1 października 2022

Projekt Kosz

TWOJE ŹRÓDŁO KOSZYKÓWKI

Suzuki 1 Liga: Kotwica zdobywa Dolny Śląsk, powrót Pamuły, Znicz lepszy od rezerw Startu

Sześć interesujących meczów mieliśmy w ramach 20. serii spotkań w Suzuki 1 Lidze Koszykówki Mężczyzn. Sporo emocji dostarczyło nam starcie w WKK Sport Center, gdzie Sensation Kotwica Kołobrzeg pokonał graczy WKK. Wałbrzyszanie wrócili do zwycięskie tory, pokonując przed własną publicznością AZS AGH Kraków. W ważnym starciu za cztery punkty Dziki Warszawa pokonali w Łowiczu miejscowego Księżaka, a po rocznej przerwie na pierwszoligowe salony powrócił Piotr Pamuła. Czwarty komplet punktów dopisali zawodnicy Znicza Basket Pruszków, pokonując AZS UMCS Start II Lublin. Genialny mecz w wykonaniu Bartłomieja Karolaka poprowadził Diabły ze Starogardu Gdańskiego do zwycięstwa nad Politechniką Opolską.

Górnik Trans.eu Wałbrzych – AZS AGH Kraków 90:75

STATYSTYKI

Krakowianie po ostatnim wyjazdowym zwycięstwie w Tychach mieli apetyt na to, aby myśleć o niespodziance w wałbrzyskiej hali Aqua Zdrój. Koszykarze Górnika po wpadce w Kołobrzegu chcieli wrócić na zwycięskie tory, ponieważ tracą do obecnego lidera 1. ligi – Rawlplug Sokoła Łańcut trzy wygrane. Zwłaszcza, że podopieczni trenera Grudniewskiego nadal nie mogli skorzystać z usług Jana Malesy.

W początkowej fazie meczu obydwa zespoły miały problem z odnalezieniem rytmu w ofensywie. Po upływie paru minut premierowej odsłony mieliśmy remis (5:5). Gaz do dechy wrzucili miejscowi dzięki skutecznym rzutom Marcina Dymały. Akcja 2+1 tego gracza pozwoliła Górnikowi odskoczyć na dziesięć punktów (16:6). Celne trafienia zza łuku dołożył Bartłomiej Ratajczak. Krakowianie odpowiadali jedynie pojedynczymi trafieniami Damiana Dyrdy oraz Wojciecha Leszczyńskiego. Punkty spod kosza Damiana Durskiego zamknęły tą część wygraną przez gospodarzy 24:10.

Zamiana ról nastąpiła w następnej części, gdy w krakowskiej drużynie celnie trafiali Szymon Pawlak oraz Piotr Lis, zmniejszając przewagę wałbrzyszan do sześciu oczek (27:21). Na przełamanie z dystansu trafił Dymała, a spod obręczy Ratajczak. Po czterech punktach z rzędu zdobytych przez Dymałę, Górnik wrócił ponownie na dwucyfrową zaliczkę (36:24). Podopieczni trenera Bychawskiego próbowali zmniejszyć różnicę dzięki koszom Frasia i Leszczyńskiego. Po pierwszej połowie wałbrzyszanie wygrywali 43:31.

Na trzecią kwartę zawodnicy z Krakowa wyszli z jasnym postanowieniem odrobienia strat, lecz nie do końca im to wychodziło. Ich strata do zespołu Górnika oscylowała w granicach 10 punktów. Ze świetnej strony pokazywał się Damian Durski i rozkręcający się z minuty na minutę Marcin Dymała. Przed ostatnią kwartą przewaga Górnika wynosiła 12 ,,oczek” (66:54).

Goście w ostatniej dyszce rzucili na szalę wszystko wiedząc, że ich strata jest bardzo duża. Jednak zawodnicy Górnika umiejętnie się bronili i wyprowadzali szybkie punktowe akcje. Rezultat dla krakowskiej ekipy próbowali trzymać Piotr Lis oraz Wojciech Fraś, lecz świetnie dysponowani byli wspomnieni wcześniej Durski oraz Dymała, a ponadto zza łuku przymierzał Pabian (85:66). Ostatnie trzy minuty tej partii były bez większej historii. Górnik zasłużenie wygrał z AZS-em AGH Kraków 90:75.

