92:89
Rozmowa motywacyjna, którą kibice Stalówki przeprowadzili z zawodnikami pod płotem w Toruniu, odbiła się szerokim echem, ale jak widać zadziałała, bo Stalówka wygrała drugi mecz z rzędu. Przejdźmy zatem do samego spotkania. Początek układał się dla gości bardzo dobrze, bo po dwudziestu minutach prowadzili 50 do 44, mimo kłopotów z faulami. Trzecia kwarta nie przyniosła rozstrzygnięcia i obie drużyny zdobyły w niej po 22 punkty. O wyniku zadecydowała ostatnia część gry, którą gospodarze wygrali 26 do 17. W ten sposób odrobili całą stratę i przejęli kontrolę nad meczem.
Końcówka była pełna emocji. Najpierw punkty zdobył Mejeris, a chwilę później zablokował rzut Bocklera. Następnie na linii rzutów wolnych pojawił się Gibson i trafił oba osobiste. Krośnianie mieli jeszcze czternaście sekund, żeby doprowadzić do dogrywki lub nawet przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, ale nie udało im się wykorzystać dwóch prób zza łuku, najpierw Bocklera, a potem Browna Soaresa.
Zadziwiać może fakt, że Stal wygrała ten mecz przy bardzo słabej skuteczności z linii rzutów wolnych, bo trafiła tylko dwadzieścia cztery z czterdziestu czterech prób. Miasto Szkło z kolei miało ogromne problemy z faulami. Zanotowali ich aż trzydzieści jeden, a kilku zawodników wyczerpało limit lub było naprawdę blisko.
W zwycięskiej ekipie Andrzeja Urbana świetnie zaprezentował się Daniel Gołębiowski, który zdobył 24 punkty, dołożył 9 zbiórek i 4 asysty. Dobre zawody rozegrał również Lester Jr z dorobkiem 22 punktów, a także Jackson, który zakończył mecz mając na koncie 20 oczek. Wśród przyjezdnych na wyróżnienie zasługuje Leemet Bockler, autor 22 punktów i 5 zbiórek.
Po tym spotkaniu zarząd beniaminka zdecydował się zakończyć współpracę z trenerem Valeiko. Nowym szkoleniowcem został Maros Kovacik, znany z prowadzenia drużyny z Gliwic w sezonie 2022 na 2023.
Tauron GTK Gliwice – AMW Arka Gdynia 66:89
Czy ktoś przed tym meczem realnie zakładał inny wynik? Raczej nie. Gliwiczanie wprawdzie weszli w spotkanie całkiem dobrze i po dziesięciu minutach prowadzili 25 do 22, ale później wszystko kompletnie się posypało. Kolejne fragmenty gry były dla nich katastrofalne, bo do przerwy przegrywali już 50 do 28. W drugiej połowie niewiele się zmieniło. Arka spokojnie kontrolowała przebieg meczu, choć trafiła zaledwie pięć trójek, i pewnie dowiozła zwycięstwo. Goście zdecydowanie dominowali także na tablicach, wygrywając zbiórki 45 do 26.
Najlepszym strzelcem spotkania był Kresimir Ljubicić, który zakończył mecz z dorobkiem 18 punktów, 4 zbiórek, 3 asyst i 2 bloków. Solidnie zaprezentowali się również Courtney Ramey z 16 punktami, 5 zbiórkami i 7 asystami, Jakub Garbacz z 16 oczkami i 4 zbiórkami oraz Mike Okuaru, autor double double, czyli 11 punktów i 10 zbiórek. W zespole z Gliwic najlepiej wypadł Kacper Gordon, który uzbierał 14 punktów, a do tego dorzucił po cztery zbiórki i asysty.
Debiut w barwach GTK zaliczył także Wesley Gordon, wcześniej znany z występów w Spójni czy Treflu. Tym razem nie był to jednak występ, który zapamięta z uśmiechem, bo w niespełna dwudziestu minutach zdobył tylko dwa punkty i jedną zbiórkę.
