2 października 2022

Projekt Kosz

TWOJE ŹRÓDŁO KOSZYKÓWKI

Suzuki 1 Liga: Niespodzianka w Krakowie, upadek twierdzy w Lublinie

Sześć sobotnich meczów ujrzeliśmy w ramach 21. kolejki meczów w Suzuki 1. Lidze Koszykówki Mężczyzn. Sporo emocji było w Pelplinie, gdzie ważne rzuty Piotra Wielocha zadecydowały o zwycięstwie GKS-u Tychy. Sporą niespodziankę zrobili koszykarze AZS-u AGH Kraków, pokonując przed własną publicznością Sensation Kotwicę Kołobrzeg. Czternasty komplet punktów dopisali zawodnicy Weegree AZS-u Politechniki Opolskiej po wygranej nad Zniczem Basket Pruszków. Defensywne widowisko mieliśmy na warszawskim Kole. Dziki Warszawa pokonali przed własną publicznością Kociewskie Diabły. Interesujące widowisko zobaczyliśmy w Aqua Zdroju. Żak Koszalin postawił trudne warunki Górnikowi Trans.eu Wałbrzych, lecz ostatecznie to Górnicy byli górą. Rezerwy Śląska Wrocław jako pierwszy zespół zdobył Kozi Gród, wygrywając z AZS-em UMCS Start II Lublin.

Decka Pelplin – GKS Tychy 71:76

STATYSTYKI

Tyszanie po sporych emocjach w Zgorzelcu chcieli podtrzymać dobrą passę, wygrywając starcie w Pelplinie. Gracze Decki po dość trudnym meczu w Łańcucie musieli uznać wyższość obecnego lidera 1. Ligi – Rawlplug Sokół. Niewątpliwie dla zawodników Marcina Radomskiego zwycięstwo z GKS-em byłoby sporym krokiem do utrzymania się w lidze. W pelplińskim obozie zabrakło Adama Wąsowicza, a do tyskiego zespołu powrócił Łukasz Diduszko.

Zespoły na początku rywalizacji toczyły ze sobą równorzędną walkę. Rezultat chylił się z jedną stronę na drugą. Na ciut wyższą zaliczkę wyszli przyjezdni, gdy czterokrotnie z rzutów wolnych trafiał Radosław Trubacz (10:15). Ten sam zawodnik jako jedyny ciągnął atak w tyskim zespole. Po stronie miejscowych aktywny był Damian Szczepaniak. Po tej części zawodnicy w czarnych strojach wygrywali 20:17.

W następnej części do punktującego Trubacza dołączyli Mąkowski oraz Krajewski. Po ich celnych zagraniach przewaga zawodników Jagiełki wzrosła do ośmiu punktów (22:30). Mateusz Kulis, Damian Szczepaniak i Dawid Sączewski starali się swoimi punktami przybliżyć do GKS-u. Jednak po stronie gości skuteczni byli Chodukiewicz, Tyszka oraz Trubacz. Do przerwy tyszanie wygrywali 41:31.

Dłuższa przerwa mocno podziałała na zawodników z Pelplina, którzy krok po kroku odrabiali straty. Spod kosza skutecznie rzucał Kaszowski oraz Kulis. Wówczas tą samą akcją popisał się Krajewski. To jednak nie zatrzymało miejscowych, a zwłaszcza Szczepanika oraz Konopatzkiego. Obaj zawodnicy trafili po trójce, a swoje oczka dołożył Kaszowski. W ten sposób Decka traciła zaledwie punkty do tyskiego GKS-u (49:50). Końcówka tej kwarty zrobiła się całkiem interesująca, bo doszło do zmiany prowadzenia. Trzypunktowa akcja Kaszowskiego dała po 30 minutach dwupunktową zaliczkę dla gospodarzy (56:54).

Przyjezdnych z powrotem na prowadzenie wyprowadziły punkty Macieja Koperskiego (58:61). Pelplinianie trzymali się blisko swoich rywali za sprawą trafień Pułkotyckiego. Po jeszcze jednej trójce tego zawodnika mieliśmy minimalne prowadzenie dla tyszan i całkiem dobrą końcówkę (71:72). W niej ponownie główną rolę odegrał Piotr Wieloch. Dzięki jego punktom z wolnych i z pomalowanego pola GKS Tychy zapisał na swoje konto czternaste zwycięstwo 76:71.