autor: Nikodem Borek

Rawlplug Sokół Łańcut – Decka Pelplin 86:80

STATYSTYKI

Sentymentalną rywalizację mieliśmy w Łańcucie z trzech powodów. Pierwszym z nich było spotkanie między szkoleniowcem łańcuckiej drużyny Dariuszem Kaszowskim, a grającym w pelplińskim zespole Mateuszem Kaszowskim. Ponadto Mariusz Konopatzki ponownie stanął naprzeciwko Mateusza Szczypińskiego. Dla przypomnienia obaj panowie w ubiegłym sezonie grali pod szyldem Miasta Szkła Krosno. Powrót na ziemię podkarpacką zaliczył także szkoleniowiec pelplińskiej ekipy Marcin Radomski, który jeszcze w ubiegłym sezonie był trenerem Szklanego zespołu. W ostatnich dniach do zespołu Sokoła dołączyli Aleksander Załucki (z drugoligowej Stali) oraz Maksymilian Formella (z drugoligowej Arki Gdynia).

Rywalizacja na samym początku była mocno wyrównana, ponieważ zespoły na zmianę wychodziły do przodu. Bardzo dobrze w pelplińskim zespole spisywał się Mateusz Kaszowski, a swoje punkty dodali również Mateusz Kulis oraz Damian Szczepanik. W łańcuckim zespole rozkład ataku rozłożył się na większą ilość zawodników, co pozwalało im znaleźć łatwiejszą drogę do zdobywania punktów. Po pierwszej części minimalnie na prowadzeniu były Sokoły (19:18).

W następną kwartę lepiej weszli miejscowi. Aleksander Załucki trafił pięć punktów z rzędu, a Maksymilian Formella dołożył w późniejszym czasie 2+1 (28:20). Jednak po przeciwnej stronie uruchomił się Konopatzki wraz z Kaszowskim i Szczepanikiem. Trafienie spod kosza ostatniego z wyżej wymienionych doprowadziło do wyrównania (32:32). Gracze z Łańcuta pod koniec pierwszej połowy zdołali odskoczyć z rezultatem dzięki punktom Marcina Nowakowskiego i Michała Lisa. Po dwóch częściach meczu, Sokół prowadził z Decką 45:39.

Pelplinianie po dłuższej przerwie złapali wiatr w żagle, zdobywając na początek siedem punktów z rzędu. Po trafieniu Karola Michałka to zawodnicy Decki wyszli na prowadzenie (45:46). W jeszcze późniejszym fragmencie przyjezdni zdołali odskoczyć na 9-punktowe prowadzenie, gdy trzypunktowe akcje trafiali Sączewski, Kaszowski i Szczepanik (50:59). Jednak w następnych minutach tej ćwiartki gospodarze odwrócili o 180 stopni role, notując w 5:49 sekund serial punktowy 22:3. Trafienia Filipa Struskiego i Wojciecha Pisarczyka sprawiły, że Rawlplug Sokół Łańcut miał dziesięciopunktowe prowadzenie (72:62).

Pelpliński zespół na początku ostatniej dziesiątki wziął się do pracy i za sprawą Szczepanika i Szczerbatiuka (2+1) zmniejszył przewagę miejscowych do trzech oczek (74:71). Przemysław Wrona wziął pełną odpowiedzialność za zdobywanie punktów, a pomogli mu z dystansu Marcin Nowakowski oraz Mateusz Bręk (86:76). Pelplinianie nie znaleźli sposobu na odmienienie losów meczu, co skończyło się zwycięstwem Sokoła 86:80

autor: Nikodem Borek

Księżak Łowicz – Dziki Warszawa 73:77

STATYSTYKI

To był jeden z ważniejszych meczów zarówno dla Księżaka oraz Dzików. Warszawianie w dwóch ostatnich kolejkach mieli dwucyfrową przewagę nad swoimi rywalami. Jednak słabsze drugie połowy meczów sprawiły, że podopieczni trenera Szablowskiego skończyli te starcia na tarczy. Łowiczanie również zaliczyli dwie wpadki. W pojedynku z lubelskimi akademikami rezultat w samej końcówce był jeszcze otwarty, lecz zabrakło ważnych punktów. W Opolu zabrakło z kolei konsekwentnych akcji w ostatnich dziesięciu minutach. W ten sposób obydwa zespoły były głodne zwycięstwa. W warszawskim zespole do gry wrócił Piotr Pamuła. Natomiast Mateusz Szwed najprawdopodobniej będzie gotowy na domowe starcie z SKS-em Starogard Gdański.

