1 października 2022

Projekt Kosz

TWOJE ŹRÓDŁO KOSZYKÓWKI

Suzuki 1 Liga: Pewne zwycięstwo Kotwicy, Kociewski thriller dla WKK

Dwa niedzielne starcia zobaczyliśmy na pierwszoligowych salonach w ramach 23. kolejki Suzuki 1 Ligi Koszykówki Mężczyzn. Pewne zwycięstwo w Zgorzelcu odnieśli koszykarze Sensation Kotwica Kołobrzeg, którzy rozprawili się z graczami Turowa. Dużo większe emocje były w Starogardzie Gdańskim, gdzie Kociewskie Diabły oraz WKK Wrocław walczyli o triumf za „cztery punkty”. Odrobinę lepsi w tym spotkaniu byli wrocławianie.

PGE Turów Zgorzelec – Sensation Kotwica Kołobrzeg 54:92 STATYSTYKI

Zgorzelczanom pomału kurczy się margines błędów oraz szanse na miejsce, które pozwoli im pozostać na pierwszoligowych parkietach. Dlatego też gracze trenera Szawarskiego liczyli na małą niespodziankę z zawodnikami Kotwicy. Czarodzieje z Wydm mieli z kolei zadanie, aby jak najmniejszym wkładem sił wygrali starcie w Zgorzelcu – co tak też się stało.

Plan na początek spotkania wiódł się po myśli trenera Rafała Franka, gdyż dzięki rzutom Piotra Śmigielskiego, Damiana Pielocha i Mateusza Irticha prowadzili już piętnastoma oczkami (2:17). Gospodarze mieli spore problemy ze zdobywaniem punktów. Bardzo zawodzili Adrian Kordalski, mając po 10 minutach gry zaledwie 2 punkty. Karol Kutta i Damian Pieloch dołożyli po celnej trójce, co zakończyło pierwszą kwartę wynikiem 29:10 dla przyjezdnych.

W drugiej odsłonie gospodarze podjęli próbę powrotu do meczu za sprawą punktów Filipa Pruefera. Goście mieli problemy ze zdobywaniem punktów, więc szkoleniowiec kołobrzeskiej drużyny zdecydował się na zmiany, co szybko zmieniło obraz gry. Mikołaj Kurpisz celną trójką oraz lay-upem pozwolił na uspokojenie gry i powiększenie przewagi punktowej na Turowem. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 53:21 dla Kotwicy. Po krótkiej przerwie podopieczni Wojciecha Szawarskiego prezentowali się zdecydowanie lepiej, co pokazywał wynik na tablicy. W ciągu trzech minut zdobyli dziewięć punktów z rzędu. Bardzo szybko Remon Nelson odpowiedział celną trójką na dobrą grę Turowa na początku trzeciej kwarty. Gołym okiem było widać poprawę gry u gospodarzy, lecz to nie pozwoliło na zmniejszenie strat z pierwszej połowy (42:75). Kołobrzeski zespół w drugiej dwudziestce kontrolował rezultat i przebieg pierwszoligowych wydarzeń, odnosząc wysokie zwycięstwo 92:54. Tym samym Sensation Kotwica Kołobrzeg powraca do czołowej trójki, mając na koncie 37 punktów (16-5). Zgorzelczanie nadal zamykają tabelę 1. ligi z dorobkiem 22 „oczek” (2-18).

SKS Starogard Gdański – WKK Wrocław 78:79 STATYSTYKI

Obydwa zespoły przed tym spotkaniem miały po 9 zwycięstw i 11 porażek. Ponadto zaznaczmy, że przed rozpoczęciem sezonu zarówno starogardzianie jak i wrocławianie byli stawiani przez ekspertów jako drużyny, które mimo mniejszych lub większych problemów powalczą o play-offy. Zatem mogliśmy się spodziewać naprawdę sporo dobrej walki.