Anwil Włocławek – Energa Czarni Słupsk 91:80
Był to kolejny ciekawy mecz, który z pewnością nie zawiódł kibiców. Od pierwszego gwizdka tempo było wysokie, a wynik zmieniał się praktycznie po każdym posiadaniu. Po dwudziestu minutach minimalnie z przodu był Anwil, prowadząc 43 do 42. Po przerwie gospodarze również weszli lepiej w grę i to właśnie przewaga wypracowana w trzeciej kwarcie pozwoliła im w końcowym rozrachunku cieszyć się ze zwycięstwa. Statystyki potwierdzają, jak wyrównane było to spotkanie, choć to włocławianie okazali się skuteczniejsi w zbiórkach oraz rzutach z gry.
Najważniejszą postacią na parkiecie był Eric Lockett, który w 25 minut zdobył 24 punkty i dołożył 4 zbiórki. Solidne wsparcie zapewnił również Michał Michalak, kończąc mecz z 18 punktami. Po stronie Czarnych wyróżniał się były zawodnik Rottweilerów, Michał Nowakowski, autor 17 punktów i 7 zbiórek. Bardzo dobre zawody zagrał także Aigars Skele, który zanotował 12 punktów, 7 zbiórek i 8 asyst. Włocławianie skutecznie ograniczyli Szymona Tomczaka, który w ostatnich tygodniach prezentował świetną formę, oraz innych kluczowych zawodników Stelmahersa.
Czarni zanotowali drugą porażkę z rzędu, po niedawnym przegranym meczu ze Stalówką. Anwil natomiast kontynuuje swoją zwycięską serię, zdobywając trzecie kolejne zwycięstwo pod wodzą Grzegorza Kożana.
MKS Dąbrowa Górnicza – Górnik Zamek Książ Wałbrzych 79:96
Jak dobrze wie każdy, kluczowe jest mocne wejście w mecz i utrzymanie tempa, a najlepiej jego stopniowe zwiększanie. W tym spotkaniu gospodarze nie zrealizowali jednak tego planu, ponieważ w pierwszych dziesięciu minutach zdobyli zaledwie siedem punktów, podczas gdy Górnik odpowiedział osiemnastoma. Druga i trzecia kwarta były już znacznie lepsze w wykonaniu drużyny Krzysztofa Szablowskiego, która zdołała zmniejszyć różnicę do dwóch oczek. W decydującym fragmencie spotkania wróciła jednak historia z premierowej odsłony. Końcówka znów należała do zespołu z Wałbrzycha, który wygrał ostatnią kwartę w przekonujący sposób i przypieczętował kolejne ligowe zwycięstwo.
Górnik, choć od początku sezonu ma problemy ze skutecznością zza linii 6,75, tym razem trafił osiem takich rzutów i to w zupełności wystarczyło, by kontrolować przebieg gry. Drużyna zaprezentowała się solidnie w większości aspektów. Najskuteczniejszym zawodnikiem był Ike Smith, zdobywca 21 punktów. W bardzo dobrej dyspozycji byli również Barret Benson z dorobkiem 20 punktów oraz Tauras Jogela, który zakończył mecz z 16 punktami, 4 zbiórkami i 6 asystami. W ekipie MKS Dąbrowa Górnicza najjaśniejszą postacią był Marc Garcia, autor 19 punktów, a także Martin Peterka, który zanotował double double składające się z 13 punktów i 11 zbiórek.
Na uznanie zasługują również kibice Górnika, którzy licznie stawili się w Dąbrowie Górniczej. Ich wsparcie było bardzo zauważalne i z pewnością dodało zawodnikom energii w kluczowych momentach spotkania.
