GKS Tychy po dobrze rozegranej czwartej kwarcie pokonał po raz drugi w sezonie OPTeam Energia Polska Resovia Rzeszów. Podopieczni Tomasza Jagiełki w 19.kolejce meczów Pekao S.A. 1.Ligi Mężczyzn wygrali z podkarpackim zespołem 87:76.
GKS Tychy — OPTeam Energia Polska Resovia Rzeszów 87:76
Tyszanom w ubiegłej serii meczów zaplecza ekstraklasy nie poradzili sobie wyjazdowo z Eneą Basket Poznań, która odrobiła stratę z poprzedniej rundy. Co więcej zespół Tomasza Jagiełki od ubiegłego poprzedniego roku spisywał się poniżej oczekiwań. Rzeszowianie w poprzedniej kolejce rozgrywanej przed własną publicznością potrafili zaskoczyć Kociewskie Diabły, wygrywając czternastoma punktami (89:75). Dla obu ekip było to jeden z ważnych meczów w kontekście gry o najważniejszą część sezonu.
Początkowo mecz szedł po myśli podkarpackiej ekipy, które rozpoczęła od łatwo zdobytych punktów spod obręczy przez Jakuba Stupnickiego, Cli’Rona Hornbeaka oraz Santiago Vauleta (1:7). Tyską ekipę w późniejszym czasie starali się pobudzić Tomasz Śnieg, a także Szymon Kiwilsza. A pokrótce dzięki trafieniu zza łuku Szymona Walskiego i zagraniach Kajetana Kuczawskiego, tyski zespół wyszedł na prowadzenie (16:13). W końcowych fragmentach premierowej odsłony wynik zmieniała trójka Dawida Zaguły oraz podkoszowa akcja Wojciecha Wątroby. Dzięki nim Sovia po tej części prowadziła 19:17.
W następnej ćwiartce celne trafienia zza łuku Kuczawskiego i Lisa pomogły gospodarzom w ponownym objęciu prowadzenia, ale tą samą bronią odpowiedział Młynarskiego, przywracając swojej ekipie inicjatywę. Rywalizacja w kolejnych akcjach była wyrównana, a zespoły zamieniały się co pewien czas na przodzie. Dopiero po punktach spod obręczy Wojciecha Wątroby i Macieja Koperskiego, Rzeszowianie mieli zapas pięciu „oczek”. Tę zaległość jeszcze przed przerwą uregulowały celne rzuty Śniega, Bożenki oraz Kuczawskiego. Ostatecznie po przymierzonej próbie z dystansu Kacpra Indyka, Resovia prowadziła po pierwszej połowie w Tychach 43:40.
Tyszanie odwrócili losy w decydującej partii
Po dłuższej przerwie ekipa Marka Zapałowskiego zbudowała sobie ośmiopunktową zaliczkę głównie po wjazdach pod obręcz Santiago Vauleta, a także trójce Kacpra Margicioka. Od tamtej pory ten deficyt starali się uregulować punktami spod obręczy Mateusz Dziemba oraz Szymon Kiwilsza, po których GKS miał stratę jednego posiadania (52:54). Pokrótce korzystny wynik dla przyjezdnych trzymali Stupnicki oraz Margiciok. Finalnie dzięki punktom Stanisława Helińskiego, a także udanej próbie zza linii 6,75m Kajetana Kuczawskiego, zespół Tomasza Jagiełki po 30 minutach prowadził 63:62.
Początek czwartej kwarty okazał się kluczem do zwycięstwa tyszan, bo w niej raz za razem trafiali m.in. Walski, Kiwilsza, Lis czy też Bożenko. Rzeszowianie na serial 20:2 GKS-u nie potrafili odnaleźć recepty, a ponadto popełniali sporą ilość błędów. Celne trójki Koperskiego i Stupnickiego były zbyt późnym, rozpaczliwym sygnałem do gry. Ostatecznie GKS Tychy dowiózł dwucyfrową przewagę, wygrywając z Resovią 87:76.
Dla Trójkolorowych najlepiej zaprezentowali się Kajetan Kuczawski (18 punktów, 4 zbiórki) oraz Szymon Kiwilsza (16 punktów, 10 zbiórek i 6 asyst), który dołożył double-double. W rzeszowskim zespole po 15 punktów i 5 asyst zaaplikowali Jakub Stupnicki oraz Santiago Vaulet. Tyszanie po tej wygranej będą mieli zwycięstwo przewagi nad warszawską oraz leszczyńską Polonią (10-8). Rzeszowianie z dorobkiem 8 zwycięstw i 10 porażek podobnym jak WKK Active Hotel Wrocław będą czekali na ostatni wynik w Łańcucie, który może ich przesunąć na 12. miejsce.
fot. Michał Giel
Kamil Wróbel
