Przed rozpoczęciem spotkania niektórzy kibice mogli liczyć, że Twardym Piernikom uda się urwać choć jedno zwycięstwo w tej serii, ale chyba nikt nie spodziewał się aż takiej dominacji torunian. Gospodarze trafili aż 15 z 31 rzutów zza łuku, podczas gdy Anwil odpowiedział tylko 9 razy, co miało ogromne znaczenie dla przebiegu meczu. Kluczowa okazała się również liczba strat – Rottweilery popełniły ich aż 17, przy zaledwie 5 po stronie Biało-Niebieskich.
Mecz efektownie rozpoczął duet Kamil Łączyński i Nick Ongenda. Kapitan Anwilu wziął na siebie dwóch rywali i dograł do wolnego centra, a ten zrobił to co trzeba i jego drużyna prowadziła 2:0. Chwilę później jednak rozgrywający Rottweilerów zanotował stratę, a najszybszy w kontrze okazał się Gaddefors, który skompletował akcję 2+1.
Przyjezdni łatwo zdobywali punkty po wejściach na kosz, a to nie podobało się szkoleniowcowi Twardych Pierników, który poprosił o przerwę na żądanie, gdy jego drużyna przegrywała 10:13. Bardzo dobry początek notował Luke Petrasek, który po tym timeoucie dorzucił od siebie celny rzut zza łuku, na co odpowiedział mu tym samym Barret Benson i było 13:16.
Od tamtego momentu, po dwóch punktach włocławian, zanotowali oni aż trzy straty z rzędu, ale mimo tego gospodarze nie byli w stanie wyjść na prowadzenie. Złą passę swojej drużyny przerwał Justin Turner, trafiając z półdystansu na 17:20. Wściekły na swoją drużynę był Selcuk Ernak, bo mając cztery sekundy na rozegranie akcji po faulu rywala, jego zespół zanotował siódmą stratę w meczu, dając Biało-Niebieskim szansę na punkty. Ostatecznie jednak Ertel nie trafił swojego rzutu, a po pierwszej kwarcie prowadzili goście 22:21.
Świetnie wszedł w nią Dominik Wilczek, który po hiszpańskim pick and rollu trafił trójkę, wyprowadzając po raz pierwszy w meczu swoją drużynę na prowadzenie 24:22. Od tamtej pory przyjezdni byli w stanie odpowiadać, ale prowadzenie gospodarzy utrzymywało się dzięki świetnej skuteczności Divine Mylesa, który grał prostą, ale bardzo skuteczną koszykówkę.
Obie drużyny wymieniały się prowadzeniem. Po pięciu minutach drugiej kwarty faulem technicznym ukarany został turecki szkoleniowiec Anwilu, który komentował decyzje sędziów w sposób, który nie spodobał się arbitrom. Na największe prowadzenie w meczu Twardych Pierników 41:36 zareagował Anwil.
Najbardziej starał się zmniejszyć straty Turner, jednak to Benson i Ertel swoimi trójkami jeszcze bardziej podbili prowadzenie gospodarzy. Kwarta zakończyła się wymarzonym akcentem dla podopiecznych Suboticia. Po raz siódmy w tej odsłonie zza łuku trafiła jego drużyna, a ostatni rzut oddał Michael Ertel. Gospodarze tą kwartą udowodnili, że nie zamierzają jeszcze żegnać się z fazą play-off. Anwil natomiast pokazuje potencjał, ale brakuje mu skuteczności i lepszej obrony, szczególnie przy rzutach za trzy punkty. Torunianie do przerwy na prowadzeniu, 53:41.
Od celnej trójki w wykonaniu Michała Michalaka rozpoczął kwartę Anwil, jednak po chwili w identyczny sposób odpowiedział mu Michael Ertel. Biało-Niebiescy mocno weszli w defensywę, nie dając przeciwnikom zbyt wielu dogodnych pozycji, a w ataku spokojnie utrzymywali prowadzenie.
Włocławianie, idąc z duchem gry, stopniowo niwelowali straty. Na niespełna sześć minut przed końcem tej odsłony, po kolejnym trafieniu Michalaka, gospodarze prowadzili 61:56, co skłoniło trenera Srdjana Suboticia do poproszenia o czas.
Dzięki dobrym podwojeniom i cierpliwości w ofensywie przewaga gospodarzy wzrosła z pięciu do dziesięciu oczek. To nie mogło podobać się Selcukowi Ernakowi, który również poprosił o timeout. Po nim Rottweilery próbowały jeszcze podejść rywala, ale ich próby kończyły się niepowodzeniem. Złe decyzje, pochopne wybory i aż 15 strat nie wróżyły niczego dobrego przed decydującą kwartą. Po trzech częściach meczu na prowadzeniu byli gospodarze – 77:63.

Torunianie rozpoczęli kwartę w efektowny i efektywny sposób – widowiskowym alley-oopem z Abu. Przez chwilę Twarde Pierniki prowadziły już różnicą 17 punktów. Anwil odpowiedział małym zrywem, ale to wciąż lepiej wyglądała ekipa dowodzona przez Ertela, która imponowała skutecznością rzutów zza łuku.
Przykładem świetnej gry torunian była kolejna trójka – tym razem w wykonaniu Kamińskiego – która dała im aż 19 punktów przewagi. Tego nie spodziewali się licznie przybyli do Areny Toruń kibice Anwilu. Goście grali sfrustrowani, co udowodnił niesportowy faul Taylora na Mylesie, biegnącym do kontry. Co ciekawe, Myles opuścił parkiet dopiero po rozegraniu ponad 35 minut.
Jedna z akcji idealnie oddawała cały obraz meczu w wykonaniu Anwilu – dobrze rozpoczęta obrona, nadzieja na przechwyt, a potem chaos i nieporozumienie. Tak wyglądała ich gra przez całe spotkanie. Na dwie minuty przed końcem meczu torunianie osiągnęli granicę 100 punktów, ponownie udowadniając, że słowo „Twarde” w ich nazwie nie jest przypadkowe. W całym meczu obie drużyny nie faulowały zbyt często, jednak w ostatniej kwarcie, gdy losy meczu były już rozstrzygnięte, zaczęło się więcej przewinień. Mecz zakończył się wynikiem 105:82 na korzyść gospodarzy, którzy przedłużyli serię. Kolejne starcie już w środę.