Arriva Lotto Twarde Pierniki Toruń – Zastal Zielona Góra 95:81
Kolejne spotkanie rozpoczęło się bardzo wyrównanie, a do przerwy na prowadzeniu znajdowali się przyjezdni, którzy schodzili do szatni z wynikiem 49:43. Po zmianie stron wydarzenia na boisku ułożyły się jednak zupełnie inaczej. W drugiej połowie oglądaliśmy prawdziwe show w wykonaniu zespołu trenera Suboticia, głównie dzięki świetnej dyspozycji Taylera Personsa, który powrócił do Torunia i od razu zrobił różnicę. Co ciekawe, w statystykach takich jak zbiórki czy skuteczność rzutów z dystansu lepiej prezentował się Zastal, jednak to gospodarze byli bardziej efektywni i konsekwentni, co ostatecznie pozwoliło im sięgnąć po zwycięstwo.
Największą rolę w triumfie Twardych Pierników odegrał wspomniany już Tayler Persons. Zdobył 25 punktów i 6 asyst w niespełna 26 minut, pokazując pełnię swoich możliwości. Bardzo solidnie zagrał także Noah Thomasson, który zakończył mecz z dorobkiem 17 punktów, natomiast Aljaz Kunc ponownie zaprezentował się wszechstronnie, notując 13 punktów i 8 zbiórek. Po stronie zespołu Arkadiusza Miłoszewskiego najskuteczniejszym zawodnikiem był Conley Garrison, autor 17 punktów oraz 4 zbiórek i 4 asyst. Po raz kolejny cieszyć może też dobra gra Jakuba Szumerta, który zdobył 12 punktów i dołożył 4 zbiórki.
Dzięki tej wygranej drużyna z Torunia zrównała się bilansem z Zastalem. Oba zespoły mają obecnie na koncie po trzy zwycięstwa i pięć porażek.
Legia Warszawa – Dziki Warszawa 79:84
Przed meczem na oficjalnych kanałach Legii pojawiły się niezbyt dobre informacje dla kibiców stołecznego zespołu. Okazało się, że w derbach nie zagrają: Andrzej Pluta, Jayvson Graves oraz Mathias Tass. Były to ogromne osłabienia dla aktualnych Mistrzów Polski, a przecież derby rządzą się własnymi prawami i każdy detal może przesądzić o końcowym wyniku.
Spotkanie lepiej rozpoczęły Dziki, jednak po drugiej kwarcie gospodarze zdołali odrobić straty i można było odnieść wrażenie, że po przerwie wszystko zaczyna się od nowa. W trzeciej odsłonie Legia wyszła nawet na prowadzenie, ale brak kluczowych zawodników dawał się coraz bardziej we znaki. W decydującej kwarcie podopieczni Marco Legovicha ponownie przejęli inicjatywę i to oni ostatecznie wyszli zwycięsko z derbowego starcia. Choć ostatnie dziesięć minut było dla kibiców prawdziwą jazdą „na żyletkach”, bohaterem okazał się Landrius Horton, który wytrzymał presję i poprowadził swoją drużynę do triumfu.
Horton zakończył mecz z dorobkiem 18 punktów i 6 zbiórek, choć nie był najlepszym strzelcem Dzików — tę rolę przejął Ben Vander Plas, autor 20 punktów i 8 zbiórek. Bardzo dobrze zaprezentował się również Dontay Caruthers, który do 16 punktów dołożył 4 asysty. W ekipie Legii najskuteczniejszy był Ben Shungu. Wziął na siebie obowiązki nieobecnych kolegów, zdobył 21 punktów oraz 8 asyst, jednak popełnił przy tym aż 8 strat. Solidny występ zaliczył też Ojars Sillins (17 punktów), a Race Thompson dorzucił kolejne 15.
Po tym meczu można śmiało stwierdzić, że Warszawa jest Dzika. Legia natomiast notuje drugą porażkę z rzędu, mimo fantastycznego otwarcia sezonu i bilansu 6–0.