Weegree AZS Politechnika Opolska – Znicz Basket Pruszków 86:71

STATYSTYKI

Pruszkowski zespół ostatnie dwie kolejki zaliczą do udanych, ponieważ wygrali domowe starcia z Miastem Szkła Krosno (86:79) oraz z AZS-em UMCS Start II Lublin (74:61). Tym razem zawodników Michała Spychały czekało piekielny sprawdzian – pojedynek z Politechniką Opolską. Opolanie po ostatniej wpadce w Starogardzie Gdańskim (83:78) bardzo liczyli na powrót do doskonałej gry jaką prezentowali w dotychczasowych meczach. W zespole z Pruszkowa zabrakło podstawowego lidera zespołu, Adriana Sulińskiego.

Mimo odrobinę węższej rotacji to jednak zawodnicy w zielonych strojach lepiej otworzyli rywalizację. Pruszkowską grę w ataku ciągnął Karol Dębski. Za jego sprawą wynik dla Zniczu po rozegranych pięciu minutach był korzystny (4:10). Opolski zespół do gry próbował pobudzić swoimi punktami Kaczmarzyk, lecz po drugiej stronie trafiali Tokarski, Sowa oraz Kamiński. W ten sposób Znicz podwyższył swoją przewagę do dziewięciu punktów (8:17). Gospodarze zdołali odrobić niemal całe straty po celnych rzutach Skiby i Kreffta. Minimalnie z przodu byli koszykarze Znicza (16:17).

Przyjezdni na początku drugiej części ponownie odskoczyli na większy dystans po wykorzystanych wolnych przez Walczaka i lay-upie Adamczyka (16:23). Opolska drużyna zdążyła nadrobić wszystkie zaległości dzięki akcjom Skiby. Po punktach Patryka Piszczatowskiego i trójce Adama Kaczmarzyka to miejscowi objęli kilkupunktowe prowadzenie (30:24). Zawodnicy pruszkowskiej drużyny mieli gorszy moment w ofensywie, co skrzętnie wykorzystywali gracze w białych strojach. Po trójce Wilka przewaga gospodarzy wyniosła 11 „oczek” (35:24). Zawodnicy Znicza do końca pierwszej połowy pomału zbliżali się do rywali po oczkach Adamczyka spod kosza i wolnych Kamińskiego. W Opolu zawodnicy Weegree prowadzili 35:31.

Po zmianie stron aktywni w zespole przyjezdnych byli Łukasz Bodych oraz Karol Dębski. Za sprawą ich celnych rzutów Znicz nadal miał kontakt z miejscowymi (44:43). Duży udział w zespole miejscowych miał Patryk Wilk oraz Szymon Kiwilsza. Ich celne trafienia pokazywały po 30 minutach gry ośmiopunktowe prowadzenie dla Politechniki Opolskiej (55:47). Najbardziej ofensywną częścią konfrontacji była ostatnia dyszka. Na jej początku przewaga opolskiej ekipy oscylowała w granicach 6-8 punktów. W dobrym momencie rywalizacji obudził się Adam Kaczmarzyk przy mocnym wsparciu Patryka Wilka. Przewaga po ich punktach wzrosła do 18 „oczek” (73:55). Pruszkowski zespół niewiele mógł zrobić, aby odwrócić mecz na drugą stronę rzeki. Opolscy zawodnicy do końcowej syreny dowieźli zwycięstwo wynoszące piętnaście punktów (86:71).

Górnik Trans.eu Wałbrzych – MKKS Żak Koszalin 82:74

STATYSTYKI

Wałbrzyszanie w poprzednią sobotę wrócili na zwycięski szlak, gdy przed własną publicznością zdołali pokonać zawodników krakowskiego AGH-a. Koszalinianie w poprzedniej serii gier musieli pauzować, co dało im sporo czasu na przygotowania do spotkania. Koszaliński zespół do sportowej hali Aqua Zdroju przyjechał bez Macieja Szewczyka.