Rywalizację w Łowiczu otworzyły punkty spod kosza Rafała Komendy oraz trójka Przemysława Kuźkowa. Po nieco dłuższej chwili Piotr Robak i Michał Jankowski zdobyli pierwsze punkty dla Księżaka. Trzypunktowe akcje obu graczy oraz następna w wykonaniu Daniela Dawdo pozwoliły wyjść na siedmiopunktowe prowadzenie (12:5). Przyjezdni pomału odrabiali straty za sprawą trafień Grzegorza Grochowskiego i Piotra Pamuły. Jednak w następnej chwili z dystansu pocelowali Jankowski i Robak, lecz w odpowiedzi kolejne punkty do warszawskiej konta dopisał Pamuła. Po tej części na minimalnym prowadzeniu był Księżak (22:21).

Nieco równiejszą rywalizację zobaczyliśmy na początku następnej dziesiątki, gdy obydwa zespoły na zmianę wychodziły do przodu. W odrobinę lepszej sytuacji byli warszawianie, gdy z wolnych punktował Majewski a spod kosza Kuźkow. To dało w połowie tej partii pięciopunktową zaliczkę dla zawodników w granatowych koszulkach (31:36). Sprawy łowickiej drużyny wziął w swoje ręce Jankowski, dokładając kolejne pięć punktów. Jeszcze jedna trójka rzucającego sprawiła, że koszykarze w białych strojach wrócili na prowadzenie (42:39). Arkadiusz Kobus dołożył ostatnie punkty dla Księżaka w kończącej się pierwszej połowie meczu. Łowiczanie prowadzili z Dzikami 44:39.

Drugą połowę meczu otworzyły trafienia Kuźkowa i Komendy, które doprowadziły do remisu (44:44). Sytuację łowiczan uspokoił na moment trójką Robak. Jednak w warszawskiej drużynie zaczął punktować Karol Nowakowski, wyprowadzając Dziki na prowadzenie (49:53). Pod koniec tej ćwiartki łowicki zespół starał się nadrobić deficyt za sprawą punktów zaaplikowanych przez Motela. Ostateczny rezultat po 30 minutach meczu ustalił punktami z pomalowanego pola Majewski (55:58).

Ostatnią dyszkę otworzyła akcja 2+1 Komendy, a za moment pięć punktów pod rząd zdobył Kobus (60:61). W następnym fragmencie gra była bardziej wyrównana. W połowie tej części Dziki minimalnie prowadziły (64:65). Chwilę później obydwa zespoły dołożyły po jeszcze jednej trójce, co dało nam sporo emocji do końca pojedynku. Ważne punkty dla warszawian zdobył Komenda, lecz za moment zza łuku trafił Jankowski. To dało łowiczanom jeszcze szansę na przechylenie szali zwycięstwa na swą korzyść (70:71). Decydujące punkty na wagę zwycięstwa Dzików dali Majewski i Kuźkow. Warszawianie wygrali w Łowiczu 77:73 i tym samym oddali się o dwa zwycięstwa od strefy spadkowej.

autor: Kamil Wróbel

SKS Starogard Gdański – Weegree AZS Politechnika Opolska 83:78

STATYSTYKI

Starogardzianie próbowali we własnej hali odnaleźć przełamanie na pechowo przegrane pojedynki z Miastem Szkła Krosno (72:76) oraz AZS-em UMCS Start II Lublin (88:95). Opolanie z kolei chcieli przedłużyć pasmo wygranych spotkań do czterech.

Ciutkę lepiej w mecz weszli opolanie. Punkty Adama Kaczmarzyka oraz skuteczne wolne Szymona Kiwilszy dały minimalne prowadzenie gości (2:5). Wówczas w zespole z Kociewia aktywnie punktowali Bartłomiej Pietras, Szymon Ryżek oraz Bartłomiej Karolak, co dało prowadzenie dla zawodników Bartosza Sarzało (8:5). W następnym fragmencie opolski zespół doprowadził do wyrównania za sprawą trójki Dominika Rutkowskiego (10:10). To bardziej zmotywowało graczy w białych strojach, którzy pod koniec tej ćwiartki zdobyli osiem punktów z rzędu. Trójka Szymona Ryżka oraz celny hak Michała Sadło dało sześciopunktową zaliczkę po 10 minutach gry (18:12).