PGE Start Lublin – WKS Śląsk Wrocław 91:98
Było to spotkanie, po którym nie zabrakło komentarzy i oskarżeń – m.in. o flopowanie, ale nie tylko. Sam mecz rozpoczął się wyrównanie, jednak z biegiem czasu to Śląsk przejął inicjatywę i do przerwy prowadził 62:44, imponując skutecznością, podczas gdy Start miał wyraźne problemy w obronie. Po zmianie stron w grze lublinian pojawiła się większa energia i determinacja. Zespół Wojciecha Kamińskiego mozolnie odrabiał straty i na 70 sekund przed końcem przegrywał już tylko różnicą pięciu punktów, dodatkowo posiadając piłkę.
Wtedy jednak wydarzyła się sytuacja, która wywołała ogromne kontrowersje. Liam O’Reilly był – zdaniem ekipy Startu – ewidentnie faulowany na połowie przez Kirkwooda, lecz sędziowie puścili grę dalej. Chwilę później arbitrzy odgwizdali O’Reilly’emu faul ofensywny na Kadrze Grayu, co wywołało sprzeciw zarówno u zawodników, jak i u trenera Startu. Po tej decyzji Śląsk kontrolował końcówkę i dowiózł zwycięstwo.
W internecie zawrzało również po pomeczowej wypowiedzi Wojciecha Kamińskiego, który zwrócił uwagę na liczne – w jego opinii – flopowania zawodników Śląska, na które sędziowie nie reagowali. W dyskusję włączył się także na platformie X Jakub Nizioł, dodając swój komentarz. Warto wspomnieć, że trener Startu jeszcze przed końcem przerwy otrzymał przewinienie techniczne za wejście na boisko, które po powrocie na parkiet Nizioł zamienił na punkt.
Najlepiej punktującym zawodnikiem meczu był właśnie kapitan 18-krotnych mistrzów Polski – Jakub Nizioł, który zdobył 24 punkty, 6 zbiórek i 3 asysty. W dobrej formie był także Stefan Djordjević, autor 16 punktów i 5 zbiórek. W ekipie z Lublina po powrocie do zespołu wyróżnił się Liam O’Reilly – 14 punktów i 5 asyst – jednak najskuteczniejszy był Elijah Hawkins, który zdobył 23 punkty, choć jego zagrania w końcówce widocznie irytowały trenera Kamińskiego. Solidny występ zanotował również Tevin Mack (18 punktów).
W Lublinie wciąż trwa kryzys, z którym kibice Czerwono-Czarnych wiążą nadzieje, że Wojciech Kamiński w końcu sobie poradzi. Śląsk natomiast umacnia się w środku tabeli, zajmując 6. miejsce z bilansem 5–3.
Energa Trefl Sopot – King Szczecin 84:74
Ostatni mecz kolejki rozegrano w Sopocie. Zapowiadano go jako hit, jednak drużyna Kinga wyraźnie nie dojechała do Trójmiasta. Gospodarze prowadzili do przerwy 50:30. W trzeciej kwarcie o dwa punkty lepsi byli goście, którzy wygrali także ostatnią część meczu 27:19.
Sopocianie mieli przewagę w zbiórkach i trafili o pięć trójek więcej niż przeciwnicy, choć to King zanotował mniej strat: 11 przy 18 gospodarzy.
Najlepiej punktującym zawodnikiem był Anthony Roberts. Były gracz Stali zdobył 25 punktów i dołożył pięć zbiórek, nie trafiając ani jednego rzutu zza łuku. Powyżej dziesięciu oczek w drużynie Kinga zdobyli jeszcze tylko Przemysław Żołnierewicz (12) oraz Tomasz Gielo (11). W zespole Mikko Larkasa punkty rozłożyły się nieco bardziej. Najskuteczniejszy był Goins – 19 punktów i trzy zbiórki – a dobre zawody rozegrał także m.in. Addae-Wusu, który zdobył 15 punktów i pięć zbiórek.
Po tym meczu Trefl zrównał się bilansem z Arką, Legią oraz Kingiem. Wszystkie te ekipy z bilansem 6–2 wspólnie zajmują pierwsze miejsce w tabeli.