Pomimo braku tego zawodnika to goście dobrze rozpoczęli mecz, bo od trójki Marcina Tomaszewskiego i Darrella Harrisa. Drugi z nich dokładał ponadto punkty z pomalowanego pola, dzięki czemu Żak prowadził sześcioma punktami (9:15). W wałbrzyskim zespole dobrą dyspozycję dnia wykorzystał Hubert Pabian, rzucając osiem punktów z rzędu. Po trójce dodali Hubert Kruszczyński i Bartłomiej Ratajczak. Premierową odsłonę wygrali gospodarze (28:19) po kolejnym trzypunktowym rzucie. Tym razem z dystansu trafił Krzysztof Jakóbczyk.

Gracze Górnika w następnej części powiększyli swój dorobek punktowy o m.in. punkty zdobyte przez Durskiego, lay-up Jakóbczyka czy efektowną paczkę z góry Niedźwiedzkiego (39:23). Koszalinianie wzięli się za robotę w późniejszym fragmencie meczu. Z wolnych trafiali Sewioł oraz Pryć, a spod kosza Dłoniak i Harris. Koszalinianie po tych udanych minutach sprawili, że przewaga Górników spadła do ośmiu oczek (41:33). Taka różnica trzymała się do końca pierwszej połowy. Górnicy po dwóch dyszkach prowadzili z Żakiem 45:37.

Po piętnastominutowej pauzie zawodnicy Łukasza Grudniewskiego wrócili do dobrej gry z pierwszej kwarty. Bardzo fajnie prezentował się Jakóbczyk, trafiając kolejne punkty spod trumny. Solidnie spisywał się także Piotr Niedźwiedzki, który co nieco dopisał następne punkty z pola trzech sekund, a ponadto dodał trzypunktowe trafienie. Wałbrzyszanie z powrotem mieli dwucyfrową zaliczkę. Ostatnie punkty w tej części gry dla Górnika zaaplikował Marcin Dymała (65:50).

Z taką wypracowaną przewagą zawodnicy z Wałbrzycha weszli w decydującą partię, walcząc z koszalińskim Żakiem jak równy z równym. W pewnym momencie Dłoniak i Harris zakasali rękawy, zaczynając w ten sposób nadrabiać stratę do miejscowych. Skutecznie jednak przeszkodzili im w tym gospodarze, którzy grali mocniej jako kolektyw. Wykorzystane wolne Jakóbczyka i półdystans Niedźwiedzkiego sprawiły, że Górnik po raz drugi w sezonie pokonał Żaka 82:74.

Dziki Warszawa – SKS Starogard Gdański 70:57

STATYSTYKI

Zarówno warszawianie jak i starogardzianie są po ostatnich zwycięstwach w ubiegłym tygodniu. Gracze Dzików wygrali w Łowiczu różnicą czterech punktów, a Diabły ograli przed własną publicznością zawodników z Opola (83:78). W obu zespołach doszło do powrotów – do warszawskiej drużyny powrócił Mateusz Szwed, a po stronie starogardzian – Michał Kierlewicz. Ponadto w zespole Krzysztofa Szablowskiego absencję meczową zaliczyli Paweł Kopycki oraz Dominik Groth. Zatem szykowało nam się zupełnie inne starcie niż te, które widzieliśmy w ubiegłej rundzie.

Starogardzianie mocno otworzyli premierową odsłonę. Celne rzuty Szymona Ryżka, Szymona Ćwiklińskiego oraz 2+1 Kacpra Burczyka dały po ponad połowie tej odsłonie 10-punktową zaliczkę (5:15). Warszawski zespół odpowiadał w tej sekcji pojedynczymi, lecz nieco później po trójce Piotra Pamuły i jego rzutach wolnych strata wyniosła pięć oczek (12:17). Warszawianom udało się do końca tej kwarty dopisać kolejne dwa „oczka”, przegrywając po tej ćwiartce 14:17.

Warszawianie drugą kwartę otworzyli punktami spod obręczy. Po trafieniach Mościckiego i Majewskiego na prowadzeniu byli Dziki (20:17). Szybko na tą sytuację zareagowali Sadło oraz Ryżek. Po jego trzypunktowym rzucie ponownie na przodzie były Diabły (21:22). Rywalizacja w późniejszych fragmentach stała się bardziej zacięta. Jednak w następnym fragmencie warszawski zespół odskoczył na kilkupunktowy bufor bezpieczeństwa, gdy 2+1 zaliczył Kuźkow (30:26). To jednak nie zatrzymało zapędów przyjezdnych, którzy ciut lepiej rozgrali końcówkę pierwszej połowy. Trójka Szymona Ryżka zamknęła dwadzieścia minut tego starcia. Dziki wygrywali z Diabłami 32:31.