Mecz świetnie rozpoczęli goście. Po dwóch trójkach Łukasza Uberny z narożnika boiska było już 10:0 dla WKK. Po chwili ten sam zawodnik nie zatrzymywał się w ofensywie. Po akcji 2+1 wrocławianie powiększyli przewagę do trzynastu punktów (2:15). Na przełamanie Szymon Ćwikliński trafił zza łuku, a spod kosza punkty zdobył Michał Sadło. W ten sposób miejscowi odrobinę zniwelowali straty (10:19). Zza linii 6,75m trafiali Jakub Patoka oraz Tomasz Ochońko, lecz gracze w białych strojach odpowiadali punktami spod obręczy Bartłomieja Pietrasa, trójką Szymona Ryżka i wolnymi Filipa Stryjewskiego. Ostatecznie pierwsza kwarta padła łupem wrocławian 30:21.

Drugą kwartę lepiej zaczęli goście. Po trójce Patoki mieli ponownie 13-punktową zaliczkę (24:37). Gracze z Kociewia próbowali zniwelować stratę, ale często mylili się w sytuacjach wydawać by się mogło wręcz banalnych. Zawodnicy WKK robili swoje. Michał Chrabota kapitalnym zagraniem totalnie zmylił Bartłomieja Karolaka i lay-upem wykończył akcję (28:42). Szkoleniowiec starogardzkiej drużyny wziął czas i zaraz po nim miejscowi zaczęli grać kapitalnie. Po trafieniu z pomalowanego pola Bartłomieja Pietrasa było już tylko 39:44 dla WKK. Bardzo słabo na linii rzutów osobistych prezentował się w pierwszej połowie Szymon Ryżek 2/6. Po pierwszej połowie WKK prowadziło w Starogardzie Gdańskim 48:42.

Po przerwie lepiej do gry wprowadzili się podopieczni trenera Sarzało, którzy po kilku minutach trzeciej kwarty i świetnej grze Tymona Szymańskiego w końcu wyszli na prowadzenie 56:55. Gra do końca trzeciej kwarty szła punkt za punkt i przed ostatnią częścią spotkania to WKK prowadziło jednym punktem (63:64). Na początku ostatniej części gry goście wypracowali minimalną przewagę (67:71), ale szybko odpowiedział zza łuku Stryjewski (70:71). Na niespełna 50 sekund przed końcem po celnych rzutach Michała Jędrzejewskiego zrobiło się 73:76 dla gości i trener Sarzało wziął czas by rozpisać akcje dla swoich podopiecznych. Ci zaś rozegrali ją fatalnie, a piłkę przechwycił Jędrzejewski i wrocławianie mieli pięciopunktową nadwyżkę (73:78). Natychmiast odpowiedział trójką Stryjewski, co trzymało Diabły przy życiu (76:78). Po chwili połowicznie celne rzuty wolne wykonał Prostak (76:79).

Parę sekund później na linii rzutów wolnych stanął Karolak po faulu przy trzypunktowym rzucie Patoki. W ten sposób miejscowi mieli dwa sposoby: pierwszym z nich było trafienie wszystkich wolnych i doprowadzenie do dogrywki, drugim sposobem było trafienie 2 z 3 rzutów wolnych i przy trzeciej próbie szansę na zebranie piłki i dobitkę spod trumny. Rzucający zdecydował się na drugie rozwiązanie. Trafił 2 z 3 rzutów wolnych celnie, a ponadto gospodarze jednak zebrali piłkę. Trzykrotnie spod kosza próbowali dobijać miejscowi (dwa razy Pietras i raz Ryżek), ale to nic nie dało, ponieważ nie zdołali zmieścić się w limicie czasu. WKK Wrocław tym samym zgarnął zwycięstwo 79:78. Wrocławianie po tym zwycięstwie są na ósmej lokacie (10-11), a zaraz za nim są Diabły (9.miejsce, 9-12).

Mecz Księżaka Łowicz ze Zniczem Basket Pruszków został przełożony na 16 marca, a termin rywalizacji między Dzikami Warszawa a TBS Śląsk II Wrocław jest nadal ustalany.

Mecze zrelacjonowali Piotr Raczyński oraz Nikodem Borek.

fot. Bartek Muller, źródło: Kociewskie Diabły