Standardowo już przed rozpoczęciem nowego sezonu koszykarze przystępują do rywalizacji o Superpuchar Polski. W tegorocznej edycji o trofeum im. Adama Wójcika walczą Legia Warszawa, Energa Trefl Sopot, ORLEN Zastal Zielona Góra oraz Dziki Warszawa. Przypomnijmy, że w ubiegłym roku po trofeum sięgnęła drużyna PGE Startu Lublin. Pierwszym spotkaniem, jakie kibice mogli obejrzeć w Arenie Sosnowiec, było starcie Legii z Treflem. Przed rozpoczęciem meczu kilka słów do kibiców skierowali prezes PGE Dariusz Lubera, prezes PZKosz Grzegorz Bachański oraz prezes PLK Łukasz Koszarek.
Legia Warszawa 93 : 89 Energa Trefl Sopot
Sopocianie od razu szybko rozpoczęli zdobywanie punktów, a już w pierwszej akcji zaprezentowali swoje zgranie Jakub Schenk oraz Szymon Zapała, który wykończył akcję po podaniu kapitana Żółto-Czarnych. Na to celną trójką odpowiedział po chwili Kuba Piśla, który nie tak dawno dołączył do Legii. Warszawianie chcieli zaskoczyć rywali w obronie, wychodząc wysoko, lecz nie robiło to większego wrażenia na zespole Krzysztofa Roszyka, który świetnie zbierał w ataku. Po trafieniach Trefla – Zapały i Andersona – prowadzili oni 6:3, a time-out wziął Heiko Rannula, zirytowany błędami w grze swoich podopiecznych. Po przerwie na żądanie estońskiego szkoleniowca jego drużyna, choć z problemami, zdobyła cztery oczka dzięki trafieniom Golomana i Danielsa. Wówczas o przerwę poprosił trener Roszyk.
Po niej rewelacyjnym i dynamicznym zagraniem popisał się węgierski center grający dla Legii. Wykończył akcję z faulem, po chwili trafiając także rzut wolny i kompletując akcję 2+1. Następnie celną trójką prowadzenie powiększył Devon Daniels. Rewelacyjnie z upływem czasu prezentowali się Legioniści, a na plus swój występ notował także Jakub Andrzejewski, który wszedł z ławki. Gra Sopotu nie wyglądała najlepiej. Żółto-Czarni prezentowali się tak, jakby wcześniej nie mieli zbyt wielu okazji do wspólnej gry. Z czasem ich gra zaczęła się jednak poprawiać, podobnie jak wynik. Po 10 minutach Legia prowadziła 23:16, a kwartę zamknął trafieniem Zoriks.
Drugą kwartę rozpoczęliśmy od przewinienia w obronie zawodnika z Sopotu, a następnie, po wznowieniu gry, punktów Zoriksa, który świetnie wszedł pod kosz. Podobnym zagraniem po chwili odpowiedział Kacper Marchewka, a następnie punkty dla Trefla spod obręczy zdobył Szymon Zapała i było już tylko pięć oczek przewagi dla „gospodarzy”. Co ciekawe, dopiero po 13 minutach gry zza łuku po raz pierwszy trafili Sopocianie. Autorem tego rzutu był Rotegard. Po chwili po raz drugi trafił Trey Anderson, a po jego trafieniu od razu nad kosz poleciał Goloman, który wykorzystał podanie od Kristersa Zoriksa. Legia prowadziła 36:28 po połowie tej kwarty.
Z upływem czasu niewiele się zmieniało. Legia prowadziła grę, a Sopot próbował jej dorównać, lecz nieskutecznie. Kwartę zamknął jednak udaną akcją Tobias Rotegard, który trafił zza linii 6,75 m równo z syreną. Po 20 minutach gry Legia prowadziła 46:38. W wielu aspektach widoczna była przewaga Warszawian, lecz Trefl wciąż próbował walczyć.
Druga połowa rozpoczęła się od dobrej akcji i obrotu spod obręczy Szymona Zapały, który otworzył wynik po przerwie. Po chwili drogę pod kosz znalazł Jakub Schenk, który trafił do kosza i mieliśmy zaledwie cztery punkty straty. Sopocianie nie zamierzali się jednak zatrzymywać, dzięki czemu tracili już tylko dwa oczka. Po przerwie poprawili także grę obronną, wymuszając straty na zawodnikach Legii.
Przed szansą na doprowadzenie do remisu stanął Trey Anderson, który miał dwa rzuty wolne. Na linii okazał się bezbłędny i po raz pierwszy od dawna na tablicy wyników mieliśmy remis – po 46. Żółto-Czarni prezentowali obronę na całym parkiecie. Obie drużyny pokazywały w tej części meczu, że potrafią wykorzystać rzuty z czystych pozycji. Po takiej akcji najpierw trafił Czapla, a błyskawicznie odpowiedział mu Marchewka. Po błędach z obu stron i kolejnym wymuszeniu straty punktował w kontrze Blomgren, który wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie.
Sopocianie na przełomie dwóch kwart mieli serię aż 18:3! Grę Legionistów nieco poprawili swoimi trójkami Kuba Piśla oraz Błażej Czapla, a ich drużyna prowadziła 57:51. Mimo tego prowadzenia do gry wszedł Jakub Schenk, który trafił zza łuku i znowu mieliśmy wynik na styku. Dodatkowym problemem Trefla były faule Jakuba Schenka. Kapitan drużyny Krzysztofa Roszyka miał ich już cztery przed końcem trzeciej kwarty. Na jej koniec trafieniem popisał się jeszcze Devon Daniels, który świetnym wejściem pod kosz ponownie dał Legii przewagę. Dzięki udanym akcjom Danielsa i Golomana po 30 minutach gry Warszawianie prowadzili 70:58.
Ostatnią kwartę regulaminowego czasu gry rozpoczął od akcji 2+1 Blomgren. W tej części meczu ani jedna, ani druga drużyna nie wyróżniała się jednak na tyle, aby stworzyć sobie znaczące prowadzenie. Mimo wysokiej przewagi po 30 minutach gry Sopocianie wciąż próbowali odrabiać straty. Na ostatnie cztery minuty meczu na parkiet wszedł także Jakub Schenk, mający na koncie cztery przewinienia. Legia odjechała jednak po świetnych, składnych akcjach Devona Danielsa i Kuby Piśli, który po raz trzeci w tym spotkaniu trafił zza łuku. Na 180 sekund przed końcem meczu Trefl musiał radzić sobie bez Michała Michalaka, który prawdopodobnie naciągnął sobie mięsień.
Równo na 60 sekund przed końcem meczu Błażej Czapla, nieco szczęśliwie, zebrał piłkę na ofensywnej desce i dobił ją w dość niecodzienny sposób, wyprowadzając swoją drużynę na dziewięciopunktowe prowadzenie. Po tym trafieniu przerwę na żądanie wziął Krzysztof Roszyk. Po niej świetnym rzutem zza linii 6,75 m popisał się Anderson, a reakcja Heiko Rannuli była natychmiastowa. Tym razem to Estończyk poprosił o time-out. Po tej przerwie podwojenia wystarczyły, aby zaskoczyć drużynę z Warszawy, a Żółto-Czarni przejęli piłkę. Mecz zamknął jednak trafieniami z rzutów wolnych Goloman. Mimo że oba rzuty wolne wykorzystał faulowany Kiejzik, nic to już nie zmieniło. W ostatniej chwili jeden rzut wolny trafił jeszcze Piśla, a na koniec meczu zza łuku trafił Schenk.
Legia Warszawa wygrała mecz 93:89 i awansowała do finału Superpucharu Polski!