Po zmianie stron zobaczyliśmy grę coast-to-coast w obydwu zespołach. W trochę lepszej skuteczności zagrali warszawianie, którzy po trójce Majewskiego oraz punktach Komendy mieli sześciopunktową zaliczkę (45:39). Koszykarze w niebieskich strojach mieli spore problemy ze skończeniem ataku. Podobnie zresztą jak miejscowi, lecz w późniejszym czasie znaleźli rytm w ataku. Spod kosza trafiali Grochowski, Pamuła i Łączyński. Po trzech kwartach warszawskie Dziki mieli 9-punktową zaliczkę (51:42).

Starogardzianie wzięli się do pracy na początku ostatniej kwarty. Zza łuku trafił Cebula oraz Kierlewicz, a z wolnych Stryjewski. Jednak warszawscy zawodnicy ciągle trzymali kilkupunktową zaliczkę, która w połowie trzeciej kwarty wyniosła siedem punktów (57:50). Trzypunktowe trafienie Filipa Cebuli wlało odrobinę nadziei, aby myśleć o zwycięstwie. Ten pomysł wyrzucili z głowy Majewski oraz Komenda (61:53). Trafienia spod kosza Nowakowskiego i trójka Majewskiego były kluczowymi trafieniami w tym spotkaniu. Tym samym Dziki Warszawa wygrali z Diabłami 70:57.

AZS UMCS Start II Lublin – TBS Śląsk II Wrocław 71:91

STATYSTYKI

Lublinianie w ubiegłej kolejce pojechali do Pruszkowa bez Mikołaja Stopierzyńskiego oraz Bartłomieja Pelczara, co w konsekwencji dało porażkę ze Zniczem. Wrocławianie mieli ciut więcej czasu na przygotowania, ponieważ w ekipie z Krosna u paru zawodników stwierdzono przypadki COVID-19. Tym razem lublinianie do domowego starcia z rezerwami Śląska podeszli z paroma wzmocnieniami. Z kolei trener wrocławskiej drużyny Dusan Stojkov nie mógł skorzystać z usług Szymona Tomczaka oraz Pawła Strzępka. Nadal nie ma oficjalnej informacji na temat Michała Sitnika, który nadal jest w składzie wrocławskiej drużyny.

Rywalizacja w Kozim Grodzie od pierwszych minut była całkiem wyrównana. Po celnych wolnych Mikołaja Stopierzyńskiego, zawodnicy Przemysława Łuszczewskiego prowadzili 10:7. Kacper Gordon zaczął zdobywać punkty na różne sposoby, przyczyniając się do wyjścia na prowadzenie swojej drużyny (14:15). Nieco później zespoły na zmianę wychodziły do przodu, lecz końcówka należała do wrocławian. Akcja 2+1 Szymona Walskiego i trójka Miłosza Góreńczyka zamknęły pierwszą dyszkę tego pojedynku. Rezerwy Śląska prowadzili 27:22.

Lublinianie w drugiej kwarcie odrobili kilkupunktową różnicę po wolnych Ziółko i 2+1 Jeszke (27:27). Wrocławianie w ciągu paru następnych akcji zdołali z powrotem odskoczyć na osiem punktów po punktach Bożenki i Walskiego (27:35). Przerwa na żądanie lubelskiego trenera na wiele się nie zdała, ponieważ wrocławianie nadal zmuszali rywali do prostych błędów. Te z kolei przeniosły się na łatwe punkty spod kosza lub rzutów wolnych. Kolejne punkty spod kosza Bożenko i Marchewki dały 13-punktową zaliczkę (31:44). Gracze z Koziego Grodu do końca pierwszej połowy odrobili parę punktów, gdy dobrze prezentowali się Stopierzyński oraz Wąsowicz. Wrocławianie prowadzili po dwudziestu minutach w Lublinie 47:40.