Starogardzianie na początku następnej kwarty zdołali odskoczyć na dziesięć oczek po celnych rzutach Stryjewskiego i Pietrasa (24:14). Nieco później swoje punkty dodali Karolak i Ryżek, co pozwoliło odskoczyć Diabłom na 13 punktów (30:17). Sprawy w ręce opolskiego zespołu wziął Kaczmarzyk. Dzięki ośmiu punktom zdobytym przez doświadczonego skrzydłowego strata do gospodarzy wyniosła sześć punktów (33:27). Jeszcze raz z lepszej strony pokazał się Ryżek z Karolakiem, trafiając kolejne punkty. W ten sposób Kociewskie Diabły prowadziły po dwudziestu minutach 42:29.

Po zmianie stron opolanie zaczęli mozolnie odrabiać straty za sprawą punktów Kiwilszy, Rutkowskiego czy trójce Kreffta. Dwucyfrową zaliczkę dla gospodarzy trzymał trzypunktowymi trafieniami Karolak (54:42). Swoje kolejne oczka dodawał Stryjewski, lecz pod koniec tej części w zespole gości włączył się ponownie Krefft. Na ostatnią dziesiątkę zespoły schodziły z placu boju przy ośmiopunktowej zaliczce dla miejscowych (64:56).

W niej zrobiło się naprawdę gorąco, lecz w jej pierwszych minutach ponownie zza linii 6,75 m trafiał Karolak. Gracze ze Starogardu Gdańskiego mieli dwucyfrowe prowadzenie (70:59). To mocno rozdrażniło przyjezdnych z Opolszczyzny, którzy ostro wzięli się w garść. Dzięki celnym akcjom Rutkowskiego, trójkach Kreffta, Kaczmarzyka i Wilka oraz punktom Kiwilszy strata do graczy z Kociewia wyniosła jedynie jedno oczko (77:76). Nerwy ze stali mieli w kluczowych fragmentach gospodarze. Ważną trójką popisał się Stryjewski, a chwilę później wraz z Karolakiem dołożyli bezcenne punkty z rzutów wolnych. W ostatecznym rozrachunku SKS Starogard Gdański pokonał wyżej notowaną Politechnikę Opolską 83:78.

autor: Kamil Wróbel

Znicz Basket Pruszków – AZS UMCS Start II Lublin 74:61

STATYSTYKI

Pruszkowianie po jakże zaskakującym zwycięstwie z krośnianami próbowali zainkasować czwarty komplet punktów w rywalizacji z zespołem Przemysława Łuszczewskiego. W dodatku przed zamknięciem okienka transferowego do zespołu Michała Spychały zawitał 18-letni skrzydłowy Antoni Michalski mający w przeszłości występy w drugoligowej Arce Gdynia. Lublinianie po dwóch ostatnich zwycięstwach liczyli w Pruszkowie na powtórkę z poprzedniej rundy, gdzie dzięki wsparciu ekstraklasowych kolegów rozbili Znicz aż 103:64.

Lublinianie już w pierwszych minutach meczu zaznaczyli swoją przewagę dzięki koszom Adama Myśliwca, Karola Obarka i Krzysztofa Wąsowicza (4:11). Jednak później do głosu doszli pruszkowianie za sprawą trafień Karola Dębskiego, 2+1 Szymona Walczaka i wolnych Łukasza Bodycha, zmniejszając przewagę przyjezdnego zespołu do jednej akcji (13:15). Jednak zawodnicy z Koziego Grodu pod koniec pierwszej dyszki wypracowali sobie ponownie kilkupunktowe prowadzenie po celnych koszach Obarka i Pszczoły (18:25). W drugiej części ten sam duet trzymał korzystny rezultat dla koszykarzy z Koziego Grodu po upływie czterech minut (27:34). W zespole z Mazowsza ciągle skuteczny był Dębski, a następne dobre akcje dokładali Walczak oraz Kopciński. To dało po 20 minutach trzypunktowe prowadzenie dla zawodników w czarnych strojach (36:39).

Po zmianie stron gra lubelskiego zespołu kompletnie się posypała przez bardzo dobrą defensywę gospodarzy. Ciągle w dobrej dyspozycji dnia byli Dębski, Bodych oraz Walczak, którzy dopisywali punkty do pruszkowskiego konta. Kolejne oczka zdobyte przez Bodych wyprowadziły Znicz na prowadzenie, a jego akcja 2+1 dała po tej odsłonie już dziesięciopunktową zaliczkę dla graczy Michała Spychały (54:44).

Wynik na swą korzyść próbowali przechylić lublinianie dzięki punktom spod kosza Obarka oraz trójkom Ziółko. Jednak w odpowiednim miejscu oraz czasie odnalazł się ponownie Bodych, trafiając dwukrotnie z dystansu oraz dopisując kolejne punkty spod tablicy. Swoje trafienia dorzucił Walczak. Na to lubelska drużyna nie znalazła antidotum. Znicz Basket Pruszków odgryzł się za wysoki blamaż w Lublinie, pokonując lubelskich akademików 74:61. Koszykarze z Pruszkowa tą wygraną przybliżyli się mocno do Księżaka Łowicz.

autor: Nikodem Borek

WKK Wrocław – Sensation Kotwica Kołobrzeg 83:89

STATYSTYKI

Na przełomie ostatnich dni drużyna z Kołobrzegu zdołała dokonać jeszcze jeden transfer. Nowym zawodnikiem Sensation Kotwicy Kołobrzeg został Karol Kutta, który więcej czasu spędzał w drugoligowej Astorii. Tym samym szkoleniowiec kołobrzeżan Rafał Frank ma niezłą rotację na pozycji rozgrywacza. Gracze Kotwica po ostatnim sukcesie nad Górnikiem próbowali na Dolnym Śląsku wyciągnąć komplet punktów. Wrocławianie po zwycięstwie w Stolicy starali się udowodnić, że ten sukces w ubiegłej kolejki nie był dziełem przypadku.

W premierowej odsłonie przeważał mocniej atak niż defensywa, a lepiej rozpoczęli Czarodzieje z Wydm. Po oczkach spod obręczy Śmigielskiego i paczce z góry Szymona Długosza mieliśmy czteropunktowe prowadzenie dla Kołobrzegu (6:10). Mikołaj Długosz dołożył w następnym fragmencie dwie celne trójki, powiększając przewagę zawodników w niebieskich strojach do ośmiu punktów (10:18). Taką różnicę gracze Kotwicy trzymali przez następne minuty tej kwarty za sprawą Długosza i Nelsona. Pod koniec tej części wrocławianom udało się nieco odrobić straty po punktach spod tablicy Wilczka, Madraya oraz Prostaka. Po tej kwarcie zawodnicy Kotwicy prowadzili trzema punktami (25:28).

Drugą kwartę wrocławianie rozpoczęli od zdobycia sześciu punktów z rzędu. Po punktach Jakuba Patoki to miejscowi byli na prowadzeniu (31:28). Kołobrzeżanie w dość krótkim czasie zdołali trafić trzy trójki. Trzypunktowe trafienie Kurpisza dało kilkupunktową zaliczkę dla Kotwicy (31:37). Wrocławską ekipę do rywalizacji poderwali swoimi punktami Maksymilian Wilczek oraz Nick Madray. Punkty spod tablicy tego drugiego gracza doprowadziły do wyrównania (44:44). Do końca pierwszej połowy starcia zespoły wspólnie dołożyły po trzy trafienia zza łuku. Akcja trzypunktowa Wojciecha Jakubiaka dała po rozegranych 20 minutach prowadzenie przyjezdnym 50:47.

Dłuższa pauza między drugą a trzecią kwartą korzystnie podziała po stronie przyjezdnych. Z dystansu porządnie celował Pieloch, dodając później 2+1. Swoje trafienia dołożyli Nelson, Śmigielski oraz Kurpisz, co dało 14-punktowe prowadzenie dla Kotwicy (51:65). Wrocławski zespół w późniejszych akcjach również był skuteczny zza łuku. Celnymi rzutami popisali się wówczas Patoka, Ochońko i Chrabota. To nie zrobiło większego wrażenia na zespole Rafała Franka, który dołożył punkty z rzutów wolnych, prowadząc po trzech częściach 74:63.

Kołobrzeski zespół przez większą część czwartej kwarty trzymał dwucyfrowy dystans nad wrocławską ekipą. Koszykarze z Dolnego Śląska bezskutecznie próbowali odwrócić losy tej rywalizacji. Przed zakończeniem meczu punkty Ochońki i Chraboty dały jedynie sześciopunktową stratę do przyjezdnych (77:83). Jednak we właściwym momencie znalazł się Kowalenko, notując 2+1 a chwilę później trójkę na dobicie gospodarzy dodał Pieloch. Koszykarze Sensation Kotwicy Kołobrzeg wygrali we Wrocławiu z WKK 89:83.

autor: Kamil Wróbel

fot. Sebastian Maślanka (archiwum), źródło: Rawlplug Sokół Łańcut