Trzecią dyszkę lublinianie otworzyli od punktów Stopierzyńskiego i Szymańskiego. To jednak nie powstrzymało Gordona, Bożenki czy Wójcika od zdobywania następnych punktów. Wrocławski zespół ciągle miał zaliczkę z pierwszych dwudziestu minut (51:58). Rozgrywający wrocławskiej drużyny dołożył do konta gości następne dwie trójki. Paczką z góry popisał się Stopierzyński, a trójka Myśliwca zamknęła trzecią partię. Akademicy z Lublina przegrywali tylko czterema punktami (60:64).

W ostatnich dziesięciu minutach wrocławianie nieco przyspieszyli grę, a zarazem ogarniczyli pole manewru dla lubelskiego zespołu. W efekcie kolejne punkty Walskiego i następne trafienia Zagórskiego, Gordona i Bożenki sprawiły, że gracze Dusana Stojkova prowadzili na ponad dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu 15 punktami (71:86). Ostatecznie TBS Śląsk II Wrocław zdobywa Kozi Gród, wygrywając 91:71. Tym samym podopieczni trenera Łuszczewskiego po raz pierwszy polegli przed własną publicznością.

AZS AGH Kraków – Sensation Kotwica Kołobrzeg 87:80

STATYSTYKI

Szkoleniowiec krakowskiej ekipy, Wojciech Bychawski miał przed pojedynkiem z Sensation Kotwicą Kołobrzeg o wiele lepszy komfort w składzie personalnym niż przyjezdni. W kołobrzeskim zespole zabrakło Witalija Kowalenko, co odrobinę pokrzyżowało plany trenera Rafała Franka. Ten fakt wykorzystali krakowianie na swą korzyść, co zaprowadziło ich do zwycięstwa nad kołobrzeską drużyną.

Mecz w pierwszych minutach był mocno wyrównany i grany w dobrym tempie. Po akcji 2+1 Wojciecha Frasia i trójce Pawła Zmarlaka gospodarze mieli czteropunktowe prowadzenie (9:5). W następnym fragmencie piłkę z góry zapakował Szymon Długosz, a z półdystansu dołożył Remon Nelson. Pod koniec tej części w zespole Kotwicy uruchomił się Wojciech Jakubiak. Po jego punktach zawodnicy Kotwicy prowadzili po 10 minutach 15:13.

W drugiej kwarcie gaz do dechy w krakowskim zespole włączył Piotr Lis, lecz na jego punkty zareagowali Karol Kutta oraz Damian Pieloch (20:20). Nieco później punkty Kacpra Rojka, trójka Szymona Pawlaka i połowicznie wykorzystane wolne przez Kacpra Majki dały dwucyfrową zaliczkę dla graczy z Kraka (36:25). Do przerwy AZS AGH Kraków wygrywał we własnej hali 39:30.

Po dłuższej pauzie zespoły postawiły mocniej na atak niż obronę, co mogło się spodobać kibicom zebranym podczas tego starcia. Bardzo aktywnie walczył Nelson, zdobywając dla kołobrzeżan kolejne punkty. Wraz z nim punktował Piotr Śmigielski, Damian Pieloch czy Mikołaj Kurpisz. Czarodzieje z Wydm po ich celnych zagraniach mieli na wyciągnięcie ręki miejscowych, tracąc jedynie oczko (53:52). Sprawy krakowskiej drużyny wzięli wtedy Pawlak oraz Lis. Jednak Nelson i Jakubiak skutecznie trafiali swoje rzuty. Drugi z nich dołożył oczka spod obręczy. W ten sposób po trzech dziesiątkach rezultat cały czas był otwarty. Krakowianie prowadzili różnicą dwóch punktów (65:63).

Oba zespoły w ostatniej partii rozpoczęły od celnych rzutów zza łuku. Moment później swoje punkty dołożyli Leszczyński, Fraś i Pawlak, dając dziewięciopunktową zaliczkę dla gospodarzy (78:69). Goście starali się nadrobić zaległą robotę punktami Nelsona i trójką Pielocha. Jednak w najważniejszych momentach gry dla zespołu z Krakowa punktowali Pawlak, Lis i Zmarlak. Tym samym krakowianie sprawili sporą niespodziankę, pokonując na własnym terenie Sensation Kotwicę Kołobrzeg 87:80.

AKTUALNA TABELA

fot. Paweł Pietranik, źródło: Dziki Warszawa